Sztuczna inteligencja winduje ceny elektroniki
Choć AI kojarzy się nam przede wszystkim z chatbotami czy generatorami obrazów, za kulisami trwa prawdziwy wyścig o infrastrukturę. Firmy technologiczne inwestują miliardy dolarów w budowę nowych centrów danych i masowo wykupują pamięci o wysokiej przepustowości wykorzystywane przez serwery AI. Efekt jest prosty – komponentów przeznaczonych do zwykłej elektroniki jest mniej, bo producenci skupiają się na bardziej wymagających (i lepiej płacących) klientach. W ten sposób pamięci, które trafiają do konsumenckich sprzętów są coraz droższe, a zmiany zachodzą w rekordowym tempie.
To właśnie ten mechanizm sprawił, że Apple zdecydował się na pierwsze podwyżki. Jeśli jednak planowaliście w najbliższym czasie zakup iPhone’a, to jeszcze nie musicie głębiej sięgać do portfela, bo na razie zmiany cen obejmują przede wszystkim tablety i komputery. Niestety, kluczowe jest tu „na razie”, bo choć analitycy nie mają wątpliwości, że jeśli sytuacja na rynku się nie poprawi, podobny los może spotkać również kolejne urządzenia z portfolio producenta, w tym także telefony.
Na iPady i Maki trzeba teraz wydać nawet 30 procent więcej
Największe podwyżki dotyczą podstawowych modeli iPadów. Bazowy iPad kosztuje teraz 2199 zł zamiast 1699 zł, co oznacza wzrost o blisko 30 proc. iPad Air podrożał z 2899 do 3699 zł, natomiast iPad mini z 2499 do 2999 zł. Więcej trzeba zapłacić również za iPada Pro, którego cena wzrosła z 4999 do 5999 zł. Mówimy więc o cenach wyższych o nawet 1000 złotych!
Czytaj też: Netflix utrudni życie nie tylko hakerom. Od lipca samo hasło już nie wystarczy
Jak to wygląda w przypadku komputerów? MacBook Neo, który jeszcze niedawno reklamowany był jako bardziej przystępna cenowo propozycja w ofercie Apple, kosztuje obecnie 3499 zł zamiast 2999 zł. Droższy stał się nawet Apple TV 4K – jego cena wzrosła z 829 do 999 zł. Patrząc na nowy cennik pozostałych sprzętów, ta zmiana jest chyba najłatwiejsza do przełknięcia.

Ciekawie wygląda jednak sytuacja komputera Mac mini, bo tutaj zadziały się dziwne rzeczy. Apple przywrócił bowiem do sprzedaży wariant z dyskiem 256 GB, chociaż ten wcześniej zniknął z oferty. Kosztuje on teraz 3999 zł, czyli dokładnie tyle, ile jeszcze dzień wcześniej trzeba było zapłacić za wersję wyposażoną w 512 GB pamięci. To dość ciekawe i być może to sposób na lekkie ułagodzenie irytacji wśród klientów, chociaż nie sądzę, by to zadziałało.
Jak już wcześniej wspomniałam, nie ma się co łudzić, że na tym się skończy. Nawet jeśli na razie podwyżki ominęły iPhone’y, to ostatecznie najpopularniejszy produkt Apple’a też zdrożeje. Zanim jednak zaczniecie psioczyć na giganta z Cupertino, to warto zerknąć na oferty innych producentów, bo oni również podnoszą ceny i taki stan rzeczy będzie trwał nadal, o ile sytuacja z pamięciami się nie uspokoi, na co wciąż się nie zapowiada. W dodatku to może być jedynie początek naprawdę drogiej elektroniki, ponieważ analitycy spekulują, że ceny pamięci mogą wzrosnąć w 2027 roku o kolejne 40–45 proc., co oczywiście najbardziej odczują klienci.
Czytaj też: Większość telefonów ukrywamy w etui. Ten aż szkoda zasłaniać
Na tym etapie Apple pewnie jeszcze się wybroni, bo lojalność jego klientów raczej nie złamie się pod wpływem kilkuset złotych podwyżki. Tylko czy tak będzie cały czas? Wątpię. W końcu wszystkim skończy się cierpliwość i zasoby portfela. Być może wtedy zaczniemy dokładniej patrzeć na specyfikację, a nie tylko na logo i szukać alternatywy, która mniej zrujnuje nasz budżet.
