Panele słoneczne ciągle się rozwijają. Najpierw miało być taniej, potem wydajniej, później bardziej inteligentnie, a teraz coraz częściej słyszę z zapowiedzi branży, że ma być jeszcze niewidocznie. Bez wielkich paneli na połaci dachu, bez aluminiowych konstrukcji, bez technologicznego dodatku przyklejonego do domu w sposób bardzo inwazyjny. Wszystko po to, aby dach wyglądał jak dach, a jednocześnie produkował prąd. Jeśli jednak instalacja fotowoltaiczna przestaje być dodatkiem do dachu, a staje się częścią jego konstrukcji, to sprawa zaczyna robić się poważna w razie wszelkich awarii.
Dom w Gütersloh pokazał problem fotowoltaicznych dachówek
W niemieckim Gütersloh doszło do pożaru domu jednorodzinnego wyposażonego w dachówki fotowoltaiczne. Według relacji straży pożarnej, zanim pierwsze jednostki dotarły na miejsce, płomienie zdążyły już rozprzestrzenić się pod konstrukcją dachu. Akcja zakończyła się po prawie siedmiu godzinach. Najbardziej niepokojąca część samej akcji z perspektywy służb? Jeden ze strażaków został porażony prądem z modułu fotowoltaicznego i trafił do szpitala, choć jego życiu nie miało zagrażać niebezpieczeństwo.
Czytaj też: Największy problem nowoczesnej technologii nie dotyczy procesorów. Nieskończona energia czai się pod wodą

Co nam to mówi? Ano to, że dachówki solarne, czyli elementy BIPV zintegrowane z budynkiem, komplikują samą akcję gaśniczą. W klasycznej instalacji panele są zwykle osobną warstwą zamontowaną na stelażu. W dachówkach fotowoltaicznych moduły są z kolei częścią pokrycia, więc strażacy nie walczą już tylko z ogniem i dymem, ale też z konstrukcją, która ukrywa zarzewia ognia oraz pozostaje elektrycznie aktywna przy dostępie do światła. Komplikuje to proces gaszenia w ogromnym stopniu, choć sama walka z pożarem fotowoltaiki nie należy do prostych.

Opisywałem to już wcześniej, bo pierwszym w Polsce pełnoskalowym teście pożarowym dachu z fotowoltaiką, który pokazał, jak instalacja zmienia zachowanie dachu i sposób prowadzenia akcji. O tym samym problemie, tylko od strony projektowej, myślę też przy panelach zintegrowanych z dachem oraz przy dachówkach solarnych Jackery XBC. Estetyka jest tu oczywista. Pytanie jednak brzmi, czy równie oczywiste są procedury serwisowe, odłączanie sekcji, oznaczenia i dostęp ratowniczy.
Dachówki fotowoltaiczne są piękne, ale problematyczne
Dachówki solarne rozwiązują autentyczny problem. Nie każdy chce mieć na domu klasyczne panele. Nie każdy budynek dobrze znosi dodatkową konstrukcję. Nie każdy dach pozwala na prosty montaż modułów bez utraty spójności wizualnej. Dlatego BIPV ma sens i to zwłaszcza w nowych budynkach, projektach premium, obiektach objętych ograniczeniami estetycznymi i miejscach, gdzie dach ma pozostać dachem, a nie nośnikiem instalacji. Jeśli jednak dojdzie do pożaru, to cała akcja gaśnicza znacząco się komplikuje.

W Gütersloh strażacy musieli ręcznie i systematycznie demontować fragmenty zintegrowanego pokrycia, żeby dotrzeć do ukrytych punktów żarzenia i ograniczyć ryzyko ponownego zapłonu. Jest to ogromna różnica między szybkim zdjęciem przeszkody a rozbieraniem części dachu pod presją czasu, temperatury, wysokości i prądu stałego. Fotowoltaika nie zachowuje się bowiem jak zwykły obwód, który można po prostu wyłączyć jednym ruchem. Moduły PV wytwarzają prąd, gdy pada na nie światło, a źródłem problemu w działaniach ratowniczych bywa właśnie obecność napięcia. W efekcie instalacje fotowoltaiczne mogą stwarzać zagrożenie porażeniem podczas akcji, zwłaszcza gdy części systemu pozostają aktywne, a strażacy operują wodą i narzędziami w pobliżu przewodów oraz modułów.

Czytaj też: Rekord pobity. Teraz tak kręcą fotowoltaiczną korbą, że aż strach zapisywać kolejne liczby
Dobra instalacja fotowoltaiczna nie musi być ponadprzeciętnie niebezpieczna, lecz źle zaprojektowana, źle zamontowana albo trudno dostępna potrafi utrudnić działania wtedy, gdy każda minuta ma znaczenie. Niemiecki Fraunhofer ISE już lata temu pisał, że systemy fotowoltaiczne nie są z natury bardziej niebezpieczne niż inne instalacje elektryczne, ale wymagają przestrzegania zasad, dobrego montażu i świadomości, że moduły produkują prąd przy świetle. Wiele zagrożeń zaczyna się z kolei od jakości połączeń, złączy, montażu oraz łuków elektrycznych po stronie DC.
Największy problem BIPV to nie sprawność, tylko serwis i dostęp
Dachówki fotowoltaiczne mają w sobie coś bardzo kuszącego. W najlepszym scenariuszu zastępują część tradycyjnego pokrycia, produkują energię i wyglądają znacznie lepiej niż klasyczna instalacja paneli słonecznych. Właśnie dlatego podobne pomysły pojawiają się coraz częściej, także przy rozwiązaniach BIPV montowanych w ścianach i dachach, jak przy półprzezroczystych panelach Climacy. Taki kierunek będzie się rozwijał, bo budynki mają produkować energię, a jednocześnie wiele osób nie chce szpecić swoich domów wielkimi czarnymi panelami.

Czytaj też: Lekkie nie znaczy gorsze. Te panele słoneczne przypominają mi o czymś ważnym
Mam jednak wrażenie, że w materiałach o BIPV zbyt rzadko padają proste pytania użytkowe. Jak szybko da się odłączyć sekcje dachu? Czy służby mają dostęp do oznaczeń pokazujących przebieg przewodów? Jak wygląda wymiana uszkodzonego elementu po kilku latach? Co dzieje się, gdy ogień idzie pod pokryciem, a moduły są jednocześnie częścią tej samej warstwy, którą trzeba rozebrać? Czy producent i monter zostawiają właścicielowi dokumentację, która ma sens również dla straży pożarnej? Bez takich odpowiedzi fotowoltaiczna dachówka jest pięknym produktem z niewygodnym szczegółem, bo może działać dobrze przez lata, ale w sytuacji awaryjnej jej przewaga estetyczna zamienia się w dodatkową warstwę komplikacji.
Źródła: pv magazine, Fraunhofer ISE

