Arctis Nova Pro Omni ma w sobie to, co w Arctis Nova Elite najważniejsze
Jeśli nie czytaliście mojego testu SteelSeries Arctis Nova Elite, to można skrócić go w kilku słowach. Jest to zestaw zbyt drogi (audiofilski), na moje oko za mało wizualnie elitarny, ale jednocześnie lepiej brzmiący, lepiej wygłuszający i pełen unikalnych funkcji, których nie znajdziemy w poprzedniku, czyli Nova Pro Wireless, które testowałem w 2024 roku.

Przez to wszystko zakładałem, że producent zagra dosyć nieczysto i po wycenieniu modelu Nova Elite na 2699 złotych, postawi grubą granicę między nowym a starym modelem. Innymi słowy, jeśli ktoś nie będzie się dać kupić wizji audiofilskiego brzmienia i lepszego ANC, to jednocześnie zostanie “przymuszony” do zakupu Nova Elite przez stację dokującą, która pozwala opanować ścieżki dźwiękowe pochodzące nawet ze 4 różnych źródeł.
Czytaj też: Test SteelSeries Arctis Nova Elite. Co potrafią słuchawki za 2699 złotych?






Oto jednak ta dokładnie cecha znalazła się w nowym modelu SteelSeries Arctis Nova Pro Omni, który wedle ceny referencyjnej kosztuje nie 649 euro (2699 zł), a 399 euro (~1700 zł), podczas gdy kilkuletni Nova Pro Wireless kosztuje 379 euro, czyli około 1600 zł, choć w sklepach znajdziemy go za 1300 zł. Sugeruje to nam z automatu, że Arctis Nova Pro Omni wskoczy w niegdysiejsze miejsce starszego modelu, jako sprzęt wyceniony na około 1600-1700 złotych, a prostszy Arctis Nova Pro pozostanie na poziomie 1200-1300 złotych, co automatycznie nada więcej sensu całej rodzinie modeli Arctis Nova.








Przejdźmy więc do tego, co najważniejsze – co dokładnie ma do zaoferowania Arctis Nova Pro Omni?
Arctis Nova Pro Omni to podkręcony Arctis Nova Pro Wireless
Zacznijmy od najważniejszego – czemu w teście Arctis Nova Pro Omni jest tak wiele na temat Arctis Nova Pro Wireless oraz Arctis Elite? Nie jest to oczywiście przypadek, bo całe to trio odznacza się bardzo wieloma cechami wspólnymi. Na pierwszy rzut oka wyglądają identycznie (ten sam projekt zewnętrzny), ale różnią się w szczegółach wykonania (głównie zmiana z tworzywa sztucznego na metal).


Poza tym opierają się na stacji dokującej z wbudowaną ładowarką na dwa wymienne akumulatory (Infinity Power System), wyróżniają rozległymi opcjami łączności (łączność radiowa, Bluetooth, przewodowa) i obecnością aktywnego wygłuszania hałasów z otoczenia (ANC), a do tego zapewniają wysoką jakość brzmienia, mikrofonu. Innymi słowy, Arctis Nova Pro Wireless, Arctis Nova Pro Elite i Arctis Nova Pro Omni to sprzęty zbudowane na tej samej podstawie, ale różniące się w kilku kluczowych sferach.
Czytaj też: Test SteelSeries Aerox 3 Wireless Gen 2, czyli historia o tym, jak ulepszyć wszechstronną myszkę



Jeśli idzie o funkcje Arctis Nova Pro Omni, to największym wyróżnikiem tego zestawu słuchawkowego jest przede wszystkim stacja dokująca typu OmniPlay. Podczas gdy w Arctis Nova Pro Wireless mniej zaawansowany odpowiednik działał jak bardzo wygodne centrum przełączania między dwoma głównymi urządzeniami wpiętymi po USB oraz łączenia jednego źródła radiowego z tym Bluetooth, to jego następcy rozwinęli ten pomysł w stronę czegoś znacznie bardziej rozbudowanego – jednoczesnego łączenia sygnału z wielu urządzeń po USB i Bluetooth.


Funkcja OmniPlay sprawia, że zamiast zwykłego “przełącznika źródeł” dostajemy już coś na kształt bardziej zaawansowanego małego centrum dowodzenia dźwiękiem. Efekt? Nie chodzi już tylko o przełączanie się między dwoma sprzętami po USB przy nasłuchiwaniu telefonu, ale o możliwość miksowania nawet czterech źródeł audio jednocześnie (3 po USB i 1 po Bluetooth), co w standardowych stanowiskach komputerowych nie ma większego zastosowania, ale w bardziej rozbudowanych (typu laptop + pecet + handheld + smartfon) już wręcz przeciwnie.



Swoją drogą, testując Arctis Nova Elite, miałem wrażenie, że cała elitarność tego sprzętu ma wynikać nie z aluminiowych elementów czy przetworników z włókna węglowego, a właśnie zaawansowania stacji dokującej. Stacji, która właśnie “spłynęła” do kosztującego tysiak mniej modelu Arctis Nova Pro Omni, więc w moich oczach SteelSeries zrobiło tym ruchem świetną robotę. Szacuneczek.




Nie podoba mi się jednak, że Arctis Nova Pro Omni zaliczyły jakościowy downgrade względem Arctis Nova Pro Wireless zarówno w materiale zastosowanym do wykończenia nakładek muszli (plastik vs metal), jak i w projekcie opaski pod pałąkiem, która wizualnie straciła nieco charakteru.


SteelSeries Arctis Nova Pro Omni na co dzień
Jeśli idzie o to, jak SteelSeries Arctis Nova Pro Omni sprawdzają się na co dzień, to tak naprawdę mógłbym przekleić tutaj część wrażeń z modelu Arctis Nova Pro Wireless. Po pierwsze – wysoki komfort (podbić można go poprzez wymienienie skórzanych nauszników z zestawu na te z tkaniny). Po drugie – świetne brzmienie i jakość mikrofonu. Po trzecie – zaawansowana aplikacja na komputer i smartfon. Po czwarte – zerowe ryzyko rozładowania słuchawek dzięki dwóm wymiennym akumulatorom i opcji ładowania w stacji. Po piąte – wysoka kompatybilność i wszechstronność dzięki stacji dokującej Omni oraz bogatemu wyposażeniu.
Czytaj też: Test Steelseries Arctis GameBuds. Dokanałowe słuchawki specjalne dla graczy






Wady? Nie byłem w stanie znaleźć czegokolwiek, co kompletnie deklasuje SteelSeries Arctis Nova Pro Omni z jakiejkolwiek perspektywy. Można jednak nieco ponarzekać. Pierwsza ofiara? Funkcja ANC. Jest ona bliżej poziomowi przeciętnemu/dobremu niż bardzo dobremu, ale z drugiej strony radzi sobie z tym, co najważniejsze, bo typowym niskim hałasem pokroju wentylatorów, klimatyzacji czy samochodów za oknem.









Nie cierpię też faktu, że aplikacja SteelSeries GG wymaga zalogowania, aby dorwać się do funkcji Sonar, a najbardziej z kolei boli mnie tylko to, że w tak wysokiej cenie nie dostajemy dwóch par nauszników (dodatkowych z tkaniny), bo na papierze Arctis Nova Pro Omni to słuchawki nie tylko “do komputera”, ale też do urządzeń o mobilnym charakterze. Dlatego też miłym dodatkiem byłoby twarde etui w miejscu cieniutkiego worka dołączonego do zestawu.








Test SteelSeries Arctis Nova Pro Omni – podsumowanie
Po spędzeniu wielu głównych dni z Arctis Nova Pro Omni mam pewność, że ten nowy produkt SteelSeries to bardziej podrasowany o stację dokującą Arctis Nova Pro Wireless niż okrojony Arctis Nova Elite. Czy to coś złego? Wcale nie, bo pozwoliło to utrzymać poziom ceny słuchawek na znacznie bardziej racjonalnym poziomie (~1600 zł), a nie astronomicznych 2600 złotych. Wygląda to więc tak, że SteelSeries wzięło fundament znany z Nova Pro Wireless, dorzuciło do niego najbardziej interesujące rozwiązanie z droższego Nova Elite i dzięki temu powstały słuchawki, które mają po prostu więcej sensu niż oba te modele w swoich skrajnych punktach cenowych.



Dostajemy tu bardzo dobre brzmienie, wysoki komfort, rozbudowaną łączność, świetny system z dwoma wymiennymi akumulatorami i stację dokującą, która daje użytkownikowi coś więcej niż wygodne przełączanie między dwoma urządzeniami. Musimy jednocześnie pamiętać, że Arctis Nova Pro Omni to po prostu nie jest sprzęt dla typowego, przeciętnego użytkownika, bo ten powinien sięgnąć po tańsze Arctis Nova Pro Wireless. Najnowszy model jest z kolei skierowany konkretnie pod tego klienta, który doskonale wie, jak wykorzystać stację Omni, więc jest to sprzęt niszowy, ale nie tak bardzo, jak Arctis Nova Elite.

