Test Nothing Phone (4a). Zauroczenie od pierwszego wejrzenia, które może przerodzić się w miłość

Marka Nothing Phone nie jest nowością na rynku. Oczywiście to wciąż stosunkowo świeży gracz, wszak do Polski pierwszy smartfon tego producenta zawitał w 2022 roku. Mimo to bez wątpienia od jakiegoś czasu można ją uznać za pewien powiew świeżości w swojej kategorii. Dlaczego? Chociażby z powodu prozaicznej decyzji, jaką było postawienie przez brytyjskiego producenta na dość unikalny design. Z tego względu mówimy o smartfonach, które już na pierwszy rzut oka wyróżniają się wyglądem. Ale czy Nothing Phone (4a), który w tym miesiącu miał swoją premierę, zasługuje na uwagę także z innych powodów?
Test Nothing Phone (4a). Zauroczenie od pierwszego wejrzenia, które może przerodzić się w miłość

Nothing Phone (4a) – specyfikacja techniczna

Procesor – Qualcomm Snapdragon 7s Gen 4; zegar procesora: 2.70 GHz; liczba rdzeni: 8

GPU – Adreno 810

Ekran – 6,78″ AMOLED; 1,07 mld kolorów, 1224 x 2720 px (440PPI) max. luminancja 4500 nitów [cd/m²] kontrast 1 000 000:1

Pamięć RAM – 12GB

Pamięć wbudowana – 256GB

Bateria – 5080 mAh; szybkie ładowanie 50W; 64 minuty od 1 do 100%; brak ładowania indukcyjnego

Aparat główny – (standardowy) 50 MP f/1.88, wielkość czujnika 1/1.57″; (tele) 50MP f/2.88, wielkość czujnika 1/2.75″ (szerokokątny) 8MP f/2.2

Aparat przedni – (portretowy) 32MP f/2.2, wielkość czujnika 1/3.42″

System operacyjny – Nothing OS 4.1 oparty na Android 16

Wymiary – 163,95mm x 77,57mm x 8,55mm

Waga – 204,5g

Na testy trafił do naszej redakcji Nothing Phone (4a) w wersji z 12GB RAM oraz 256GB pamięci wewnętrznej. Oczywiście trudno pominąć to, co jest oczywiste już na samym początku: mówimy o smartfonie idealnym dla osób, które po prostu mają dość tego jak bardzo powtarzalne są kolejne modele różnych producentów. A pewnie wielu z was pamięta czasy, w których niemal każdy wydawał modele dające się rozpoznać z daleka. Teraz na rynku trwa pod tym względem wieloletnia stagnacja i mało kto stawia na oryginalność. 

Jest ładnie – nie tylko z zewnątrz, ale i w środku

No i w tym momencie wchodzi Nothing Phone, oczywiście cały na biało, bo w takim właśnie wydaniu jest nasz model testowy. Zamiast nudnej obudowy, jest przezroczysta – a co najważniejsze – z unikalnym wzorem i podświetleniem Glyph. Ten ostatni pozwala na wyświetlanie różnego informacji z wykorzystaniem mini-LEDów. W efekcie nie musimy nawet odblokowywać ekranu, żeby dowiedzieć się o powiadomieniach czy odliczaniu czasu. Niby drobny szczegół, a może ułatwić życie. Przekonałem się o tym wtedy, gdy testowałem możliwości aparatu – z samowyzwalaczem włącznie. Umieszczony przy obiektywie pasek pokazuje, za ile aparat cyknie fotkę, więc nie musicie liczyć w głowie, czy minęło już 3, 5 czy 10 sekund, żeby na czas pokazać swój hollywoodzki uśmiech. 

Czytaj też: Test Roborock Saros 20 – po Sarosie 10R miał wysoko zawieszoną poprzeczkę

Ano właśnie, skoro już jesteśmy przy zdjęciach i uśmiechach, to i pod tym względem Nothing Phone (4a) powinien przynieść nieco powodów do radości. Co znajdziemy na pokładzie? Przede wszystkim tylny aparat w konfiguracji 2×50 MP + 8 MP oraz przedni mający 32 MP. Pierwsze, co postanowiłem sprawdzić w kontekście zdjęć, to możliwości zoomu, bo o nich było głośno już przed premierą. Aparat teleobiektywowy oparty na matrycy Samsung JN5 pozwala na uzyskanie 3,5-krotnego zoomu optycznego. W duecie z technologią in-sensor zoom pozwala natomiast na 7-krotne przybliżenie. Poniżej widzicie możliwości w tym zakresie – i to nie przy maksymalnym zbliżeniu z wykorzystaniem zoomu cyfrowego, rzecz jasna.

Nothing Phone (4a), czyli solidny aparat i bardzo dobry wyświetlacz

Ale na tym oczywiście nie koniec, bo mówimy o smartfonie pozwalającym na wspomniany 70-krotny Ultra Zoom cyfrowy. Wszystko to z zadowalającą stabilizacją obrazu oraz okienkiem pokazującym, gdzie dokładnie jest skierowany obiektyw. Przy dużych zbliżeniach to kluczowa opcja, bo pozwalająca na “odnalezienie” się na przybliżonym obrazie. Ten zarówno w naturalnym ustawieniu, jak i z wykorzystaniem zoomu, zadowala jakością. Z tego względu Nothing Phone (4a) będzie bardzo dobrym wyborem dla osób, które lubią fotografować otoczenie, a jednocześnie nie chciałyby wydawać na nowy sprzęt grubej kasy.

Czytaj też: Test Ausom Gosoul 2. Hulajnoga elektryczna bardzo dobrze spisująca się w mieście

Nagrywanie w trybie 60FPS (a jest też opcja 120FPS Full HD w slow-motion), z zoomem i stabilizacją obrazu, okazuje się naprawdę satysfakcjonujące. Taka dość budżetowa opcja – a mówimy o modelu, który w dniu premiery kosztował 1899 złotych – po prostu musi wzbudzić zainteresowanie. Tym bardziej, że chodzi nie tylko o sprzęt robiący ładne zdjęcia i efektowne filmy. Nothing Phone (4a) to przede wszystkim możliwość przyjemnego użytkowania na co dzień. Scrollowanie TikToka i Instagrama, przeglądanie internetu czy pogranie w coś w wersji mobilnej? Gwarantuję, że się nie zawiedziecie.

Coś dla fanów mobilnego gamingu

A jeśli już jesteśmy przy gamingu, to oczywiście nie sposób było pominąć ten aspekt. Na tapet wziąłem Little Nightmares, czyli zminiaturyzowaną wersję popularnego tytułu pierwotnie wydanego na PC oraz konsole. Gaming mobilny to rzecz jasna coś, co dzieli ludzi. Ja, przyznam szczerze, nie jestem zapalonym fanem, lecz nie będę kłamał: kilka godzin spędzone na testowaniu możliwości tego smartfona w “starciu” z grami było przyjemnie spożytkowanym czasem. Było płynnie, przyjemnie dla oka i zaskakująco dobrze z punktu widzenia (nie)przegrzewania się oraz długiego czasu trzymania baterii. 

Czytaj też: Test MINI Aceman JCW. Ten samochód ma coś ważniejszego od bezbłędności — ma osobowość

Producent zapewnia, że na Nothing Phone (4a) można grać niemal 10 godzin bez bez potrzeby ładowania. I to w rozbudowane gry mobilne, a nie proste produkcje, które nie sprawiłyby problemów nawet starszym telefonom. Realne dane pokrywają się z zapowiedziami producenta. Na ekran po prostu przyjemnie się patrzy – bez względu na to, czy w coś gramy czy oglądamy na przykład materiały z YouTube. Wyświetlacz AMOLED LTPS o przekątnej 6,78 cala zapewnia rozdzielczość wynoszącą 1224 x 2720 pikseli i zagęszczenie rzędu 440 ppi. Wszystko to zabezpiecza szkło w wariancie Corning Gorilla Glass 7i. 

Pozycja, która świetnie wypada w swoim segmencie cenowym

Czas spędzony na użytkowaniu tego modelu prowadzi do konkretnej konkluzji, ponieważ mówimy o stosunkowo niskim segmencie cenowym: gdyby Nothing Phone (4a) kosztował nawet kilkaset złotych więcej niż teraz, to i tak można byłoby to producentowi wybaczyć. Mówiąc krótko, mówimy o bardzo dobrym stosunku jakości do ceny. Nie ma się rzecz jasna co spodziewać rewolucji w segmencie tanich/średnich kosztowo smartfonów. Brytyjczycy nie zapewnili wielkiego przeskoku – zarówno względem poprzednich modeli, jak i wariantów serwowanych przez konkurencję. Ale czy ktokolwiek liczył, że będzie inaczej? Nie sądzę. 

Czytaj też: Test Huawei Watch GT Runner 2, czyli jak smartwatch stał się moim trenerem i ganił za zbyt niskie tętno

Pod wieloma względami Nothing Phone (4a) to po prostu miks sprawdzonych już rozwiązań. Jest czytnik linii papilarnych, który spełnia swoją rolę i bez zarzutów radzi sobie z odczytywaniem naszych odcisków palców. Nagłośnienie wypada po prostu dobrze: ani źle, ani powalająco. Rozmowa zarówno na głośniku, jak i w klasycznym wydaniu, sprawdza się w obie strony, tj. dla dzwoniącego i odbierającego. Ekran reaguje na komendy bez zarzutu ani nie wykazuje podatności na zostawianie śladów po palcach. Ale żaden z tych aspektów nie jest przecież czymś, co nie byłoby w 2026 roku standardem. Niestety, poza Japończykami, reszta świata musi obejść się smakiem jeśli chodzi o technologię eSIM, która mimo wszystko powinna już należeć do standardowych elementów wyposażenia. Tu tego brakuje.

Glyph, Essential Space i Nothing OS 4.1 – Nothing Phone (4a) nie chce być szarakiem

Standardowe nie jest natomiast oprogramowanie. Mówimy bowiem o systemie Nothing OS 4.1 opartym na Androidzie 16. Taka nakładka na fundamentach sprawdzonego systemu nadaje produktom firmy Nothing pewnej oryginalności. Jest więc intrygująca obudowa, zapadający w pamięć układ Glyph czy kilka pomniejszych rozwiązań pokroju Essential Space. To ostatnie oferuje funkcje pozwalające na zaprowadzenie porządku chociażby w zrzutach ekranu. Robiąc screenshota możemy opatrzyć go komentarzem, a później przeglądać takie “wspomnienia”. Essential Space to też nie żadna rewolucja, ale po prostu całkiem przydatna opcja, która działa na plus dla Nothing Phone (4a). Producent zapewnia 3-letnie wsparcie dla aktualizacji Androida oraz 6-letnie pod kątem łatek bezpieczeństwa.

Czytaj też: Test Gigabyte Radeon RX 9060 XT Gaming OC 16 GB w 4 grach z końcówki 2025 i początku 2026 roku

Po lekturze powyższego tekstu możecie domyślić się, jaki będzie werdykt. Nothing Phone (4a) to solidna pozycja na rynku smartfonów, która jest prawdopodobnie najlepszym wyborem w swoim segmencie cenowym. Jest płynnie, imponująco pod względem wizualnym, nieźle w warstwie audio. Zdjęcia i nagrania wypadają naprawdę solidnie, a korzystanie z bardziej wymagających aplikacji nie sprawia, że na plecach smartfona można byłoby usmażyć jajecznicę. Czas działania na jednym ładowaniu wypada po prostu okej: nie jest to ani nośnik niekończącej się energii, ani smartfon, którego trzeba byłoby ładować co dwie godziny. Przyjemnie działająca i wyglądająca nakładka na Androida to z kolei istna wisienka na szczycie tego bardzo smacznego, brytyjskiego tortu. A jeśli chcielibyście nieco bardziej wypasionej wersji, to rzućcie okiem na wersję Pro, która kosztuje kilkaset złotych więcej i według zapewnień producenta oferuje jeszcze więcej niż wariant podstawowy. 

Napisane przez

Aleksander Kowal

Redaktor
Z wykształcenia romanista (język francuski oraz hiszpański) ze specjalizacją z traduktologii. Dziennikarską przygodę rozpocząłem około piętnastu lat temu, początkowo w związku z recenzjami gier komputerowych i filmów. Obecnie publikuję zdecydowanie częściej na tematy związane z nauką oraz technologią. W wolnym czasie uwielbiam podróżować, śledzić kinowe i książkowe nowości, a także uprawiać oraz oglądać sport.