Mam problem z Wiedźmin Pieśni Przeszłości. Geralt wróci w bardzo dziwnym stylu

Geralt miał już swój koniec. Ciekawy, bo dosyć unikalny, jak na tak legendarną postać, która po prostu postanowiła zejść ze sceny, ale umówmy się – jeśli Redzi by tego chcieli, to odwieszone miecze mogłyby powędrować w ręce Geralta z byle dobrego powodu. Najwyraźniej ten powód właśnie nadszedł.
Wiedźmin 3: Dziki Gon

Źródło: CD Projekt Red

Rozszerzenie Krew i Wino zostawiało po sobie wrażenie historii, której nie trzeba już dopowiadać. Toussaint, Corvo Bianco, dawny przyjaciel Regis i ten ostatni uśmiech do gracza, dziękujący za ponad dekadę przygód z Białym Wilkiem w roli głównej. Nie każdy finał musi jednak palić wszystkie mosty. Dlatego zapowiedź Pieśni Przeszłości nie jest dla mnie tylko miłą wiadomością z cyklu “wracamy do klasyka”. Jest znacznie dziwniejsza. CD Projekt otwiera bowiem kilkunastoletnią już grę, którą sam bardzo dobrze domknął. Nie robi tego zresztą w pustce, ale w momencie, gdy cała marka powoli przesuwa ciężar z Geralta na Ciri, a to od razu zmienia sens tej zapowiedzi.

Czytaj też: Świat bez treści AI był lepszy. Dziś obawiam się o przyszłość Internetu

Gdyby chodziło wyłącznie o rozbudzenie nostalgii i narobienie nieco medialnego szumu, to wystarczyłby mały dodatek. Kilka zadań, nowy pancerz, może powrót znanej postaci i parę dialogów z puszczeniem oka do fanów, bo trudno będzie sprzedać nagłe przeskoczenie z postaci Geralta na Ciri. Jakkolwiek dużo sensu by to nie miało. Nie dziwię się więc, że CD Projekt mówi nie o byle czym, a o pełnoprawnym rozszerzeniu. O zupełnie nowej przygodzie. O projekcie przygotowywanym z Fool’s Theory. O premierze w 2027 roku i o pokazie na Gamescomie, który odbędzie się pod koniec sierpnia 2026 roku.

Tu nie pachnie mi zwykłym dopiskiem do starej gry, który musi ratować finanse firmy. Tu pachnie przeskomplikowanym ruchem strategicznym.

Fakty o Wiedźmin 3 Pieśni Przeszłości

Pieśni Przeszłości będą trzecim dużym rozszerzeniem do Wiedźmina 3, po Sercu z Kamienia oraz Krwi i Wino. CD Projekt zapowiedział premierę na 2027 rok na PC, PlayStation 5 oraz Xbox Series X|S, więc całe rozszerzenie zostanie zbudowane na nowej, nowogeneracyjnej wersji gry z raytracingiem i poprawkami. Głównym bohaterem pozostaje Geralt, a przy projekcie pomaga Fool’s Theory z Bielska-Białej, a więc studio, które pracuje też nad remake’em pierwszego Wiedźmina i zatrudnia osoby mające doświadczenie przy Wiedźminie 3.

Samo określenie “rozszerzenie” jest tu ważniejsze, niż mogłoby się wydawać. CD Projekt odróżnia bowiem byle małe DLC od dużych expansion packów. To nie ma być kosmetyczny powrót do gry z 2015 roku. Komunikacja studia ustawia oczekiwania bliżej dużych dodatków fabularnych, a gracze automatycznie widzą w tle Krew i Wino, a to akurat jest problem. Nie dlatego, że Krew i Wino było złe, a właśnie dlatego, że było tak dobre. Ten dodatek działał jak elegancki epilog, którego fani wręcz potrzebowali w myśl zasady, że umierasz jako bohater, albo żyjesz wystarczająco długo, aby stać się złoczyńcą. Geralt miał zawsze predyspozycje do tego drugiego. CD Projekt Red mógł bowiem zrobić z niego dojną krowę i wręcz zbesztać wizerunek Białego Wilka na lata, a przecież tego byśmy nie chcieli.

Jeśli jednak studio po tak wielu latach dodaje do zakończonej w taki sposób gry kolejny rozdział, to musi bardzo uważać, żeby nie wyglądał jak niechlujny przypis dopisany do książki, która dostała już ostatnie zdanie.

Redzi naprawdę mają sporo do zrobienia, bo jak na rozszerzenie przystało, gracze powinni móc wczytać zapis gry i ruszyć w przygodę, co oznacza wykopanie Geralta z winnicy. Tutaj wchodzą zresztą wątki z przeszłości, a więc zakończenie głównego wątku fabularnego z podstawki oraz rozszerzenia Krwi i Wino, które różnią się na tyle, że CD Projekt Red moim zdaniem będzie wręcz musiał wybrać, a przynajmniej zasugerować jakieś kanoniczne zakończenie. Chyba że twórcy pójdą w stronę fabularnych wygibasów, bo przecież niezależnie od działań z Wiedźmina 3, Ciri ostatecznie trafia na szlak i kontynuuje dziedzictwo Białego Wilka.

Gamescom będzie pierwszym sprawdzianem

Najważniejszy szczegół całej zapowiedzi nie dotyczy luźnej aktualnie daty premiery. Dotyczy targów Gamescom, które odbędą się pod koniec sierpnia. Wtedy to bowiem Pieśni Przeszłości zostaną oficjalnie zaprezentowane, a to samo w sobie oznacza, że CD Projekt nie traktuje tego projektu jak czegoś, co wystarczy wrzucić do internetu z krótkim trailerem i kilkoma screenami. Gamescom będzie pierwszym momentem, w którym hasło “Geralt wraca” przestanie działać samo z siebie.

Geralt z Rivii czyta sagę o Wiedźminie

Na razie można budować napięcie tytułem, grafiką, trzecim mieczem, powiązaniami z Belleteyn i spekulacjami o Ciri. Na targach trzeba będzie pokazać coś bardziej konkretnego. Ton dodatku. Skalę. Może nawet fragment nowego świata, a przede wszystkim gameplay, który pozwoli światu ocenić, czy rozszerzenie do ponad 10-letniej gry ma sens. Ja zaś liczę na jasny sygnał, czy CD Projekt idzie w stronę melancholijnego pożegnania, czy raczej fabularnego mostu do Wiedźmina 4.

Nie wiemy jeszcze, czy na targach zobaczymy demo, trailer, prezentację sceniczną czy pokaz za zamkniętymi drzwiami. Wiemy jednak, że CD Projekt sam wybrał miejsce, które podbije oczekiwania, a przy Wiedźminie oczekiwania nigdy nie są neutralne.

Najciekawszy element zapowiedzi to wielka niewiadoma

Na grafice zapowiadającej rozszerzenie Geralt dzierży w dłoniach trzeci miecz, mając na plecach tradycyjny dla swojego fachu duet. Redzi potwierdzili, że miecz z grafiki ma znaczenie dla historii, a kilka smaczków na grafice wspominającej o święcie Belleteyn nie było przypadkowe dla tej nowej przygody Białego Wilka. Sam gest przedstawiony na grafice sugeruje mi tylko jedno – Ciri musiała zostawić albo zgubić swoją broń i teraz jest w niebezpieczeństwie. Zwłaszcza że podobną, choć nie identyczną pochwę mogliśmy już zauważyć na jej plecach w technicznym demie Wiedźmina 4 i wątpię, czy jest to ot przypadkowe żonglowanie assetami. Redzi to przecież nie małe studio, które musi ratować się ciągłym recyklingiem tego, co już zostało zrobione.

Jest to jednak teoria tak dobra, jak wszystkie inne, bo nie wiemy dokładnie, co te wszystkie wskazówki oznaczają, a ich interpretacja jest szeroka. Ba, nawet kolor fioletowy i odwołanie do pieśni zaczynają przynosić na myśl Jaskra. Innymi słowy, tutaj zaczyna się zabawa, ale też ryzyko. Może chodzić o dawną historię Geralta. Może o artefakt. Może o broń związaną z Ciri, elfickim dziedzictwem, Larą Dorren albo Starszą Krwią, a może o coś znacznie prostszego i po prostu Redzi przygotują nam jakąś podróż w przeszłość Geralta. Trzeci miecz jest ewidentnie ważny, ale jego sens nadal pozostaje pod znakiem zapytania.

Kluczowe w dodatku ma też być święto Belleteyn, które Andrzej Sapkowski w swoich książkach zaczerpnął z celtyckiego święta Beltane. W folklorze celtyckim Beltane było jednym z momentów, gdy granica między światem ludzi a światem istot nadprzyrodzonych stawała się cienka i w tym może kryć się pewna odpowiedź na pytanie, jak to Ciri stała się wiedźminką z krwi i kości.

Ciri jest w centrum nawet wtedy, gdy jej nie ma

Oficjalnie wracamy do Geralta. Nie do Ciri, ale mimo tego trudno udawać, że Ciri nie unosi się nad całym tym projektem. CD Projekt swoim planem na markę Wiedźmin ustawił poniekąd rozszerzenie Pieśni Przeszłości jako powrót przez wspomnienia przed przekazaniem pałeczki bohaterce Wiedźmina 4. Sprawia to, że każdy element dodatku będzie czytany przez pryzmat nowej sagi. Każdy stary znajomy, każdy motyw przeznaczenia, każdy detal związany z przeszłością Geralta i Yennefer może zostać odebrany jako przygotowanie gruntu pod Ciri.

Właśnie tu leży sens tego dodatku. Nie w prostym “zobaczcie, Geralt wraca”, tylko w próbie przeprowadzenia graczy przez zmianę głównej twarzy serii.

Ciri jako protagonistka Wiedźmina 4 ma sens, ale nie dla wszystkich jest dobrym wyborem i sam należę do tego grona, bo wiedźmin bez Białego Wilka straci już “to coś”, co przyciągało nas do książek i gier. No, chyba że Redzi zrobią z Ciri taką żeńską formę Geralta bez własnego charakteru, to cóż, wtedy pójdzie klasykiem – chłop się za babę przebrał. 

Geralt był przez lata osią tego świata w grach. Nawet gdy opowieść dotyczyła Ciri, Yennefer, Dzikiego Gonu albo wojny, to właśnie jego spojrzenie spinało całość. Pieśni Przeszłości może być sposobem na to, żeby jeszcze raz wejść w ten świat przez bezpieczną, znaną perspektywę, przez co łatwiej zaakceptujemy, że następny duży rozdział będzie należał do kogoś innego.

To nie musi oznaczać, że Ciri będzie grywalna w dodatku. Nie musi oznaczać nawet, że pojawi się w nim przez dłuższy czas. Wystarczy, że cała historia zostanie napisana z myślą o tym, co nadchodzi. Niepokoi mnie jednocześnie to, jak w tej opowieści skończy Geralt. Pamiętajmy przypadek The Last of Us 2. Joel trafił poniekąd na emeryturę w relatywnie bezpiecznej okolicy, a później skończył jak skończył. 

Geralt też na tej emeryturze był i właśnie z niej wraca, a nic tak nie ucięłoby dyskusji na temat głównego bohatera Wiedźmina 4, jak fakt, że naszego ulubieńca po prostu zabrakło. 

Co mówi śledztwo na temat Wiedźmin Pieśni Przeszłości?

Społeczność oczywiście już rozkręciła własne śledztwo. Jedni widzą w tytule “Pieśni Przeszłości” zapowiedź większej roli Jaskra, bo pieśni, pamięć i opowiadanie dawnych historii pasują do barda niemal automatycznie, ale mam nadzieję, że Redzi jednak pozostawią go tam, gdzie był do tej pory – na bocznym torze. Inni łączą trzeci miecz z Belleteyn, Ciri, elfami i Starszą Krwią. Pojawiają się też bardziej szczegółowe spekulacje o próbie wyjaśnienia wiedźmińskości Ciri przed Wiedźminem 4.

Teorie, jak to teorie – w każdej może być ziarenko prawdy i dlatego najciekawsze dyskusje są dla mnie gdzieś indziej. Gracze nie pytają już bowiem tylko o to, co będzie w dodatku. Pytają o to, po co ten dodatek w ogóle powstaje. CD Projekt nie sprzedaje bowiem byle nowego rozszerzenia. Sprzedaje powrót do zamkniętego rozdziału, a taki powrót zawsze wymaga uzasadnienia.

Dlatego Wiedźmin 4 będzie dla CD Projektu bardzo trudnym testem. Nie dlatego, że Ciri nie nadaje się na główną bohaterkę. Nadaje się. Problem polega na tym, że marka przez lata była emocjonalnie przyklejona do Geralta. Głos, sylwetka, humor, zmęczenie, kodeks, relacje, sposób patrzenia na świat – to wszystko zbudowało bardzo konkretną tożsamość serii, a wymiana tak charakterystycznego bohatera może się skończyć źle. Bardzo źle.

Czytaj też: Każdy handheld tego potrzebuje. Naucz się na moim błędzie i kup spokój na lata

Wiedźmin 4 Wiedźmin IV Witcher Ciri

Pieśni Przeszłości może więc pełnić funkcję ostatniego bezpiecznego powrotu do starych dziejów i poniekąd młodości wielu graczy. Jeszcze raz wejść w buty Geralta. Jeszcze raz zobaczyć ten świat jego oczami. Jeszcze raz przypomnieć sobie, dlaczego ta postać działała tak dobrze. Potem, być może, łatwiej przyjąć, że dalej pójdziemy już inną drogą, zostawiając za sobą nieco mniejsze i płytsze odciski butów w błocie.

Jeśli CD Projekt zrobi z tego tylko sentymentalną przygodę, to bardzo mnie rozczaruje. Jeśli jednak za mocno podłączy dodatek pod reklamowanie Wiedźmina 4, to gracze też to wyczują. Najlepszy wariant leży bowiem gdzieś pomiędzy. Musimy dostać historię, która broni się sama, ale po której zakończeniu gracz rozumie, dlaczego została opowiedziana właśnie teraz.

Największe ryzyko? Powrót Geralta okaże się zbyt wygodny

Wydaje mi się, że CD Projekt nie ma dziś problemu z tym, żeby gracze zwrócili uwagę na Pieśni Przeszłości. Sama nazwa Wiedźmina 3 wystarczy. Problem będzie inny, bo czy ten dodatek zdoła obronić się poza nostalgią.

Wiedźmin 3 next gen

Bo nostalgia jest świetna jako zapalnik, ale fatalna jako paliwo na całą kampanię. Przez pierwsze minuty wystarczy zobaczyć Geralta, usłyszeć znajomy klimat, wrócić myślami do Velen, Novigradu albo Toussaint. Potem jednak zaczynają się wymagania. Questy muszą mieć swój ciężar. Nowy konflikt musi mieć sens, a powrót starych postaci, jeśli nastąpi, nie może wyglądać jak typowy fan-service. 

Najgorszy możliwy scenariusz to dodatek, który cały czas mówi: “pamiętasz?”. Pamiętasz Geralta? Pamiętasz Jaskra? Pamiętasz Yennefer? Pamiętasz karty do Gwinta? Pamiętasz Krew i Wino? Tylko że dobre rozszerzenie nie powinno działać jak album wspomnień. Powinno dawać nowy powód, żeby te wspomnienia miały znaczenie i to zwłaszcza w czasach zmian.

Geralt wraca, ale pytanie brzmi: po co?

Pieśni Przeszłości jest dla mnie jednym z ciekawszych ruchów CD Projektu ostatnich lat. Nie da się go sprowadzić do prostego “fani dostaną więcej Wiedźmina 3”. Oczywiście, dostaną. Tylko że za tym kryje się trudniejszy temat.

CD Projekt musi wrócić do ukochanej gry, nie rozbijając jej zakończenia. Musi wykorzystać Geralta, nie robiąc z niego wyłącznie narzędzia marketingowego przed Wiedźminem 4. Musi zbudować duże rozszerzenie do tytułu sprzed wielu lat, ale sprzedać je graczom, którzy po Widmie Wolności do Cyberpunka 2077 doskonale wiedzą, że studio potrafi robić bardzo dojrzałe dodatki. Musi też wejść na ważne dla graczy targi i pokazać, że “Geralt wraca” jest dopiero początkiem rozmowy, a nie całym argumentem.

Dlatego nie czekam na Pieśni Przeszłości jak na zwykły powrót do starej gry. Czekam jak na test. Test tego, czy CD Projekt potrafi jeszcze raz opowiedzieć historię Geralta bez cofania go z emerytury tylko po to, żeby podbić kalendarz wydawniczy. Test tego, czy nostalgia może zostać użyta z wyczuciem i test tego, czy przejście do Ciri da się przeprowadzić bez wrażenia, że ktoś tu po prostu znudził się Białym Wilkiem. Zwłaszcza że ten miał być już na emeryturze, a przecież nic nie wyrywa mężczyzny z wygodnej posiadłości tak dobrze, jak dama w opałach.

Geralt wraca. To już wiemy. Teraz najważniejsze pytanie brzmi czy wróci godnie.

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.