Czekałem na to ponad rok! Wreszcie wrócę do tej gry z przyjemnością

Są takie gry, do których człowiek nie wraca tylko dlatego, że czegoś im brakuje. Nie chodzi nawet o wielką rewolucję, absurdalną liczbę DLC czy jeden magiczny patch, który nagle naprawia wszystko. Czasem wystarczy brak jednej funkcji, żeby cały entuzjazm siadł, bo gra przestaje pasować do sposobu, w jaki naprawdę chcemy z niej korzystać.
Czekałem na to ponad rok! Wreszcie wrócę do tej gry z przyjemnością

W moim przypadku Cywilizacja VII od premiery miała właśnie taki problem. Chciałem dać tej odsłonie więcej czasu, bo lubię serię i nie skreślam jej tylko dlatego, że odważyła się zmienić znany schemat. Jednocześnie po utopieniu setek godzin w Cywilizacji VI z narzeczoną miałem prosty warunek – chcę móc usiąść przy jednym ekranie i normalnie rozegrać partię we dwoje. Bez kombinowania i bez dwóch sprzętów. Teraz wreszcie jest na to szansa, bo aktualizacja 1.4.1 dodała do gry tryb hotseat.

Hotseat wrócił i dla mnie jest ważniejszy niż kolejne cywilizacje

Hotseat brzmi jak relikt starszych czasów, ale w Cywilizacji zawsze miał sens. Jedna osoba wykonuje turę, oddaje miejsce drugiej, a partia powoli zamienia się w mieszaninę strategii, drobnych złośliwości, negocjacji i cichego planowania zdrady na trzy epoki do przodu. Taki tryb nie wygląda zbyt fenomenalnie na zwiastunie, ale przy tej serii gier bywa ważniejszy niż kolejny przywódca na ekranie wyboru.

Czytaj też: Unreal Engine 6 zniszczy najlepszą zaletę silnika. Teraz ciekawi mnie jedno – co uratuje devów?

Dlatego brak hotseat w Cywilizacji VII bolał mnie bardziej niż część kontrowersyjnych zmian projektowych. Mogę dyskutować o podziale gry na epoki, o zmianie cywilizacji, o bardziej sztywnym rytmie kampanii i o tym, czy Firaxis za mocno uprościło pewne systemy. Trudniej było mi zaakceptować, że gra z taką tradycją nie pozwala wygodnie grać lokalnie we dwie osoby. Zwłaszcza że dla mnie Cywilizacja VI bardzo długo nie była “strategią do samotnego dłubania”, tylko wspólnym rytuałem na codzienne wieczory.

Aktualizacja 1.4.1 wreszcie to zmienia. Nie twierdzę jednak, że przez jeden tryb Cywilizacja VII automatycznie staje się grą kompletną, ale uważam, że dla wielu osób będzie to pierwszy prawdziwy powód do powrotu a nawet zakupu. Ja sam patrzę na ten patch dokładnie w ten sposób.

Firaxis poprawia też rzeczy, które wcześniej wydawały się zbyt płytkie

Na szczęście aktualizacja 1.4.1 nie kończy się na dodaniu funkcji hotseat. Firaxis rozbudowało system zadowolenia obywateli, który wcześniej był jednym z tych elementów gry, gdzie czułem nadmierne spłaszczenie względem starszych strategii 4X. Zamiast prostego podziału na zadowolonych i niezadowolonych mieszkańców pojawia się pięć stanów nastroju: zły, nieszczęśliwy, zadowolony, radosny i w ekstazie.

Czytaj też: Programista w czasach sztucznej inteligencji. Spytałem w IBM, kim musi być dziś junior

Podobnie wygląda zmiana ustrojów. Każdy rząd ma teraz własną zdolność pasywną, opcje celebracji oraz tradycje ustrojowe, które mogą przechodzić do kolejnych epok. Dla mnie brzmi to jak próba naprawienia jednej z najważniejszych słabości Cywilizacja VII. Decyzje polityczne powinny zostawiać ślad, a nie działać jak chwilowy bonus dobrany pod aktualną sytuację. Jeśli wybieram określony model państwa, chcę czuć, że moje imperium zmienia charakter, a nie tylko przez kilka tur szybciej mieli kulturę, naukę albo produkcję.

Nowa mapa i japońskie DLC jako nowe dodatki

Patch wprowadza też nową wersję mapy Archipelag, generowaną z użyciem Voronoi. Poprzedni wariant tej mapy jednak nie znika, tylko zostaje jako Archipelago Hemispheres. W strategii 4X mapa nie jest tłem, lecz pierwszym scenariuszem rozgrywki, więc bardziej organiczny układ wysp może mieć spore znaczenie dla ekspansji, floty, handlu i tempa kontaktu z innymi graczami.

Równolegle wystartowała pierwsza część płatnej kolekcji Brush and Blade. W pakiecie pojawia się Toyotomi Hideyoshi oraz dwie wersje Japonii – Heian i Sengoku. Pierwsza mocniej celuje w kulturę i dyplomację, a druga w wojskowość oraz agresywniejszą ekspansję. Dochodzą też nowe cuda świata: świątynia Mireuksa, piec płomienny Nirayama, wulkaniczny szczyt Seongsan Ilchulbong oraz wodospad Nachi. Pełna kolekcja kosztuje 129 zł, a druga część ma dorzucić koreańskie Goryeo, Joseon oraz admirała Yi Sun-sina.

Mniej automatu, więcej konsekwencji

Jednocześnie Firaxis skróciło celebracje z 10 do 6 tur i podniosło próg ich uruchamiania. Taka zmiana może wyglądać niepozornie, ale akurat tutaj widzę sensowną korektę. Jeśli specjalny stan państwa pojawia się zbyt często, to bardzo szybko traci znaczenie. Strategia potrzebuje momentów nagrody, ale potrzebuje też napięcia, oczekiwania i wrażenia, że dobra passa została wypracowana, a nie po prostu wpadła po drodze.

Czytaj też: Gothic 1 Remake – przedpremierowe wrażenia z gry

Cywilizacja VII od początku chciała być bardziej dynamiczna niż poprzedniczki. Problem polegał na tym, że dynamika nie zawsze oznacza głębię. Czasem szybsze tempo potrafi tylko odsłonić, że część decyzji nie ma wystarczającej wagi. Przebudowane zadowolenie, ustroje i celebracje idą w stronę, której oczekiwałem od premiery, czyli mniej płaskiego prowadzenia imperium, więcej zależności między nastrojem społecznym, polityką i długim rozwojem państwa.

W podobnym duchu pisałem wcześniej o pierwszych wrażeniach z Cywilizacji VII, bo już wtedy było widać, że “siódemka” nie chce być tylko bezpieczną kontynuacją. Ambicja była. Teraz potrzeba jeszcze cierpliwego poprawiania fundamentów.

Źródła: Civilization VII

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.