SPECS od Snap oficjalnie. Czy inteligentne okulary to ślepa uliczka?

Dobrze, gdy na rynku pojawiają się innowacyjne sprzęty, które przesuwają granice. Gorzej, gdy w związku z innowacyjną technologią forsuje się nową kategorię produktów, na którą niekoniecznie jest zapotrzebowanie. W przypadku inteligentnych okularów Specs od firmy odpowiedzialnej za Snapchata trudno nie mieć wrażenia, że ich technologia jest zbyt ordynarna i zbyt droga.
SPECS od Snap oficjalnie. Czy inteligentne okulary to ślepa uliczka?

Targi Augmented World Expo 2026 nie są wydarzeniem, które bacznie obserwuje większość światka technologicznego. Jednocześnie zabawy z rozszerzaniem rzeczywistości przez elektronikę trwają od lat i sprzęty oferujące dostęp do AR stają się coraz lepsze. Snap, firma znana przede wszystkim ze Snapchata, przez ostatnie lata pracowała nad tym, by takie rozwiązanie przynieść na rynek i wyprzedzić przy okazji Metę.

Nazwa Spectacles, która wcześniej mogła kojarzyć się z wymyślnie wyglądającymi okularami do nagrywania wideo, stała się czymś więcej. Przez lata firma blisko współpracowała z deweloperami rozwijającymi narzędzia rozszerzonej rzeczywistości. Najpierw, by rozwinąć filtry i zastosowania w Snapchacie, a potem, by stać się przekonującym graczem na tym rynku. Ucieleśnieniem ambicji Snap są okulary SPECS, które jednak mierzą się z negatywnym odbiorem.

SPECS mają wyśrubowaną specyfikację i cenę

Snap postawił sobie za cel, by okulary SPECS były całkowicie niezależne. W przeciwieństwie do konkurencji od chociażby XREAL, opierają się na mocy podzespołów, które są w urządzeniu. To z jednej strony imponujące, a z drugiej widać, że odbija się na designie urządzeń. Być może na zdjęciach produktowych grube oprawki dookoła szkieł i ogromne zauszniki nie dają o sobie znać, ale w wywiadach z CEO Snap, Evanem Spiegelem wygląda to trochę jak okulary 3D do telewizorów sprzed kilkunastu lat.

Okulary SPECS z wielu stron

Producent przygotował dwa rozmiary oprawek. Mniejsza wersja ma szerokość 47 mm i waży 132 gramy, a większa 52 mm i 136 gramów. Do wykończenia zastosowano polimer TR90. Jak na sprzęt, który reklamuje się chęcią oderwania użytkownika od ekranów, masa może być problem przy dłuższym użytkowaniu, gdyż SPECS ważą mniej więcej 100 gramów więcej od zwykłych okularów.

Masę uzasadnia jednak zastosowanie technologii LCOS (liquid crystal on silicon). To autorski system wyświetlania obrazu, który pozwolił osiągnąć pole projekcji obrazu na poziomie 51 stopni. Panel potrafi wyświetlać 16 milionów kolorów i według producenta oznacza to korzystanie z ekwiwalentu 24-calowego monitora w pracy lub 115-calowego ekranu z odległości 3 metrów. Elektrochromatyczne szkła dzięki nowej generacji falowodów optycznych potrafią przyciemnić się w ciągu 10 sekund.

Za codzienną pracę odpowiadają dwie jednostki Snapdragon. Jeden procesor od Qualcomma dba o niskie opóźnienia rzędu 7 ms, a drugi zapewnia wysoką wydajność w zadaniach i chociażby przy śledzeniu rąk. Sterowanie odbywa się głosem lub za pomocą gestów. Okulary mają też możliwość analizowania otoczenia w czasie rzeczywistym, korzystając ze sztucznej inteligencji.

To wszystko pozwala na między innymi na:

  • Uczestniczenie w wirtualnych lekcjach z materiałami edukacyjnymi;
  • Pomiary obiektów i pomieszczeń;
  • Pomoc podczas wykonywania zadań;
  • Nawigowanie bezpośrednio w przestrzeni;
  • Doświadczenia AR dla wielu osób.
Specs pozwalają skorzystać z AR

Czytaj także: Odchudzali materiał aż do granic rozsądku. Nagle stało się coś zaskakującego

Sprzęt działa w oparciu o aplikacje nazywane Lenses. Te potrafią dokładać elementy do rzeczywistego obrazu. W mieszanym cyklu z m.in. odtwarzaniem wideo, słuchaniem muzyki, odbieraniem powiadomień i korzystaniem z aplikacji AR okulary SPECS mogą pracować do 4 godzin. Część z tej energii pochłoną diody LED, które będą informowały, gdy okularami zaczniemy nagrywać. Dane będą przetwarzane bezpośrednio na urządzeniu i zyskamy kontrolę nad tym, jakie dane chcemy wysyłać poza sprzęt.

Cena SPECS jest trudna do przełknięcia, podobnie jak ich wygląd

CEO Snap, Evan Spiegel, nie bał się zaprezentować w nowych okularach i powiedzieć, że te są następcą smartfonów.Kiedy tak mówisz, wypadałoby ceną zbliżyć się do tych najpopularniejszych urządzeń, a nie ustawiać się wyżej niż najdroższe składane urządzenia. SNAPS kosztują 2195 dolarów (ok. 8140 złotych) i wymagają zamówienia z depozytem w wysokości 200 dolarów. Pierwsze dostawy sprzętu zaczną się jesienią 2026 roku we Francji, Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii.

W przypadku SPECS mówimy o drogich okularach, które swoim wyglądem polaryzują internet. To nie jest sprzęt dla przeciętnego użytkownika i przez to mogą one się wyróżniać. Z drugiej strony mówimy o bardzo namacalnym przypadku, kiedy widać, że przedmiot niekojarzący się z naruszaniem prywatności (okulary) ma w sobie technologiczne zaplecze, które może służyć chociażby do nagrywania osób niewyrażających na to zgody.

Okulary Specs rozmowa
Okulary SPECS mogą tłumaczyć rozmowy na żywo, ale nie każdy zgodzi się na nagrywanie

Sposobów na obejście diody LED czy sygnału dźwiękowego nie brakuje, a i ludzie w domyśle nie myślą o takim sprzęcie jak o sprzęcie do nagrywania. W przypadku SPECS to także pewnego rodzaju problem, bo mówimy o rozwiązaniu, które jednak ma być noszone na co dzień i zastępować smartfon.

Jest to problem, który muszą rozwiązać zarówno Snap, jak i inni producenci. Akceptacja społeczna okularów z funkcją nagrywania może być nieco większa niż w momencie, gdy Google prezentował Glass, ale to w dalszym ciągu inwazyjny kawałek technologii.

W dodatku taki, który ze względu na umieszczenie na naszej twarzy, implikuje pewne informacje o osobie z niego korzystającej. Nie bez powodu w internetowym slangu ukuto pojęcie “glasshole” (w wolnym tłumaczeniu dupek-okularnik), które negatywnie opisuje osoby korzystające z takich okularów do nagrywania w przestrzeni publicznej.

Czytaj także: Chiński producent samochodów wkracza do świata humanoidów. Xiaosai ruszy na podbój nowej branży

Do tego dochodzi temat podobania się takiego sprzętu. Współprace z twórcami kultowych oprawek jak Ray-Ban czy Gentle Monster służą normalizacji wizerunku takich okularów. Jednocześnie w dalszym ciągu nie są to sprzęty dla większości ludzi. Ze względu na technologiczny rodowód nie mogą być zbyt unikatowe w wyglądzie, bo wtedy mogą zostać odtrącone przez fanów tej technologii, a gdy są zwyczajne, trudniej uzasadnić sobie kilkukrotnie wyższą cenę.

Tim Cook (odchodzący CEO Apple) na co dzień nosi okulary, więc byłby dobrym ambasadorem

Przyszłość tego rosnącego według prognoz rynku nie musi być idealna. Apple najpewniej opóźni swoje okulary (oficjalnie z powodu rozwoju nowej Siri), czym z jednej strony utoruje drogę do zajęcia rynku przez Metę i Google z Samsungiem, a z drugiej strony poczeka, aż ta kategoria sprzętów zyska pewien rozgłos, z którego będzie można kapitalizować.

Do tego w przypadku Apple dojdzie aspekt promowania sprzętu nie jako gadżetu technologicznego, a modnego akcesorium, będącego jednocześnie emanacją przywiązania do marki. Tego Meta i Google, ale i Snap nie mają i bez tego trudno będzie przekonać ludzi, by nosili technologiczne okulary.

Napisane przez

Michał Mielnik

Redaktor