Bez Chin ani rusz. Państwo Środka zdominowało świat robotyki, ale teraz ma większy problem

Dynamiczny rozwój sektora produkcji robotów przypominających ludzi to jedno, ale dodatkowego rozpatrzenia wymaga jeszcze inny fakt: Chiny obserwowały ten wyścig z tylnego fotela, by nagle wyjść w nim na prowadzenie. W efekcie Państwo Środka produkuje najwięcej humanoidów na świecie, przy okazji wyznaczając tempo rozwoju całej branży. Niestety, uporanie się z jednym problemem doprowadziło do napotkania kolejnych.
Bez Chin ani rusz. Państwo Środka zdominowało świat robotyki, ale teraz ma większy problem

Według danych chińskiego Ministerstwa Przemysłu i Technologii Informacyjnych w 2025 roku w kraju działało już ponad 140 producentów humanoidalnych robotów, którzy rozwijali ponad 330 różnych modeli. Skala tego ekosystemu nie ma odpowiednika nigdzie indziej na świecie. Nawet chińskie władze zaczęły ostrzegać przed ryzykiem powstania bańki spekulacyjnej, ponieważ tempo rozwoju produkcji wyprzedza tempo komercyjnego wdrażania robotów.

Czytaj też: Wchodzisz do sklepu, a tam za ladą robot. Jest bardziej zaawansowany, niż myślałem

Jeszcze bardziej imponujące są globalne statystyki. Według analiz rynkowych chińskie firmy odpowiadały w 2025 roku za około 80-90 procent wszystkich dostaw humanoidalnych robotów na świecie. Oznacza to, że zdecydowana większość maszyn trafiających do laboratoriów, fabryk, centrów badawczych i firm technologicznych pochodzi właśnie z Chin.

Źródłem tej przewagi nie jest pojedyncza przełomowa technologia, a ogromna przewaga przemysłowa, jaką Chińczycy budowali przez lata. Chiny zastosowały wobec humanoidów podobną strategię, która wcześniej pozwoliła im zdominować rynek paneli słonecznych, akumulatorów litowo-jonowych, dronów oraz samochodów elektrycznych. Państwo wspiera rozwój branży poprzez dotacje, ulgi podatkowe i finansowanie badań, a jednocześnie zapewnia producentom dostęp do największego na świecie zaplecza produkcyjnego. Dzięki temu nowe firmy mogą bardzo szybko przechodzić od prototypu do seryjnej produkcji.

Symbolem tej transformacji stała się firma Unitree Robotics. Przedsiębiorstwo z Hangzhou jeszcze kilka lat temu było znane głównie z produkcji robotycznych… psów. Dziś jest największym sprzedawcą humanoidalnych robotów na świecie. W 2025 roku sprzedało około 5500 maszyn, a na rok 2026 zapowiada dostawy liczone już w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy. Firma przygotowuje się również do giełdowego debiutu, który ma zapewnić środki na dalszą ekspansję.

Największą przewagą Chin nad resztą świata okazuje się cena. Podczas gdy zachodnie firmy często oferują humanoidy kosztujące od kilkudziesięciu do nawet kilkuset tysięcy dolarów, chińscy producenci systematycznie obniżają koszty produkcji. Dzięki lokalnym łańcuchom dostaw, masowej produkcji komponentów i ogromnej konkurencji niektóre modele są już dostępne za kwoty, które jeszcze niedawno wydawały się nierealne dla tego typu technologii.

Czytaj też: Wietnam rzuca wyzwanie światowym liderom robotyki. Humanoidalny VR-H3 ma uratować przemysł 

Powstaje jednak pytanie: czy świat rzeczywiście potrzebuje tak wielu humanoidalnych robotów? To właśnie tutaj pojawia się największy problem chińskiej branży. Choć liczba produkowanych maszyn rośnie błyskawicznie, zastosowania komercyjne nadal pozostają ograniczone. Wiele humanoidalnych robotów trafia do instytutów badawczych, uczelni oraz projektów demonstracyjnych finansowanych przez państwo. Część sprawdza się podczas pokazów technologicznych, wydarzeń promocyjnych i eksperymentalnych wdrożeń przemysłowych. Znacznie trudniej znaleźć jednak przedsiębiorstwa gotowe kupować tysiące robotów do codziennej pracy.

Bo choć takie maszyny potrafią chodzić, biegać, wchodzić po schodach, przenosić przedmioty czy wykonywać proste czynności montażowe, to nadal brakuje im niezawodności, elastyczności i inteligencji wymaganej do zastąpienia człowieka w większości zawodów. To sprawia, że firmy zainteresowane automatyzacją często wybierają tańsze i bardziej wyspecjalizowane roboty przemysłowe. Czy to możliwe, by Chińczycy przejechali się na własnym sukcesie?

Źródło: Techxplore

Napisane przez

Aleksander Kowal

Redaktor
Z wykształcenia romanista (język francuski oraz hiszpański) ze specjalizacją z traduktologii. Dziennikarską przygodę rozpocząłem około piętnastu lat temu, początkowo w związku z recenzjami gier komputerowych i filmów. Obecnie publikuję zdecydowanie częściej na tematy związane z nauką oraz technologią. W wolnym czasie uwielbiam podróżować, śledzić kinowe i książkowe nowości, a także uprawiać oraz oglądać sport.