iPhone 18 Pro i iPhone 18 Pro Max mają zdrożeć. Jasne, sama informacja nie jest zaskakująca, bo firma raczej sukcesywnie serwuje nam nieco wyższe ceny przy okazji kolejnych premier. Jednak tym razem nie mówimy o drobnej różnicy, a o kwotach sięgających prawie tysiąca złotych.
AI zjada pamięć. Dosłownie
Tym razem trudno zrzucić wszystko na “podatek od logo Apple”. Firma rzeczywiście znalazła się w sytuacji, w której rosnące koszty produkcji zaczynają być coraz trudniejsze do ignorowania. Winowajcą jest przede wszystkim globalny kryzys na rynku pamięci, napędzany przez sztuczną inteligencję. Nie ma tu znaczenia, czy korzystacie z AI czy może kompletnie was to nie interesuje, podatek od tego i tak zapłacicie kupując nowy smartfon czy inną elektronikę.
Czytaj też: Apple zmienia cennik w Polsce. Za niektóre sprzęty zapłacisz nawet tysiaka więcej
Wszystko sprowadza się do kryzysu na rynku pamięci, bo ich producenci nie nadążają za popytem. Nie mówimy tu jednak o smartfonach czy tabletach, tylko o ogromnych centrach danych budowanych pod rozwój sztucznej inteligencji. Pozornie nie ma to ze sobą związku, ale sprowadza się do kalkulacji zysków. Skoro producenci dostaną więcej od gigantów budujących serwery obsługujące modele AI, skupią się właśnie na tym, traktując elektronikę konsumencką trochę po macoszemu.
Efekt jest dość prosty. Gdy podaż maleje, a popyt rośnie, ceny szybują w górę. Apple już pokazał, jak zamierza na to reagować. Niedawno podniósł ceny wybranych MacBooków i iPadów, tłumacząc decyzję właśnie rekordowymi kosztami komponentów. To był dopiero początek i jak wskazują analitycy IDC, wkrótce wyższe ceny dotkną też iPhone’ów. Wszystko więc sprowadza się do pytania – o ile więcej będzie trzeba zapłacić?
Nawet 200 dolarów więcej za iPhone’a 18 Pro
Jeszcze niedawno IDC zakładało, że Apple podniesie ceny modeli Pro o około 100 dolarów, a podstawowych wersji o 50 dolarów. Po ostatnich podwyżkach komputerów i tabletów prognozy zostały jednak zrewidowane i co tu dużo mówić, są znacznie gorsze.

Obecnie analitycy przewidują, że iPhone 18 Pro i iPhone 18 Pro Max mogą zdrożeć nawet o 200 dolarów względem swoich poprzedników. Jeśli te przewidywania się sprawdzą, cena startowa iPhone’a 18 Pro mogłaby wynosić od 1249 do 1299 dolarów, natomiast większy model Pro Max kosztowałby od 1349 do nawet 1399 dolarów. Dla nas to oznacza podwyżki przynajmniej o około 800 złotych, choć realnie będzie to zapewne więcej, bo firmy rzadko stosują bezpośrednie przeliczniki. Zwłaszcza gigant z Cupertino lubi obciążać bardziej pozostałe rynki, ulgowo traktując USA.
Jeśli jednak myślicie, że już jest źle, to poczekajcie na główny punkt programu, czyli na składanego iPhone’a. Nie od dziś wiadomo, że kiedy ten się pojawi, będzie kosztował krocie. Wcześniej celowano w cenę na poziomie 2000 dolarów za wariant w najniższej konfiguracji, teraz analitycy celują już w przedział 2500-3000 dolarów. Innymi słowy, za wersję z największą ilością pamięci przyjdzie nam zapłacić około 12 tys. złotych.
To Apple, jego fani to przetrwają
Wydawać by się mogło, że przy takich prognozach analitycy zaczną wieszczyć spadek sprzedaży. Tymczasem wcale tak nie jest. Apple nie powinien odnotować gorszych wyników niż w poprzednich latach, a powód jest prosty. Wielu użytkowników korzystających jeszcze z iPhone’ów 15 lub starszych modeli planuje wymianę telefonu przede wszystkim ze względu na nowe funkcje Siri oparte na sztucznej inteligencji. Według IDC ponad połowa iPhone’ów sprzedanych od 2022 roku nie będzie w stanie obsłużyć wszystkich nowych możliwości AI, co może skłonić właścicieli starszych urządzeń do zakupu nowszego modelu.
Czytaj też: Przyszły rok na rynku pamięci także kryzysowy? Apple ma pewien plan
Dochodzi do tego jeszcze jedna rzecz. Klienci wybierający wersje Pro od dawna należą do grupy mniej wrażliwej na cenę. Coraz więcej osób kupuje smartfony w ratach, dlatego nawet podwyżka o 200 dolarów oznacza niezbyt duży wzrost miesięcznej raty. Nie zmienia to jednak faktu, że ciekawie nie jest. Wyścig AI daje nam się wszystkim we znaki i to w sposób, którego na pierwszy rzut oka nikt z tym nie powiąże. Bo przecież podwyżki łączymy najczęściej z lepszą specyfikacją i nowymi funkcjami, a nie tym, co dzieje się na zapleczu.
Źródło: MacRumors
