Facebook miał już w historii momenty, w których starał się częściej pokazywać nam treści tworzone przez ludzi, a konkretniej przez naszych znajomych. Problemem było jednak to, że wielu ludzi nie publikuje przesadnie wiele treści na tym portalu, a w temacie zdjęć kieruje się na przykład ku Instagramowi, ewentualnie ogranicza się do udostępniania wpisów innych osób.
Stąd też w ostatnich latach nasze aktualności stały się miejscem do pokazywania stron, których obserwujemy, grup, na których nie jesteśmy i materiałów, których celem jest utrzymanie naszej uwagi. W końcu to wtedy można użytkownikom zaprezentować więcej reklam, a te są osią biznesu. Do tego częścią zarobków w ostatnich czasach są pieniądze, jakie użytkownicy płacą za znaczek przy nazwie profilu. Ten jednak najwyraźniej stracił na znaczeniu, bo Meta szykuje nowe rozwiązanie, które pojawi się na Facebooku.
Nowe oznaczenie na Facebooku udowodni, że jesteś człowiekiem
Facebook Verified to nowa odznaka przy profilu. Pozwoli ona zweryfikować, że stoi za nim prawdziwa osoba. Do weryfikacji zostanie wykorzystany system rozpoznawania twarzy, podobnie jak ma to miejsce chociażby na Tinderze. Za pomocą telefonu nagramy krótkie wideo naszej twarzy i będziemy musieli poruszać nią na boki i porówna je z naszymi zdjęciami na profilu. Z rozwiązania skorzystają użytkownicy powyżej 18. roku życia nienaruszający standardów społeczności platformy.
Po weryfikacji oznaczenie pojawi się przy nazwie profilu w Marketplace, Randkach, Grupach, jak i na samej karcie użytkownika. Później platforma zamierza dodać je do postów znajdujących się w aktualnościach. Rozwiązanie trafi na platformę w turach, ale ma być dostępne globalnie. Ograniczy się wyłącznie do użytkowników, nie stanie się za to częścią weryfikacji stron czy kont w trybie ProMode.

Dostęp do tego rozwiązania ma być całkowicie darmowy, ale i tak budzi wątpliwości, zwłaszcza w obliczu tego, jak bardzo zależy Mecie na przetwarzaniu naszych danych i próbie stworzenia systemu weryfikacji tożsamości użytkowników za pośrednictwem jej okularów o roboczej nazwie “NameTag”, który jednak zniknął z aplikacji Meta AI. Jeśli to nie budzi w was wątpliwości, to warto spojrzeć na historię postępowania firmy i to, jak sama rozwodniła wartość znaczka przy profilu.
Nie przekonuje mnie Facebook w roli obrońcy autentyczności
Znacie to powiedzenie Stefana Kisielewskiego, że socjalizm “bohatersko walczy z problemami nieznanymi w żadnym innym ustroju”. Przeszło ono przez kilka sit internetowej memetyzacji i częściej możemy spotkać tę formę: “Socjalizm bohatersko walczy z problemami, które sam sobie stworzył”. Z kolei na potrzeby komentarza wobec obecnej sytuacji aż ciśnie się na usta “technofeudalizm to ustrój, który bohatersko i za wszelką cenę rozwiązuje problem, że na czymś nie dało się zarobić”.
Czytaj także: AI wchodzi na profilówki. Facebook chce, by nasze zdjęcia się ruszały
To Meta pozbawiła ludzi jednego z niewielu wskaźników pewności wobec tego, że treści publikuje człowiek. Jej błękitny znaczek stał się symbolem do wykupienia. Meta Verified to subskrypcja, która pojawiła się w lipcu 2023 roku. W pierwszych ogłoszeniach obiecywano wyższą pozycję w wyszukiwarce, rekomendacjach i komentarzach. Wszystko za 65 zł lub 80 zł miesięcznie od jednej platformy, w zależności od tego, czy kupiliśmy subskrypcję przez przeglądarkę czy za pośrednictwem smartfonu.

Biznes Mety opiera się głównie na reklamach i uzyskanie stabilnego źródła przychodu od kont, które będą potrzebowały takiego znaczka i ochrony przed podszywaniem się miały sens z perspektywy biznesowej. Meta jednak zdaje sobie sprawę z roli portalu i tego, że nie jest on tylko produktem, ale i stał się medium, środkiem przekazu, jak telewizja czy radio. Włodarze platformy raz aktywnie wykorzystują ten fakt i swoją monopolistyczną pozycję na swoją korzyść, a raz odwołują się do niej, by pokazać, jak troszczą się o użytkowników.
Wybaczyliśmy firmie aferę Cambridge Analityca, która zachwiała zaufaniem do demokracji. Wybaczyliśmy też wyciek ponad 600 milionów haseł od Facebooka i Instagrama, które przechowywano w formie niezabezpieczonego tekstu. Wybaczyliśmy kopiowanie systemu zaproponowanego na X, który zamiast weryfikacji kont stał się narzędziem do zarabiania na serwisie, do którego wiele osób zaglądało po autentyczne wypowiedzi.
Trudno jednak mieć wrażenie, że to coś więcej niż próba zachowania szans na zarobki. Facebookowi nie chodzi tym razem nawet o stworzenie przestrzeni ze zweryfikowanymi treściami. Oznaczenie otrzyma każdy, kto jest “w dobrych stosunkach” ze standardami społeczności Facebooka. O tym, jak te potrafią być wybiórcze i dziurawe, a w niektórych przypadkach nadmiernie restrykcyjne, przekonał się niemal każdy, kto próbował publikować komentarze na platformie albo parał się wpisami komentującymi bieżące sytuacje.
Poza tym co w sytuacji, gdy jedna osoba będzie legitymizować wiele kont? Albo użyje swojej autentyczności, by następnie publikować podejrzane treści?

Na Facebooku, który zalewają fałszywe konta i śmieciowe treści z generatorów, potrzeba czegoś więcej niż znaczka pod tytułem: “to konto należy do człowieka, wysłał nam zdjęcie”. Do tego zostanie wykorzystany symbol, który stracił na znaczeniu. Pierwotnie oznaczał on potwierdzenie tego, że mamy do czynienia z wiarygodną osobą publiczną i był to element pewnego zaufania społecznego, bo też nie każdy mógł go otrzymać.
Mecie zabrakło nawet odwagi, by pokusić się o ikonkę, która mogłaby za pomocą symbolu klarowniej komunikować, że mamy do czynienia z człowiekiem. Pierwszy pomysł z brzegu do ludzka sylwetka, jednak to mogłoby wymagać dodatkowego tłumaczenia i najpewniej stałoby się memem oraz dałoby niektórym świadomość, że “Facebook” kombinuje przy systemie, który przez lata wydawał się gwarancją wiarygodności.
Wychodzi więc na to, że nowe oznaczenie ma przede wszystkim służyć Facebookowi. Jego przedstawiciele będą mogli odpowiedzieć Komisji Europejskiej lub innemu organowi, że stawiają na naturalne interakcje prawdziwych osób. Jednocześnie w tym samym dniu firma mówi o stawianiu na “immersywne wideo” i otwieranie strumienia rodem z TikToka od razu po uruchomieniu aplikacji. Stworzy to przestrzeń, w której faktycznej dyskusji będzie jeszcze mniej.
Kiedy twoja firma jest tak wielka, że kieruje komunikacją w wielu regionach na całym świecie, przydałoby się wziąć na barki więcej odpowiedzialności. Zautomatyzowana moderacja, trudności w odzyskiwaniu dostępu do konta i pozwolenie na zalanie swojego portalu treściami niskiej jakości przy jednoczesnym zajmowaniu wysokiej pozycji w systemie medialnym sprawia, że trudno mi zaufać w dobre intencje Facebooka, zwłaszcza, gdy ten przez lata raczej nie zasłynął troską o użytkowników.

