Google właśnie rozpoczął naliczanie wyższych opłat dotychczasowym użytkownikom YouTube Premium. Dla nowych klientów podwyżki weszły w życie już w kwietniu, natomiast od czerwca wyższe ceny zaczynają odczuwać również wieloletni subskrybenci. Na razie zmiany dotyczą przede wszystkim rynku amerykańskiego, ale dobrze wiemy, że na tym się nie skończy.
Najbardziej odczują to rodziny. Ile kosztuje nowy YouTube Premium?
Nowy cennik nie wygląda może szokująco przy pierwszym spojrzeniu, ale w praktyce oznacza kolejny wzrost kosztów dla osób korzystających z kilku usług jednocześnie. W Stanach Zjednoczonych plan indywidualny zdrożał z 13,99 do 15,99 dolarów miesięcznie, plan studencki kosztuje teraz 8,99 dolara zamiast 7,99 dolara, a największa podwyżka dotknęła pakiet rodzinny. Jego cena wzrosła z 22,99 do 26,99 dolara miesięcznie. Ceny wzrosły więc o 1 do 4 dolarów. To nie jest dużo, jasne, jednak to kolejna podwyżka w dość krótkim czasie, a w dodatku konkurencja również tu nie próżnuje.
Sytuacja z pakietem rodzinnym pokazuje zresztą, jak zmienił się rynek. Jeszcze niedawno był jednym z najbardziej opłacalnych sposobów korzystania z YouTube Premium. Dziś jego cena zaczyna zbliżać się do poziomu, przy którym wielu użytkowników zacznie zastanawiać się, czy rzeczywiście wykorzystuje wszystkie możliwości usługi. Podobnie wygląda to trochę u konkurencji, gdzie jednostkowa kwota, jaką płacą członkowie planu rodzinnego powoli przestaje być niska. Najkorzystniejszą opcją staje się więc plan Premium Lite, który choć ma pewne ograniczenia, w większości treści blokuje reklamy, a jego cena jest wciąż atrakcyjnie niska, zwłaszcza gdy popatrzymy na najnowsze podwyżki.
Google oczywiście tłumaczy te zmiany w dość przewidywalny sposób. Firma przekonuje, że dodatkowe przychody pozwolą rozwijać usługę Premium, poprawiać jakość działania platformy i lepiej wynagradzać twórców publikujących materiały w serwisie. Trudno powiedzieć, na ile takie argumenty przekonają użytkowników, którzy od kilku lat regularnie otrzymują podobne komunikaty od niemal każdego dostawcy cyfrowych usług.
Czytaj też: Tej aplikacji brakowało nam w Android Auto. Koniec ze spóźnianiem się na spotkania online
Choć obecne podwyżki dotyczą przede wszystkim USA, trudno traktować je jako lokalny eksperyment. Amerykański rynek od lat jest dla Google swoistym poligonem cenowym. To właśnie tam najczęściej pojawiają się pierwsze zmiany, które później stopniowo trafiają do kolejnych krajów. Wystarczy zresztą spojrzeć nie tylko na historię YouTube’a, ale też innych platform streamingowych. Netflix, Spotify czy Disney+ najpierw podnosiły ceny w USA, a po kilku miesiącach podobne decyzje pojawiały się w Europie. Nie ma się więc co łudzić, że zmiany zostaną tylko w Stanach Zjednoczonych.

Google korzysta ze swojej pozycji, inni także
Problem z YouTube jest taki, że wciąż nie ma realnej alternatywy. Serwisy streamingowe w postaci Netflixa, Disney + czy HBO Max stale ze sobą konkurują, a subskrybenci mogą migrować między tymi platformami. W przypadku YouTube’a takiej opcji w zasadzie nie ma. Jeśli ktoś ogląda tylko Shortsy, może przenieść się na TikToka albo na Instagrama, ale długie treści pozostają tylko u Google’a. Owszem, można w ogóle nie płacić, jednak wszyscy dobrze wiemy, że ilość reklam, jakie firma wciąż wprowadza, skutecznie to utrudnia.
Czytaj też: Apple chce pomóc rodzicom odzyskać kontrolę. Nadchodzą duże zmiany w bezpieczeństwie dzieci
W ten sposób większość klientów (w tym niestety też ja) wciąż płaci i płacić zapewne będzie, także po kolejnych podwyżkach. Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie nawet powrotu do wersji z reklamami, bo oglądam dużo treści na YouTubie, nie tylko prywatnie. Czasem do jakiegoś tekstu muszę obejrzeć kilka materiałów i nie mam cierpliwości, by co chwilę znosić przerwy na reklamy. Podobnie pewnie podchodzi do tego większość płacących osób, a Google z tego korzysta.
Teraz pozostaje tylko pytanie, kiedy podwyżki dotrą do Polski. Ja celuję w koniec tego lub początek przyszłego roku, a wy?
Źródło: Droid life
