Współzałożyciel iRobot przedstawił bowiem nowy projekt o nazwie Familiar. Choć na pierwszy rzut oka wygląda jak sympatyczna zabawka przypominająca pluszowego niedźwiadka, jego twórcy mają znacznie ambitniejsze plany. I tak, skojarzenia z familiarami (chowańcami), które w fantastyce towarzyszą czarownicom, nie jest tu przypadkowe, bo właśnie taki jest cel tego urządzenia.
To nie jest kolejny chatbot na czterech nogach
Chyba każdy z nas nie raz widział w sicie te wszystkie nowoczesne zabawki, które są wręcz naszpikowane najnowocześniejszymi rozwiązaniami z zakresu sztucznej inteligencji. Mogą rozmawiać, odpowiadać na pytanie i w ogóle mają zastępować człowieka, ale takiego w bardziej miękkiej i przyjaznej formie. Dlatego widząc Familiara pomyślałam, że to znowu powtórka z rozrywki. Tymczasem bardzo mile się zakończyłam, bo kierunek, w którym poszli twórcy, jest zupełnie inny.
Ten robot nie mówi. Nie prowadzi rozmów i nie próbuje udawać człowieka. Zamiast tego komunikuje emocje poprzez ruchy ciała, pozycję uszu, mimikę oczu czy zachowanie ogona. Twórcy przekonują, że takie podejście pozwala budować bardziej naturalną relację, pozbawioną oczekiwań związanych z rozmową z inteligentną maszyną. Brzmi trochę jak cyfrowy odpowiednik zwierzęcia domowego i trudno oprzeć się wrażeniu, że właśnie taki był zamysł projektantów.



Jako właścicielka psa nie wyobrażam sobie zastąpienia mojego pupila jakąś elektroniką. Nawet jeśli czasem psoci, wciąż jest pełnoprawnym członkiem rodziny. Jednak wiem również, że nie każdy może pozwolić sobie na psa czy kota. Czasem przeszkodą są warunki mieszkaniowe, czasem praca, która wymaga pozostawania poza domem przez zbyt długi czas. Żywe zwierzę to obowiązek, który niektórych może przerastać i nie ma w tym nic złego. Zresztą, lepiej, gdy ktoś zdaje sobie z tego sprawę przed próbą adopcji zwierzaka, a nie po fakcie.
Zdaje mi się, że Familiar częściowo może celować właśnie w takich ludzi, ale nie tylko, ponieważ jego zastosowanie jest znacznie szersze. Owszem ma nam dotrzymywać towarzystwa, ma być zabawką, jednak ma również aktywnie wspierać nasze codzienne nawyki. Jeśli robot zauważy, że od dłuższego czasu bez przerwy korzystamy ze smartfona lub komputera, może próbować zwrócić na siebie uwagę i zachęcić do przerwy. W przyszłości podobne mechanizmy mają pomagać w budowaniu zdrowej rutyny, wspierać osoby starsze, a nawet odgrywać rolę pomocnika dla rodzin z dziećmi.
Dla mnie to bardzo ciekawy paradoks współczesnej technologii. Większość firm korzysta z AI do zatrzymywania naszej uwagi przy ekranie, natomiast tutaj ma to działać odwrotnie – przypominać, że warto czasem od niego odpocząć. Właściciele zwierzaków wiedzą, że psy czy koty dostosowują się w dużej mierze do rytmu dnia właściciela. Mój pies wie już, w jakich mniej więcej godzinach pracuję i po prostu wtedy sam się bawi lub śpi. Rzadko kiedy zdarza się, by szukała w tym czasie mojej uwagi i oczywiście to dobrze z punktu widzenia moich obowiązków zawodowych, choć jednocześnie ja wtedy zapominam, by częściej wstawać od biurka.
Za uroczym wyglądem kryje się sporo technologii
Familiar ma naprawdę uroczy wygląd. Twórcy nie wykorzystali typowego w tym segmencie wizerunku psa czy kota, tylko stworzyli coś, co chyba najbliższe jest niedźwiadkowi. Podoba mi się ten kierunek, bo w pewnym sensie pokazuje, że zwierząt również nie chcą zastąpić. Najważniejsze jednak jest to, co robot kryje w środku.

Mamy tu 23 stopnie swobody ruchy, co pozwala mu poruszać się w bardzo płynny i ekspresyjny sposób. Wyposażono go również w kamery, mikrofony oraz specjalną powierzchnię reagującą na dotyk. Za interpretację otoczenia odpowiada multimodalny model AI analizujący jednocześnie obraz i dźwięk, a zachowanie robota jest rozwijane przy wykorzystaniu mechanizmów uczenia ze wzmocnieniem. Twórcy zadbali nawet o nietypowe szczegóły. Jeśli urządzenie znajdzie się w miejscu uznanym za niebezpieczne – na przykład zbyt blisko krawędzi stołu czy kominka – ma okazywać coś na kształt strachu, dając użytkownikowi do zrozumienia, że sytuacja nie jest komfortowa.
Czytaj też: To się nazywa glow! Yema pokazała zegarek, który wygląda niepozornie, dopóki nie zgasisz światła
Nie zabrakło też dbałości o prywatność, co dla mnie osobiście jest jedną z najważniejszych kwestii w przypadku podobnych nowinek technologicznych. Firma deklaruje, że całość analizy danych odbywa się lokalnie na urządzeniu. Robot nie musi przesyłać obrazu ani nagrań głosowych do chmury i może funkcjonować nawet bez połączenia z internetem. To szczególnie istotne, jeśli urządzenie ma spędzać z nami całe dnie w salonie, sypialni czy pokoju dziecięcym. Nawet najbardziej sympatyczny robot szybko przestałby być sympatyczny, gdyby użytkownicy mieli poczucie, że stale ich obserwuje.
Czy Familiarowi się uda?
Chociaż pomysł twórcy Roomby na pewno wyróżnia się na tle innych tego typu, to wciąż nie gwarantuje mu sukcesu. W ostatniej dekadzie rynek widział już kilka prób stworzenia domowych robotów społecznych. Wiele z nich zachwycało podczas prezentacji, ale po kilku miesiącach okazywało się, że użytkownicy po prostu przestają z nich korzystać.

Wydaje mi się, że kluczowe będzie tu podejście do tego urządzenia. Ten robot może być świetnym motywatorem do ograniczania czasu spędzanego przed ekranem i budowania zdrowych nawyków. Może też stanowić pierwszy etap nauki dziecka odpowiedzialności za „pupila”, ale bez mylenia go z prawdziwym zwierzakiem. Dla mnie to nie jest urządzenie, które zastąpi relacje i żywe zwierzę, i raczej nie powinno tym być. Ma być dodatkiem i narzędziem, a nie czymś, z czym wchodzimy w głębsze relacje.
Źródło: Familiar Machines & Magic
