Po co wciskać guziki, kiedy można obracać pierścieniem? To nie tylko rozważania Samsunga, gdy projektował zegarki Galaxy Watch, ale i, znacznie wcześniej, pytanie, jakie musieli sobie zadać inżynierowie Seiko. Bezel posłużył do przełączania się między funkcjami takimi jak alarm, drugi czas, stoper czy minutnik. To rozwiązanie, które zdecydowanie łatwiej obsłużyć w rękawiczkach.
Oficjalnie nazwany Seiko A829, Rotocall zyskał jeszcze jeden przydomek. NASA oficjalnie wydawała astronautom zegarki Omega Speedmaster, ale wielu prywatnie kupowało Seiko A829 i zabierało go na loty. Korzystała z niego m.in. pierwsza matka w kosmosie – Anna Fisher czy Kathryn Sullivan. Ta druga miała nawet dwa modele, po jednym na każdy nadgarstek, a do tego wzięła swój egzemplarz na dno oceanu do Głębi Challengera. Zegarek był znany jako “Seiko Astronaut”.

Seiko A829 mimo tego nie stał się hitem. Jak na zegarek cyfrowy w latach 80., kosztował sporo, bo około 175 USD (obecnie byłoby to około 570 dolarów). Stał się przede wszystkim sprzętem dla entuzjastów i fanów nowinek technologicznych. Dziś może on ponownie do nich trafić, już nie tylko jako biały kruk na internetowych aukcjach. A jeśli seria się rozkręci, to kto wie, może czeka ją los nowych odsłon G-Shock?
Seiko poszerza gamę zegarków Rotocall o bardziej ekstrawaganckie warianty
W październiku 2025 dostaliśmy trzy modele, które stawiały na mocny akcent kolorystyczny bezelu. Dwukolorowe przejście od szarości do niebieskiego lub od żółci czy czerwieni do czerni to jednak dość wyraźny, nie zawsze pasujący do okazji styl. Seiko nie chciało z tego sprzętu uczynić technologicznej zabawki dla entuzjastów i zegarek pod względem możliwości utknął w latach 80.

Nie jest to jednocześnie kopia 1:1, choć trzyma się dość mocno wymiarów oryginału. Nowy wariant ma rozmiar 37 mm przy grubości 10,6 mm. Od góry koperty do jej dołu zegarek ma 43,5 mm. Postawiono na lekkość w noszeniu. Na wyświetlaczu LCD dodano też oznaczenie AM/PM dla tych, którzy chcieliby korzystać z 12-godzinnego systemu, a także informację o mocy baterii. Całość wykonano ze stali i dodano prostą bransoletę.
Zegarek musiał cieszyć się popularnością na tyle, by Seiko uznało, że warto pójść o krok dalej i dodać jeszcze kilka wariantów do serii Rotocall. Tak powstały modele Seiko “Rotocall” HFL002P oraz HFL003P. Obydwa stawiają na czarny akcent na bezelu oraz zgodność kolorystyczną z resztą konstrukcji, w dalszym ciągu wykonanej ze stali, ale pokrytej srebrną i złotą farbą.

Pod względem specyfikacji nie zmieniło się nic. Mechanizm kwarcowy to w dalszym ciągu Calibre A824, który zapewnia dokładność w granicach 20 sekund miesięcznie i około trzyletnią żywotność baterii. Konstrukcja oferuje też automatyczny kalendarz (do końca 2074 roku), a całość możemy zanurzyć nawet na głębokość 100 metrów, także dzięki szkle Hardlex zabezpieczającemu front.
Seiko może rozgościć się z Casio w ciekawym segmencie
Co ciekawe, ceny Seiko HFL002P i Seiko HFL003P nie są wygórowane, a raczej dostosowane pod inflację, jeśli spojrzymy na to, ile kosztowały Rotocalle z lat 80. W Japonii wariant srebrny kosztuje 72600 jenów (około 1700 złotych), a złoty – 77000 jenów (około 1805 złotych). Pierwsi nabywcy w Japonii założą je na swoje nadgarstki już w sierpniu (o ile nie są skalperami). Pozostaje liczyć na to, że skoro reedycja trafiła do Europy i Stanów Zjednoczonych, to i u nas zagoszczą bardziej klasyczne warianty.
Ma to sens o tyle, że zegarkom o bardziej klasycznej bryle sprzyjają ostatnio internetowe trendy oraz stylizacje. Zegarki o stylistyce vintage dobrze zgrywają się z palcami upstrzonymi pierścieniami i inną biżuterią. Casio wyczuło ten moment lata temu i skorzystało na nostalgii, jaką wzbudza seria G-Shock. Seiko chce zaadresować swoje produkty do tych, którzy pamiętają o historii Rotocall, ale jednocześnie stawiają na bardziej elegancki styl. I to może się udać.

