Od zawsze składany rower miał być praktyczny, możliwie lekki, łatwy do schowania pod biurkiem, a do tego bezproblematyczny przy wnoszeniu go do mieszkania. Wszystkie większe ambicje z tego typu jednośladami zwykle kończyły się jednak dokładnie tam, gdzie zaczynały się kompromisy. Mniejsze koła, prostsza rama, średni komfort i sama świadomość, że nie jedziemy “normalnym” rowerem, tylko na sprytnym narzędziu do przetrwania miejskiej logistyki. Mam jednak wrażenie, że ten segment zaczyna dojrzewać w ciekawą stronę.
Tetra wygląda jak rower, który nie chciał być byle kolejnym składakiem
Na pierwszy rzut oka rower Tetra jest bardziej rzeźbą, a nie rowerem dla mas. Producent zastosował w tym jednośladzie długą, rurową ramę przestrzenną, w której widać dwa przeciwstawnie ułożone tetraedry. W praktyce chodzi o konstrukcję pozwalającą na aż cztery zgięcia, ale trudno udawać, że forma jest tutaj tylko efektem ubocznym samej funkcji. Tetra próbuje tu bowiem odpowiedzieć na inne pytanie, bo czy rower składany może być jednocześnie kompaktowy, sztywniejszy, wygodniejszy i zwyczajnie ładny dla oka? Odpowiedź nie jest oczywista, bo za taką ambicję płaci się masą, ceną oraz złożonością produkcji.
Czytaj też: Nie wiem, czy to jeszcze rower XC, czy już mały samolot z amortyzatorem
Rama przestrzenna w Tetrze ma znaczenie większe niż sam wygląd. Konstrukcje przestrzenne od dawna wykorzystuje się tam, gdzie liczy się relacja sztywności do masy oraz przenoszenie obciążeń przez układ wielu połączonych elementów, a nie pojedynczą grubą rurę. W samochodach sportowych, lotnictwie czy konstrukcjach inżynieryjnych nie jest to żaden nowy cud, ale w składanym rowerze taki zabieg wygląda nietypowo, bo większość producentów skupia się na prostszym mechanizmie zawiasów i kompaktowym pakowaniu całości.


Analog Machine Works deklaruje, że układ ramy pozwala na dodatkowe złożenia i większą stabilność. W teorii brzmi to rozsądnie, bo składany rower zawsze walczy z tym samym problemem: każdy zawias jest wygodą podczas przechowywania, ale potencjalnym źródłem luzu podczas jazdy. Jeżeli więc projektanci znaleźli sposób na pogodzenie wielopunktowego składania z sensowną sztywnością, to w grę wchodzi coś wielkiego. Równocześnie zachowałbym jednak co do tego ostrożność. Składany rower ocenia się po tysiącach cykli składania, rozkładania, dociążania, wożenia po dziurawych drogach i przypadkowego traktowania w codziennym życiu.

Tetra może więc wyglądać i zapowiadać się jak przyszłość, ale przyszłość w miejskiej mobilności musi znieść krawężnik, mokrą klatkę schodową, windę, autobus i właściciela, który nie będzie obchodził się ze sprzętem czystko użytkowym jak z eksponatem.
Amortyzacja i koła pokazują, że Koreańczycy nie chcieli zabawki
Jedną z najważniejszych decyzji jest zastosowanie 20-calowych kół. Wiele popularnych składaków, a w tym modele kojarzone z Bromptonem czy Birdy, korzysta z mniejszych 16-calowych kół, co pomaga zmniejszyć gabaryty po złożeniu, ale odbija się na sposobie pokonywania nierówności. Tetra idzie w większy rozmiar, dzięki czemu koło łatwiej radzi sobie z nierównościami, ale odbija się to na rozmiary po złożeniu.
Czytaj też: Sześć biegów, pasek i 160 Nm spokoju. Taka piasta to zbawienie dla miejskich rowerów

Producent nie walczy też o możliwie najniższą wagę, co widać po tym, że dorzucił do roweru Tetra tylny układ zawieszenia z hydraulicznym amortyzatorem i regulacją tłumienia. W świecie składaków to już nie jest detal kosmetyczny. Typowe konstrukcje często mają prostsze rozwiązania amortyzujące, czasem sprowadzone do elastycznego bloku, który ma złagodzić część wstrząsów. Tetra idzie wyżej, bo jej rama pozwoliła wygospodarować miejsce na bardziej zaawansowany układ.

Tetra nie jest więc jakimś ultralekkim cudem, który łamie prawa fizyki. Rama powstaje ze stali chromowo-molibdenowej, a cały rower waży 13 kg. Jak na składaka premium nie jest to wynik piórkowy, ale też nie jest dramatyczny. Szczególnie przy 20-calowych kołach, nietypowej ramie i tylnym zawieszeniu z wyższej półki. Dlatego też producent przewidział małe kółka transportowe, dzięki którym po złożeniu można prowadzić rower w pionie, trzymając za kierownicę. Koła mają się też blokować względem siebie małym hakiem, co powinno ułatwiać przenoszenie i toczenie złożonej konstrukcji po korytarzu, chodniku czy dworcu.

Sam osprzęt wygląda rozsądnie, choć nie egzotycznie. W grę wchodzi niestandardowy mechanizm korbowy, 9-rzędowa kaseta i hamulce tarczowe Shimano. Tetra skupia się więc na mechanice, formie, składaniu i komforcie jazdy.
Cena Tetra studzi zachwyt, ale nie przekreśla pomysłu
Najbardziej przyziemna część tej historii zaczyna się przy cenie. Tetra jest obecnie finansowana na Kickstarterze, a cena kampanijna wynosi 2390 dolarów, co daje mniej więcej 9000 zł. Do Europy trzeba doliczyć jeszcze 220 dolarów wysyłki, czyli około 830 zł. Łącznie robi się więc okolica 9830 zł, zanim zaczniemy myśleć o ewentualnych podatkach, opłatach i realiach importu. Docelowa cena detaliczna została zaś określona na 3990 dolarów, czyli około 15000 zł.

Tetra wchodzi więc na terytorium sprzętu dla entuzjastów, kolekcjonerów i ludzi, którzy kupują nie tylko funkcję, ale też wizję. W miejskim transporcie za takie pieniądze można znaleźć mnóstwo alternatyw, bo klasyczne rowery premium, rowery elektryczne, skutery elektryczne, a nawet używane małe samochody w stanie “grunt że jeździ. Jakoś”.
Czytaj też: Zapomnij o lekkim miejskim rowerku, bo e-bike przestały już udawać lekkość
Tetra nie wygląda więc jak rower, który ma demokratyzować mikromobilność. Bardziej przypomina pokaz możliwości małej firmy, która chce udowodnić, że składak nie musi wyglądać jak składak. Czy to rozsądne z punktu widzenia typowego użytkownika? Raczej nie. Czy może wpłynąć na to, jak inni projektanci będą myśleć o ramach, zawieszeniu i proporcjach składanych rowerów? Tutaj odpowiedź jest już ciekawsza.
Źródła: Analog Machine Works, Kickstarter

