Mistrzowie szafiru powracają. Hublot Big Bang w nowej odsłonie Sapphire Sky Blue Meca-10

Są zegarki, które pokazują czas na więcej niż jeden sposób. Hublot pokazuje, że w tych czasach pełnych szybko następujących po sobie premier potrafi stworzyć coś ponadczasowego i to w sposób, który może spodobać się także fanom nowoczesnych technologii. Połączenie zegarmistrzowskiej precyzji z powracającym trendem na semitransparentną elektronikę ma swoje ucieleśnienie w Big Bang Sapphire Sky Blue Meca-10.
Hublot-big-bang-sapphire-sky-blue-meca-10
Hublot-big-bang-sapphire-sky-blue-meca-10

Produkcja z użyciem szafirowego szkła niezmiennie stanowi wyzwanie. O ile efekt końcowy to niesamowicie twarda warstwa ochronna, tak podczas obróbki całość jest niezwykle krucha. Pomyślcie zatem, jak trudne musi być zrobienie z tego materiału całej koperty. Hublot buduje na tym materiale swoje dziedzictwo i pokazuje, że może z nim zrobić to, co chce. Widzieliśmy już róznokolorowe warianty szafirowych kopert: błękitne, fioletowe, czerwone czy nawet pomarańczowy Big Bang z 2021 roku, który dla wielu jest wzorem.

Teraz pora na coś, co swoim wyglądem przypomina urządzenia z filmów science fiction. Choć są tu pewne podobieństwa do Hublot Big Bang MP-11 Water Blue Sapphire, tym razem postawiono na większą czytelność i dość klasyczny wygląd konstrukcji na poziomie jej właściwie wnętrza. Nie oznacza to, że nie ukryto pewnych nawiązań i sprytnych mechanizmów, w tym 10-dniowej rezerwy chodu.

Hublot Big Bang Sapphire Sky Blue Meca-10. Nie tylko nazwa robi wrażenie

Frezowanie szafiru to ogromne wyzwanie, ale nie jedyne, jakie towarzyszyło produkcji Hublot Big Bang Sapphire Sky Blue Meca-10. Postawiono na kopertę w rozmiarze 44 mm i konstrukcję “kanapkową”, gdzie nakładają się na siebie dwie warstwy, a po środku jest mechanizm Big Banga. Konstrukcję uzupełniają tytanowe śruby w kształcie litery H. Do konstrukcji dopasowano kolorem błękitny, gumowy pasek. Całość wytrzyma pod wodą przy zanurzeniach do 50 metrów.

Hublot Big Bang Sapphire Sky Blue Meca-10
Hublot Big Bang Sapphire Sky Blue Meca-10 na nadgarstku

Z przezroczystością koperty tylko nieco kontrastuje matowa, błękitna tarcza. Jej konstrukcja jest szkieletowa, przez co dodaje urządzeniu futurystycznego wyglądu. Część mechanizmów, jak na przykład mostki, możemy podejrzeć bez rozmontowywania konstrukcji. Cyferblat otoczono błękitnym pierścieniem, a podziałka minutowa jest biała. Nie porzucono przy tym indeksów godzinowych.

Jako, że jest to zegarek typu Meca-10, ma on 240-godzinną rezerwę chodu. 10 dni po pełnym nakręceniu to bardzo dobry rezultat. Jeśli ta rezerwa będzie bliska wyczerpania, na godzinie trzeciej pojawi się czerwona kropka. Właściwy wskaźnik rezerwy umieszczono na godzinie 6. Mechanizm rezerwy wibrujący z częstotliwością 21600 wibracji na godzinę można zobaczyć z tyłu konstrukcji. Przy godzinie 9. mieści się za to mały sekundnik.

Czytaj także: G-Shock zamienił zegarek w japoński lampion. I wygląda to zaskakująco dobrze

Całość konstrukcji to 223 części z ręcznie nakręcanym kalibrem HUB1201 na czele. To pierwszy raz, gdy trafia on do konstrukcji transparentnej. Hublot ograniczył dostępność Big Bang Sapphire Sky Blue do 100 sztuk. Każda z nich kosztuje 82700 euro (około 359 tys. złotych).

Ekstrawagancki pokaz inżynierii. Hublot naprawdę się postarał

Patrząc na taki zegarek zdecydowanie chciałbym być bogaty. Hublot nie dość, że zna się na szafirowym szkle, to potrafi je okiełznać dowolnie dla swoich potrzeb i nie ma wątpliwości, że stworzył coś, co będzie broniło się także za kilkanaście lat. Aż żal nosić taką konstrukcję mając świadomość, że na świecie znajdzie się zaledwie 100 sztuk. Być może dlatego jej cena jest jak najbardziej uzasadniona i producent wie, że to sprzęt kolekcjonerski.

Czytaj także: Seiko znów udowadnia, że wie, czego chcą fani anime. Nawet Edward Elric chętnie by nosił ten zegarek

Nie chcę obrazić uczuć fanów oryginalnych konstrukcji, ale kto wie, być może tego typu zegarek otrzyma kiedyś semitransparentną opaskę, jak w przypadku Hublot MP-10 Tourbillon. Ten również zaskakiwał konstrukcją, choć tam inżynierowie mieli z tyłu głowy jeszcze bardziej szalone pomysły.

Sapphire Sky Blue to mimo wszystko zegarek, który oddaje hołd klasycznej formie, nawet jeżeli dość mocno skręca wyglądem w stronę futuryzmu. Ja widzę w nim minimalne nawiązanie do stylistyki frutiger aero, ale jakiekolwiek względy nie motywowały Hublot do stworzenia tej konstrukcji, udało się pokazać coś nietuzinkowego.

Napisane przez

Michał Mielnik

Redaktor