Na Metacritic wersja Assassin’s Creed IV: Black Flag Resynced na PlayStation 5 ma obecnie 84/100 na podstawie 83 recenzji krytyków, przy 94 procentach ocen pozytywnych i braku ocen negatywnych. OpenCritic pokazuje jeszcze mocniejszy obraz, bo średnią 86/100, ocenę „Mighty” i 116 recenzji krytyków. Patrzę na te oceny z pewnym rozbawieniem, bo Black Flag od lat było dla mnie jedną z najdziwniejszych odsłon Assassin’s Creed. Niby była to część wielkiej sagi o asasynach, templariuszach, Pierwszej Cywilizacji i współczesnych wątkach Animusa, a jednak pozostawała najlepsza wtedy, gdy pozwalała o tym wszystkim na chwilę zapomnieć.
Największą siłą tej gry zawsze była prosta obietnica – masz statek, załogę, Karaiby i wolność robienia pirackich głupot między jedną misją fabularną a kolejnym abordażem. Recenzje Resynced sugerują, że Ubisoft wreszcie zrozumiał, że nie trzeba tej obietnicy przykrywać kolejną warstwą dodatkowych systemów.
Sukces Assassin’s Creed IV: Black Flag Resynced…
Największy konsensus dotyczy właśnie tego, że piracka fantazja znowu działa. Przykładowo The Guardian chwali Resynced za to, że gra skupia się na żegludze, napadaniu na statki, eksploracji, walkach i poszukiwaniu skarbów, a jednocześnie ogranicza elementy, które w oryginale wyrywały gracza z przygody. Według tej recenzji remake nie jest tylko “ładniejszą wersją”, bo Ubisoft sięgnął też po mocniejsze cięcia i przebudowę tempa. Podobnie The Independent pisze o powrocie do jednej z najlepszych odsłon serii, chwaląc swobodę eksploracji, dodatkowe misje, nowe elementy jakości życia, przebudowaną walkę i żeglugę, choć przy okazji odnotowuje okazjonalne problemy z ruchem, skradaniem i wydajnością.
Czytaj też: Chcą zabrać twórcom gier jedno z najważniejszych narzędzi. To może zaboleć bardziej niż AI [WYWIAD]
Dobrze widać to również po podsumowaniu recenzji z Pure Xbox. Wspólny mianownik? Resynced jest opisywane jako remake wierny, ale nie leniwy. Chwalone są Nassau i Hawana, żegluga, walka morska, oprawa, nowa zawartość i fakt, że klasyczna struktura Black Flag została dopasowana do dzisiejszych standardów bez przerabiania gry na kolejne wielkie RPG. Właśnie w tym miejscu zaczyna się najciekawszy wątek.
Ubisoft oficjalnie podkreśla, że Resynced dostał bardziej elastyczny projekt misji, nowe mechaniki parowania, możliwość kucania w sekwencjach skradankowych, nowe szanty i nawet zwierzaki na Kawce. Na papierze wygląda to jak lista bezpiecznych usprawnień, ale w praktyce recenzenci często odbierają te zmiany jako coś ważniejszego. Resynced ma być bardziej dzisiejsze w sterowaniu, mniej męczące w misjach i czytelniejsze w walce, a jednocześnie nie ma próbować udawać Valhalli, Odyssey czy Shadows.

Ubisoft nie został więc nagrodzony za rozmach. Został nagrodzony za opanowanie. Po latach wielkich map, poziomów postaci, ekwipunku, tabelek, aktywności i wypełniaczy, recenzenci docenili grę, która wraca do bardziej zwartej formy action-adventure. Nie twierdzę wprawdzie, że RPG-owe Assassin’s Creedy były pomyłką, bo Odyssey czy Origins miały swoje mocne strony, choć mnie osobiście nudziły po kilku godzinach. Mam jednak wrażenie, że seria zbyt długo myliła skalę z przygodą. Black Flag Resynced przypomina, że czasami jeden silny pomysł (tu pirat, statek, Karaiby) potrafi więcej niż mapa wypchana znacznikami.
… nie oznacza idealnego odbioru
Nie znaczy to jednak, że wszyscy recenzenci otworzyli szampana. VGC nazwało Resynced świetnym remake’em gry, która prawdopodobnie wcale nie musiała być remake’owana, chwaląc Edwarda, walkę morską, oprawę i dobrze dopasowaną nową zawartość, ale wskazując też na prosty projekt misji, nadal łatwą walkę i brak dodatku Freedom Cry. Najostrzejsze głosy są jeszcze ciekawsze, bo nie sprowadzają się do prostego “Ubisoft jest ciągle zły”. PC Gamer wystawił grze 75/100 i nazwał Resynced dobrze wykonanym, ale niekoniecznym remake’em, który zdaniem autora więcej traci, niż zyskuje.
Czytaj też: Wiedźmin 3 i Cyberpunk 2077 nie zachwycają przypadkiem. Ekspertka zdradza sekret dobrych RPG-ów [WYWIAD]

Recenzent w PC Gamer docenił piękną oprawę, żeglugę i kilka usprawnień, ale po przejściu remake’u wrócił do oryginału z 2013 roku i uznał, że starsza wersja nadal daje mu więcej frajdy. Krytyka dotyczyła między innymi bardziej sztucznego parkouru, słabszego poczucia pościgu, uproszczeń w mieście i wycięcia współczesnych sekwencji Abstergo. GameSpot uderzył w podobny ton, krytykując między innymi nierówną jakość nowych animacji, problemy z twarzami w przerywnikach, słabą różnorodność przeciwników oraz sytuację, w której ulepszenia skradania tracą część sensu, bo misje mocniej oparte na skradaniu zostały przebudowane albo usunięte.
Największy spór dotyczy więc nie tego, czy Resynced jest dobrą grą. Większość recenzji mówi jasno, że jest. Pytanie brzmi więc raczej, czy Ubisoft w pogoni za wygodą nie wygładził kilku ostrzejszych krawędzi, które nadawały oryginałowi charakter. Usunięcie lub marginalizacja Abstergo wielu osobom pomoże, bo te fragmenty od dawna dzieliły graczy. Tyle tylko, że współczesna warstwa była częścią tożsamości serii, która zaczęła mieć z pierwszmi odsłonami coraz mniej wspólnego.
Czytaj też: Zapytałem programistę nowych Wiedźminów o prawdę na temat pracy w gamedevie [WYWIAD]
Jeszcze bardziej zastanawia brak Freedom Cry, bo była opowieść o Adéwalé, niewolnictwie i wolności, czyli tematach znacznie cięższych niż romantyzowana piracka swoboda. Wycięcie tego kontekstu sprawia, że Resynced staje się bardziej przystępne i lżejsze, ale też bezpieczniejsze. Ubisoft wybiera Karaiby jako przygodę, a nie jako niewygodny historyczny krajobraz. Mimo tych zastrzeżeń trudno uciec od wniosku, że Resynced wypadło bardzo dobrze. Co więcej, wypadło dobrze w momencie, w którym Ubisoft wyjątkowo potrzebował dowodu, że ta marka nadal potrafi wywołać ekscytację i to przez powrót do gry, która miała jasną tożsamość. Black Flag było świetne, bo każdy system krążył wokół jednego marzenia – zostać piratem i wypłynąć przed siebie. Resynced najwyraźniej potrafiło tę fantazję odświeżyć.
Źródła: MetaCritic, The Guardian, The Independent, Pure Xbox

