Niektórzy przeżywają, że nie ma polskiej drużyny w finale. Inni, że jakość transmisji w Polsce nie przystoi w 2026 roku. Nawet, jeśli dla nas mundial technologicznie i sportowo jest poza zasięgiem, na imprezie dzieje się na tyle dużo, by przyjrzeć się bliżej temu, co się na nim dzieje, bo poza zaskakującymi wynikami (choć tych nie było jeszcze za dużo) nie brakuje innych zaskakujących sytuacji.
Internet obrodził w memy po pierwszym spotkaniu Meksyku z RPA. I choć część z nich dotyczyła łamanego języka angielskiego, jakim sędzia meczu Wilton Sampaio komunikował swoje decyzje, tak niektórzy słusznie zauważali, że arbiter był wyposażony w cały zestaw akcesoriów. Przyjrzałem się kilku z nich.
Kamera niczym u policjanta ze “stabilizacją AI”
Tegoroczną sensacją okazała się zastosowana w transmisjach kamera sędziego. Z jednej strony to nic zupełnie nowego, w końcu takie rozwiązania gościły już w meczach na najwyższym szczeblu w wielu ligach. Nawet na ubiegłorocznych Klubowych Mistrzostwach Świata korzystano z kamer do pokazania perspektywy arbitra. Tym razem transmisje docierają do widzów niemal na żywo.
W tym celu zbudowano zestaw nadawczy, składający się z nadajnika 5G, który mieści też w sobie powerbank oraz kamery z oprogramowaniem skrojonym pod pracę na boisku.
Aby sprzęt mógł działać przynajmniej 45 minut bez potrzeby ładowania, trzeba było postawić na efektywne metody transferu danych. Z tekstu Wired wynika, że testowano kilka rozwiązań, jak dostarczać sygnał w sposób, który pozwoli zachować sędziom mobilność. Postawiono na dedykowane rozwiązanie 5G współtworzone z amerykańskim operatorem komórkowym Verizon. Sygnał jest wysyłany na wysokich częstotliwościach, co jest możliwe w sytuacji, gdy odległość od nadajników nie jest daleka. Te znajdują się na stadionie.
To ważne, by rozwiązanie to działało sprawnie i bez przerywania sygnału, bowiem na szali jest płynność transmisji. Dodatkowo szybki ruch powoduje, że przepustowość musi być odpowiednia. Sprint sędziego stanowi wyzwanie dla stabilności ujęć. Z tym wyzwaniem zmierzyło się Lenovo, także partner techniczny oraz sponsor imprezy.
Aby obraz wyglądał dobrze, postawiono na kamerę o bardzo szerokim kącie. Dzięki temu udaje się zarejestrować jak najwięcej wydarzeń z boiska. Jednocześnie oznacza to spore obszary obrazu, którymi jest trawa czy trybuny i niebo, co nie jest specjalnie ciekawe, gdy ważne jest rozegranie kluczowej akcji. Do tego to, co w kadrze, może szybko ulec zmianie ze względu na bliskość sędziego przy akcji, a także jego własny ruch głową.
Lenovo stworzyło zestaw algorytmów stabilizujących wideo pracujących w czasie niemal rzeczywistym. Oprogramowanie potrafi rozróżnić, co jest aktualnie najważniejsze na boisku i uwzględnić amplitudę drgań. Jednocześnie przycina ono obraz, ale i zmniejsza drganie. Efektem ubocznym jest też mniej klatek obrazu na sekundę – znikają najmocniej rozmyte ujęcia, ale pogarsza się nieco naturalna płynność ruchu.
Do radzenia sobie z tymi zadaniami Lenovo stawia na zewnętrzny serwer. Tam dokonuje się pomiar drgań, a jednocześnie pracuje agent AI “oglądający” wideo, który decyduje o tym, jakie części oprogramowania zaangażować do pracy, np. by ustalić centrum kadru w innym miejscu lub mocniej wystabilizować scenę. W efekcie serwer optymalizuje swoją pracę. Lenovo chwali się, że stabilizacja potrafi usunąć nawet 50% drgań w sytuacji zwiększonego ruchu.
Nie jest wykluczone, że to rozwiązanie znajdzie też zastosowanie w większej ilości spotkań. Doceniają je sędziowie, którzy korzystają z materiałów do weryfikacji, czy znaleźli się we właściwym miejscu, a do tego to ciekawa, bliższa wydarzeniom meczu perspektywa.
AI gada sędziom do ucha
Jeżeli oglądaliście polskie transmisje z meczów Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej, zapewne słyszeliście o półautomatycznym systemie wykrywania spalonego. Rozwiązanie, które gości w światowej piłce już od kilku lat i swój mundialowy debiut zaliczyło w Katarze, ma jeszcze jedno oblicze i w ferworze spotkania może ono mieć jeszcze większe przełożenie na grę niż kiedykolwiek wcześniej.
Częścią systemu weryfikacji spalonego jest także komunikat, który dociera do ucha sędziów liniowych oraz głównego. Gdy system wskazuje na spalony, w słuchawce wybrzmi wykrzyczane trzykrotnie “Offside, offside, offside” (“Spalony, spalony, spalony”). Z kolei, gdy decyzja nie jest wystarczająco jasna dla systemu, przekaże on komunikat “Delay” (w wolnym tłumaczeniu “opóźnienie”), co ma wstrzymać arbitra od podjęcia decyzji.

To kontrowersyjne rozwiązanie. W końcu w dynamicznych sytuacjach o decyzji powinna decydować przede wszystkim czujność i oko sędziego. Jednocześnie wpływ tego rozwiązania na przebieg meczu, zwłaszcza na mundialu, nie mógłby być decydujący. Zespół zajmujący się wideoweryfikacją na mundialu może powrócić do danej sytuacji i podjąć decyzję w oparciu o informacje pochodzące z mikroczipu w piłce, jak i innych ujęć kamer. To dodatkowe narzędzie w rękach VAR-u.
Decyzja o wprowadzeniu tego systemu z komunikacją głosową zapewne wyniknęła ze zwiększonej precyzji. Na tym mundialu potrafi on rozpoznać sytuację stykową z dokładnością do 10 cm. Wcześniej było to do 50 cm. System ustala dla każdego piłkarza 29 punktów na ciele, a te są odnotowywane przez 16 kamer rozmieszczonych na całym boisku.
Wielki zegarek i wielki komunikat na ekranie
Ostatnim elementem cyfrowości, jaki możemy zobaczyć na mundialu, są dość spore smartwatche, z których korzystają sędziowie. To jednak rozwiązanie, które jest już na boisku od dłuższego czasu. W tym przypadku mamy do czynienia z zegarkiem Leikr. To rozwiązanie stworzone przez byłego inżyniera Nokii. Wyróżnia go poziomy ekran o przekątnej 2 cali. Bynajmniej jest to szczyt osiągnięć technologii.

Specyfikacja na stronie producenta wskazuje, że dla tego sprzętu czas się zatrzymał. Korzysta on z procesora Cortex A8 o taktowaniu 300 MHz, a konstrukcja waży 75 gramów. Ma przy tym 10,65 mm grubości. Bateria pozwala na 5 godzin pracy. Konstrukcja powstała w 2013 roku, a już rok później FIFA dała jej zielone światło na Mistrzostwach Świata.

Zegarek ma jednak ograniczony zestaw zadań. Konstrukcja od Leikr ma przede wszystkim pokazywać aktualny czas meczu, a także zaopiekować się komunikacją bramki, gdy piłka przekroczy całym obwodem linię bramkową. Dzięki Goal-Line Technology opartej o kamerę wiszącą bezpośrednio nad linią bramkową system potrafi zaobserwować piłkę. Do tego dochodzą też sygnały magnetyczne. Informacja o bramce dociera do sędziego w mniej niż sekundę.

