Retro z zewnątrz, nowoczesny w środku. Marshall po latach odświeża swój kultowy głośnik

Retro z zewnątrz, nowoczesny w środku. Marshall po latach odświeża swój kultowy głośnik

Przyzwyczailiśmy się, że większość urządzeń co roku dostaje nową odsłonę. Producenci dodają kolejne funkcje, odświeżają wygląd i próbują przekonać mnie, że poprzedni model nagle stał się przestarzały. Na szczęście nie wszyscy idą w tym kierunku. Bo, bądźmy szczerzy, co w głośniku mogłoby się „przedawnić” po roku czy dwóch? Marshall najwyraźniej też tak myśli, dlatego na następcę głośnika Stockwell II trzeba było czekać aż siedem lat.

Patrząc jednak na nowego Stockwella III trudno oprzeć się wrażeniu, że producent wykorzystał ten czas całkiem rozsądnie. Na pierwszy rzut oka niewiele się zmieniło. Nadal mamy charakterystyczny design inspirowany wzmacniaczami gitarowymi, metalową maskownicę, mosiężny panel sterowania i pasek transportowy przypominający uchwyt futerału na gitarę. To wciąż jeden z tych głośników, które od razu zdradzają swoje pochodzenie. Dopiero po zajrzeniu do specyfikacji okazuje się, że pod retro obudową kryje się znacznie nowocześniejszy sprzęt.

Bateria, która wreszcie dotrzyma kroku weekendowym wyjazdom

Stockwell II oferował około 20 godzin odtwarzania muzyki, co jeszcze kilka lat temu robiło spore wrażenie. Dzisiaj taki wynik przestaje być czymś wyjątkowym, dlatego Marshall postanowił podwoić możliwości swojego głośnika, by nadrobić braki względem konkurencji. Tak też się stało i zgodnie ze specyfikacją, Stockwell III ma działać ponad 40 godzin na jednym ładowaniu. Dla osób zabierających głośnik na działkę, pod namiot czy weekendowy wyjazd to jedna z tych zmian, które naprawdę robią różnicę. Ładowanie odbywa się przez USB-C, a sam głośnik może pełnić również funkcję powerbanku, a to nadziałce może okazać się bardzo przydatne.

Pod względem audio Marshall również nie próżnował. Stockwell III wykorzystuje technologię True Stereophonic, która ma zapewniać dźwięk 360 stopni niezależnie od ustawienia głośnika. W większym gronie trudno zadbać o to, by głośnik był ustawiony odpowiednio względem wszystkich. Tutaj na szczęście takiego problemu nie będzie. Na górnym panelu znalazł się także dedykowany przycisk M, pozwalający obsługiwać zapisane ustawienia i skróty, obok standardowych elementów sterowania odtwarzaniem.

By imprezy w plenerze (i nie tylko) były jak najlepiej udźwiękowione, na pokładzie znalazł się algorytm Dynamic Loudness, który automatycznie dostosowuje balans między basami, średnicą i wysokimi tonami w zależności od poziomu głośności. Przy cichym słuchaniu podbijane są basy i soprany, natomiast przy wyższych poziomach system stara się zachować równowagę całego pasma. Marshall nie zapomina więc o tym, co najważniejsze, czyli o jakości dźwięku, co zresztą jest podstawą takiego sprzętu.

Czytaj też: Herman Miller Aeron wreszcie ma kolory. Ikona biur po 30 latach wychodzi z korporacyjnego dress code’u

Skoro jednak jest on przeznaczony także do działania poza domem, musi być również odpowiednio wytrzymały. Głośnik spełnia normę IP55, co oznacza odporność na pył oraz zachlapania. Nie jest to sprzęt do nurkowania w jeziorze, ale deszcz podczas grilla czy trochę kurzu na kempingu nie powinny zrobić na nim większego wrażenia.

Nadal mało? To czas na prawdziwą rewolucję

Już lepsza bateria i jakość dźwięku byłyby wystarczające, jednak Marshall na tym nie poprzestał, tylko postanowił wyjść naprzeciw zmieniającym się trendom. Od dłuższego już czasu klienci nie chcą jednorazowych sprzętów. Jasne, ten głośnik raczej nie zepsuje się nawet po roku czy dwóch, bo posiadacze poprzedniej generacji nadal sobie chwalą swoje Stockwelle, ale może nadejść moment, w którym coś nam się zepsuje. Co wtedy?

Kupując Stockwell III nie trzeba się tym martwić, ponieważ najważniejszą zmianą, jaka zaszła, jest możliwość samodzielnej naprawy. Głośnik ma konstrukcję modułową, dzięki której użytkownik może samodzielnie wymienić baterię, pasek transportowy, przednią i tylną maskownicę, silikonową osłonę czy etui. W ten sposób może służyć naprawdę długo, bo zamiast kupować za jakiś czas nowy model, będzie można wymienić zużytą baterię czy inne elementy i korzystać z niego dalej.

Czytaj też: Delma Commander 40 mm pokazuje, że mniej naprawdę może znaczyć więcej

Oczywiście nie jest tak idealnie i ta zmiana nie została podyktowana wyłącznie dobrą wolą producenta. Od przyszłego roku w Unii Europejskiej zaczną obowiązywać przepisy wymagające stosowania wymiennych baterii w wielu urządzeniach elektronicznych. Marshall najwyraźniej postanowił przygotować się na te zmiany z wyprzedzeniem. Niezależnie jednak od przyczyny, klienci bardzo na tym skorzystają.

Marshall Stockwell III waży mniej niż 1,4 kg, dostępny jest w wariantach Black & Brass oraz Cream, a jego cena została ustalona na poziomie 249,99 dolarów (ok. 980 zł). W zamian dostajemy idealny balans między klasyką i nowoczesnością. Marshall nie próbował na siłę wymyślać tego produktu od nowa. Zamiast dodawać ekran, asystenta AI czy kolejne modne funkcje, producent skupił się na rzeczach, które użytkownicy naprawdę odczują podczas codziennego korzystania. Dłuższy czas pracy, większa odporność i możliwość samodzielnej wymiany baterii to może nie są najbardziej efektowne hasła marketingowe, ale właśnie one sprawiają, że sprzęt starzeje się znacznie wolniej. Teraz pozostaje czekać tylko na sierpień, bo to właśnie wtedy ten model ma trafić na europejski rynek.

Źródło: Marshall

Napisane przez

Joanna Marteklas

Redaktor
Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.