Test Renault Clio E-Tech 160 – mocarny kandydat do auta roku 2026

Renault Clio doczekało się niespodziewanego odświeżenia. To już 6. generacja popularnego miejskiego auta, które tym razem przeszło bardzo dużą metamorfozę, nie tylko wizualną. Nowe Clio w wersji hybrydowej ma do dyspozycji znacznie większy silnik niż największe SUV-y Renault.
...

Nowe Renault Clio zdecydowanie nabrało masy

Zdjęcia – Arkadiusz Dziermański

Nowe Renault Clio nie wygląda już jak mały, miejski hatchback. Auto stało się wyraźnie bardziej masywne, ale nie odbiło się to mocno na jego wymiarach i od nich zacznijmy.

Renault Clio 6. generacji ma 4116 mm długości, 1768 mm szerokości (bez lusterek), 1451 mm wysokości i 2591 mm rozstawu osi. Poprzednia generacja to 4053 mm długości, 1798 mm szerokości, 1440 mm wysokości i 2583 mm rozstawu osi. Różnice są niewielkie, ale optycznie auto wydaje się większe, za sprawą swojej konstrukcji.

Może nie do końca widać to na zdjęciach, ale wizualnie nowe Clio bardzo delikatnie idzie w kierunku crossovera. Miejscami mocno przypomina kształtami ostatnią generację Forda Puma. Co nie jest w żadnym stopniu obelgą, bo Puma jest bardzo ładnym autem, a nowe Clio… zdecydowanie jeszcze ładniejszym.

Testowany egzemplarz to usportowiony wizualnie wariant Esprit Alpine, ale warto zaznaczyć, że niewiele różni się on od wersji podstawowych. Dostajemy tak samo efektownie wyglądające przednie lampy, agresywne przetłoczenia na masce i spory, ale nieprzesadzony grill z charakterystycznymi dla Renault zagiętymi światłami w dolnej cześci.

Nie mniej agresywnie i wręcz sportowo nowe Clio wygląda z boku. Linia auta robi pozytywne wrażenie, z tyłu widzimy nieduży spoiler zachodzący nad szybę. W podstawie felgi są 16-calowe z kołpakami, w wersji Esprit Alpine nie mamy wyboru, dostajemy 18-calowe obręcze aluminiowe.

Tył to jedyny element, do którego można się przyczepić wizualnie i są to światła, które bardzo mocno przypominają elektrycznego Mustanga Mach-E. Można to było zaprojektować nieco inaczej. Co nie zmienia faktu, że tutaj też nowe Clio prezentuje się bardzo efektownie.

Projektanci Renault utrzymują bardzo dobrą passę. W zasadzie wszystkie auta producenta od dłuższego czasu są jednymi z najładniejszych na rynku, a nowe Clio pokazuje, że pomysły im się nie kończą. Udało im się zmienić bardzo ładne auto w jeszcze ładniejsze.

Czytaj też: Test Renault Clio E-Tech Espirit Alpine. Hybrydowe Clio lepsze niż w LPG?
Czytaj też: Test Renault Clio TCe 100 LPG – oszczędne auto na trudne czasy

Nowe Renault Clio ma nowoczesne, praktyczne, ale też znajome wnętrze

Wnętrze Renault Clio zmieniło się mocno, ale czy wszystkie zmiany poszły w dobrym kierunku?

Przede wszystkim jest nowocześnie i spójnie z innymi nowościami producenta. Mamy dwa ekrany połączone jedną obudową, a okrągła kierownica ustąpiła miejsca nieco spłaszczonej w górnej i dolnej części. Przyciski sterowania klimatyzacją też są typowe dla Renault, na swoim miejscu został też selektor zmiany kierunków jazdy z prawej strony kierownicy oraz nieśmiertelny pilot do sterowania multimediami.

Bardzo ciekawym akcentem jest srebrna wstawka biegnąca wzdłuż deski rozdzielczej, która na skraju przechodzi o kolorowe gradienty oraz podświetlane elementy na drzwiach. Wygląda to bardzo efektownie, podświetlenie zmienia się wraz z trybem jazdy, możemy też zmienić to ręcznie, a dodatkowe podświetlenie, już nieco bardziej dyskretne, znajduje się na desce rozdzielczej przed fotelem pasażera.

Ciekawie został zaprojektowany tunel środkowy. Mamy tu uchwyty na napoje, które możemy w mniejszym lub większym stopniu zasłonić gumową matą. Przed nimi mamy zagłębienie do postawienia w nim smartfonu, a za nim ładowarkę indukcyjną i dwa porty USB-C. W wersji ze skrzynią manualną, w miejscu przedniego capholdera mamy dźwignię zmiany biegów.

Background
Foreground

Wnętrze jest bardzo dobrze wykonane. Choć jest tu sporo plastiku, to jest on dobrze spasowany, gruby i solidny, ale miejscami niestety błyszczący. To główny zarzut względem 5. generacji Clio. Tam nie było go wcale. W 6. generacji mamy błyszczące wstawki na kierownicy oraz środkowych nawiewach. Szkoda, bo pod tym względem poprzednia generacja wypadała wręcz podręcznikowo. Wyciszenie wydaje się, że zostało nieco poprawione. Do 120 km/h w środku nie jest przesadnie głośno.

Fotele o usportowionym kształcie są bardzo wygodne. Dobrze trzymają w zakrętach, są odpowiednio miękkie i nawet na dłuższych trasach podróżuje się w nich komfortowo. Regulacja obu foteli jest tylko manualna.

Na tylnej kanapie jest skromnie. Skromnie pod względem ilości miejsca i ascetycznie pod względem dodatków. Tych w zasadzie nie ma. Ani portów USB, ani rozkładanego podłokietnika. Zdecydowanie jest to przestrzeń dla dwóch osób, ale zaskakująco komfortowa. Kanapa jest dosyć głęboko osadzona, dzięki czemu osoby do 190 cm wzrostu nie powinny narzekać na zbyt mało miejsca na nogi. Nad głową też jest całkiem przyzwoicie.

Czytaj też: Test JAC JS8 Pro – ile jesteś w stanie wybaczyć za dobrą cenę?

Bagażnik hybrydowego Renault Clio nie urósł zbyt mocno. Znacznie lepiej jest w benzynie

W zależności od wariantu, 5. generacja Renault Clio miała skromny bagażnik o pojemności 284 – 300 litrów. W wersji hybrydowej niewiele się to zmieniło, bo do dyspozycji mamy ok 310 litrów. Bagażnik jest dosyć głęboki i ustawny, ale krótki. Zapakowanie trzech osób na dłuższy wyjazd może być problematyczne bez ratowania się miejscem na tylnej kanapie.

Za to w wariantach spalinowych wygląda to o wiele lepiej, bo tam do dyspozycji mamy ok 391 litrów przestrzeni, a to w tak małym aucie jest bardzo dobrym wynikiem.

Czytaj też: Test Audi Q3 Sportback e-hybrid – efektownie, ale z niedociągnięciami

Ekrany w nowym Renault Clio nie wyglądają jak z auta w tej półce cenowej

Dwa kolorowe ekrany dobrej jakości z przyjaznym, dobrze zaprojektowanym interfejsem w aucie, którego cena zaczyna się poniżej 100 000 zł. Pomijając kwestię przyjaznego interfejsu, takie rzeczy tylko w chińskich produkcjach. Albo nowym Clio.

Ekrany różnią się w zależności od wersji wyposażenia. W najniższej mamy wyświetlacz o przekątnej 7 cali dla kierowcy oraz 10-calowy ekran centralny. Nie są one schowane za jedną, gładką taflą. Taką mamy od środkowej wersji wyposażenia i tu dostajemy dwa wyświetlacze o przekątnej 10,1 cala każdy.

W każdym wariancie mamy do dyspozycji OpenR Link, czyli wariację Renault na temat Android Automotive. To oznacza, że już fabrycznie mamy dostępne Mapy Google i co ważne ich widok, proporcje, ilość treści na ekranie, jest lepszy w tym wariancie, niż kiedy uruchomimy te same Mapy Google z telefonu przez Android Auto lub Apple CarPlay. Te działają bez zarzutów i bezprzewodowo.

Do tego mamy dostęp do asystenta głosowego Google. Więc możemy za jego pomocą sterować m.in. klimatyzacją, połączeniami czy muzyką, ale jest on dostępny od środkowej wersji wyposażenia. W najtańszej możemy tylko korzystać z asystenta wbudowanego w nasz smartfon, po sparowaniu go z autem.

Interfejs Renault jest bardzo dobrze zaprojektowany. Dostęp do najważniejszych opcji jest prosty i intuicyjny. Menu jest kolorowe, miłe dla oka, nieprzesadnie krzykliwe. Na ekranie kierowcy mamy dostęp do kilku widoków, w tym wariant z wyświetlaną mapą. Jest też, znany z innych nowych aut Renault i Dacii skrót do spersonalizowanego zestawu ustawień asystentów. Czyli, jeśli chcemy mieć wyłączonego np. asystenta informującego o przekroczeniu prędkości to zapisujemy sobie taki wariant ustawień i po uruchomieniu auta wywołujemy go przyciskiem na lewo od kierownicy. Bez konieczności grzebania w Ustawianiach. Mało który producent ma równie wygodne rozwiązanie.

W najwyższych wersjach wyposażenia możemy mieć dostęp do systemu kamer 360. Widok jest bardzo dobry, z odpowiednią proporcją obrazu, choć jest on przeciętnej jakości. Pomimo tego kamery są bardzo użyteczne i czytelne nawet w ciemnym otoczeniu.

Opcjonalnie możemy też mieć nagłośnienie Harman/Kardon. Auto jest małe, więc dźwięk nie ma zbyt wielu możliwości rozchodzenia się w przestrzeni. Niemniej gra to bardzo przyzwoicie, z wyraźnym, dynamicznym basem. W aucie za takie pieniądze to bardzo dobry dodatek.

Czytaj też: Test Audi SQ5 Sportback – wygląda lepiej niż SUV. Czy są tu jakieś inne różnice?

Nowe Renault Clio ma nowy, większy silnik i umie z niego korzystać

Tak, nowe Clio jest prześliczne, jest nowoczesne, jest wygodne, ale prawdziwym hitem jest jego serce – zespół napędowy full hybrid E-Tech o mocy systemowej 160 KM i 270 Nm momentu obrotowego przy 3 750 obr./min. Jest znacznie szybsze od swojego poprzednika, do osiągnięcia 100 km/h potrzebuje 8,3 s, a więc o okrągłą sekundę mniej, niż najmocniejsza wersja 5. generacji.

Sama konstrukcja jest ta sama – silnik spalinowy, dwa silniki elektryczne i wielotrybowa skrzynia automatyczna, ale tym razem mamy większy silnik spalinowy o pojemności 1,8 l (vs 1,6 l w 5. generacji), dysponujący o 22 Nm większym momentem obrotowym, z bezpośrednim wtryskiem paliwa. Zwiększono również pojemność akumulatora trakcyjnego (1,4 kWh vs 1,2 kWh w poprzedniku) oraz dołożono jeden tryb pracy skrzyni biegów – z 14 na 15. Czym to wszystko skutkuje?

Przede wszystkim dynamiką. Nowe Clio wygląda zadziornie i potrafi się tak samo zachowywać, nie potrzebuje do tego specjalnych zachęt ze strony kierowcy. Dzięki poszerzonemu w stosunku do poprzedniej generacji rozstawowi kół (39 mm z przodu i 10 mm z tyłu), ograniczono przechyły boczne, więc auto zachowuje się znacznie stabilniej w zakrętach. W trybie sport kierowca dysponuje zaskakującą jak na tę klasę precyzją prowadzenia, nasz francuski hatchback sprawnie reaguje za wydawane polecenia, wysyłane zarówno gazem, jak i kierownicą.

Mamy tutaj sporo zmian, ale niby nie ma tutaj nic rewolucyjnego. Ten sam, ale nieco lepszy układ napędowy. Ta sama, ale nieco zmodyfikowana platforma. Podobny, jedynie troszkę lepszy współczynnik oporu powietrza. Niby nie powinno to mieć wielkiego znaczenia, ale po zebraniu tych wszystkich zmian do kupy, otrzymujemy niesamowicie udany produkt końcowy! Jazda nowym Clio jest tak cholernie przyjemnym doświadczeniem, że chwaliłabym je nawet, gdyby było brzydkie. A ponieważ w parze z fantastycznymi wrażeniami z jazdy idzie prześliczna sylwetka, mogę powiedzieć tylko jedno – BRAŁABYM! Najlepiej czerwone!

Czytaj też: Test Honda Civic – opowiem Ci, dlaczego jest to mój ulubiony samochód

Dynamika, spora pojemność silnika i… skromne spalanie. To jedna z największych zalet nowego Renault Clio

Tutaj nie będzie absolutnie żadnych zaskoczeń. Hybrydy Renault są wręcz niedorzecznie oszczędne, w przypadku nowego Clio nie mogło być inaczej. Spójrzcie:

Miasto3,4 – 3,8 l/100 km
Trasa do 90 km/h (70-90 km/h)3,8 l/100 km
Ekspresówka (tempomat 120 km/h)4,9 l/100 km
Autostrada (140 km/h)6,6 l/100 km

Czy tutaj trzeba coś dodawać? Nie wydaje mi się. Test odbywał się w drugiej połowie lutego, więc pogoda nie rozpieszczała. Latem spalanie będzie jeszcze niższe.

Kiedy producent chwali się, że to auto potrafi jeździć po mieście nawet w 80% na prądzie, nie są to czcze przechwałki. Da się oczywiście przekroczyć spalanie na poziomie 4,5 l/100 km w mieście, ale trzeba się mocno postarać. Udało mi się to, jeżdżąc w trybie sport. Poznęcałam się nad Clio, bateria osiągnęła minimalny stopień naładowania, a później wpadłam w korek, więc kompletnie nie miała się jak podładować i w efekcie auto musiało ratować się silnikiem spalinowym, aby dowieźć mnie do domu. No więc da się, ale na to trzeba zapracować. Jednocześnie, da się też w drugą stronę. Na pewno znajdą się kierowcy, którzy będą w stanie zbliżyć się do równych 3 litrów na 100 km.

Czytaj też: Test Nissan Ariya Nismo – powrót sportowej marki w ciele elektrycznego SUV-a. Udany powrót?

Ceny nowego Renault Clio pozostały na dobrym poziomie

Nowe Clio będzie dostępne w konfiguracji benzyna+LPG, ale w tej chwili jest dostępne ze zwykłym silnikiem spalinowym oraz oczywiście w wersji hybrydowej, którą się dzisiaj wspólnie zachwycamy. Wersja spalinowa kosztuje 84 900 zł – 99 900 zł w zależności od wersji wyposażenia i skrzyni biegów (tak, mamy możliwość wyboru skrzyni automatycznej).

Hybryda to koszt między 106 900 a 123 900 zł, w zależności od wersji wyposażenia. Jest też kilka pakietów dodatkowych. W efekcie, jeżeli zechcecie dopakować Clio maksymalnie, razem z dopłatą za lakier, cena końcowa będzie oscylowała w granicach 130 000 zł. Opcji finansowania jest sporo, ale my dzisiaj nie o tym. Nas interesuje to, czy warto w ogóle sprawdzać, w jakiej opcji finansowania możecie Clio nabyć. No więc czy warto?

Czytaj też: Test Volkswagen Golf Variant R – sportowe kombi w rozsądnej(?) cenie

Renault Clio powinno być jednym z najciekawszych aut 2026 roku

Jeśli kiedykolwiek, jakikolwiek hatchback był warty Waszej uwagi, nowe Clio zasługuje na to jeszcze bardziej. Nie mam zamiaru hejtować poprzednich generacji, bo jestem ich namiętną fanką, ale gdybym uważała, że generacja 6 nie jest w niczym lepsza od 5, uczciwie bym Wam o tym napisała. A ponieważ jest lepsza pod wieloma względami, a jednocześnie niewiele droższa, jeśli szukacie nowoczesnego, pięknego hatchbacka, który potrafi być do bólu praktyczny i jednocześnie cholernie dynamiczny – koniecznie, KONIECZNIE musicie iść do salonu i dać sobie szansę przejechania się nowym Clio. Każda poprzednia generacja sprzedawała się świetnie i nie widzę innej możliwości, szósta musi być hitem. Nie mogłam wybrać lepszego auta na ostatni test, jaki tu napiszę. To była prawdziwa przyjemność.

Napisane przez

Arkadiusz Dziermański

Zdjęcia
Pisaniem w Internecie zajmuję się od 2009 roku. Zaczynałem od testów telefonów na Telepolis.pl, gdzie rozpocząłem stałą pracę w 2013 roku. Z czasem szeroko pojęta telekomunikacja stała się równie wciągająca co telefony, a rozwój technologii sprawił, że do urządzeń mobilnych dołączył też inny sprzęt elektroniczny. Dzisiaj moje biurko zasypuje każdy rodzaj sprzętu, a o sieci 5G mogę mówić obudzony w środku nocy. Od 2019 roku śledzę i opisuję ruchy antykomórkowe w Polsce i na świecie. Poziom wylewanego przez nie hejtu świadczy o tym, że robię to dobrze. Na przestrzeni ostatnich lat moje teksty pojawiały się na łamach serwisów GamingSociety, Gry-Online i PCWorld.pl, a od 2020 roku jestem związany z WhatNext.pl, gdzie jestem zastępcą redaktora naczelnego. Życie prywatne łączę z zawodowym, interesując się nowymi technologiami, ale nie pogardzę dobrą muzyką, serialem, grami komputerowymi czy sportem.