Kiedy firma XPPen specjalizująca się w produkcji tabletów graficznych zgłosiła się do mnie, proponując przedpremierowe testy nowego produktu w postaci specjalnego kontrolera Pilot Pro, to początkowo nie byłem specjalnie przekonany. Takie specyficzne gadżety są dla mnie zwykle przesadą, która nie jest potrzebna komuś, kto dorastał z myszką i klawiaturą w ręku i nie boi się skrótów klawiszowych. Uznałem jednak, że tym razem dam szansę takiemu gadżetowi, bo akurat wróciłem po ponad roku do montowania filmów w Davinci Resolve. Jak więc wypadła ta przygoda?

XPPen Pilot Pro robi świetne pierwsze wrażenie
Firma XPPen wie, jak doposażać swoje sprzęty i nie inaczej jest z Pilot Pro, bo ten kontroler doczekał się nie tylko świetnego twardego etui z dedykowanym miejscem na przewód USB-A do USB-C, ale też odbiornika USB-A oraz adaptera USB-C do USB-A. Pierwsze chwile uprzyjemnia z kolei skrócona instrukcja obsługi, ale nie ma co robić z tego sprzętu czegoś szczególnie trudnego do opanowania.




Co mi przeszkadza? Dosyć niespodziewanie przewód USB, bo z jednej strony jest obrócony o 90 stopni, więc albo eksponuje się niepotrzebnie na blacie, albo zasłania porty, choć jest to zależnie od ustawienia portów w waszych komputerach i laptopach.

XPPen Pilot Pro może działać w trybie przewodowym, radiowym i Bluetooth 5.4 Low Energy, utrzymując tym samym połączenie z czterema urządzeniami (aktualnie Windows i macOS). Oczywiście nie jednocześnie, bo tryb przewodowy i radiowy mają priorytet. Same połączenia po Bluetooth wymieniamy między sobą za pośrednictwem jednego przycisku na spodzie.



Niestety więc ta swobodna żonglerka połączeniami nie jest aż tak możliwa, bo po prostu zabrakło czegoś w rodzaju przełącznika “Bluetooth 1/Bluetooth2/USB/2,4 GHz”. Umówmy się jednak – dla 99,99% potencjalnych użytkowników nie będzie to wada. XPPen Pilot Pro to bowiem nie myszka, a coś, co stawiamy po lewej od klawiatury (tak, produkt obsługuje się sensownie tylko lewą ręką) i korzystamy jak z rozszerzenia tradycyjnych peryferiów.
XPPen Pilot Pro mógł być czymś więcej niż “sprzętem do pracy”
Projekt XPPen Pilot Pro jest wyjątkowy. Tutaj chyba wszyscy się zgodzimy. Przypomina swoimi odważnymi kształtami jakiś statek obcych, choć sam feeling korzystania z niego przypomina wertykalną myszkę i to nie z sensorem, a wielką “kulą” do obracania w lewo i prawo. Bierze się to z gabarytów, bo Pilot Pro mierzy 130 x 92 x 66 mm i waży 251 gramów, ale oczywiście daleko mu do myszki. Jest to bardziej uzupełnienie klawiatury dla praworęcznych, którzy po prostu potrzebują dodatkowych przycisków, a przede wszystkim pokręteł. Tych pierwszych jest tutaj bowiem całe 19, a drugich aż 3, z czego najbardziej zaskoczyły mnie cztery dotykowe przyciski u góry głównej gałki, które aktywują się przy podwójnym “tapnięciu”.
Czytaj też: Test Honor 600. Ten smartfon jednym mnie oczarował, a drugim rozczarował



Jeśli idzie o wykonanie, XPPen Pilot Pro nie tylko świetnie prezentuje się na biurku, ale też nie budzi wątpliwości co do swojej długowieczności. Wszechobecne tworzywo sztuczne jest twarde, połączenia obudowy idealnie zgrane, a ściskanie wszystkich ścianek nie powoduje ich uginania się czy dziwnych dźwięków. Na plus trzeba też zaliczyć port USB-C w towarzystwie diody funkcyjnej z tyłu oraz cztery grube antypoślizgowe pady na spodzie w towarzystwie przełącznika on/off oraz przycisku do funkcji Bluetooth. Czy więc to sprzęt idealny? No, po kilkunastu dniach obcowania z nim, powiedziałbym, że niekoniecznie. Przynajmniej dla mnie.

Jestem przyzwyczajony do klawiatur mechanicznych i myszek o twardym charakterze kliku, więc nie kupiła mnie wizja firmy XPPen związana z zastosowanymi przyciskami. Problem leży w ich łagodności, bo choć te po bokach mają odpowiednią, bo wyczuwalną drogę pracy, to wszystkie klika się tak… no cóż, bez większego wyrazu. Dręczy to zwłaszcza D-Pad na przodzie i rezonuje nieco z ciężkim do wciśnięcia drążkiem głównym.

Nie przekreśla to wprawdzie całego sprzętu, ale moim zdaniem brakuje tym przyciskom po prostu charakteru samego działania, bo w tej formie przypominają ot stare klawiatury mechaniczne i w efekcie “szybkie klikanie” jednego przycisku staje się utrudnione. Jest to o tyle problematyczne, że pozostałe elementy sterowania są świetne.

Wielka analogowa gałka z obsługą ośmiu kierunków ma przyjemny opór i dobrze “odbija”, wszystkie pokrętła działają płynnie i precyzyjnie, a to u podstawy samej gałki obraca się w pełni swobodnie, kiedy tylko wprawimy go w ruch. Wisienką na torcie są wibracje aktywowane przez wszystkie trzy pokrętła, które jednoznacznie dają nam znać, że pokrętłami coś robimy i tym samym pozwalają lepiej wyczuć oraz kontrolować sprzęt. Szkoda tylko, że tego samego feedbacku (oczywiście nieco słabszego) nie mają też przyciski.
XPPen Pilot Pro sprawia tym samym wrażenie sprzętu takiego… no cóż subtelnego, wręcz kobiecego w działaniu. Nie ma tutaj czegoś, do czego przyzwyczaiły mnie gadżety gamingowe, a szkoda, bo taki sprzęt sprawdzałby się świetnie jako kontroler do gier RPG w połączeniu z myszką. Nie taka jest jednak jego rola – jest to sprzęt, który ma oddać w nasze ręce jeszcze lepsze panowanie nad programami, w których “mashowanie” przycisku ma miejsce co najwyżej tylko wtedy, kiedy projekt się wysypie.
XPPen Pilot Pro rozwiązał mój największy problem z dodatkowymi peryferiami
Nie wiem, jak was, ale mnie najbardziej irytuje konieczność zmiany przyzwyczajeń wyrabianych przez lata. Klawiatura i myszka to sprzęt ewidentnie wystarczający, aby opanować program taki jak Davinci Resolve, choć oczywiście można pomagać sobie w nim sprzętem takim jak XPPen Pilot Pro i rzeczywiście, mając coś takiego pod ręką, nie trzeba nagle przeklikiwać się przez kilka opcji, mashować lewą i prawą strzałkę jak szaleńcy czy mozolnie dostosowywać pozycję kursora. Od czego mamy programowalne przyciski oraz aż trzy gałki?

Tyle tylko, że proces przyzwyczajania się do takiego sprzętu wymaga czasu. Musimy zapamiętać, co klikać, żeby uzyskać odpowiedni efekt, a to przez pierwsze dni pracy jest wyzwaniem. No, chyba że macie jakieś naklejki na przyciski, rozpiszecie sobie wszystko na kartce albo odpalicie pogląd programu na innym ekranie. XPPen Pilot Pro rozwiązał to lepiej – w każdej chwili możemy wywołać specjalny HUD, który przypomina nam o funkcjach programu i którego możemy dowolnie przemieszczać i zmieniać wielkościowo.

Jest to cenne zwłaszcza w zakresie zmieniania profili, bo przykładowo XPPen Pilot Pro w takim Davinci Resolve ma aż trzy presety związane z oknem mediów, edycji oraz kolorowania, więc mamy tym samym sporo do zapamiętania. Jedno kliknięcie wystarczy jednak, aby uzyskać przydatną ściągę. Warto tutaj zaznaczyć, że sam proces zmiany presetu jest możliwy z poziomu dotykowych przycisków na górnej gałce, więc przypadkowo go nie zmienimy.







Z początku wszystko szło z oprogramowaniem względnie dobrze, a przynajmniej aż do momentu, w którym odpaliłem drugi monitor. Podczas testów byłem jednak zmuszony kilkukrotnie reinstalować aplikację PilotController, żeby zresetować ustawienia i przywrócić widoczność HUD-u.

W obecnej wersji nie radzi sobie ona bowiem najlepiej z konfiguracjami wielu monitorów o różnej rozdzielczości i szczerze mówiąc, sama w sobie jest dosyć zbugowana i ewidentnie wymaga jeszcze sporo pracy na poziomie integracji z systemem Windows. Działa bowiem dziwnie przy przenoszeniu między monitorami (wymaga kilku prób), ewidentnie nadaje priorytet głównemu ekranowi, bo to właśnie tam wyświetla się HUD i w efekcie prostu czuć, że jest to nadal wersja rozwojowa, która nie została jeszcze odpowiednio przetestowana. Tutaj XPPen musi sporo poprawić i tyczy się to nawet samego interfejsu, bo choć jest nowoczesny, to daleko mu do przejrzystego ideału, z którym aż chciałoby się obcować.
Co tak naprawdę umożliwia XPPen Pilot Pro?
Jak na wszechstronny i konfigurowalny kontroler przystało, XPPen Pilot Pro możecie wykorzystać w dowolnym programie i to nawet do uprzyjemnienia sobie korzystania z Windowsa albo macOS. Według mnie jest to jego zaleta i wada zarazem, bo nie jest to sprzęt ot dla byle użytkownika, a kogoś bardziej świadomego i gotowego na zmianę przyzwyczajeń. Z jednej strony można po prostu ograniczyć się do odgórnie zaproponowanych przez producenta profili w programach takich jak Davinci Resolve, ale prawda jest taka, że bez nagięcia sprzętu pod swoje wymagania, nie wyciśniecie z niego pełni możliwości. Korzystać wprawdzie skorzystacie, ale w XPPen Pilot Pro kluczowe jest to, aby z czasem dopracowywać pierwotne ustawienia konkretnie pod wasz tryb pracy i później cieszyć się funkcjami pokroju automatycznego przełączania się presetów zależnie od włączonej aplikacji.
Czytaj też: Test SteelSeries Arctis Nova Pro Omni. Nie spodziewałem się, że producent TO zrobi

Przykład? Domyślny preset dla wspomnianego Davinci Resolve przydawał mi się głównie w menu edycji, ale jednocześnie irytowało mnie, że tnąc materiał wielką gałką (poprzez ruch w dół), mogę od razu przesunąć wskaźnik przez pokrętło obecne właśnie na gałce. Rozwiązanie? Po prostu przeniesienie tej funkcji na inny przycisk. Tak właśnie z XPPen Pilot Pro trzeba korzystać – ciągle poprawiać to, co irytuje, bo w przeciwnym razie skończycie ze sprzętem, którego w pełni po prostu nie wykorzystacie.
Jeśli zaś idzie o wytrzymałość wbudowanego 1900-mAh akumulatora z możliwością jego wymiany (śrubki znajdują się pod naklejką na spodzie), to na jednym ładowaniu Pilot Pro wytrzymał mi około 28-32 godzin. Ładowanie do 50% trwa około 25 minut, do 80% jakieś 45 minut, a do 100% mniej więcej godzinę.
Test XPPen Pilot Pro – podsumowanie
XPPen Pilot Pro nie jest sprzętem zbędnym, ale też nie jest dodatkiem, który po prostu podłączycie i od razu zaczniecie pracować szybciej. Jest to ewidentnie kontroler dla bardziej świadomego użytkownika, który chce dopracowywać własny sposób pracy i nie boi się przez kilka dni uczyć nowych przyzwyczajeń. Kiedy jednak już go odpowiednio ustawicie pod siebie, to Pilot Pro potrafi sensownie skrócić drogę do wielu powtarzalnych czynności w programach kreatywnych i właśnie wtedy pokazuje, po co w ogóle powstał.

Największym problemem nie jest tu zresztą sam sprzęt, choć osobiście wolałbym bardziej “twarde” przyciski, ale samo oprogramowanie, które na Windowsie nadal sprawia wrażenie niedoszlifowanego, a to zwłaszcza przy pracy na wielu monitorach. Szkoda, bo sam kontroler jest dobrze wykonany, przemyślany i zwyczajnie przyjemny w codziennym użyciu. Dlatego dziś widzę w XPPen Pilot Pro bardzo obiecujące narzędzie pracy, które wprawdzie już teraz ma sens, ale wymaga jeszcze trochę pracy po stronie aplikacji, aby nie odstraszyć zbyt wrażliwych użytkowników. Te wprawdzie nie uniemożliwiają korzystania ze sprzętu i są do obejścia, ale irytują.

