Pierwsze plotki na temat premiery pojawiały się już pod koniec zeszłego roku, ale w kategorii szalonych pomysłów. Po tylu latach trudno było oczekiwać, że Sony powróci do tematu, tym bardziej, że dekada to wystarczająco wiele czasu, aby się rynek mocno zmienił. Iiii… To właśnie serii RX10 pomogło, bowiem zainteresowanie fotografią niecodzienną rośnie, a dzięki temu producenci testują wody premierami sprzętów, które wydawało się, że zostały wyparte w erze smartfonów.
Lata minęły, ale po co poprawiać perfekcję? Sony potraktowało RX10 V ze smakiem
Najbardziej charakterystycznym elementem serii RX10 zawsze był jej obiektyw i w najnowszej odsłonie Sony zdecydowało się nie zmieniać zoomu, który nawet według dzisiejszych standardów jest szalenie dobrą propozycją, a już w ogóle w stosunkowo “kieszonkowym” wydaniu. Sercem optycznym aparatu pozostaje zatem zintegrowany obiektyw Zeiss Vario-Sonnar T o imponującym, 25-krotnym zoomie optycznym, oferujący ekwiwalent ogniskowych 24–600 mm przy jasności f/2.4–4.
Konstrukcja ta pozwala na płynne przejście od szerokich kadrów krajobrazowych do ekstremalnych zbliżeń dzikiej przyrody czy detali architektonicznych, eliminując potrzebę noszenia ze sobą plecaka z wielkimi zoomami jak niedawno wydany Sony 100-400mm f/4.5 GM i innych, kosztownych szkieł. Choć fizycznie obiektyw nie uległ zmianie w stosunku do zaprezentowanego w 2017 roku poprzednika (RX10 IV), to inżynierowie Sony zoptymalizowali powłoki antyrefleksyjne oraz współpracę optyki z nowym procesorem.
Zoom nabiera też większego znaczenia z trybami wsparcia, zwiększającymi długość ogniskowej, lecz już w sposób cyfrowy i przy wsparciu AI. Sony wyróżnia trzy limity: optyczny, “clear” oraz cyfrowy. Ten drugi, zachowujący jak nazwa wskazuje wciąż czytelny obraz, pozwoli na dwukrotność zoomu, zaś ostatni na czterokrotność. W zanadrzu czeka Zoom Assist, również możliwy do skalibrowania – żeby łatwiej się odnaleźć przy takich zbliżeniach – chociaż wydaje się, że do tego lepiej się nie zbliżać bez statywu.

W kwestii matrycy Sony także i tutaj postawiło na rozwijanie rozwiązań, zamiast wymyślania koła na nowo. Aparat wyposażono w 1″ matrycę typu stacked Exmor RS BSI CMOS o rozdzielczości 20,1 megapiksela. Choć fizyczny rozmiar matrycy ustępuje sensorom APS-C czy pełnoklatkowym, technologia warstwowa zapewnia niezwykle szybki odczyt danych oraz matryca doczekała się znacznie większego zagęszczenia pól odczytu dla AF, więc podobieństwa są głównie wizualne i niekoniecznie techniczne.
Lifting godny serii Alpha. Nie mogło zabraknąć chipu AI
O ile optyka i matryca mogą wywoływać wrażenie deja vu, o tyle wnętrze aparatu całkowicie pozostawia za sobą poprzednią dekadę i z lekkością wchodzi w erę wsparcia AI. Największą zmianą w Sony RX10 V jest implementacja procesora BIONZ XR (znanego z flagowych bezlusterkowców serii Alpha, takich jak Alpha 7 V czy Alpha 7R VI) oraz dedykowanego układu wspomaganego przez sztuczną inteligencję.

Dzięki tej mocy obliczeniowej aparat zyskał autofocus nowej generacji. Wcześniejsze, ubogie jak na 2026 rok, standardy rozpoznawania obiektów zostały znacząco rozszerzone. Wcześniej możliwość RX10 ograniczały się w zasadzie tylko do śledzenia twarzy i oczy ludzi, a i to nie było tak zaawansowane, jakby tego można było oczekiwać. Dzisiaj zakres opcji jest o wiele szerszy, szybszy i także automatyczny. Model RX10 V automatycznie identyfikuje i precyzyjnie śledzi:
- ludzi,
- zwierzęta i ptaki,
- owady,
- pojazdy.
Dodatkowo wzorem wspominanego już a7R VI, otrzymał rozszerzone ostrzenie miejscowe o rozmiar XL. To wszystko w połączeniu z trybem seryjnym pozwalającym na strzelanie do 30 klatek na sekundę (w formacie JPEG i RAW) z pełnym wsparciem autofocusa, zadowoli na pewno potrzeby niejednego użytkownika.
Alpha nie tylko wewnątrz, lecz na zewnątrz też sporo zmian
9 lat to w świecie technologii naprawdę długo, trudno w słowach przekazać jak intuicyjnie czuje się tę przepaść. Na szczęście tego problemu nie mieli projektanci Sony, kiedy wizualizowali sobie współczesny korpus serii RX10. Całkowicie przebudowano bryłę nowego modelu, upodabniając go do nowoczesnych bezlusterkowców Alpha.

Co prawda trzeba było poświęcić na przykład wbudowany flesz, lecz dzisiaj można także otrzymać na rynku o wiele więcej świetnych i to miniaturowych lamp (jak Godox i32) za niewielkie pieniądze, ale z większą gamą możliwości. O wprowadzonych zmianach, można śmiało powiedzieć, że podnoszą komfort użytkowania.

Zupełnie jak Alphy, taki ten aparat posiada teraz dedykowany joystick, którego poskąpiono chociażby w bezlusterkowym a7C II oraz najnowsze, znacznie bardziej intuicyjne – niestety, jak na standardy Sony, nie że w końcu normalne – kolorowe menu systemowe, zastępując archaiczny interfejs z 2017 roku.
Nie omieszkano znacząco ulepszyć elektroniczny wizjer, który się doczekał większego skoku jakości, niż LCD. Zatem podczas gdy poprzedni wariant oferował 2,36 mln punktów, nowy, ostrzejszy ekran OLED wizjera oferuje rozdzielczość 3,69 mln punktów i powiększenie 0,78x. Zaktualizowany 3″ ekran główny otrzymał niewielkie ulepszenie ostrości, a co gorsza wciąż posiada zaledwie mechanizm odchylania góra dół, więc wideo może być problematyczne i ogólnie komfort jest wciąż średni.

Zaskakująco, będzie to także drugi aparat korzystający z nowiutkich, większych baterii, które miesiąc temu zadebiutowały w a7R VI. Baterie NP-FW50 odchodzą w niepamięć na rzecz nowyc NP-FZ100. Dzięki temu żywotność baterii wzrosła o ponad 50%, pozwalając na wykonanie około 630 zdjęć na jednym ładowaniu. Korpus zyskał też nowoczesny port USB-C z obsługą szybkiego ładowania i zasilania w standardzie Power Delivery.
Rewolucja wideo: Narzędzie dla profesjonalnych twórców
Podczas gdy poprzednik oferował przyzwoite, ale mocno ograniczone z dzisiejszej perspektywy wideo 4K w 30 klatkach na sekundę, Sony RX10 V wprowadza w tym aspekcie o wiele wyższe standardy. Aparat oferuje teraz rejestrację wideo 4K w 60 kl./s z pełnej szerokości matrycy, czyli bez jakiegokolwiek przycinania kadru, a dla bardziej wymagających ujęć dostępny jest tryb 4K w 120 kl./s z niewielkim cropem. Entuzjaści ujęć w zwolnionym tempie docenią z kolei możliwość nagrywania w Full HD z prędkością aż do 240 kl./s.

Ogromny skok jakościowy widać również w zapisie obrazu, ponieważ sprzęt wspiera zaawansowany wewnętrzny 4:2:2 10-bit All-I oraz nowoczesne kodeki XAVC HS i XAVC S-I. Do dyspozycji twórców oddano profil kolorów S-Cinetone, zapewniający filmowy wygląd skóry prosto z aparatu, a także profil S-Log3 dedykowany do zaawansowanego gradingu, który dodatkowo wspiera obsługę własnych profili LUT, których można zapisać aż 16.
Czytaj też: Koniec pewnej ery? Sony Xperia 1 VIII zapowiada się na rewolucję
Całość dopełniają funkcje inteligentne napędzane nowym procesorem AI, w tym system automatycznego kadrowania i podążania za obiektem Auto Framing, a także wydajna stabilizacja obrazu Active Mode, przez co znów aż przypomina się niedawna premiera a7R VI. Co więcej, aparat doskonale wpisuje się w realia nowoczesnych twórców internetowych, oferując natywny streaming na żywo w rozdzielczości do 4K przy 30 kl./s bezpośrednio przez złącze USB.
Dostępność i cena w Polsce
Aparat można zamawiać przedpremierowo już teraz na oficjalnej stronie polskiego oddziału Sony, zaś wysyłka jest planowana od 17. lipca. Zatem jest jeszcze trochę czasu się zastanowić. Cena oczywiście jest wyższa niż model numer IV, lecz wciąż w granicach rozsądku obecnej wysokości inflacji i wynosi 10 499 złotych. Innymi słowy wciąż wiele, ale wysokość nie została tak drastyczni dźwignięta jak na przykład Sony alpha 7R VI, gdzie można było zobaczyć skok o niemalże taką samą kwotę ile wynosi po prostu cena RX10 V.

