Test Honor 600. Ten smartfon jednym mnie oczarował, a drugim rozczarował

Spędziłem ostatnie tygodnie ze smartfonem Honor 600, a po dziś dzień biorę go w dłoń i myślę jedno – to ewidentnie mógłby być mój nowy prywatny telefon. Nawet pomimo tego, że ma w sobie funkcje, których kompletnie nie potrzebuję.
Test Honor 600. Ten smartfon jednym mnie oczarował, a drugim rozczarował

Lubię sprzęty proste, stonowane, użyteczne, a przy tym nieprzesadzone w żadną z niepotrzebnych stron. Ot, skrojone idealnie pod użytkownika. Tyczy się to zwłaszcza narzędzi codziennego użytku, do których zaliczają się przecież smartfony. Rzeczywista codzienna utylitarność ponad przesadą – w moim świecie powinna to być wręcz główna zasada projektowania telefonów. 

Z początku myślałem, że Honor 600 nie jest całkowicie właśnie takim sprzętem, bo choć zachwycił mnie swoją fizycznością, to jednocześnie przytłoczył próbą sprzedania całej masy funkcji związanych ze sztuczną inteligencją. Kiedy jednak przegryzłem się przez to wszystko, to… zaczęło robić się ciekawie. Zanim wejdziemy w szczegóły, zaznaczę tylko jedno, że nie jestem zbyt wymagającym użytkownikiem smartfonów.

Skąd początkowy zachwyt smartfonem Honor 600?

Czy w kopiowaniu konkurencji jest jakiś honor? Projektanci Honora 600 zapewne powiedzieliby, że nie, ale od razu skontrowaliby tę odpowiedź, że w inspiracji nie ma nic złego. Dlaczego? Spójrzcie tylko:

Pozostawiając jednak kwestię podobieństw z boku, Honor 600 to jeden z tych smartfonów, którymi można się zachwycić od pierwszego kontaktu. Mówię tutaj jednak o całości, a nie np. o samych pleckach wystających o części milimetra nad metalową ramkę po bokach, bo tamtejsza wielka wyspa i dwa wielkie obiektywy ze szkłem wystającym ponad metalowe obramówki to coś, co można polubić albo znienawidzić, a finalnie i tak trzeba zaakceptować. 

Z praktycznego punktu widzenia to porażka, bo oba obiektywy wystają tak daleko od obudowy (IP68, IP69 oraz IP69K), że telefon chwieje się na blacie. Takie coś sprawia, że stosowne etui (niestety nieobecne w pudełku) jest wręcz wymagane. Zwłaszcza że na tyle nie znajdziemy jakichś specjalnie wytrzymałych na trudy codziennego życia materiałów pokroju szkła o podwyższonej wytrzymałości czy ceramiki. Cała wyspa i przyjemnie matowy panel jest bowiem wykonana z tworzywa sztucznego. Plus? Taki tył nie łapie odcisków palców, jak magnes. 

Czytaj też: Pierwsze wrażenia z OPPO Find X9 Ultra. Tak wygląda nowy król mobilnej fotografii?

Idąc dalej, mamy srebrną metalową płaską ramkę o delikatnie zaoblonych krawędziach na łączeniu z ekranem i pleckami, a do tego wzorowy stopień zaoblenia samych rogów. Moich pierwotnych zachwytów zapewne jeszcze nie odczuwacie, ale spokojnie – właśnie do nich przechodzimy. Mowa bowiem o całym froncie Honora 600, który nie wyróżnia się jakimś finezyjnym notchem na kamerę przednią (moim zdaniem, idealnie byłoby się jej pozbyć albo ukryć ją pod ekranem nawet kosztem jakości), a po prostu cienkimi ramkami. Przyznam szczerze, że testując ten model “na ślepo”, początkowo nie mogłem zidentyfikować tejże odczuwalnej wyjątkowości Honora 600. 

W sukurs przyszły mi dopiero plotki pojawiające się na temat tego modelu w sieci, gdzie właśnie znalazłem, że w tym modelu znalazły się rekordowe w skali całego świata ramki o grubości 0,98 mm. To widać i czuć, ale nie dajcie się zwieść na twierdzenia, że jest to “niemal bezramkowe wrażenie”, bo nie – ramka wyświetlacza może i mieć ten niespełna milimetr grubości, ale do tego dochodzi metalowe okucie smartfona o podobnym wymiarze. Dodajcie do tego etui i już o tym wrażeniu możecie zapomnieć, bo umówmy się – można byłoby powiedzieć o nim uczciwie tylko wtedy, gdyby w grę wchodził tutaj ekran 2,5D (zaokrąglony po bokach), który jest nie wpuszczony w ramkę, a nałożony na nią.

Tym niemniej, Honor 600 od razu przykuwa wzrok właśnie proporcją 6,55-calowego ekranu OLED o wielkości 70 x 151 mm (odświeżanie 120 Hz i rozdzielczość 1264×2728, co przekłada się na 459 DPI) do całego przedniego panelu i na tym oczywiście nie kończy się mój zachwyt jego fizycznością. Producent zamknął bowiem całość w bardzo poręcznej bryle, która mierzy około 155 mm długości, 74 mm szerokości i 6 mm/10 mm wliczając obiektywy. Waga? Również przyjemna, bo wynosi 189 gramów, więc Honor 600 bardzo dobrze trzyma się nawet w mniejszej dłoni, a operowanie kciukiem nie jest specjalnie problematyczne, o ile mówimy o interfejsie, który rozgrywa się głównie na poziomie ¾ wysokości ekranu. Obudowa jest też na tyle cienka, że wsadzenie telefonu do etui nie wpłynie aż tak negatywnie na kwestię poręczności.

Dodatkowy przycisk dla potęgi AI

Wracając jeszcze do samej krawędzi smartfonu, to zestaw elementów jest dosyć standardowy. Na każdej krawędzi znajdziemy paseczki od anten, na tej lewej nic ciekawego, na górnej głośnik i mikrofony, na dolnej port ładowania USB-C, drugi głośnik oraz wysuwaną tackę na dwie karty nanoSIM, ale na tej prawej dzieje się już więcej. Oprócz tradycyjnego zestawu dwóch przycisków (jednego dwuczęściowego do głośności i drugiego on/off) o odpowiedniej wielkości, sposobie działania i ciekawie zeszlifowanych na połysk krawędzi, mamy bowiem przycisk trzeci. Wielkościowo plasuje się on między dwoma pozostałymi, ale na całe szczęście nie wystaje aż tak poza obudowę. Mimo tego, że znajduje się w bardzo ryzykownym miejscu (ląduje na nim wewnętrzna część naszego kciuka), praktycznie niemożliwe jest, aby wcisnąć go przypadkowo.

Po co więc jest taki przycisk? Domyślnie (na szczęście możemy konfigurować jego funkcjonalność) na wyłączonym ekranie działa dokładnie tak samo, jak przycisk włączania i wyłączania telefonu, bo jego dwukrotnie naciśnięcie otwiera aplikację aparatu. Jeśli jednak telefon odblokujecie, to jego przytrzymanie aktywuje wybór jednej z trzech opcji:

  • zakreślania w celu wyszukania
  • napisów AI
  • wspomnień AI

Jako że od dawna jesteśmy zalewani tymi funkcjami, to na samym początku obcowania z Honor 600 machnąłem ręką na tego typu dodatki, spodziewając się po nich po prostu słabizny, ale w toku testu wszedłem głębiej w to, czym jest to całe Honor AI, a jest… ciekawe i to nawet użyteczne w konkretnych scenariuszach. Nie wiem jednak, dlaczego producent pod tą nazwą ukrył zarówno aplikację (wspomnienia AI, agent ustawień AI, agent zdjęć AI, planer podróży AI), jak i opcję w ustawieniach, ale wprowadza to tylko niepotrzebne zamieszanie i sugeruje, że to bardziej pole do eksperymentów niż w pełni gotowa funkcjonalność.

Czytaj też: Test Nothing Phone (4a). Zauroczenie od pierwszego wejrzenia, które może przerodzić się w miłość

Na pewno nie liczcie na to, że wszystkie funkcje AI działają w Honor 600 idealnie. Przykładowo pisanie z użyciem AI w języku polskim jest w moich oczach mierne i polega na synonimach niż przepisywaniu oryginału, transkrypcja wypada nieco lepiej, ale nadal jest jej daleko do precyzyjnego i przydatnego (a nie awaryjnego) narzędzia przy problemie bariery językowej. Funkcja sugerowania aplikacji przez AI jest dedykowana chyba komuś, kto ma za dużo wolnego czasu, a Agent zdjęć AI, to również tania zabawka na kilka minut. Oznacza to tyle, że szybko pójdzie w odstawkę, o ile macie mniej niż 50 lat, nie używacie efektu retuszu w aparacie na stu procentach albo po prostu przestaliście się już fascynować zautomatyzowanymi “super poprawkami” wykonywanymi przez sztuczną inteligencję tego typu, bo te poprawki ani nie są super, ani specjalnie miłe dla oka. 

Ciekawiej robi się jednak przy funkcji wspomnień AI, magicznego portalu oraz napisów AI, bo te narzędzia łatwo jest wykorzystać na co dzień. Same wspomnienia są czymś w rodzaju zrzutów ekranu, którymi możemy np. przechwycić cały artykuł albo przepis do przeczytania na później. Magiczny portal przyspiesza z kolei o jedno/dwa kliknięcia proces wyszukiwania interesujących nas informacji lub grafik, a napisy AI przydają się wtedy, kiedy np. oglądacie własne nagranie, bo przecież w dzisiejszych czasach większość treści na YouTube czy innych platformach odtwarzania filmów/nagrań mamy zawsze dostęp do napisów (zwykle) wyższej jakości, które na dodatek nie będą obciążać Waszego smartfona. Najczęściej korzystałem z kolei nie z AI, a zaznaczania informacji knykciem, aby np. przekierować dane informacje do kalendarza czy notatek.

Innymi więc słowy, Honor 600 udowadnia, że funkcje AI nadal będą nam wpychane na lewo i prawo, ale powoli zaczynają przyjmować w pewnych kwestiach użyteczną formę. Musiałbym jednak spędzić z takim smartfonem dobre kilka miesięcy, żeby sprawdzić, czy o tych funkcjach po prostu szybko nie zapomnę na rzecz bardziej tradycyjnych rozwiązań. 

Możliwości i wydajność Honor 600

Honor 600 nie ma w sobie najwydajniejszych podzespołów na rynku, ale mimo tego trudno narzekać na jego wydajność na co dzień. No, pomijając pierwsze minuty korzystania z niego, bo wiąże się to z koniecznością posprzątania ogromnej ilości preinstalowanych aplikacji pokroju gier czy uzależniającego syfu pokroju TikToka. Później jest już tylko lepiej. Szybkie wybudzanie, aplikacje włączające się bez większych opóźnień, responsywny czytnik linii papilarnych wbudowany w ekran i wreszcie rozpoznawanie twarzy, które wkracza do akcji od razu, jak tylko podniesiemy telefon z blatu. 

Na wyświetlacz też nie można narzekać, bo poza wspaniałością OLED-a, gwarantuje też bardzo wysoką maksymalną jasność, radzącą sobie nawet w pełnym słońcu. Pozytywnie zaskakujący jest z kolei głośnik stereo, który gra zaskakująco głośno (nie zabrakło trybu 200% głośności jako ostatniego etapu) i dobrze, ale tylko do poziomu 60/70% głośności, bo po przekroczeniu tego pułapu w brzmienie zaczynają wkradać się zakłócenia.

Główną rolę w płynności działania Honora 600 odgrywa procesor Qualcomm Snapdragon 7 Gen 4 (SM7750), a więc układ Qualcomma zaprezentowany 15 maja 2025 roku, który w tym modelu współpracuje z 8 GB pamięci RAM (z dodatkowym 8 GB od HONOR RAM Turbo) i 512 GB pamięci wewnętrznej. Powstaje w litografii 4 nm i korzysta z 8-rdzeniowego CPU Kryo w konfiguracji 1 + 4 + 3, czyli jednego rdzenia Prime (Cortex-A720 2803 MHz), czterech rdzeni wydajnościowych (Cortex-A720 2400 MHz) i trzech energooszczędnych do 1,8 GHz (Cortex-A520 1843 MHz). Za warstwę graficzną odpowiada iGPU Adreno 722, a Qualcomm mówi o wzroście wydajności CPU o 27%, GPU o 30% i AI o 65% względem Snapdragona 7 Gen 3.

Nie jest to więc układ zaprojektowany wyłącznie pod sprawne działanie systemu. Platforma obsługuje lokalne funkcje Gen AI, a w tym modele językowe i generowanie obrazu na urządzeniu, ma potrójny 12-bitowy ISP, wspiera zdjęcia do 200 Mpix i nagrywanie 4K HDR przy 60 kl./s, a do tego oferuje obsługę ekranów WQHD+ 144 Hz, 5G w standardzie 3GPP Release 17 z pobieraniem do 4,2 Gb/s, Wi-Fi 7 i Bluetooth 6.0. W praktyce oznacza to, że Honor 600 dostał krzemowe serducho z wyraźnym zapasem na kilka lat i to nie tylko do codziennej obsługi, ale też do gier, fotografii obliczeniowej i funkcji AI. Znajdziemy go już także w takich smartfonach jak vivo V60, OPPO Reno15 5G, motorola edge 70, realme 15 Pro 5G, realme 16 Pro+ 5G i realme P4 Pro 5G. 

Tak z kolei prezentuje się wydajność tego smartfonu w testach syntetycznych:

Jeśli zaś idzie o akumulator, to w grę wchodzi 6400-mAh ogniwo, a więc ponadprzeciętny mobilny magazyn energii w smartfonach. Wytrzymałość? Świetna. Dwa dni intensywniejszego użytkowania to pestka, co udowadnia fakt, że odtwarzanie filmu na YouTube przy pełnej jasności zrzuca poziom naładowania o 10% po około godzinie. Ładujemy go z kolei albo bezprzewodowo (50 W), albo przewodowo (80 W HONOR SuperCharge), ale w zestawie odpowiedniej ładowarki nie znajdziecie. Honor 600 obsługuje oczywiście sieć 5G, nanoSIM i eSIM, a dodatkowo Wi-Fi 6 i Bluetooth 5.4.

Aparaty w Honor 600

Z tyłu HONOR 600 znalazł się aparat główny 200 Mpx z przysłoną f/1.9, autofokusem i optyczną stabilizacją obrazu. Towarzyszy mu aparat 12 Mpx z autofokusem, a sama aplikacja obsługuje cyfrowy zoom do 30x, nagrywanie wideo o rozdzielczości do 4K w 30 klatkach na sekundę (lub Full HD w 60 FPS) oraz zdjęcia o maksymalnej rozdzielczości 16384 × 12288 pikseli w specjalnym trybie wysokiej rozdzielczości. Z przodu zaś umieszczony został aparat 50 Mpx z przysłoną f/2.0, który również pozwala nagrywać wideo w 4K i 30 FPS. 

Aplikacja aparatu jest z kolei intuicyjna i rozbudowana. Oferuje oczywiście podstawy takie jak przeróżne tryby robienia zdjęć (profesjonalnego trybu i formatu RAW nie zabrakło) oraz rozległe ustawienia, wliczając w to całą masę filtrów.

Zdjęcia głównym aparatem wypadają następująco:

Po zmroku można posiłkować się trybem nocnym:

A samo przybliżanie może robić wrażenie. Zwłaszcza kiedy przy 30-krotnym przybliżeniu algorytm dobrze “odgadnie” to, co znajduje się na zdjęciu.

A jak z wideo? Proszę bardzo:

Test Honor 600 – podsumowanie

Podczas przedpremierowego procesu zapoznawania się ze smartfonem Honor 600 liczyłem na to, że cena tego modelu zamknie się w przedziale 2000-2500 złotych. Wyszło jednak na to, że zgubiłem kilka stówek, bo testowany wariant 8/512 GB kosztuje około 2800 złotych, a najmniej zaawansowany model 8/128 GB kosztuje około 2340 złotych. Nie jest to więc tani smartfon, choć naturalnie jednocześnie brakuje mu sporo do typowego flagowca. W tej cenie i tak możemy jednak mieć już duże wymagania względem sprzętu, ale u samych podstaw na Honor 600 ciężko narzekać. Snapdragon 7 Gen 4, 6,57-calowy ekran OLED o odświeżaniu 120 Hz, 200-Mpx aparat główny, 80-watowe ładowanie i odporność IP68/IP69/IP69K, to zestaw cech, obok których trudno przejść obojętnie.

Czytaj też: Test POCO X8 Pro Max. Ten smartfon przypomina, że ładowanie nie musi być codziennością

Jednocześnie właśnie w tym miejscu wychodzi największy problem Honora 600 – to smartfon z wyższej średniej półki, który momentami ociera się cenowo o modele znacznie bardziej prestiżowe i po prostu mocniejsze. Nie dostajemy tu jednocześnie sprzętu, który próbuje udawać flagowca za połowę ceny, bo producent wyraźnie postawił na bardzo konkretny zestaw priorytetów. Chodzi o poręczną, cienką i dobrze leżącą w dłoni obudowę, świetny (i rekordowy) ekran, bardzo długi czas pracy, szybkie ładowanie, wysoki poziom odporności i aparaty, które w codziennym użyciu potrafią zrobić bardzo dobre wrażenie. Jeśli właśnie tego oczekujecie od telefonu, to Honor 600 zwyczajnie to wszystko dowozi.

Nie znaczy to jednak, że jest to sprzęt bez wad. Wielka wyspa aparatów psuje stabilność na blacie i wymusza zakup etui, musimy przygotować się do zakupu odpowiednio wydajnej ładowarki, producent nadal przesadza z preinstalowanymi aplikacjami, a część funkcji sztucznej inteligencji wygląda bardziej jak pokaz możliwości niż coś, bez czego trudno wyobrazić sobie codzienność. Najlepiej wypadają wtedy, kiedy przyspieszają drobne czynności i nie próbują na siłę udawać osobistego asystenta od wszystkiego.

Największą siłą Honora 600 pozostaje dla mnie jego codzienna użyteczność. Ten smartfon nie męczy gabarytami, działa płynnie, bardzo dobrze radzi sobie na jednym ładowaniu i po prostu sprawia wrażenie sprzętu zaprojektowanego specjalnie do intensywnego, zwyczajnego użytkowania. Czy więc warto? Tak, ale pod jednym warunkiem – musicie wiedzieć, za co płacicie. Honor 600 nie jest królem opłacalności i przy cenie około 2800 zł trudno udawać, że jest to okazja życia. Jest to raczej bardzo dopracowany smartfon dla kogoś, kto szuka wygodnego, nowoczesnego i zwyczajnie przyjemnego w użyciu telefonu.

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.