Za tą linią w Drodze Mlecznej zaczyna robić się dziwnie. Astronomowie z historycznym wyczynem

Maksyma Sokratesa, w której stwierdza, iż wie, że nic nie wie, idealnie odzwierciedla moje podejście do kosmosu. Astronomowie również są dalecy od kompletnego zrozumienia wszechświata. Ba, nie są nawet pewni co do natury naszej własnej galaktyki. Ale tak się składa, że dzięki ich najnowszym doniesieniom będę mógł minimalnie zwiększyć swój poziom świadomości na temat Drogi Mlecznej. Uczeni twierdzą bowiem, iż udało im się zidentyfikować jej granice.
Za tą linią w Drodze Mlecznej zaczyna robić się dziwnie. Astronomowie z historycznym wyczynem

Choć może to brzmieć zaskakująco, granica galaktyki nie jest wyraźną linią, lecz raczej strefą, w której nagle ustaje proces powstawania nowych gwiazd. Najnowsze badania pokazują, że dysk gwiazdotwórczy Drogi Mlecznej kończy się około 40 tysięcy lat świetlnych od jej centrum. To właśnie tam astronomowie zaobserwowali wyraźną zmianę w strukturze i wieku gwiazd. To coś, co można uznać za faktyczną krawędź galaktyki w kontekście jej aktywności.

Czytaj też: Ogromna struktura ukrywa się za naszą galaktyką. Astronomowie właśnie ją zmapowali

Do tego wniosku naukowcy doszli po przeanalizowaniu ogromnych zbiorów danych obejmujących ponad 100 tysięcy gwiazd. Wykorzystali przy tym obserwacje z kilku wielkich projektów astronomicznych, w tym europejskiej misji Gaia oraz teleskopów LAMOST i APOGEE. Dzięki temu możliwe stało się dokładne określenie wieku i rozmieszczenia gwiazd w różnych częściach galaktyki.

Najbardziej zaskakujący wydaje się wzór wyłaniający z tych danych. W miarę oddalania się od centrum Drogi Mlecznej gwiazdy stają się coraz młodsze, aż do pewnego momentu. W okolicach wspomnianych 40 tysięcy lat świetlnych trend nagle się odwraca i znów dominują starsze gwiazdy.

To właśnie ten punkt możemy uznać za granicę obszaru, w którym galaktyka aktywnie tworzy nowe gwiazdy. Dalej materia międzygwiazdowa jest już zbyt rozrzedzona, a warunki zbyt niestabilne, by mogły powstawać kolejne pokolenia gwiazd. Innymi słowy, Droga Mleczna fizycznie sięga dalej, lecz jej “żywe” centrum kończy się właśnie tam. Co ciekawe, poza tą granicą wciąż znajdują się gwiazdy. Często bardzo stare. Naukowcy uważają jednak, że nie powstały one na miejscu. Zamiast tego zostały wyrzucone z wewnętrznych regionów galaktyki i przez miliardy lat migrowały na jej obrzeża pod wpływem oddziaływań grawitacyjnych.

Jednym z możliwych wyjaśnień tej granicy jest coś, co uczeni określają mianem rezonansu Lindblada. To obszar, w którym grawitacyjne oddziaływanie struktury galaktyki, w tym jej centralnej belki, zaczyna zakłócać ruch gazu i pyłu. To może skutecznie blokować proces powstawania nowych gwiazd. Naukowcy wymieniają też inne czynniki, takie jak deformacja dysku galaktycznego czy spadek gęstości gazu, które razem mogą tworzyć naturalną barierę dla narodzin gwiazd. Mimo to dokładna przyczyna tego zjawiska wciąż pozostaje zagadką i jest przedmiotem dalszych badań.

Czytaj też: W centrum Drogi Mlecznej dzieje się coś niezwykłego. Naukowcy znaleźli obiekt, którego nie potrafią wyjaśnić

Odkrycie, o którym piszę, ma ogromne znaczenie dla zrozumienia ewolucji galaktyk. Pokazuje, że nawet tak ogromne struktury jak Droga Mleczna mają swoje funkcjonalne granice, a więc miejsca, w których procesy fizyczne odpowiedzialne za ich rozwój po prostu przestają działać. Choć Droga Mleczna rozciąga się na ponad 100 tysięcy lat świetlnych, nowe badania sugerują, że jej aktywne serce kończy się znacznie bliżej, niż dotąd sądziliśmy. 

Źródło: Astronomy&Astrophysics

Napisane przez

Aleksander Kowal

Redaktor
Z wykształcenia romanista (język francuski oraz hiszpański) ze specjalizacją z traduktologii. Dziennikarską przygodę rozpocząłem około piętnastu lat temu, początkowo w związku z recenzjami gier komputerowych i filmów. Obecnie publikuję zdecydowanie częściej na tematy związane z nauką oraz technologią. W wolnym czasie uwielbiam podróżować, śledzić kinowe i książkowe nowości, a także uprawiać oraz oglądać sport.