Stojąca za nim japońska marka jest bardzo świeża, bo zadebiutowała zaledwie jesienią 2025 roku, a już zdążyła zaprezentować czwartą kolekcję. Najnowszy model o nazwie Kubo pokazuje, że producent nie zamierza co chwilę wymyślać się od nowa. Zamiast tego konsekwentnie rozwija własny język stylistyczny, dopracowując kolejne szczegóły, a to wszystko w cenach, które nie zrujnują naszego portfela.
Japońska interpretacja klasycznej elegancji
Za marką stoi Masami Watanabe, który otwarcie przyznaje, że inspiruje się zarówno klasycznym europejskim zegarmistrzostwem, jak i architekturą oraz przestrzeniami miejskimi tokijskiej dzielnicy Asakusa. Efekt jest bardzo charakterystyczny. Zegarki Kiwame Tokyo nie próbują kopiować konkretnych historycznych modeli i zamiast tego czerpią z ich proporcji, elegancji i umiaru.
Nowy Kubo wykorzystuje tę samą architekturę koperty, którą znamy z wcześniejszych modeli marki, dzięki czemu wszystkie kolekcje wyglądają jak część jednej rodziny. Powracają również charakterystyczne wskazówki typu syringe z lumą oraz nietypowe indeksy godzinowe oparte na autorskim kroju pisma zaprojektowanym przez samego Watanabe. To niby drobny element, ale nadaje całości niezwykłego charakteru i już na pierwszy rzut oka pozwala rozpoznać projekty tej marki. Nie krzykliwe i wielkie logo, tylko cyferki.



Przechodząc już do szczegółów. Jedną z większych nowości w modelu Kubo jest subtarcza małego sekundnika. Sama nazwa „Kubo” oznacza w języku japońskim zagłębienie lub pustą przestrzeń, co bezpośrednio odnosi się do lekko wpuszczonego subcyferblatu umieszczonego asymetrycznie między godziną czwartą a piątą. To pierwszy raz, gdy Kiwame Tokyo wykorzystuje taki układ. Dzięki delikatnie opadającym, fazowanym krawędziom subtarcza bardzo ciekawie pracuje ze światłem, szczególnie że wszystkie tarcze pokryto lakierem nadającym im dodatkową głębię.
Czytaj też: Delma Commander 40 mm pokazuje, że mniej naprawdę może znaczyć więcej
Do wyboru przygotowano trzy warianty tarczy: granatowy Tetsukon, kremowo-biały Usuki oraz różowy Sakura. Tutaj warto jeszcze się zatrzymać, bo kiedy przyjrzymy się bliżej, to zobaczymy, że w tej wersji, w małym sekundniku umieszczono subtelny motyw kwiatu wiśni, będący oczywistym ukłonem w stronę jednego z najbardziej rozpoznawalnych symboli Japonii.
Jeden milimetr robi większą różnicę niż mogłoby się wydawać
Kubo jest zaledwie o milimetr mniejszy od poprzednich modeli marki i na papierze wydaje się to naprawdę nieznaczącą różnicą. Tymczasem oznacza to jednak, że otrzymujemy najdrobniejszy zegarek w historii Kiwame Tokyo. Koperta ma średnicę 37 mm i grubość 9,3 mm, nie licząc wypukłego szkła szafirowego. 37 mm to rozmiar, który doskonale wpisuje się w obecny trend odchodzenia od masywnych, dominujących na nadgarstku zegarków. Kubo ma być eleganckim towarzyszem codzienności, a nie przedmiotem, który za wszelką cenę próbuje zwrócić na siebie uwagę.
Wewnątrz pracuje sprawdzony automatyczny mechanizm Miyota 82S5. To jeden z tych japońskich „wołów roboczych”, które może nie wywołują emocji wśród kolekcjonerów, ale oferują dokładnie to, czego oczekuje większość użytkowników: niezawodność, prosty serwis i 42-godzinną rezerwę chodu. Mechanizm pracuje z częstotliwością 3 Hz, czyli 21 600 wahnięć balansu na godzinę.



Kiwame Tokyo Kubo będzie dostępny w przedsprzedaży od 21 czerwca, a jego cena została ustalona na poziomie około. 630 dolarów (~2300 zł). Wszystkie warianty otrzymują skórzane paski z szybkozłączkami, przy czym granatowa wersja Tetsukon trafia na dopasowany kolorystycznie pasek, a modele Sakura i Usuki na czarne paski z szarymi przeszyciami.
Czytaj też: Galaxy Watch Ultra 2 w końcu pozwoli odpocząć od ładowarki?
Niektórzy co prawda zarzucają marce, kolejne kolekcje są do siebie zbyt podobne. Może to prawda, zwłaszcza gdy spojrzymy na tempo, w jakim pojawiają się na rynku. Z drugiej jednak strony, to niekoniecznie wada. Sporo firm często zmienia stylistyczny kierunek o 180 stopni, przez co klienci ceniący sobie prostotę nagle zostają z niczym i muszą szukać nowego zegarka u konkurencji. W tym przypadku Kiwame Tokyo nie próbuje za każdym razem tworzyć nowego świata. Zamiast tego cierpliwie buduje własną tożsamość. Może w przyszłości pojawią się jakieś większe rewolucje, ale na razie takie podejście wydaje się znacznie rozsądniejsze, bo elegancja zawsze znajdzie odbiorców.
Źródło: Kiwame Tokyo
