DA#22 to zbudowany w Monachium motocykl, który nie tylko wygląda jak środek transportu cyberpunkowego złoczyńcy, ale też oferuje moc rzędu ponad 205 KM, wykorzystuje elementy wydrukowane z tytanu, skrywa prawdziwy diament i został pokryty lakierem, który po przyłożeniu napięcia zaczyna emitować czerwone światło. Co najważniejsze, nie jest wyłącznie nieruchomą rzeźbą przygotowaną na prezentację. Według twórców to działający i legalny prototyp drogowy.
Cyberpunk nie musi być elektryczny. Musi mieć charakter
Przy futurystycznych jednośladach przyzwyczailiśmy się już do jednego konkretnego schematu. Najpierw pojawia się informacja o napędzie elektrycznym, później odważny projekt karoserii, następnie kilka imponujących wizualizacji, a na końcu obietnica produkcji, która może ruszyć za dwa, trzy albo pięć lat. Widzieliśmy to już przy Project Ares, który łączył elektryczny napęd z retrofuturystyczną stylistyką. Jeszcze dalej od realnego drogowego motocykla stała Yamaha Y/AI, przygotowana we współpracy z Netfliksem jako materialne rozwinięcie świata anime “Tokyo Override”.
Czytaj też: Wreszcie naprawili rozsądek motocykla KTM 790 Duke

DA#22 idzie w przeciwną stronę. Pod jego ręcznie uformowaną aluminiową karoserią nie znajduje się akumulator ani bezgłośny silnik elektryczny, lecz rozwinięta wersja potężnego widlastego dwucylindrowca LC8 z KTM 1290 Super Duke. Seryjna jednostka osiąga około 180 KM, a Diamond Atelier podniosło jej moc do ponad 205 KM, co nie jest dziś wynikiem, który wywraca świat motocykli do góry nogami. Współczesne supermotocykle już dawno przebiły granicę 200 KM, a producenci nauczyli się zaprzęgać tę moc do pracy za pomocą kontroli trakcji, systemów przeciw unoszeniu przedniego koła, sterowania momentem i elektroniki analizującej położenie motocykla. Diamond Atelier nie wygrało więc żadnego wyścigu na najdłuższą tabelę parametrów.

Znacznie ciekawszy jest sposób, w jaki potraktowano znaną technikę. Silnik nie został punktem wyjścia dla całej konstrukcji. Wewnętrzny projekt o nazwie ULTRON rozpoczął się od sylwetki, a dopiero później inżynierowie zaczęli zastanawiać się, jak upchnąć w niej napęd, zawieszenie, elektronikę i wszystko, co jest potrzebne, żeby motocykl rzeczywiście jeździł. Innymi słowy, ten model powstawał w zupełnie inny sposób niż zwykle.
Najpierw sylwetka DA#22, a później cały motocykl
Typowy niestandardowy motocykl powstaje odwrotnie. Warsztat bierze istniejącą ramę, silnik oraz geometrię, a następnie usuwa fabryczne owiewki, skraca tył, wymienia lampę, przebudowuje zbiornik i próbuje nadać całości własny charakter. Dawca ciągle jednak dyktuje proporcje oraz rozmieszczenie najważniejszych elementów. Przy DA#22 karoseria zaczęła rządzić mechaniką. Projektanci postawili na bardzo wąską sylwetkę, niemal całkowicie ukryli elektronikę i skrócili tył tak mocno, że siedzenie wygląda jak zawieszone nad odsłoniętym tylnym kołem. Zbiornik przestał być klasyczną metalową bryłą położoną na ramie, a stał się częścią jednolitej rzeźby obejmującej boki motocykla.
Czytaj też: Dalej nie wierzę, że taki samochód powstał. Przytył o 300 kg, a nadal może jeździć po suficie

Wykonanie tej formy powierzono Marvinowi Diehlowi z KRT Framework. Ręczne kształtowanie aluminiowych paneli miało pochłonąć ponad 800 godzin. Nie chodziło przy tym o stworzenie kilku prostych osłon, lecz o wykonanie powierzchni z ostrymi przejściami, podwójnymi krzywiznami i bardzo niewielkim marginesem błędu. Dla mnie DA#22 jest przez to bliższy ręcznie budowanemu hipersamochodowi niż klasycznemu motocyklowi po tuningu. Karoseria nie została nałożona na gotową maszynę. Całą maszynę zorganizowano wokół karoserii.
Co ciekawe najbardziej widowiskowym elementem DA#22 jest lakier opracowany przez Alexa Blocha z firmy Stilbruch Lack. Powłoka jest elektroluminescencyjna, więc po doprowadzeniu odpowiedniego napięcia jej powierzchnia zaczyna emitować czerwone światło. Nie należy mylić tego rozwiązania z farbą fosforyzującą, która najpierw pochłania światło, a później stopniowo je oddaje. Nie jest to również zestaw diod LED schowanych pod półprzezroczystą warstwą. Stilbruch Lack miało rozwijać konkretną mieszankę DA#22 przez kilka miesięcy. Powstał tylko jeden litr, a cała jego zawartość została wykorzystana na tym egzemplarzu. Twórcy przekonują tym samym, że drugiego identycznego motocykla nie da się zbudować, nawet gdyby komuś bardzo zależało na skopiowaniu projektu.
Wyjątkowość goni wyjątkowość, a to ma konsewkencje
Technicznie rozwiązanie należy do tej samej rodziny co wielowarstwowe powłoki typu LumiLor. W takich systemach na powierzchnię nakłada się między innymi warstwy przewodzące, izolujące i zawierające materiał elektroluminescencyjny. Po zasileniu całość działa jak niezwykle cienkie źródło światła, którego kształt może odpowiadać praktycznie całemu polakierowanemu elementowi. Brzmi to oczywiście jak idealnie przygotowana opowieść dla kolekcjonera. Nie wystarczy powiedzieć, że motocykl jest rzadki. Trzeba jeszcze zaznaczyć, że sam materiał użyty do jego wykończenia już nie istnieje.

Firma Aconity3D wykonała metodami przyrostowymi tytanowy układ wydechowy oraz górną półkę widelca. Drukowanie metalu miało tutaj sens, bo przy produkcji pojedynczych egzemplarzy pozwala wykonywać skomplikowane kształty bez przygotowywania całego zestawu kosztownych narzędzi, form oraz oprzyrządowania. W górnej półce znalazł się zaś prawdziwy diament oprawiony w srebro. Jest to detal tak przesadny, że pasuje do całej konstrukcji znacznie lepiej, niż powinien. Z kolei DKB Special Parts przygotowało przełączniki inspirowane bolidami Formuły 1 oraz podświetlaną pokrywę sprzęgła ze szklanym oknem, przez które można obserwować pracujące elementy.
Za kontakt z drogą odpowiada specjalnie przygotowane zawieszenie Wilbers. Z przodu znalazł się widelec TYPE 46 RR wykorzystujący rozwiązania wywodzące się z wyścigów World Superbike, a z tyłu amortyzator opracowany właśnie dla DA#22. Tylne koło zostało zamontowane na jednostronnym wahaczu, dzięki czemu pozostaje niemal całkowicie odsłonięte. Kokpit również odbiega od typowego układu. Zamiast wyświetlacza wystającego przed kierownicą ekran został schowany pod szklaną powierzchnią na górze zbiornika. Na zdjęciach wygląda to świetnie, choć podczas jazdy może wymagać opuszczenia wzroku wyraźnie niżej niż przy klasycznym zestawie wskaźników. Kolejny przypadek, w którym projekt wizualny może wystawić użytkownikowi rachunek.

Takie podejście (zwłaszcza z karoserią i lakierem) oczywiście brzmi pięknie do chwili, w której trzeba coś naprawić. Projektanci twierdzą wprawdzie, że dobierali podzespoły również pod kątem późniejszego dostępu serwisowego, ale dopiero realna eksploatacja pokazałaby, czy ciasno upakowana konstrukcja nie zamienia każdej naprawy w wielogodzinną operację. Brakuje też informacji o ergonomii, temperaturach oraz komforcie. Niska kierownica, minimalne siedzenie i brak jakiejkolwiek ochrony przed wiatrem sugerują, że DA#22 powstał raczej do intensywnych, krótkich przejazdów niż weekendowej podróży przez pół Europy.
205 KM robi wrażenie, ale najważniejszych liczb nadal nie znamy
Diamond Atelier nazywa DA#22 pierwszym prawdziwym hipermotocyklem, ale podchodziłbym do tego określenia ostrożnie, bo ta kategoria nie ma jednej, oficjalnej definicji. W przeszłości nazywano tak zarówno seryjne maszyny o szczególnie wysokiej mocy, jak i konstrukcje z turbosprężarkami, przedłużonymi wahaczami czy absurdalnymi prędkościami maksymalnymi. W przypadku DA#22 określenie ma raczej stworzyć motocyklowy odpowiednik hipersamochodu. Nie chodzi wyłącznie o moc, lecz o połączenie osiągów z ręcznym wykonaniem, bardzo małą skalą produkcji, drogimi materiałami oraz projektem, którego nie da się łatwo przenieść na linię montażową.

Czytaj też: Ferrari, którego nie da się kupić. Ktoś właśnie wskrzesił marzenie z 1972 roku
Bardziej użytkowy kierunek pokazuje chociażby Tarform Vera, którego cena zaczyna się od około 67 tysięcy złotych. Vera próbuje przenieść futurystyczne projektowanie do pojazdu przeznaczonego do regularnej jazdy. DA#22 stoi na drugim końcu skali. Nie udaje rozsądnego środka transportu i nie próbuje przekonać nikogo rachunkiem ekonomicznym. Podobnie działały jednak pierwsze hipersamochody oraz liczne prototypy prezentowane kilkanaście lat temu. Rozwiązania, które początkowo trafiają do ręcznie budowanych obiektów dla kolekcjonerów, z czasem mogą znaleźć drogę do bardziej zwyczajnych pojazdów. W przypadku DA#22 największy potencjał widzę w druku metalowych części, integrowaniu światła bezpośrednio z powierzchnią oraz projektowaniu całej maszyny jako jednego obiektu zamiast zbioru osobnych komponentów.
Źródła: Diamond Atelier

