Test Chery Tiggo 8 ICE. To nie jest SUV dla emocji — i to może być jego największa zaleta

Chery Tiggo 8 w wersji spalinowej jest ciekawym przypadkiem, bo to auto zrobione pod bardzo konkretnego klienta — kogoś, kto chce aż 7 miejsc w standardzie, duże nadwozie segmentu D i wyposażenie, które w Europie często zaczyna się dopiero od wielkich dopłat. Chery zresztą samo mówi o zasadzie „wszystko w standardzie” i o tym, że nie trzeba dopłacać nawet za lakier, a konstrukcja cennika jest banalnie prosta — dwie wersje, dwie ceny i temat zamknięty. Z tej strony wygląda to bajecznie, prawda?
...

Tyle, że w Tiggo 8 jest też druga warstwa — i ona robi się najciekawsza dopiero wtedy, kiedy odpuścimy tabelki i zaczniemy patrzeć na auto pod kątem tego, jak wygląda, jak się w nim siedzi, jak się z nim żyje i gdzie w tej całej układance jest „haczyk”. Bo przecież przy tej cenie wszyscy mamy w zwyczaju doszukiwania się jakiegoś „ale”, gdyż całość zwyczajnie wydaje się zbyt piękna, żeby mogła być prawdziwa. W teście spalinowego Tiggo 7 pisałem, że w chińskich autach bez elektrycznego wsparcia tym haczykiem bywa spalanie — i w Tiggo 8 ICE ten trop też warto mieć z tyłu głowy, a dochodzi do niego jeszcze temat kultury pracy napędu i wyciszenia. Ale po kolei.

Design zewnętrzny Chery Tiggo 8. Ogromne, masywne, rodzinne — z grillem, którego nie da się przeoczyć

Tiggo 8 robi pierwsze wrażenie głównie gabarytem — to naprawdę potężna krowa. 4725 mm długości, 1860 mm szerokości i 1705 mm wysokości to rozmiar, który w białym kolorze potrafi dominować ulicę i parking. Samochód rzuca się w oczy z daleka i nie musimy specjalnie szukać go na parkingu galerii handlowej, kiedy zapomnieliśmy, gdzie zaparkowaliśmy — bo dosłownie widać go z daleka. Mi biały kolor nadwozia co prawda średnio przypadł do gustu, ale to wynika tylko z tego, że kiedyś biały lakier (co prawda solid, a nie metalizowany, ale nadal) był jedyną darmową opcją i za dzieciaka naoglądałem się sporo niespecjalnie ładnych, białych samochodów — stąd wolałbym postawić na coś innego. W swoich testach zresztą wielokrotnie już pisałem, że najbardziej lubię czarne samochody, chociaż odcień srebra (albo prawdziwy kolor tworzywa, z którego auto zostało wykonane — jak w Tesli Cybertruck) podoba mi się zdecydowanie najbardziej. To jednak kwestia czysto subiektywna, ale poza białym lakierem — jest naprawdę dumnie i solidnie!

Najmocniejszym elementem stylistycznym jest przód. Rzuca się tutaj w oczy przede wszystkim przepotężny grill, który zajmuje niemal całą powierzchnię przodu i jest najbardziej charakterystycznym elementem auta. Srebrne wstawki też robią swoje, a logo Chery w jego górnej, centralnej części, idealnie się łączy z całością, co po bokach uzupełniają światła LED-owe. Trochę szkoda, że nie łączy je lista świetlna nad grillem, albo że obrys całego grilla nie jest subtelnie podświetlony (i nie byłaby to jedyna rzecz, którą chińskie marki „zapożyczyłyby” z BMW), ale z drugiej strony — to mogłoby przełożyć się na zbyt duży kicz. I tak jest tutaj już dość syto i sporo przestrzeni zostało zagospodarowanej.

Czytaj też: Chery Tiggo 7 vs Tiggo 8 – który lepszy dla polskiego klienta?

W każdym razie — to jest front, który robi robotę w lusterku. Duża, wysoka bryła, sporo optycznej masy i mocno zaznaczona twarz. Boczne wloty powietrza po bokach dolnej części grilla dodają wizualnego pazura, a dzięki czarnym wstawkom, nawet na białym lakierze kamery i czujniki nie rzucają się w oczy i nie psują estetycznego wrażenia. Właściciel grupy, w której znajduje się również Jaecoo i Omoda, naprawdę sensownie to przemyślał.

Dalej jest nieco spokojniej. Z profilu Tiggo 8 jest dość typowe, żeby nie napisać „generyczne”, ale to słuszny i — myślę — świadomy wybór, bo długość samochodu wystarczająco go wyróżnia. Na pewno w Tiggo 8 bardziej podobają mi się klamki, porównując do Tiggo 7 — wiem, że to budzi różne emocje i że Chiny zapowiedziały już regulacje w tej sprawie, ale tutaj mamy chowane, a nie standardowe klamki. System trochę podobny do tego z Tesli, z tym, że tutaj podchodząc do samochodu z kluczykiem, tylna część klamki się wysuwa i nie trzeba niczego wciskać. Jest to przejrzyste, ale kiedy samochód jedzie lub jest zamknięty, to drzwi nie zaburzają kształtu bryły i idealnie zlewają się z całością. Jestem fanem takiego rozwiązania. W oczy rzuca się także ciekawiej poprowadzona linia szyb zwężająca się ku tyłowi. 

Z profilu najbardziej jednak mnie w tym samochodzie gryzie temat felg. 19 cali wygląda dobrze w konfiguratorze i niewiele gorzej na zdjęciach, ale przy tej bryle… zwyczajnie sprawiają wrażenie lekko „za małych”, bo Tiggo 8 jest po prostu kolosalne. 21” pasowałoby tu zdecydowanie bardziej, bo w obecnej formie trochę to wygląda tak, jakby ponad 2-metrowy zawodnik MMA założył baletki.   

Tył to z kolei  klasyka współczesnych SUV-ów. Tutaj jest już listwa świetlna, pod którą mamy już wielki i dumny napis CHERY zamiast logo. Do tego w oczy rzucają się cztery atrapy końcówek wydechu — co prawda są zrobione na tyle głęboko i „czarno”, że z daleka potrafią wyglądać jak prawdziwe, ale kiedy wiemy, co kryje się pod maską tego olbrzyma… nie jest trudno się domyślić, że to jednak tylko imitacja. Warto zwrócić uwagę jeszcze na to, że w testowanej w naszej redakcji przez Sylwię wersji PHEV był jeszcze jeden zgrzyt stricte stylistyczny — wielki napis „Plug-In Hybrid” na klapie. W ICE ten problem znika, co samo w sobie jest małym bonusem estetycznym, chociaż — co jasne — przekłada się to na wrażenia z jazdy. Ale do tego wrócimy nieco później.

Wnętrze. Tu Tiggo 8 naprawdę potrafi zaskoczyć – materiałami i „klasą”

Jeśli miałbym wskazać jedną rzecz, którą Tiggo 8 wygrywa pierwsze spotkanie, to jest to kabina. Wnętrze tego samochodu z czystym sumieniem można nazwać luksusowym. Dużo miękkich i zróżnicowanych materiałów czy sensowne spasowanie robią bardzo pozytywne wrażenie. Bez dwóch zdań warte docenienia są także różne faktury skóry, alcantara na drzwiach, miękki podłokietnik — czyli rzeczy, których zwykle nie dostajemy w aucie, które ma dobry stosunek ceny do wyposażenia. A przecież europejskie samochody w podobnych pieniądzach słyną z charakterystycznego zapachu plastiku i ubogich multimediów.

Szczególnie doceniam to, że nie przesadzono z piano black — i to jest detal, który w praktyce ma ogromne znaczenie. Piano black wygląda dobrze przez trzy dni, a potem zaczyna żyć własnym życiem — palce, kurz, mikrorysy. Wszyscy znamy ten schemat i coraz więcej producentów zwyczajnie z tego rezygnuje — nawet niedawne małe odświeżenie KIA Sportage skupiło się głównie na ograniczeniu piano black w tunelu środkowym. W Chery Tiggo 8 błyszczących powierzchni jest na tyle mało, że nie mamy poczucia, że po miesiącu kabina będzie pełna odcisków palców i przyklejonego kurzu.

Czytaj też: Test Chery Tiggo 4 HEV – nie uwierzysz, że tak wyposażone auto kosztuje 100 tys. złotych

Nie można jednak pominąć wątku „inspiracji”. Część rozwiązań w okolicach klamek i sterowania szybami pachnie Mercedesem, i wszechobecny jest tutaj upmarketowy styl — i bez dwóch zdań projektanci tego samochodu mieli w głowie gwiazdę na masce. Czy to wada? W tej klasie cenowej — raczej nie. To jest bardziej sygnał, że projektanci chcieli dać klientom europejski feeling bez europejskiej ceny, więc właściwie my jesteśmy tego beneficjentami.

Są jednak też wpadki ergonomiczne. Osobiście przeszkadzał mi fakt, że priorytetem tutaj bywa pasażer, a nie kierowca. Nasz passenger princess ma bowiem do dyspozycji masaż, podgrzewanie, wentylację, możliwość rozłożenia fotela i wysuwany podnóżek. I jak do podnóżka pretensji nie mam, tak fakt, że kierowca nie ma masażu, jest dla mnie kompletnie niezrozumiały. Z drugiej jednak stronie, przedni fotel po prawej stronie jednocześnie ma brak regulacji wysokości i przy tym bardzo wysoką pozycję, która nie każdemu podejdzie na długiej trasie. Ja czułem się, jakbym siedział w autobusie. 

Kierowca ma już regulację wysokości i jest tu zdecydowanie lepiej. Pozycja za kierownicą jest wysoka, typowo SUV-owa, co zresztą świetnie wpisuje się w charakterystykę auta rodzinnego. Widzimy dużo, wsiadanie jest łatwe, a w mieście mamy poczucie kontroli. Jednocześnie fotele są bardziej nastawione na komfort niż na trzymanie w zakrętach. To auto nie zachęca do agresywnej jazdy — i w sumie to dobrze, bo nie po to się kupuje 7-miejscowego SUV-a. W trasie docenimy miękkość i spokój, ale jeśli lubimy zawinięte siedziska i mocne trzymanie boków, Tiggo 8 zdecydowanie idzie w inną stronę.

Czytaj też: Test Chery Tiggo 7. Totem Tygrysa z Chin rzuca rękawicę Europie

Kierownica dobrze leży w dłoniach, nie jest ani za gruba, ani zbyt cienka. Samochód prowadzi się komfortowo, chociaż mam ten sam zarzut, co przy wszystkich innych chińskich samochodach — czyli panele dotykowe na kierownicy zamiast fizycznych przycisków. Cała kierownica pokryta jest plastikiem i wszędzie możemy go wcisnąć — ale żeby osiągnąć zamierzony cel, musimy palcem idealnie wycelować w nadrukowaną ikonkę. Przez to trudno się chociażby przełącza piosenkę, zmienia głośność czy kontroluje tempomat bez spojrzenia się na kierownicę, co nie jest najwygodniejszą rzeczą na świecie podczas jazdy.

Multimedia i obsługa. Ekran robi wrażenie i jest prawdziwym centrum dowodzenia

Stylistycznie Tiggo 8 idzie wewnątrz w nowoczesną prostotę. Dwa duże wyświetlacze tworzą wizualne centrum kokpitu, a cała reszta ma być tylko tłem. I to działa, bo ekran główny jest duży i czytelny, a cyfrowe zegary nie wyglądają jak tani tablet przyklejony na klej w sztyfcie, bo nawet nie na mamuta. To jest spójny, dojrzały projekt — dużo bardziej minimalistyczny i schludny niż w przypadku przekombinowanego Tiggo 7.

Czytaj też: Chery podbija Europę przez Polskę. Wyjątkowy chiński samochód trafił do Warszawy

Centralny ekran ma 15,6 cala i jest to panel 2.5K. W praktyce oznacza to, że obraz jest ostry, kolory są nasycone, jasność wysoka, a kąty widzenia bez zarzutu. To nie jest wyświetlacz, który jest, bo musi być — on realnie buduje wrażenie klasy wyższej i sprawia, że cała deska rozdzielcza wygląda nowocześnie, zamiast udawać nowoczesność ramkami i plastikową dekoracją. Zdecydowanie bliżej mu do Tesli niż Dacii; i niezmiennie twierdzę, że w kwestii ekranów oraz ich działania, to mnóstwo europejskich marek (i nie tylko, bo nowe japońskie samochody również pozostawiają pod tym kątem wiele do życzenia) mogą się od Chińczyków wiele nauczyć.

Do tego przed oczami kierowcy jest drugi ekran 10,25 cala i on jest równie czytelny, co centralny — jasny, kontrastowy, bez kombinowania. Jednocześnie to nie jest kokpit, który daje nam milion motywów do wyboru — bazowo dostajemy jeden główny układ, a personalizacja polega bardziej na tym, co wrzucisz w prawą część. Całość dobrze uzupełnia head-up display (w zależności od wersji wyposażenia), bo w takim, wysokim SUV-ie, HUD naprawdę pomaga ograniczyć zerkanie w dół, gdy jedziemy w trasę. Daje nam to więc solidną „ekranozę”, ale dla mnie to tylko i wyłącznie plus. Mamy więc tu zestaw bardziej znany z Jaecoo 7 niż z Chery Tiggo 7 — i to świetna informacja.

Co za tym zestawem wyświetlaczy idzie, prawie całe auto żyje w tym ekranie. Poza mechaniczną regulacją kierunków nawiewu, większość funkcji — od ustawień auta, przez asystenty, po wiele elementów komfortu — wymaga dotyku. Samo menu jest logicznie poukładane i łatwo w nim znaleźć podstawowe rzeczy, ale dla niektórych kierowców może to nadal być ten typ rozwiązania, w którym w korku szybciej zatęsknią za fizycznym pokrętłem głośności czy temperatury. Chery o tym pomyślało i ratuje sytuację sprytnym centrum sterowania wywoływanym z góry ekranu — możemy tam przypiąć skróty do rzeczy, których używamy najczęściej, i co ważne — mamy też szybki dostęp do wyciszenia najbardziej irytujących ostrzeżeń, takich jak monitorowania prędkości czy uwagi kierowcy.

Czytaj też: Test Chery Tiggo 8 PHEV – topowa chińska marka w zderzeniu z polskimi wymaganiami

Najbardziej odczuwalne jest to przy klimatyzacji, bo tutaj widać, jak bardzo Tiggo 8 stawia na estetykę interfejsu kosztem zero-jedynkowej obsługi. Kiedy jedziemy na natywnym systemie auta, sterowanie temperaturą mamy widoczne na dole ekranu. Problem pojawia się w momencie, gdy odpalamy bezprzewodowe Android Auto albo Apple CarPlay — wtedy projekcja telefonu potrafi zająć cały wyświetlacz, a żeby zmienić temperaturę, musimy przesunąć palcem od dolnej krawędzi ekranu do góry i dopiero wywołać belkę klimatyzacji. To nie jest dramat, ale w codziennej jeździe to dodatkowy krok, którego po prostu nie musiałoby być.

W ogólnym rozrachunku jednak, ja naprawdę lubię sterowanie z ekranu. Najbardziej przeszkadza mi, kiedy część rzeczy w samochodzie robimy na ekranie dotykowym, część na ekranie kierowcy sterowanym przez przyciski na kierownicy, a do włączenia HUD-a muszę grzebać po guzikach dookoła kierownicy (pozdrawiam Nissana). Wolę rozwiązania w pełni „analogowe”, albo w pełni ekranowe — i w Chery wszystko jest jasne, czytelne i klarowne. A przy wyświetlaczu tej wielkości i tej jakości — szkoda byłoby z niego nie korzystać. 

Ładowarka, nagłośnienie i inne premium bonusy. Chery robi to dobrze

Tiggo 8 ma też kilka mocnych, praktycznych dodatków. Jest chłodzona ładowarka indukcyjna 50 W (i kolejny raz chapeau bas, bo to jedna z nielicznych ładowarek indukcyjnych w samochodach, które działają, a nie tylko gotują nasz smartfon), jest też typowy dla grupy Chery system kamer 540 stopni, który w założeniu ma być jednym z tych gadżetów, które po tygodniu przestają być gadżetem i stają się codziennym ułatwieniem (zwłaszcza przy tym gabarycie auta i ciasnych garażach czy parkowaniu w mieście). Do tego dochodzą takie rzeczy jak ambientowe oświetlenie, otwierany panoramiczny dach z elektryczną roletą i nawet klimatyzowany schowek, czyli małe premium w codziennym użytkowaniu.  

Z ciekawych rozwiązań, wrażenie robią lusterka w słoneczku dla kierowcy i pasażera, które mają podświetlenie dookoła, a barwę światła możemy dostosować do swoich potrzeb. Kierowcy to raczej nie jest zbytnio przydatne, ale jeśli ktoś na miejscu pasażera poprawia swój makijaż czy układa włosy — doceni tę opcję. Mi jednak brakowało jakiegoś miejsca w słoneczku na odkładanie biletów parkingowych, paragonów za paliwo czy kart, ale to dosłownie szczegół. W Tiggo 8 nie przypadło mi do gustu jednak fotochromatyczne lusterko wsteczne, które sprawiało, że jakieś synapsy mózgowe na chwilę przestawały mi działać i potrzebowałem około sekundy za każdym razem, żeby przestawić swoje oczy w taki sposób, żeby zobaczyć, co dzieje się za mną. Nie ma opcji wyboru zwykłego lusterka — i w środku to w sumie dla mnie największa wada.

Czytaj też: Chery nokautuje zapowiedziami gwarancji. A podobno chińskiego auta nie naprawisz

Należy jeszcze wspomnieć o nagłośnieniu, które w testowanej wersji składa się z 12 głośników Sony. I jest ono dość nietypowe, bo najlepiej pokazuje pazur dopiero wtedy, gdy podkręcimy głośność. Przy cichym słuchaniu nie robi wielkiego wow — poza tym, że basu jest sporo — ale kiedy podkręcimy głośność, nagle robi się czysto, głęboko i zaskakująco przyjemnie. I to akurat ma sens w trasie, bo przy autostradowych prędkościach duża bryła Tiggo 8 zaczyna generować wyraźny szum powietrza (mimo tego, że ogólnie wyciszenie wypada poprawnie), więc ten zapas mocy w audio po prostu się przydaje. Fajnym dodatkiem są też głośniki w zagłówku kierowcy — to przez nie lecą komunikaty nawigacji i rozmowy, dzięki czemu nie muszą przebijać się przez całe wnętrze.

Chery Tiggo 8 to faktycznie 7-osobowe auto, czy tylko na papierze?

Tiggo 8 ma jedną wielką zaletę — to nie jest auto, które próbuje tylko udawać 7-miejscowy samochód. Układ kabiny jest sensownie pomyślany, a drugi rząd daje realny komfort. Jest dużo miejsca na nogi, jest przestrzeń na szerokość, a co za tym idzie, wrażenie „rodzinnego salonu” jest mocne.

Trzeci rząd jest dokładnie taki, jakiego możemy oczekiwać od SUV-a tej klasy. To nie są dwa pełnoprawne fotele dla dorosłych na 500 kilometrów, ale to są dwa miejsca, które w wielu rodzinach ratują dzień. Dzieci będą zadowolone, a dorośli… dadzą radę na krótszym dystansie. I to jest uczciwe. Największą przewagą Tiggo 8 jest to, że ma w ogóle sensowną bazę pod taki scenariusz — drzwi, dostęp i przestrzeń są na tyle ogarnięte, że nie czujemy, że to jest rozwiązanie awaryjne zrobione wyłącznie dla marketingu. Na zdjęciach możecie zobaczyć Konrada Koterbę z naszej redakcji, który ma 172 cm wzrostu.

Bagażnik zachowuje się tak, jak powinien w 7-miejscowym aucie. Przy rozłożonym trzecim rzędzie robi się mało miejsca i to jest normalne. Ale kiedy jedziemy w pięć osób (czyli w realnym scenariuszu większości rodzin), Tiggo 8 nagle staje się bardzo pojemnym SUV-em. I to jest jego prawdziwa rola — 7 miejsc to bonus i elastyczność, a codzienny Tiggo 8 to duży, wygodny samochód na pięć osób z dużym bagażnikiem.

Czytaj też: Od debiutu do jubileuszu. OMODA & JAECOO rosną szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał

W liczbach, mamy tu 193 litry przy rozłożonych wszystkich fotelach, za to 889 litrów przy złożonym trzecim rzędzie i 1930 litrów przy złożonym drugim i trzecim. Jedynym zgrzytem jest to, że przy złożonym trzecim rzędzie, na końcu bagażnika jest szpara, w którą lubią wpadać mniejsze rzeczy. Jeśli wypadnie Wam chleb czy opakowanie ryżu z torby na zakupy, to najpewniej będzie właśnie tam — i chociaż miałem styczność z tym samochodem zaledwie tydzień, to nurkowałem tam trzy lub cztery razy.

Jak jeździ Chery Tiggo 8? Komfort przede wszystkim

Chery Tiggo 8 to nie jest SUV, który ma udawać terenówkę, ale parametry geometryczne są zaskakująco odważne — 224 mm prześwitu (auto nieobciążone), 19,5° kąta natarcia i 23,5° kąta zejścia. Do tego dochodzi wielowahaczowe zawieszenie tylnej osi, co w tej klasie cenowej nie zawsze jest standardem. Brak napędu na cztery koła nie jest tragedią, jeśli nie planujemy zimowych wypraw w szczery las, a komfort zawieszenia i ogólna „sztywność” auta pomagają utrzymać spokój nadwozia w zakrętach i na gorszych drogach. To dokładnie ten typ zachowania, którego szukamy w rodzinnym SUV-ie — ma być stabilnie, miękko i bez nerwów.  

Do tego w Tiggo 8 bardzo mocnym argumentem jest pakiet systemów wsparcia. W cenniku lista jest długa i obejmuje między innymi adaptacyjny tempomat z utrzymaniem pasa, AEB z wykrywaniem pieszych i rowerzystów, monitorowanie martwego pola, asystenta jazdy w korku, monitorowanie uwagi kierowcy i kilka warstw ochrony na pasie. Jednocześnie — w praktyce takie systemy potrafią być natrętne, jeśli nie mamy szybkiego dostępu do skrótów. Interfejs jest logiczny, a część najbardziej irytujących ostrzeżeń, jak wspominałem wcześniej, da się dość łatwo ogarnąć z poziomu centrum sterowania. To ważne, bo w codziennym życiu nie chcemy walczyć z samochodem o każdą zmianę ustawień.

Czytaj też: Pierwsza jazda Jaecoo 7 Super Hybrid – Chińczycy wynaleźli hybrydę na nowo?

W teście Jaecoo 7 narzekałem na system trzymania auta w pasie ruchu, bo faktycznie lubił bardzo ściągać auto na boki, co na drogach autostradowych prowadziło do kilku niebezpiecznych sytuacji. W Tiggo 8 dalej nie działa to nieskazitelnie, jak na przykład w BMW, ale jest zdecydowanie lepiej — i jadąc na tempomacie już nie ma powodów do strachu i nie trzeba specjalnie walczyć z kierownicą. Irytować potrafi system monitowania uwagi kierowcy, który informuje o rozproszeniu sekundę po spojrzeniu się na główny wyświetlacz; ale poza tym wszystkie systemy działają bez zarzutu. Dalej jednak nie rozumiem braku asystenta parkowania, który w grupie Chery zarezerwowany jest tylko dla „droższych” samochodów — na przykład dla Omody 9 Super Hybrid.

Napęd ICE, czyli 1.6 turbo + 7DCT. Chery Tiggo 8 nie jest bestią

Wersja spalinowa ma jeden cel — być przewidywalna i wystarczająca. Sercem jest 1.6 turbo, 147 KM i 275 Nm, do tego 7-biegowy automat dwusprzęgłowy (7DCT) i napęd FWD. Osiągi mówią wprost, z czym mamy do czynienia — od 0 do 100 km/h samochód rozpędza się w 10,8 s i maksymalnie pojedzie prędkością 180 km/h. W aucie o masie 1748 kg taki wynik nie jest słaby, a raczej normalny i przewidywalny przy braku elektrycznego wsparcia. To ma wozić rodzinę i bagaże, a nie robić show na lewym pasie.  

Czytaj też: Test Jaecoo 7 – podejrzanie tani, gdzie jest haczyk?

W normalnym, codziennym stylu jazdy 275 Nm daje całkiem poczucie elastyczności, szczególnie w mieście i przy spokojnym wyprzedzaniu. Ale jeśli ktoś oczekuje efektu wow po wciśnięciu gazu, to Tiggo 8 ICE raczej odpowie kulturalnym „daj mi chwilę” — zwłaszcza z kompletem pasażerów. Plus jest taki, że Chery dorzuca klasyczne tryby jazdy Eco/Normal/Sport, więc można łatwo przestawić auto na nieco żwawsze reakcje, chociaż dalej o sportowym charakterze nie ma tu mowy.

Spalanie. Chińskie samochody to dalej smoki

Chińskie samochody w większości mają małe silniki jak na swoje gabaryty i Chery Tiggo 8 wcale się pod tym względem nie różni. Fakt, że testowałem samochód w ostatnim tygodniu grudnia, który był zaskakująco wręcz zimny, nie pomógł — ale takie temperatury się zdarzają, samochód użytkujemy cały rok i trzeba brać to pod uwagę. Finalnie spalanie prezentowało się następująco:

Miasto10-11 l/100 km
90 km/h~8 l/100 km
140 km/h~12 l/100 km

W chińskich samochodach spalanie zazwyczaj zaczyna się od 8 litrów na sto kilometrów i Tiggo 8 potwierdza ten schemat. Trudno jest tutaj jeździć oszczędnie, zarówno w mieście, ale i na drogach szybkiego ruchu. Kiedy na autostradzie chcemy zjechać na lewy pas i mu „depnąć”, to od razu silnik daje nam znać, że ma już dosyć i powoli się zarzyna. Słyszymy dokładnie to, w jaki sposób pracuje, i że prosi nas już o przerwę. I tu wraca temat haczyka z Tiggo 7 czy Jaecoo 7. W chińskich benzynach bez elektrycznego wsparcia często to właśnie spalanie bywa elementem, który sprowadza człowieka na ziemię. 

Czytaj też: Test Omoda 9 Super Hybrid – chińskie pomysły na polskiego klienta. Czy działają?

Wyposażenie i ceny. Czyli jak Tiggo 8 zawstydza Europę

Wersje są dwie: Comfort i Prestige. I to jest ważne, bo tu „dopłata” ma sens praktyczny, a nie prestiżowy.

  • Comfort: 149 900 zł cennikowo (133 900 zł po rabacie, dostępnym w momencie pisania tekstu).
  • Prestige: 159 900 zł cennikowo (145 900 zł po rabacie, dostępnym w momencie pisania tekstu).

Co dostajemy już w Comfort? Między innymi 19-calowe felgi, LED-y, czujniki przód/tył, kamery 540°, skórzaną tapicerkę, elektryczny fotel kierowcy, ekran 15,6”, audio 8 głośników, ładowarkę 50 W czy dwustrefową klimę. Prestige dorzuca elementy, które realnie robią różnicę w polskich warunkach i w trasie — panoramiczny dach, elektryczną klapę, podgrzewaną szybę i dysze, HUD, lepszą regulację fotela kierowcy (lędźwie, pamięć), elektryczny fotel pasażera z masażem i podparciem łydek oraz wentylację foteli.  

Mamy więc już bardzo solidnie wyposażoną wersję w postawie i nie ma żadnego powodu do wstydu, chociaż ilość sensownych dodatków za zaledwie 10 tysięcy to fantastyczny i opłacalny deal. Cenowo więc Chery miażdży europejską konkurencję. To samochód zdecydowanie bardziej efektowny niż efektywny, ale w tych pieniądzach trudno znaleźć inne auto, które daje takie możliwości.

Czytaj też: Test Jaecoo 7. Chińska Gelenda za ułamek ceny?

Bezpieczeństwo i „gwiazdki”. Tu trzeba mówić o czasie, bo wnioski zdążyły się zmienić

W momencie debiutu Chery w Polsce w raportach Euro NCAP (dla Tiggo 7, ale z uwagi na podobne systemy) były problemy z kurtynami z tyłu, co przełożyło się na 4 gwiazdki. Chiński producent jednak po poprawkach i ponownych testach w październiku 2025 roku uzyskał 5 gwiazdek, więc obecnie są to samochody z najwyższą oceną w zakresie bezpieczeństwa. To zmiana, którą warto mieć na uwadze.

Szczególnie dlatego, że sytuacja ta dokładnie pokazuje „wiek dziecięcy” projektu — auto może być konstrukcyjnie bardzo mocne, ale finalna ocena zależy od detali i tego, czy producent szybko reaguje na uwagi organizacji testowych. A tu taka reakcja była.

Czytaj też: Omoda 9 Super Hybrid na Torze Modlin. Chiński SUV kontra polski off-road

Chery Tiggo 8 ICE wygrywa głową, nie sercem

Tiggo 8 w wersji spalinowej jest dla tych, którzy kupują auto użytkowo. Chcą dużego SUV-a z 7 miejscami, świetnie wyglądającej kabiny i bogatego wyposażenia, a do tego oczekują prostej obsługi, bez ładowania i trybów hybrydy. I w tych punktach Tiggo 8 jest mocny — przestrzeń, wrażenie jakości wewnątrz i lista wyposażenia w relacji do ceny są jego największym argumentem.  Są też rzeczy, które trzeba przyjąć na klatę — spalinowe 1.6T to napęd wystarczający, ale nie taki, który buduje emocje — a przy tej masie i gabarytach łatwo też o to, że realne spalanie i kultura pracy nie będą idealne. 

Jeśli miałbym to podsumować jedną myślą — Tiggo 8 ICE to świetna pozycja, jeśli najważniejsze dla Was jest wnętrze i funkcjonalność, a nie za sam napęd. I to jest całkowicie okej, o ile kupujecie je dokładnie w tym celu. Robi wrażenie, przykuwa wzrok, jest efektowne i pomieści mnóstwo osób. Co by jednak nie mówić, 7-osobowy SUV z takim wyposażeniem za 160 tysięcy złotych brzmi jak bardzo uczciwy deal.