Test MINI Aceman JCW. Ten samochód ma coś ważniejszego od bezbłędności — ma osobowość

MINI od lat sprzedaje nie tylko samochody, ale też bardzo konkretny styl jazdy i jeszcze bardziej konkretny styl życia. To marka, która potrafi być jednocześnie urocza, zadziorna i bezczelnie nieracjonalna. Właśnie dlatego tak wiele aut tej firmy kupuje się sercem, a dopiero później próbuje uzasadnić ten wybór rozsądkiem. W przypadku elektrycznego Acemana ten mechanizm działa podobnie, ale dochodzi do tego jeszcze jeden ważny element. Praktyczność.
Test MINI Aceman JCW. Ten samochód ma coś ważniejszego od bezbłędności — ma osobowość

Bo Aceman nie jest klasycznym, małym MINI dla singla albo pary, która chce po prostu mieć modne auto do miasta. To model pomyślany jako coś pomiędzy Cooperem a Countrymanem, czyli samochód większy, bardziej uniwersalny i trochę dojrzalszy, ale nadal mający w sobie ten charakterystyczny gokartowy pierwiastek, bez którego MINI przestałoby być MINI. W wersji John Cooper Works pytanie nie brzmi, czy ten samochód jest szybki, tylko czy w bardziej praktycznym, elektrycznym wydaniu dalej potrafi wywołać emocje. I miałem okazję sam poznać odpowiedź na to pytanie.

Aceman to nadal MINI, tylko na sterydach

Już po samych proporcjach widać, że Aceman nie próbuje udawać kolejnego anonimowego crossovera. Ma 4079 mm długości, 1754 mm szerokości i 1514 mm wysokości, a więc pozostaje autem kompaktowym, ale stoi wyraźnie wyżej i sprawia wrażenie zdecydowanie masywniejszego od klasycznego Coopera. Rozstaw osi wynosi 2606 mm, a bagażnik ma od 300 do 1005 litrów po złożeniu tylnej kanapy. To liczby, które dobrze pokazują, czym Aceman chce być w gamie marki — czymś bardziej użytkowym, ale bez całkowitej utraty swojego mocnego charakteru.

W wersji JCW dochodzi do tego cała otoczka, obok której trudno przejść obojętnie — niezależnie od tego, czy ta stylistyka trafia w nasze gusta, czy wręcz przeciwnie. Ten samochód nie próbuje być subtelny. Ma sportowe akcenty, bardziej agresywny rysunek zderzaków i wizualne dodatki, które jasno sugerują, że nie mamy do czynienia z podstawowym elektrykiem do przemieszczania się między biurem a galerią handlową. I bardzo dobrze, bo akurat od MINI oczekujemy wyrazistości. Ta marka nigdy nie była dla osób, które chcą wtopić się w tłum. I Aceman tego nie zmienia.

Design przedniej części nadwozia definiują nowoczesne lampy LED o ostrych liniach, stanowiące kluczowy element stylistyczny Acemana. Klasyczny, sześciokątny grill MINI ustąpił miejsca nowoczesnej, ośmiokątnej formie. Została ona zintegrowana z wydatną osłoną podwozia, co nadaje pojazdowi bardziej masywnego, poważnego charakteru.

Co jednak ważne, Aceman JCW nie wpada w karykaturę. Nie wygląda jak zabawka, którą ktoś na siłę przebrał za sportowe auto. Jest w nim coś spójnego. Widzimy, że projektanci rozumieli, iż elektryczny crossover MINI musi wyglądać świeżo, ale nie może zerwać z tożsamością marki. Dlatego dalej dostajemy znajome proporcje, prosty, nowoczesny język stylistyczny i wnętrze, które świadomie bawi się formą, nie stając się przy tym przesadnie futurystycznym. W tym szaleństwie jest metoda i chociaż raczej nie chciałbym takiej stylistyki w swoim daily driverze, to zawsze mam szeroki uśmiech wsiadając do kolejnego MINI i na swój sposób mnie to urzeka.

Czytaj też: Elektryczny gokart czy wiatr we włosach? MINI Cooper SE kontra MINI Cooper S Cabrio

Jak pisałem przy okazji pierwszej przejażdżki Acemanem po trzech różnych krajach jednego dnia, marka komunikuje, że nowa linia modelowa MINI bazuje na filozofii „charyzmatycznej prostoty”. Zgodnie z tą ideą, stylistyka unika zbędnych ozdobników, stawiając na nowoczesny i wyrazisty design. Rezultatem jest sylwetka, która mimo surowości formy, pozostaje natychmiast rozpoznawalna dla fanów marki. Co warte odnotowania, to fakt, że za wygląd nowej rodziny MINI w dużej mierze odpowiada Polak — Tomasz Sycha, który już od lat jest związany z tą marką. Miły akcent.

Wnętrza MINI Acemana szybko nie zapomnisz

Nowe MINI od środka zrobiło ogromny krok naprzód i Aceman tylko to potwierdza. Okrągły ekran OLED nadal jest jednym z tych elementów, które robią świetne pierwsze wrażenie, ale tutaj nie chodzi wyłącznie o efekt wow wynikający z czegoś niecodziennego i odbiegającego od przyjętych norm. Ten system po prostu ma sens. Wygląda znakomicie, jest bardzo czytelny, ma świetną jakość obrazu i wybitne kąty widzenia, a całe wnętrze zbudowano wokół niego w sposób, który daje poczucie obcowania z czymś dopracowanym i przemyślanym, a nie z designerskim kaprysem dla samego designu.

Dobre wrażenie robi też to, że MINI nie porzuciło własnego charakteru w pogoni za cyfrowością. Zamiast klasycznego, bezbarwnego kokpitu, dostajemy wnętrze, które ma w sobie lekkość, pomysł i trochę tej sympatycznej ekscentryczności, z którą marka od lat jest kojarzona. Już sam wysuwany przed kierowcą wyświetlacz head-up jest drobiazgiem, który co prawda nie zmienia nam w żaden sposób życia, ale dodaje kabinie charakteru. Takich smaczków jest tu zresztą więcej — sposób uruchamiania auta poprzez przekręcenie stylizowanego elementu na klasyczny kluczyk w konsoli środkowej, zestaw dźwigienkowych przełączników pod ekranem czy nietypowo poprowadzone linie kokpitu sprawiają, że Aceman nie ginie w tłumie współczesnych elektryków, które często od środka wyglądają jak jeden i ten sam projekt z naklejonym innym logo na kierownicy.

Pod tym względem Aceman jest zresztą bardzo przyjemny w obyciu. Pod centralnym ekranem znalazło się miejsce na fizyczne przełączniki odpowiedzialne za najważniejsze funkcje, a niżej sensownie rozplanowano przestrzeń na drobiazgi. Są porty USB-C, uchwyty na napoje, miejsce na telefon, schowki i praktyczne rozwiązania, które nie próbują być efektowne na siłę, tylko zwyczajnie pomagają na co dzień. Cieszy też to, że MINI nie zapomniało o pasażerach z tyłu — oni również dostają własne porty USB-C, miejsce na odłożenie drobiazgów i ogólnie poczucie, że nie są tu niechcianym dodatkiem na ławce dołożonej na siłę, tylko pełnoprawnymi użytkownikami tej przestrzeni.

Do tego dochodzi typowa dla nowych MINI przyjemna mieszanka retro i nowoczesności. Materiały, przełączniki, grafiki, sposób prezentowania informacji i sama architektura wnętrza budują klimat, którego trudno szukać u większości konkurentów. Bardzo dobrze wypada też jakość wykonania — nic tutaj nie sprawia wrażenia przypadkowego, nic nie trzeszczy, a fotele okazują się naprawdę wygodne, nawet wtedy, gdy w aucie spędzamy więcej czasu niż tylko podczas miejskiego przeskakiwania z punktu A do punktu B. Kierownica dobrze leży w dłoniach, ma sensownie rozmieszczone przyciski, a dodatkowe świetlne akcenty przy niej i w obrębie kokpitu budują naprawdę fajny klimat podczas nocnych przejażdżek.

Wnętrze Acemana broni się też tym, że jest bardziej przestronne, niż można by zakładać po samym wyglądzie nadwozia. To nadal nie jest samochód, który będzie próbował udawać większy segment, ale w praktyce ilość miejsca z przodu i z tyłu okazuje się zupełnie wystarczająca. Bagażnik również nie rozczarowuje, a codzienna użyteczność tego modelu wypada lepiej, niż sugerowałby jego lifestylowy charakter. Aceman nie jest wnętrzem najbardziej przestronnym czy najbardziej ergonomicznym w klasie, ale jest jednym z tych samochodów, do których po prostu chce się wracać. A w aucie lifestyle’owym to naprawdę ogromna zaleta.

Swoje robi też klimat po zmroku. Panoramiczny dach skutecznie wpuszcza do środka światło w dzień, a kiedy robi się ciemniej, wnętrze zaczyna żyć ambientowym oświetleniem zrealizowanym w dużo ciekawszy sposób niż w większości nowych aut. Zamiast banalnych listew LED MINI stawia na bardziej charakterystyczną oprawę świetlną, w formie projekcji nieregularnych kształtów wewnątrz. W połączeniu z tekstylnymi wykończeniami deski, ciekawymi fakturami materiałów i ogólną dbałością o detale daje to efekt wnętrza designerskiego, ale nieprzesadzonego. Takiego, które potrafi zrobić wrażenie, a jednocześnie nie męczy.

Nie oznacza to oczywiście, że wszystko jest idealne. Aceman nie wygrywa klasy największą ilością miejsca ani wzorową pod każdym względem ergonomią, a sam projekt wnętrza jest na tyle charakterystyczny, że nie każdy od razu go kupi. Ale właśnie w tym tkwi jego siła. To kabina, która ma własną tożsamość, nie jest anonimowa i nie sprawia wrażenia zaprojektowanej wyłącznie po to, żeby spełnić kilka współczesnych trendów. W tym aucie po prostu widać i czuć pomysł.

Czytaj też: Test MINI Cooper SE. Nieracjonalna miłość do elektrycznego gokarta 

MINI nie zapomina o systemie. Charakterny crossover napakowany technologią?

Sam ekran to jednak tylko połowa sukcesu, bo w Acemanie naprawdę broni się również to, co MINI zrobiło z samym systemem. Marka bardzo wyraźnie chciała, żeby nowe wnętrze nie było wyłącznie ładne, ale też pełne funkcji, które faktycznie mają sens w codziennym użytkowaniu. I to czuć. MINI Operating System 9 jest przejrzysty, logicznie poukładany i w większości przypadków zwyczajnie wygodny. 

Najlepiej widać to w elektrycznej odmianie Acemana podczas korzystania z fabrycznej nawigacji. To jeden z tych elementów, które realnie zachęcają, żeby nie traktować Apple CarPlaya czy Android Auto jako obowiązkowego punktu programu po zajęciu miejsca za kierownicą (chociaż większość z nas zapewne i tak to robi — i nie oceniam, bo sam do tej grupy należę). Wbudowany system sam potrafi planować trasę z uwzględnieniem ładowania, bierze pod uwagę styl jazdy, zużycie energii, a także to, z jakim poziomem baterii chcemy dojechać do ładowarki i do celu. W praktyce działa to tak, jak powinno działać w nowoczesnym elektryku — bez kombinowania, bez ręcznego sprawdzania punktów na mapie i bez wrażenia, że to kierowca musi za system odrabiać pracę domową przed wyruszeniem w trasę. Na pochwałę zasługuje też tryb rozszerzonej rzeczywistości przy bardziej skomplikowanych skrzyżowaniach czy zjazdach, bo potrafi bardzo czytelnie pokazać, gdzie dokładnie powinniśmy pojechać.

MINI dorzuciło do tego sporo funkcji, które może nie są kluczowe z punktu widzenia przemieszczania się, ale dobrze wpisują się w lifestylowy charakter tego auta. Jest tu choćby AirConsole, czyli zestaw prostych gier uruchamianych na centralnym ekranie, gdzie smartfony pasażerów mogą pełnić rolę kontrolerów. To gadżet, a nie argument decydujący o zakupie, ale jednocześnie jeden z tych dodatków, które budują charakter samochodu i pokazują, że MINI chciało dać temu systemowi trochę lekkości. Podobnie jest z drobnymi easter eggami czy bardziej zabawową stroną interfejsu — to rzeczy kompletnie zbędne, ale w aucie tej marki paradoksalnie bardzo na miejscu.

Całość dobrze uzupełnia asystent głosowy Spike, czyli rozwiązanie podane w bardziej sympatycznej i mniej bezosobowej formie niż u wielu konkurentów. Nadal nie jest to poziom, który całkowicie zmienia sposób obsługi auta, ale sam asystent okazuje się zaskakująco przydatny i nie wymaga wypowiadania komend w przesadnie sztywny, systemowy sposób. To ma znaczenie, bo dzięki temu korzystanie z niego nie irytuje już po pierwszych dwóch próbach. Chociaż głos Spike’a mógłby być ciekawszy i bardziej pasujący do całej stylistyki, bo na ten moment jest to standardowy syntezator mowy bez polotu.

Czytaj też: 3 kraje, 1 dzień i elektryk. Pierwsza jazda MINI Aceman

Dobrze wypada też powiązanie samochodu z aplikacją MINI i profilem użytkownika. Po zalogowaniu auto pamięta ustawienia, łatwo synchronizuje najważniejsze informacje, a z poziomu telefonu można sprawdzić stan pojazdu, podejrzeć wybrane funkcje i wygodniej zarządzać codziennym użytkowaniem. Nieźle działa również Digital Key, który w praktyce pozwala potraktować iPhone’a albo Apple Watcha jak pełnoprawny kluczyk. To jeden z tych dodatków, które początkowo wydają się tylko technologiczną ciekawostką, ale bardzo szybko wchodzą w nawyk. Skoro i tak niemal zawsze mamy przy sobie telefon albo zegarek, możliwość otwierania i uruchamiania samochodu właśnie w ten sposób okazuje się po prostu wygodna. Co prawda tego nie mogłem przetestować podczas niepełnego tygodnia z Acemanem w Warszawie, ale bawiłem się tymi funkcjami podczas premierowego wyjazdu do Chorwacji, o którym wspominałem wcześniej.

Są jednak i ograniczenia. Okrągły ekran wygląda świetnie z natywnym interfejsem MINI, ale Apple CarPlay, Android Auto czy programy firm trzecich nie są już tak dobrze dopasowane do tej formy. Wyświetlają się w prostokątnym obszarze na środku, przez co wizualnie tracą trochę uroku i nie wykorzystują potencjału całego panelu. Nie jest to wielki problem użytkowy, bo wszystko nadal działa poprawnie, ale estetycznie widać, że własne oprogramowanie MINI zostało tu skrojone pod ten ekran znacznie lepiej niż zewnętrzne rozwiązania — co nie jest żadnym zaskoczeniem, chociaż bez dwóch zdań jest lekkim zgrzytem.

Czytaj też: Test Renault Clio E-Tech 160 – mocarny kandydat do auta roku 2026

No i zostaje jeszcze kwestia płynności działania. MINI 9 potrafi czasem się zawahać, potrzebuje chwili na reakcję i bywa, że wymaga od nas odrobiny cierpliwości. Nie psuje to odbioru całego samochodu, ale w aucie tak mocno stawiającym na technologię trudno tego nie zauważyć. Mimo tego całościowo jest bardzo dobrze — system MINI ma własny charakter, oferuje sporo sensownych funkcji i sprawia, że Aceman wypada nowocześnie również w realnym użytkowaniu.

Najważniejsze jest jednak to, jak MINI Aceman jeździ

I tu dochodzimy do sedna. MINI Aceman JCW ma 190 kW, czyli 258 KM mocy, 350 Nm momentu obrotowego i napęd na przednie koła. Setkę robi w 6,4 sekundy, a prędkość maksymalna wynosi 200 km/h. Na papierze to liczby, które wyglądają bardzo sensownie, ale w przypadku MINI papier nigdy nie opowiada całej historii.  

Bo w tym aucie nie chodzi o brutalną moc wciskającą w fotel przy każdej okazji — co akurat w elektryku jest przyjemne i regularne. Tu chodzi bardziej o sposób, w jaki Aceman reaguje na ruch kierownicą, jak składa się do zakrętu i jak chętnie zmienia kierunek. Właśnie w takich momentach czuć, że mimo większego nadwozia i bardziej użytkowego charakteru wciąż obcujemy z samochodem zbudowanym na fundamentach MINI.

Nie jest to oczywiście ten sam rodzaj wrażeń, co w małym Cooperze. Tego nie da się oszukać. Wyższe nadwozie, większa masa i bardziej rodzinne ambicje sprawiają, że Aceman nie ma aż tak czystego, kartingowego charakteru jak mniejszy brat — ale zaskakująco dużo z tego DNA udało się zachować. Układ kierowniczy jest bezpośredni, reakcje auta szybkie, a całość daje przyjemne poczucie lekkości, nawet jeśli realnie lekkim samochodem ten model nie jest.

Czytaj też: Test JAC JS8 Pro – ile jesteś w stanie wybaczyć za dobrą cenę?

To właśnie tutaj wersja JCW ma największy sens. Zwykły Aceman już wcześniej pokazywał, że potrafi być zwinny i przyjemny, ale dopiero mocniejsza odmiana daje temu nadwoziu osiągi, których naprawdę oczekujemy po aucie z tym logo. W standardowym SE można było mówić o sprawnym, dynamicznym elektryku. W JCW mówimy już o aucie, które faktycznie zachęca, żeby pojechać trochę bardziej dla przyjemności niż z konieczności.

MINI Aceman to elektryk, który chce się bawić

MINI odrobiło lekcję z budowania charakteru elektryka. W nowych modelach marki nie chodzi wyłącznie o to, że auto jest szybkie i dzięki natychmiastowemu momentowi obrotowemu zostawia wszystkich w tyle po zapaleniu się zielonego światła. Chodzi też o oprawę, czyli dźwięki towarzyszące przyspieszaniu, bardziej ekspresyjnie zestrojone tryby jazdy i wyraźnie ostrzejsze reakcje w trybie Go-Kart. To wszystko sprawia, że Aceman JCW nie jest kolejnym zwykłym elektrykiem. On naprawdę próbuje coś przekazać kierowcy i pozwala nam coś poczuć.

Brzmi to może trochę górnolotnie, ale w praktyce naprawdę działa. Już wcześniej w innych elektrycznych MINI zwracałem uwagę na to, że marka potrafi zrobić z cyfrowych dźwięków coś więcej niż tani gadżet. W Acemanie JCW ma to jeszcze więcej sensu, bo cały samochód jest zbudowany wokół idei lekkiej przesady. Tutaj takie efekty nie kłócą się z charakterem auta, tylko go podbijają.  

Najważniejsze jest jednak to, że pod tą warstwą efektów specjalnych kryje się po prostu dobrze zestrojone auto. Aceman JCW nie jest przesadnie nerwowy, nie męczy w codziennej jeździe i nie sprawia wrażenia samochodu, który sportowość rozumie wyłącznie jako twarde zawieszenie. To nadal auto, którym bez problemu da się jeździć na co dzień. I właśnie dlatego ta odmiana wypada dojrzalej, niż mogłoby się wydawać.

Czytaj też: Test SEAT Ateca FR. Piękno tkwi w prostocie

Zasięg i ładowanie. Bez cudów, ale bez dramatu

MINI JCW Aceman korzysta z akumulatora o pojemności 54,2 kWh brutto i 49,2 kWh netto. Według WLTP zużycie energii wynosi 16,4-16,0 kWh/100 km, a zasięg sięga do 355 km. Ładowanie prądem stałym ma moc do 95 kW, a uzupełnienie energii od 10 do 80 procent ma zająć około 31 minut. AC kończy się na 11 kW.

I to jest właśnie moment, w którym trzeba na chwilę wyłączyć entuzjazm. Bo Aceman JCW nie jest autem na każdą trasę i nie zamieni się nagle w małego grand tourera tylko dlatego, że ma sportowy znaczek. To wciąż samochód miejski i podmiejski, ewentualnie na okazjonalny wypad dalej, o ile jesteśmy gotowi zaakceptować ograniczenia — i przez „dalej” rozumiem bardziej 200 km niż 500. Już przy słabszej wersji SE było jasne, że katalogowy zasięg a realne możliwości to dwie różne historie, zwłaszcza gdy w grę wchodzą drogi szybkiego ruchu. W JCW, gdzie łatwiej korzystać z osiągów, tym bardziej trzeba założyć, że w praktyce będzie skromniej niż w homologacyjnych tabelkach.

To jednak nie jest zarzut wyjątkowy wobec MINI. Tak dziś wygląda rzeczywistość wielu elektryków tej wielkości i tej klasy. Ważniejsze jest to, że Aceman nie sprawia wrażenia samochodu nieprzewidywalnego. System potrafi sensownie zarządzać trasą i ładowaniem, a sam samochód nie zachowuje się tak, jakby chciał nas zaskoczyć nieprzyjemnym tempem uciekania procentów przy każdej mocniejszej jeździe. Nadal nie jest to auto stworzone do połykania setek kilometrów autostradą, ale w swoim naturalnym środowisku daje się lubić. Nawet bardzo. W moich testach zużycie było następujące:

Miasto19,4 kWh/100 km
90 km/h18,5 kWh/100 km
140 km/h26 kWh/100 km

Czy MINI Aceman w wersji JCW naprawdę ma sens?

I tu dochodzimy do najciekawszego pytania. Bo gdy mówimy o sportowych odmianach elektryków, bardzo łatwo popaść w opowieść o tym, że więcej mocy automatycznie oznacza więcej emocji. Z tym, że nie zawsze tak jest. Czasem dostajemy po prostu mocniejszą wersję zwykłego auta, która w praktyce niewiele zmienia poza cyferkami.

Czytaj też: Test Chery Tiggo 8 ICE. To nie jest SUV dla emocji — i to może być jego największa zaleta

W Acemanie JCW różnica jest jednak większa. Nie dlatego, że to nagle pełnoprawny hot hatch w przebraniu crossovera — bo nie jest. Ale dlatego, że ten model dostaje osiągi, których potrzebował. Zwykły Aceman mógł imponować stylem i przyjemnym prowadzeniem, ale w wersji JCW cały pakiet zaczyna być bardziej kompletny. Design, cyfrowe dodatki, reakcje układu napędowego i charakter prowadzenia zaczynają mówić jednym głosem.

To nadal nie będzie najbardziej racjonalny wybór w gamie. Prawdopodobnie nawet nie powinien nim być. MINI od dawna gra w trochę inną grę. Kupujemy je nie po to, by wygrać tabelkę z pojemnością bagażnika, ceną do mocy czy zasięgiem na trasie. Kupujemy je wtedy, gdy zależy nam na czymś, co ma osobowość. I Aceman JCW tę osobowość ma.

Cennik i konfiguracja. Tanie nie jest, ale czy da się to obronić?

MINI Aceman w wersji JCW startuje od 213 900 zł, a w najmocniejszej konfiguracji przekracza 230 tysięcy. To już poziom, przy którym nikt nie będzie mówił o okazji życia, ale z drugiej strony trudno udawać zaskoczenie. Mówimy o elektrycznym crossoverze premium z korzeniami BMW i najmocniejszą odmianą w gamie. Jeśli spojrzymy na to chłodno, cena jest wysoka. Jeśli jednak spojrzymy na nią przez pryzmat segmentu premium, bogatego wyposażenia nowych MINI i bardzo wyraźnego charakteru tego auta, przestaje być absurdalna. To nie jest samochód, który próbuje wygrać rozsądkiem. On ma przekonać nas stylem, detalami, technologią i tym specyficznym poczuciem, że jeździmy czymś innym niż wszyscy.

Czytaj też: Test Audi Q3 Sportback e-hybrid – efektownie, ale z niedociągnięciami

Pod względem samej konfiguracji punkt wyjścia też wygląda sensownie. JCW Aceman seryjnie oferuje sportowy charakter wizualny i napędowy, a technicznie dostajemy pakiet, którego naprawdę nie trzeba się wstydzić — 258 KM, 350 Nm, 19-calowe koła 225/40 R19, pięć miejsc, bagażnik 300-1005 l i komplet nowoczesnych systemów bezpieczeństwa oraz wsparcia kierowcy. Wstydu zatem nie ma.

MINI Aceman JCW to jedno z tych aut, które kupuje się z uśmiechem. A jeździ z jeszcze większym

MINI Aceman JCW nie jest samochodem dla każdego — i między innymi właśnie dlatego jest ciekawy. Nie bije rekordów zasięgu, nie próbuje udawać rodzinnego SUV-a na każdą okazję i nie stanie się królem opłacalności. Ale też zupełnie nie o to tu chodzi.

To auto dla kogoś, kto chce elektryka bardziej praktycznego niż klasyczny Cooper, ale nie zamierza rezygnować z charakteru, za który MINI w ogóle się kocha. Dla kogoś, kto chce trochę więcej miejsca, trochę więcej uniwersalności i jednocześnie nie chce wsiadać do kolejnego poprawnego, bezbarwnego crossovera. Aceman JCW nie jest bez wad, ale ma coś ważniejszego od bezbłędności — ma osobowość.

Kacper CembrowskiK
Napisane przez

Kacper Cembrowski

Szef działu wideo
Dziennikarz z wykształcenia, ale przede wszystkim z pasji i wyboru. Zacząłem pisać do internetu w wieku 15 lat — od branży gamingowej płynnie przeszedłem do nowych technologii, z czasem poszerzając je także o motoryzację. Po drodze zacząłem również coraz częściej stawać przed kamerą i za nią. Na co dzień zajmuję się tworzeniem i rozwijaniem treści technologicznych w wielu formach. Piszę artykuły, recenzje, felietony i scenariusze, nagrywam oraz montuję materiały wideo, prowadzę wywiady i realizuję formaty wideo oraz podcastowe. Równolegle rozwijam projekty w mediach społecznościowych. Regularnie relacjonuję najważniejsze targi technologiczne i motoryzacyjne na całym świecie, testuję najnowszy sprzęt oraz samochody, a także pracuję przy współpracach komercyjnych z markami i uczestniczę w procesach sprzedażowych oraz projektowych związanych z mediami i content marketingiem. Od 2020 roku prowadzę również własny podcast. Praca z mikrofonem i kamerą jest dla mnie naturalnym przedłużeniem dziennikarstwa — pozwala opowiadać o świecie nowych technologii, motoryzacji i współczesnej kultury w bardziej bezpośredni sposób. Fascynuje mnie technologia w każdej postaci — szczególnie ta nowoczesna, choć retro sprzęty mają w moim sercu specjalne miejsce (transparentne obudowy zawsze wygrywają). Uwielbiam japońską (pop)kulturę, katalońską piłkę nożną, sprzęty z Cupertino, samochody elektryczne (i najlepiej ze stali nierdzewnej), minimalistyczny design, dystopijny streetwear i anti-fashion, a muzyka towarzyszy mi całą dobę. Najlepiej czuję się w studiu nagraniowym, na planie wideo albo w samolocie.