Po prawie miesiącu codziennego użytkowania mogę powiedzieć jedno: to nie jest kolejny fotel do biurka. To jest sprzęt, który bardzo niepozornie wpływa na to, jak pracujesz, jak siedzisz i ile jesteś w stanie wytrzymać przy biurku bez ciągłego poprawiania się, a na dokładkę jak się czujesz po intensywnej sesji pracy przy komputerze.
Montaż. Cztery śruby i temat zamknięty
Zacznijmy od czegoś, co zwykle jest niedoceniane, dopóki nie pójdzie źle. Montaż.
W tym przypadku naprawdę trudno coś zepsuć. Całość sprowadza się do kilku elementów i dosłownie czterech śrub. Nie ma potrzeby odpalania tutoriali, nie ma momentu, w którym zastanawiasz się, czy czegoś nie pominąłeś. Kilkanaście minut i możesz usiąść. To niby drobiazg, ale w świecie foteli, które potrafią frustrować już na starcie, to duży plus.




Swoją drogą składanie mebli, których funkcja przewiduje siedzenie jest genialne, bo na koniec pracy czeka Cię wygodna niespodzianka.
Czytaj też: Recenzja Paradox Ultimate Black Raven. Gamingowy nie znaczy kiczowaty i nieergonomiczny
Design. W końcu coś, co nie wygląda jak fotel gamingowy
Pierwsza rzecz, która zwraca uwagę, to wygląd.
Paradox Ergo Milano nie próbuje być gamingowym tronem ani futurystycznym gadżetem. Jest spokojny, minimalistyczny i bardzo neutralny wizualnie. Dzięki temu bez problemu wpasowuje się w różne wnętrza. Może stać w domowym biurze, salonie albo w estetycznym setupie do nagrań i nie będzie odciągał uwagi. Nie zrozum mnie źle fotele gamingowe też są genialne, tylko nie zawsze sprawdzą się w przestrzeni biurowej, chociażby pod kątem stylistyki.




To jeden z tych produktów, które nie dominują przestrzeni, tylko się w nią wpisują. I to jest coś, czego w tej kategorii często brakuje.
Regulacja. Ustawiasz raz i zaczynasz rozumieć sens ergonomii
Ten fotel ma naprawdę dużo opcji regulacji i początkowo można odnieść wrażenie, że to trochę przesada. Wysokość siedziska, kąt siedziska, oparcie, jego wysokość, zagłówek, podłokietniki. Sporo tego.
Czytaj też: Test Yumisu 2054 Magnetic – jak trwałe są fotele Yumisu?
Dopiero po kilku dniach zaczyna się to układać w całość. Okazuje się, że możesz dostosować fotel dokładnie do siebie, a nie odwrotnie. Możesz zmieniać pozycję w zależności od tego, co robisz. Inaczej siedzisz do pracy wymagającej skupienia, inaczej kiedy się rozluźniasz.






To nie jest fotel, który narzuca jedną „prawidłową” pozycję. W tym przypadku fotel pozwala Ci się poruszać w ramach ergonomii. I to robi dużą różnicę przy długich godzinach przy biurku.
Komfort. Moment, w którym przestajesz analizować siedzenie
Najlepszą rzeczą, jaka może się wydarzyć przy testowaniu fotela, jest moment, w którym przestajesz o nim myśleć. I tutaj to właśnie się dzieje, a staje się on elementem codzienności.
Po kilku dniach nie zwracasz uwagi na to, czy siedzisz idealnie, bo fotel Cię do tego „namawia”. Po prostu pracujesz. Montujesz, piszesz, scrollujesz, robisz swoje.




Nie pojawia się to charakterystyczne uczucie zmęczenia pleców po kilku godzinach. Nie ma też ciągłego wiercenia się w poszukiwaniu wygodnej pozycji. No i najważniejsze odcinek lędźwiowy nie cierpi nawet po kilku godzinach.
A kiedy już czujesz, że potrzebujesz chwili przerwy, zagłówek + podnóżek robią robotę. Lekki odchył i masz moment resetu, bez konieczności wstawania od biurka. Tylko ostrożnie, bo można odpłynąć – poparte badaniami. 😉
Czytaj też: Test Yumisu 1010 – biurowy tron zamiast gamingowego fotela?
Materiały i wykonanie. To czuć w codziennym użytkowaniu
Producent mówi o połączeniu koreańskich materiałów z włoską myślą technologiczną. Brzmi jak typowy marketingowy slogan, ale w praktyce coś w tym jest. A jako zagorzały fan włoskiej kuchni – umówmy się jak coś jest włoskie to jest wybitne.
Siatka oparcia jest przewiewna i przyjemna, co szczególnie docenia się przy dłuższym siedzeniu. Konstrukcja sprawia wrażenie solidnej i dobrze spasowanej. Po miesiącu użytkowania nic nie skrzypi, nic się nie luzuje, wszystko działa tak, jak powinno.



To nie jest poziom „płacisz za logo”, tylko raczej dobrze zbalansowany stosunek jakości do ceny w swojej kategorii.
Dla kogo to ma sens?
Paradox Ergo Milano najbardziej docenią osoby, które faktycznie spędzają przy biurku dużo czasu. Twórcy, osoby pracujące zdalnie, ktoś, kto montuje, pisze, projektuje i potrzebuje stabilnego, wygodnego miejsca do pracy. Szkoda, że fotele nie są przenośne i nie można ich w jakiś łatwy sposób transportować, bo ciężko później zderzyć się z fotelami w innych miejscach, w których przyjdzie nam pracować.
To też dobra opcja dla tych, którzy mają dość foteli stylizowanych na gamingowe, a jednocześnie nie chcą iść w ekstremalnie drogie rozwiązania z najwyższej półki.

Czy warto po miesiącu?
To jest produkt, który robi ogromne wrażenie już w dniu rozpakowania, ze względu na jakość wykonania, ale to również produkt, który świetnie broni się po czasie.
Po miesiącu widać, że to fotel, który realnie wpływa na komfort pracy. Pozwala siedzieć dłużej bez dyskomfortu, daje możliwość dopasowania do siebie i nie męczy wizualnie.
Miłego siedzenia!

