Najgorsze dla rynku smartfonów może dopiero nadejść. Xiaomi ostrzega przed drastycznymi podwyżkami

Przez lata rynek smartfonów działał według dość prostego schematu: co roku dostawaliśmy szybszy procesor, lepszy aparat, więcej pamięci i często… praktycznie tę samą (lub tylko nieco wyższą) cenę. Producenci bili się głównie agresywną wyceną, szczególnie marki z Chin, które zbudowały swoją pozycję na haśle „flagowiec za pół ceny Samsunga”. Mam jednak dla was złą wiadomość – tanio już było.
Najgorsze dla rynku smartfonów może dopiero nadejść. Xiaomi ostrzega przed drastycznymi podwyżkami

Xiaomi otwarcie ostrzega, że ceny smartfonów mogą w najbliższych latach mocno wystrzelić — i tym razem nie chodzi wyłącznie o chciwość producentów czy inflację. Problem siedzi znacznie głębiej, w samym sercu współczesnej elektroniki, czyli pamięciach DRAM i NAND.

AI pożera pamięć szybciej niż branża jest w stanie ją produkować

Podczas niedawnej konferencji prezes Xiaomi, Lu Weibing, zasugerował, że jeszcze przed końcem 2026 roku chińskie flagowce mogą przekroczyć psychologiczną granicę 10 000 juanów, czyli około 5400 złotych jeszcze przed podatkami i europejskimi narzutami. To oznaczałoby, że topowe modele Xiaomi, Oppo czy Vivo zaczęłyby kosztować praktycznie tyle, co najdroższe iPhone’y i Galaxy Ultra. Tu przypomnę, że cena w Chinach zawsze jest dużo niższa niż ta, którą znajdziemy na naszych sklepowych półkach. Do niej dochodzą lokalne podatki, opłaty logistyczne i sporo dodatkowych kosztów, które jeszcze windują ceny.

Oczywiście, podwyżki w branży nie są niczym nowym, jednak tak ciężkiej sytuacji nie było od bardzo dawna. Nie jest to kwestia inflacji, która też nieźle nas przycisnęła w ostatnich lata. Xiaomi wskazuje bardzo konkretny powód: pamięci DRAM i NAND dramatycznie drożeją, a producenci przestają być w stanie amortyzować te koszty.

Czytaj też: Nowa opaska Xiaomi chce zaprzyjaźnić się z iPhone’em

Do tego przysłowiowego pieca swoje dokłada gwałtowny rozwój AI. Obecnie standardem stają się zaawansowane funkcje sztucznej inteligencji i topowy smartfon nie może się bez nich obejść. Niestety, modele AI – zarówno te działające w chmurze, jak i lokalnie na urządzeniach – dosłownie pożerają pamięć operacyjną oraz przestrzeń magazynową. Serwery AI konkurują o te same zasoby co producenci smartfonów, laptopów czy konsol. Budowa nowych fabryk pamięci trwa natomiast latami. To nie jest branża, w której można „po prostu zwiększyć produkcję” w kilka miesięcy. Według Xiaomi presja cenowa może utrzymywać się nawet do 2027 albo 2028 roku.

To nie jest tylko problem flagowców

Chociaż to najdroższe modele zawsze dostają najbardziej wypasione nowości, tym razem kryzys nie ominie też modeli ze średniej i niskiej półki. W ostatnich latach producenci zaczęli w końcu dodawać więcej RAM-u do budżetowców, co zostało wymuszone przez klientów, ale też coraz bardziej wymagające systemy operacyjne. W średniakach wygląda to nieco inaczej, bo firmy zdają się czasem wręcz ścigać się na absurdalną ilość RAM-u. Jeszcze niedawno 6 GB pamięci wydawało się luksusem. Dziś 12 GB trafia do średniej półki, a producenci reklamują funkcje AI działające lokalnie na telefonie. Tyle że AI potrzebuje pamięci jak szalone.

Mamy tu dość smutny paradoks. Chcemy lepszych funkcji także w tańszych modelach, więc je dostajemy. Nowoczesne funkcje generatywne, tłumaczenia offline, inteligentna obróbka zdjęć czy modele językowe działające na urządzeniu wymagają coraz większych zasobów. Skoro pamięć drożeje, producenci będą musieli podjąć bardzo niewygodną decyzję: albo podnosić ceny telefonów, albo zacząć ciąć specyfikację.

Jak dla mnie w ten sposób dochodzimy do momentu, w którym szalony wyścig na coraz większe liczby się skończy. Bo o ile klient jeszcze zaakceptuje droższego flagowca, tak średniak za 2500–3000 zł z 8 GB RAM-u nagle przestaje wyglądać atrakcyjnie w świecie coraz cięższych funkcji AI.

Czytaj też: To ma być przyszłość wearable? Garmin chce prawie 2000 zł za opaskę bez ekranu

Inną opcją jest weryfikacja planów, co zresztą zrobiło już Xiaomi. Od dłuższego czasu wspominało się o projekcie ultrasmukłego smartfona Xiaomi AI. Miał on konkurować z urządzeniami pokroju Galaxy S25 Edge czy iPhone Air — cienkim, efektownym i ultralekkim. Według przecieków telefon miał mieć mniej niż 6 mm grubości, Snapdragona 8 Elite Gen 5 i baterię w okolicach 5000–6000 mAh. Brzmi świetnie, ale mówi się, że firma zrezygnowała z tego projektu, a powodem były zbyt duże kompromisy technologiczne. Obecnie klienci wymagają za dużo i tego po prostu nie da się pogodzić bez gigantycznych kosztów albo brutalnych kompromisów.

Nie da się nie zauważyć, że obecnie rynek smartfonów przypomina trochę to, co działo się z kartami graficznymi po boomie kryptowalutowym — nagle okazuje się, że o te same komponenty walczy kilka gigantycznych branż jednocześnie. Zresztą, to może być początek. Jeżeli ceny pamięci dalej będą rosnąć, producenci zaczną szukać oszczędności wszędzie: wolniejszy rozwój aparatów, mniejsze baterie, mniej ambitne konstrukcje albo sztuczne ograniczanie funkcji AI do najdroższych modeli. Może się to skończyć stagnacją.

Nie da się podnosić cen w nieskończoność, a kiedy te będą na w miarę stabilnym poziomie, ale jednocześnie dużych zmian będzie brakować, klienci zaczną korzystać ze swoich starszych modeli znacznie dłużej. To oczywiście będzie dobre dla środowiska i naszych portfeli, jednak dla branży może oznaczać wielkie zmiany. Czy złe? Trudno mi wyrokować, na pewno giganci rynkowi będą zmuszeni przemyśleć swoje strategie i być może odchudzić portfolio.

Źródło: IThome

Napisane przez

Joanna Marteklas

Redaktor
Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.