
Nissan Ariya Nismo jest autem, obok którego trudno jest przejść obojętnie. Choć coś tu nie pasuje

Nissan Ariya już w wariancie podstawowym jest autem wręcz majestatycznym. To jeden z najbardziej oryginalnych SUV-ów na rynku, którego w żaden sposób nie można pomylić z jakimkolwiek innym modelem. Zawsze kojarzy mi się z żółwiem, ale nie spokojnym i statecznym, ale wściekłym, gotowym do sprintu.

To zasługa całej bryły auta, która jest zwyczajnie duża. Duża jest maskownica z przodu, duży jest przód z wysoko zadartą maską, duży jest mocno zabudowany tył, a mimo wszystko całość jest zaskakująco proporcjonalna. Zdecydowanie jest to bardzo udane dzieło japońskich projektantów.

Nissan Ariya Nismo od razu zdradza swoje sportowe zapędy. Czerwone akcenty i emblematy Nismo mocno kontrastują z białym lakierem, choć osobiście chyba bardziej skłaniałbym się w stronę czarnego nadwozia, które też jest tu dostępne. Z przodu auto dostało aerodynamiczny splitter, a z boku wydłużone nakładki na progi. Co zwiększa siłę docisku, a w połączeniu ze spoilerem z tyłu siła unoszenia została zredukowana o ok 40%. Także nie są to tylko czysto wizualne dodatki.

Z tyłu mamy też aerodynamiczny dyfuzor oraz nisko umieszczone światło przeciwmgielne, inspirowane bolidami Formuły E. Całość uzupełniają dedykowane, 20-calowe felgi Enkei z matowym wykończeniem, na których nie mogło zabraknąć logo Nismo.

Wymiary auta nie zmieniły się względem wersji podstawowej i mamy tu 4595 mm długości, 2172 mm szerokości z lusterkami, 1660 mm wysokości i 2775 mm rozstawu osi.

Nissan Ariya Nismo przyciąga wzrok sportowymi dodatkami i zazwyczaj kończy się to bardzo zdziwionym spojrzeniem. Auto wygląda bardzo sportowo i agresywnie, ale po tym, jak już zapoznamy się z bardziej rzucającymi się w oczy elementami zauważamy, że… tablice rejestracyjne są zielone, auto nie dymi, ani nie burczy. Jest to nadal bardzo nietypowy widok.
Czytaj też: Test Volkswagen ID.7 GTX – komfortowy sedan, który SUV-om się nie kłania
Kosmetyczne zmiany wizualne w środku. Nissan Ariya Nismo nie ma najwyższego dostępnego pakietu wyposażenia

Czerwone akcenty widoczne na zewnątrz auta rzucają się w oczy również w środku. Mamy cienką, czerwoną listwę na desce rozdzielczej, czerwone akcenty na fotelach, czerwony przycisk Start oraz czerwone podświetlenie. Szkoda, że Nissan niezmiennie nie zdecydował się na wprowadzenie możliwości zmiany jego koloru i tak w wariancie podstawowym mamy stałe, białe podświetlenie, tutaj wyłącznie czerwone. Co mimo wszystko bardzo tu pasuje.

Zmieniona została kierownica, również z czerwonymi akcentami. Nie zabrakło też miejsca dla logotypu Nismo, który znajdziemy na desce rozdzielczej oraz na ekranie kierowcy, a także na fotelach.

Fotele zostały wykończone alcantarą i w stosunku do wersji podstawowej mają wzmocnione boki, co faktycznie przekłada się na lepsze trzymanie w zakrętach. Choć na pierwszy rzut oka wydają się nieduże, podróżuje się w nich bardzo wygodnie. Fotele są oczywiście regulowane elektrycznie oraz podgrzewane. Podobnie jak kierownica.

Rzeczą, której nie rozumiem w Ariyi i dotyczy to zarówno wersji podstawowej, jak i Nismo, są dywaniki. W konfiguratorze nie możemy ich zmienić i chyba w ogóle nie ma takiej opcji, bo miały je wszystkie egzemplarzy Ariyi, jakimi jeździliśmy. Są one bardzo miękkie i włochate. Co w naszym klimacie jest bardzo niepraktyczne i doczyszczenie ich zimą jest katorgą.

Nieco zaskakujące jest to, że wariant Nismo nie jest najlepiej wyposażoną wersją Ariyi. Brak możliwości nawet dodania panoramicznego dachu jeszcze można zrozumieć. Auto usportowione, o bardziej wyczynowej charakterystyce – szklany dach może być narażony na uszkodzenia. Poza tym nie ma tu elektrycznie regulowanej konsoli środkowej. Najwyższy wariant modelu oferuje jej przesuwanie przód-tył za pomocą przycisków na boku, tutaj tego zabrakło.

Na miejscu są za to bardzo nietypowe schowki. Do dyspozycji mamy dwa – jeden standardowo przed pasażerem, drugi idealnie na środku. Co ciekawe, jeśli otworzymy oba, tworzą jedną długą półkę. Dodatkowo środkowy schowek możemy zasłonić, co tworzy mały stolik. Pewnie może się przydać podczas dłuższego ładowania auta.




Nissan Ariya nie jest przesadnie dużym autem, w końcu ma 4,5 metra długości, ale na brak miejsca na tylnej kanapie nikt nie powinien narzekać. Miejsca na nogi i nad głową jest bardzo dużo. Auto jest elektryczne, więc nie ma tunelu środkowego idącego przez całe wnętrze, co znacznie powiększa wnętrze, nie tylko optycznie. Kanapa jest odpowiednio nachylona, szeroka, do dyspozycji mamy rozkładany podłokietnik oraz porty USB-C, ale zabrakło tu podgrzewania skrajnych miejsc, co też jest dostępne w najwyższej wersji modelu.



Bagażnik ma pojemność 415 litrów. Z jednej strony niedużo jak na rozmiary auta, z drugiej optycznie wydaje się spory, ale jednocześnie jest niewysoki. Mamy tu nieduże haczyki na zakupy, a pod podłogą jest wystarczająco dużo miejsca, żeby zmieścić kable do ładowania.












Czytaj też: Test Chery Tiggo 8 ICE. To nie jest SUV dla emocji — i to może być jego największa zaleta
Multimedia Nissana potrzebują zmiany, a Ariya Nismo więcej rzeczy, które ją wyróżnią

Jeśli chodzi o to, co widzimy na dostępnych ekranach to Nissan Ariya Nismo ma tylko jeden wyróżnik w postaci sportowego wyglądu zegarów, wspomnianego wcześniej logo Nismo na ekranie kierowcy oraz czerwonego mocomierza. Może się czepiam, ale chciałoby się czegoś więcej. Jakiegoś bardziej efektownego wyróżnika.


Widok ekranu kierowcy zmieniamy samodzielnie i tutaj też fajnie byłoby, gdyby widok sportowy uruchamiał się po zmianie trybu jazdy na Nismo. Tutaj nie dzieje się kompletnie nic. Sam ekran kierowcy to ważny element auta, bo to na nim wprowadzamy wszystkie ustawienia dotyczące samego auta, w tym sterujemy działaniem asystentów. Również tych piszcząco-irytujących.




Ekran główny woła o zmiany. Choć sam interfejs nie jest stary, debiutował w końcu w Qashqaiu w bodajże 2021 roku, to niestety odstaje od konkurencji. Grafiki nie przyciągają wzroku, szybkość działania jest przyzwoita, ale kompletnie bez rzucania na kolana, do tego sam interfejs jest bardzo ubogi. Tu można zrobić naprawdę niewiele, bo większość opcji wprowadzamy za pomocą przycisków na kierownicy i ekranie kierowcy. Więc na dobrą sprawę dla większości użytkowników ekran główny będzie zapewne służyć głównie do wyświetlania na nim interfejsu Android Auto czy Apple CarPlay (działają bezprzewodowo). Co też warto byłoby zmienić, nawigacja Ariyi wykorzystuje co prawda dane Google do wykorzystania, ale nie mamy tu pełnych Map Google, jak w odświeżonym Qashqaiu.

Ciekawym technologicznie dodatkiem są przyciski na tunelu środkowym i desce rozdzielczej. Są to przyciski haptyczne i pamiętam, że jak pierwszy raz się z nimi zetknąłem, to długo zastanawiałem się, czy to faktycznie pola dotykowe, czy może jednak sprytnie zrobione guziki. To zasługa bardzo mocno wyczuwalnej wibracji, które pojawia się na dużej przestrzeni i faktycznie mamy wrażenie, że wciskamy fizyczny przycisk. Na szczęście guziki na kierownicy są tradycyjne, fizyczne. Podobnie jak pokrętło do zmiany głośności.


System kamer 360 jest bardzo przyzwoity. Obraz nie jest topowy, ale wyraźny, niezłej jakości, czytelny nawet w ciemnym otoczeniu. To zawsze warto pochwalić. Do dyspozycji mamy też cyfrowe lusterko, które pokazuje obraz z innej kamery, niż kamera cofania. Oczywiście nie musimy z tego korzystać, obraz z kamery uruchamiamy ręcznie, poza tym jest to klasyczne lusterko wsteczne.
Czytaj też: Test Volkswagen Golf Variant R – sportowe kombi w rozsądnej(?) cenie
Nissan Ariya Nismo oferuje bardzo solidny zapas mocy

Wariant Nismo różni się od standardowej Ariyi nie tylko prezencją. Nasz usportowiony elektryk skrywa dwa silniki elektryczne o mocy systemowej 435 KM (vs 306 KM mocy w najsilniejszym wariancie „standardowym) i 300 Nm momentu obrotowego dla każdeg z nich. Przyspieszenie 0-100 km/h zamyka się w okrągłych 5 sekundach, pozostawiając daleko w tyle swoje cywilne rodzeństwo (5,7-7,5 s.). Na tym różnice się nie kończą. Standardowa Ariya dysponuje komfortowo zestrojonym zawieszeniem, które bez trudu wyłapuje nierówności i zapewnia komfort nawet podczas dłuższych podróży. Zawieszenie Nismo zostało zestrojone zupełnie inaczej – jest twardsze i sztywniejsze, więc o ile nie zapewni Wam takiego poziomu komfortu, będzie w stanie dać Wam bardziej precyzyjną informację zwrotną na temat otoczenia i pozwoli na precyzyjne prowadzenie. Również napęd na wszystkie koła e-4ORCE został zestrojony inaczej.

e-4ORCE zazwyczaj nie dyskryminuje – rozdziela moment obrotowy pomiędzy osiami po równo – 50:50, tymczasem w Nismo zdecydowanie preferuje napęd tylni – 60:40, jednocześnie ustawiając moment obrotowy przekazywany do poszczególnych kół tak, aby jak najbardziej zwiększyć przyczepność, pomimo dostarczania potężnych ilości mocy. Wiadomo, tutaj liczy się prowadzenie i dynamika.

Chociaż ostatnio jeździłam Ariyą mniej więcej półtora roku wcześniej, różnice w prowadzeniu wariantu Nismo nie były trudne do zauważenia. Było szybciej, agresywniej, precyzyjniej, brutalniej. To auto nie lubi nudy i będzie Was zachęcało do odważnych manewrów na każdym kroku. Nawet w trybie Normal potrafi być narowiste, a po przełączeniu w dedykowany tryb Nismo robi się po prostu agresywne. Wspaniale, w końcu właśnie o to tutaj chodzi. Nad poprawą sportowych odczuć pracują też głośniki po przełączeniu się w trym Nismo. Wydają dźwięk… trochę jak przyśpieszający statek kosmiczny. Ariya nie próbuje udawać auta spalinowego i nie zaskoczy nas wymyślnym burczeniem. Wrażenia z jazdy są świetne, chociaż niestety, z tyłu głowy cały czas miałam konieczność ładowania.
Czytaj też: Test Isuzu D-Max Arctic Trucks – lepszego auta na atak zimy nie mogliśmy trafić
Zimowe zużycie prądu nie było aż tak straszne

No właśnie. Elektryk, zima, ładowanie. Jaka jest zima w tym roku wiemy wszyscy, a Ariya Nismo, chocia ż wyposażona w dosyć pojemny akumulator o pojemności użytkowej 87 kWh, nie jest szczególnie ekonomicznym elektrykiem. Nie oszukujmy się, nie ma prawa być szczególnie ekonomiczna, nie przy tej mocy i zestrojeniu.
| Trasa | Zużycie | Zasięg na pełnej baterii |
| Miasto | 23-27 kWh/100 km | 378 km – 322 km |
| Trasa do 90 km (70-90 km/h) | 19-23 kWh/100 km | 457 km – 378 km |
| Ekspresówka (tempomat 120 km/h) | 30 kWh/100 km | 290 km |
Już tłumaczę, dlaczego mamy takie róznice w spalaniu. Cóż, bywały dni w których temperatura sięgała -18°C, a bywały takie w których było to „zaledwie” -5°C. To, oraz różne natężenie ruchu miało wpływ na te rozbieżności. Jedyne nad czym miałam kontrolę, to nagrzanie wnętrza. Można to ustawić w aplikacji mobilnej albo w menu auta. Po ustawieniu godzin odjazdu oraz preferowanej temperatury, Aria będzie przygotowana o wyznaczonej przez kierowcę godzinie. Dzięki temu nei tylko będzie Wam ciepło i przyjemnie od pierwszych chwil w aucie, będzie ono również zużywało znacznie mniej prądu, ponieważ po ruszeniu nie będzie musiało „martwić się” ogrzaniem kabiny. Jednego dnia specjalnie nie ustawiłam godziny odjazdu, wsiadłam do zimnego auta i ruszyłąm. Na tej samej trasie przez miasto, gdzie Ariya Nismo zużywała 23-27 kWh/100 km, zużyła… 31,5 kWh/100 km, więc jaki widać – warto się tym zająć. Na szczęście nie trzeba tego robić codzienne. Można to skonfigurować raz dla wszystkich dni tygodnia i mieć to z głowy.

Kiedy już dojdzie do ładowania – możecie korzystać z szybkich ładowarek DC (maksymalna moc ładowania 130 kW) lub ładowarek AC. Co ciekawe, Ariya Nismo należy do niewielu elektryków, które mają w standardzie ładowarkę pokłądową o mocy do 22 kW, co oznacza, że korzystając z odpowiedniego wallboxa, można ją naładować 10-100% w miej więcej 5 godzin. Jeżeli zdecydujecie się na ładowanie ze zwykłego, domowego gniazdka, będzie to około półtorej doby (10-100%).

O ile na ładowanie prądem zmiennym nie ma co narzekać, o tyle maksymalna moc 130 kW DC nieco rozczarowuje. Super, że mamy pompę ciepła, że możemy podgrzać baterię przed ładowaniem, aby zwiększyć jego moc, ale mimo wszystko – 130 kW to trochę mało.
Czytaj też: Test Omoda 9 Super Hybrid – chińskie pomysły na polskiego klienta. Czy działają?
Nissan Ariya Nismo ma prosty i krótki cennik

Będzie krótko, bo Nissan Ariya Nismo występuje w jednej, porządnie wypakowanej udogodnieniami wersji. Wybrać możecie jedynie kolor (czarny, szary, szaro-niebieski i biały, bo po co komu odrobina fantazji, prawda), poza tym dostaniecie dokładnie to, co widzicie na zdjęciach. Cena podstawowa to 289 900 zł, ale aktualnie mamy promocję i możemy dostać Ariyę Nismo za 244 900 zł.
Czytaj też: Test Audi A5 Avant e-hybrid – kombi tylko z nazwy
Nissan Ariya Nismo to ciekawy wariant bardzo udanego auta

Nismo jest niewątpliwie ciekawym wariantem Nissana Ariya. Pełny fantazji, świetnie się prowadzi, wygląda ciekawie… Zastanawia mnie tylko to, ilu chętnych znajdzie się na taką konstrukcję w wersji BEV. Na pewno nikt nie liczy na oszałamiający wolumen sprzedaży, jest to opcja dosyć niszowa, dla zdecydowanych klientów o nietypowych gustach. Cóż, nie zmienia to faktu, że jazda nim była przyjemnym doświadczeniem.