Ano chociażby dla możliwości fotograficznych, które mają być niespotykane nigdzie indziej. I tak, wyspa kryje być może najbardziej imponujące aparaty w urządzeniach do dzwonienia od czasu Samsunga Galaxy S4 Zoom. Ale czy faktycznie rezultaty są wybitne? Czy reszta urządzenia dotrzyma kroku innym flagowcom, także tym fotograficznym? Przekonajmy się!
Specyfikacja vivo X300 Ultra
| Cecha / Parametr | Specyfikacja vivo X300 Ultra |
|---|---|
| Premiera | Marzec / Kwiecień 2026 r. |
| Procesor (CPU) | Qualcomm Snapdragon 8 Elite Gen 5 (3 nm), 8-rdzeniowy (do 4.61 GHz) |
| Grafika (GPU) | Adreno 840 |
| Pamięć RAM | 12 GB / 16 GB LPDDR5X |
| Pamięć wewnętrzna | 256 GB / 512 GB / 1 TB (UFS 4.1), brak slotu na kartę microSD |
| Ekran | 6.82 cala, LTPO AMOLED, 1 miliard kolorów, Dolby Vision, HDR10+, HDR Vivid |
| Rozdzielczość ekranu | 3168 x 1440 pikseli (QHD+), ~510 ppi, jasność szczytowa do 4500 nitów |
| Odświeżanie ekranu | 144 Hz + przyciemnianie 2160Hz PWM Dimming |
| Aparat główny (tył) |
Potrójny system ZEISS z powłoką T*: • 200 Mpix – szerokokątny (Sony LYT-901, f/1.9, 35 mm, 1/1.12″, gimbal OIS, Laser AF) • 200 Mpix – peryskopowy teleobiektyw ZEISS APO (Samsung HP0, f/2.7, 85 mm, 1/1.4″, zoom optyczny 3.7x, cyfrowy do 105x, OIS) • 50 Mpix – ultraszerokokątny (Sony LYT-818, f/2.0, 14 mm, 116°, OIS, Dual-Pixel PDAF) • Dodatkowy czujnik multispektralny (5 Mpix) do korekcji barw |
| Aparat przedni (selfie) | 50 Mpix, f/2.5, 24 mm, z autofokusem (AF) |
| Nagrywanie wideo | Tył: 8K przy 30 kl./s, 4K do 120 kl./s (10-bit Log, Dolby Vision HDR); Przód: 4K do 60 kl./s |
| Akumulator | 6600 mAh (bateria krzemowo-węglowa Si/C) |
| Ładowanie | Szybkie ładowanie przewodowe 100 W, szybkie bezprzewodowe 40 W, bezprzewodowe i przewodowe ładowanie zwrotne |
| System operacyjny | Android 16 z nakładką OriginOS 6 / Funtouch OS |
| Łączność i komunikacja | 5G, Wi-Fi 7 (802.11 a/b/g/n/ac/6/7), Bluetooth 6.0 / 5.4, NFC, IrDA (podczerwień), USB Type-C 3.2 |
| Karta SIM | Dual SIM (Nano-SIM + eSIM lub Dual Nano-SIM) |
| Zabezpieczenia | Ultrasoniczny czytnik linii papilarnych 3D pod ekranem, rozpoznawanie twarzy |
| Certyfikat odporności | IP68 / IP69 (pyłoszczelność i pełna wodoodporność) |
| Wymiary i waga | 162.98 x 76.81 x 8.19 mm (około 15.96 mm z wyspą aparatów), waga ok. 232 g |
| Inne funkcje | Głośniki stereo, dwukierunkowa komunikacja satelitarna SOS (tylko w wersji 16 GB + 1 TB) |




Testowany wariant oferuje 16 GB pamięci i 1 TB pamięci. To także jedyny dostępny w Polsce wariant. Możemy kupić sam smartfon, jak i zdecydować się na zestaw Special Edition z uchwytem fotograficznym i telekonwerterem 4,7x od ZEISS. Tu możecie sprawdzić ten zestaw w akcji.
Wiecie, że będzie dobrze. Ale czy te zdjęcia i filmy są warte zachodu?
Oj jest co robić z aplikacją aparatu vivo. Producent traktuje możliwości fotograficzne śmiertelnie poważnie, a do tego mnoży (przydatne i mniej przydatne) tryby. Kiedy możesz zmieniać nawet to, czy widzisz przybliżenia jako ogniskowe czy też jako mnożnik zoomu to widać, że producent ma dużo do zaprezentowania. Samych trybów kolorystycznych w bezstratnej jakości znajdziemy tu aż trzy, a do tego ZEISS oferuje nawet własne style bokeh w trybie portretowym oparte o styl popularnych obiektywów.

Być może jednak największą zmianą będzie przystosowanie się do głównego obiektywu z ogniskową 35 mm. To odczuwalnie więcej od domyślnego dla smartfonów zakresu 23-26 mm. Moim zdaniem to zmiana na lepsze, bowiem ta perspektywa w mniejszym stopniu oddala nas od tego, co na co dzień chcemy uwiecznić, a jednocześnie nie przybliża na tyle, by wyglądało to nienaturalnie dla oka. Wymaga jednocześnie zmiany pewnych przyzwyczajeń i np. w przypadku budynków stawania o krok czy dwa dalej.



Zanim rozpłynę się nad jakością zdjęć, jedna rzecz, którą może nieco jestem rozczarowany. W żadnym z trzech trybów vivo X300 Ultra nie uchwyci kolorów takimi, jakie są w rzeczywistości. Wyświetlałem zdjęcia na kilku ekranach i niemal zawsze są one nieco zbyt nasycone, a nawet jeśli kolory są już odpowiednio przygaszone, to i tak niebo czy trawy mogą żyć swoim życiem i okazywać się nazbyt jaskrawe. Do tego to nadal zdjęcia z odczuwalnym HDR-em, co nie zawsze musi się podobać.












To tyle z narzekania. To naprawdę potężny aparat w dłoni mniej i bardziej doświadczonych osób. Telefon świetnie pracuje autofokusem i trudno o nieostre zdjęcia – coś, co przy matrycy 1/1,12″ nie było wcale oczywiste. Podobnie miałem obawy o to, że balans bieli nie będzie szybko reagował na warunki otoczenia, a i tu jest wzorowo. Korekty ekspozycji przychodzą bardzo szybko, więc trudno o przepalone niebo. Nawet przy “naturalnym” trybie zachowuje się sporo detali w cieniach.












Dla vivo X300 Ultra nie ma znaczenia, czy fotografujemy w pełnym słońcu, gdy jest pochmurno, czy mamy w mieszkaniu ograniczoną ilość światła. Ten telefon powstał do rejestrowania powtarzalnych zdjęć i właśnie to robi.












Sytuacja nie ulega zmianie, gdy chodzi o aparat ultraszerokokątny. To naprawdę wysoka klasa zdjęć, gdzie brzegi kadru nie są ani wyraźnie zaszumione, ani nie stają się ofiarami efektu rybiego oka. Korekty, jakich dokonuje oprogramowanie vivo są kosmiczne, ale widać też dobrą optykę. To dzięki niej kadry są jasne i zachowują w znacznej mierze podobne parametry, co zdjęcia z głównego aparatu. Co więcej, bez skrępowania można przybliżać z użyciem tego aparatu i w ten sposób wrócić do około 23mm ogniskowej.












Wisienką na tym torcie jest 200-megapikselowy zoom. Jasne, ekwiwalent 85 mm nie robi aż tak dużego wrażenia, gdy bazowa ogniskowa to 35 mm. Trudno jednocześnie nie docenić tego aparatu za wysoką jakość, a vivo za ujarzmienie jej. Portrety otrzymały przepiękne bokeh, a szczegółowość oszałamia za każdym razem, gdy spojrzymy na zdjęcia na większym ekranie. Nawet najnudniejszy kadr dostaje drugie życie, a szeroka rozpiętość tonalna i ostrość niemal zawsze w punkt sprawiają, że to z tego aparatu chciałem korzystać jak najczęściej.









Z jednej strony chciałbym od vivo większych możliwości optycznych, jak chociażby w Xiaomi 17 Ultra z optyczną regulacją zoomu. Z drugiej strony cieszy, że cyfrowe przybliżenie dzięki zastosowaniu matrycy 200 Mpix jest na bardzo dobrym poziomie i nawet zdjęcia w okolicy 400 mm wyglądają dobrze. Do tego dochodzi potężne makro, bowiem tym aparatem można złapać ostre detale przy bardzo dużym przybliżeniu. Lepszego zoomu w świecie smartfonów nie spotkałem.






























Czy vivo X300 Ultra radzi sobie tak dobrze również nocą? Owszem, to bardzo dobrze wyposażony i zdolny do wszystkiego zestaw fotograficzny. Jedynie czasem zdarza się zrobić poruszoną fotkę, jeśli nie jesteśmy zbyt cierpliwi. Poza tym zdjęcia mają świetną ilość detali bez przepalenia tła. Smartfon, niezależnie od wybranego obiektywu, potrafi utrzymać w ryzach niemal każdy punkt świetlny, w czym zapewne pomaga pokrycie wyspy warstwą ZEISS T*.
Niezależnie od tego, co za to odpowiada, zdjęcia te są szczytem możliwości fotograficznych i naprawdę trudno mieć do nich jakiekolwiek zarzuty. Kolorystyka kadrów jest nieprzesadzona i nie stają się one pomarańczowe lub śnieżnobiałe w zależności od typu światła. Do tego szczegóły są na wysokim poziomie i producent nie pokpił sprawy detali w cieniach. Wszystko to przy niskich jak na smartfon poziomach szumów, także wtedy, gdy dalszy plan nie jest przesadnie doświetlony.






Jest jeden aspekt mobilnej fotografii, w którym vivo nie walczyło o prym. To zdjęcia z przedniego aparatu. 50-megapikselowa jednostka dobrze spisuje się, gdy chodzi o szczegółowość zdjęć oraz ich ostrość, także dzięki autofokusowi. Kolorystyka zdjęć i rozpiętość tonalna są satysfakcjonujące. Jednocześnie nie mam poczucia, że to coś wyjątkowego w skali rynku mobilnego, a fani selfie pewnie wybiorą się chętniej do Apple po charakterystyczny styl. Jednocześnie vivo X300 Ultra zrobiło wszystko poprawnie.
W temacie wideo mam poczucie, że vivo X300 Ultra może być właśnie tym smartfonem, który wygra z Apple w kwestii najlepszego urządzenia do tworzenia treści na media społecznościowe. I zrobi to nie zgodnością z algorytmami Instagrama, tylko po prostu samą jakością materiałów. Przepięknie pracuje stabilizacja optyczna głównego aparatu, a komplementuje ją płynne przechodzenie między innymi jednostkami, bez znacznej utraty jakości czy drastycznej zmiany kolorów.
Autofokus działa jak na zawołanie, podobnie jak rozumnie pracuje blokada ostrości. Korekta ekspozycji w jasnych i ciemnych momentach spisuje się znakomicie, nawet jeśli jesteśmy w trakcie przybliżania. Poziom detali jest naprawdę wysoki. Jedyne, na co warto zwracać uwagę, to niezakrywanie palcem mikrofonu, który znajduje się blisko portu USB-C. Niestety, zdarzało mi się to kilka razy. Pamiętajcie jednocześnie, że różnica między aparatami przy nagrywaniu wideo jest nieco większa niż w przypadku zdjęć i najbezpieczniej trzymać się głównej jednostki, gdy światła jest mniej.
Krótko powiem, że vivo X300 Ultra to absolutny majstersztyk do zdjęć i filmów. Piłka jest teraz po stronie konkurencji.
Słowo o wykonaniu. Minimalistycznie, ciężko, nudno, bardzo dobrze
Pierwsze wrażenie z vivo X300 Ultra upewnia w przeświadczeniu, że to telefon dla świadomych odbiorców. Nie każdy polubi się z konstrukcją ważącą 232 lub 237 gramów (w zależności od wykończenia – zielony jest cięższy przez szkło, czarny wariant ma wykończenie tyłu z włókna szklanego), której wyspa aparatów niemal może służyć do powieszenia na niej telefonu. Do tego vivo nie starało się szczególnie, by zwrócić uwagę designem – wystarczy, że wyspa aparatów jest po prostu gigantyczna.




Pomijając preferencje dotyczące designu, vivo X300 Ultra to podręcznikowo wykonany flagowiec. Włókno szklane z tyłu nie zebrało żadnych rys, ale tył obudowy nieco gorzej radzi sobie z maskowaniem odcisków. Przecieranie obudowy jest wskazane, zwłaszcza, że nie ma co się z tym krępować – smartfon wytrzyma starcie z wodą, bo przeszedł testy na certyfikację IP68 i IP69.

Producent poczynił małe kroki, by nieco łatwiej chwytało się obudowę mającą 8,2 lub 8,5 mm (w zielonej wersji). Choć aluminiowa rama jest w znacznej mierze płaska, tak krawędzie przy ekranie i tyle obudowy zaoblono tak, by całość leżała pewniej. W dalszym ciągu mówimy o aluminiowych ramkach, które przy upadku na beton (z około 50 cm, spadłem z hamaka w parku), nieco się stłukły.

Z plusów należy wymienić dopasowanie przycisków głośności i blokady ekranu, które jest wzorowe. Klikają przyjemnie i nie ruszają się na boki. Nie znajdziemy tu żadnej dodatkowej płytki dotykowej ani przycisku.

Front smartfonu zabezpieczono szkłem, które nie pochodzi od firmy Gorilla. To jednak nie jest tak istotne jak to, że nie zebrało ono nadmiernych rys, a jedynie lekkie, minimalne ślady. Sam ekran okalają niewielkie (acz nie rekordowo małe) ramki. Postawiono na płaskie szkło i dobre materiały. Vivo X300 Ultra wypada dobrze, jedynie warto mieć pod ręką jakąś ściereczkę, by okazjonalnie przecierać tył.
Wyświetlacz vivo X300 Ultra
Raczej nikt się nie spodziewał, że w telefonie Ultra vivo postawi na nie do końca udany ekran? Wątpiący muszą się rozejść, bo panel AMOLED o rozdzielczości 3168×1440 pikseli to ekstraklasa wyświetlaczy mobilnych. Nie jest to zwycięzca w maksymalnej jasności – test jasności pokazał między 3065 a 2950 luksów w różnych fragmentach ekranu, a więc jasno, ale nie najjaśniej (pod tym względem wygrywa chociaż Xiaomi 17 Ultra), za to z minimalną rozbieżnością w różnych fragmentach ekranu.

Z drugiej strony vivo stawia na wyższą rozdzielczość niż część konkurencji, a czytelność jest na topowym poziomie. Pamiętajcie tylko, by ją włączyć, bo domyślnie dostajemy mniejszą rozdzielczość.





Nie zabrakło rozwiązań poprawiających jakość obrazu niczym w telewizorach, jak i temperatura barwowa. Na plus możliwość ustawienia własnego progu jasności, na minus brak większej kontroli nad obrazem.

Z vivo X300 Ultra nie było większych problemów, a jedynie kąty widzenia nie były takie, jakich spodziewałbym się po flagowcu. Po odchyleniu ekranu biele stają się niebieskawe. Poza tym nie doświadczałem większych problemów. Kolory mogą być bliskie rzeczywistości lub nieprzyzwoicie nasycone. Szkoda, że w tej cenie nie pokuszono się o bardziej matową technologię ekranu, bo z pewnością pomogłoby to w fotografowaniu naprzeciw słońca, ale na razie takie frykasy wdrażają głównie Samsung i Apple.
Jakość dźwięku i wibracji
Z dość standardowego układu głośników stereo vivo X300 Ultra chce wyciągnąć coś więcej. Robi to za pośrednictwem własnego systemu narzędzi, w tym poprawiającego rozdzielczość dźwięku (choć nie przyznam, że odczułem tego znacznie), ale także i dopasowującego preferencję do naszego dźwięku. Nie dostajemy za to ustawienia pokroju Dolby Atmos czuwającego nad miksem dźwięku w systemie.





Czy w związku z tym vivo X300 Ultra brzmi gorzej? Nie powiedziałbym, ale trudno też mi o jakieś większe zachwyty. Dostajemy poprawny jak na flagowca system audio. Nie jest to na pewno zestaw najgłośniejszy i w tym aspekcie spodziewałem się więcej. Widać jednak, że postawiono przede wszystkim na klarowność i w miarę równą dystrybucję niskich i wysokich tonów. Moim zdaniem to odrobinę za mało, by pobić Apple czy Samsunga.

Podobnie sprawa wygląda z wibracjami. Te są punktowe, mocne i co do zasady pojawiają się w przyjemny sposób w systemie. Nie jest to jednak nic nadzwyczajnego we flagowym smartfonie i na pewno nie wybierałbym tego telefonu z tego powodu. Dobrze, że producent daje narzędzia pozwalające zadecydować o mocy oraz o sposobie sygnalizowania – wyrazistym lub miękkim. Ten drugi wydaje się cichszy.
Wydajność vivo X300 Ultra
Czy Snapdragon 8 Elite Gen 5 i 16 GB RAM-u sprawiły, że z vivo X300 Ultra nie było żadnych problemów? Chciałbym, aby tak było, ale niestety w nakładce zdarzają się błędy. Nie zawsze są one z winy vivo – czasem aplikacja Messengera lubi otworzyć się czarnym ekranem, raz klawiatura Google postanowiła się nie pojawić. Raz też telefon postanowił nie reagować na dotyk i musiałem go zresetować.











To niekoniecznie doświadczenie godne flagowca, ale poza tymi momentami urządzenie działało flagowo, a więc piekielnie szybko. 16 GB RAM-u co do zasady daje spokój i pozwala na przełączanie się między licznymi aplikacjami bez zająknięcia. Zdarzają się pojedyncze przypadki, gdy przeglądarka nie wczyta nam się ze wszystkimi kartami, ale to jest do wybaczenia.
Nie do wybaczenia dla części osób może być to, że vivo X300 Ultra bardzo mocno się nagrzewa. W stress testach to nawet 50 stopni (w klimatyzowanym pomieszczeniu, więc to nie kwestia pogody). Ja cieszę się, że telefon potrafi mocno ostygnąć dość szybko, ale mimo wszystko dobrze byłoby, żeby ustalono nieco niżej limit górnej temperatury.


Podobnie jak u większości producentów, tak i u vivo znajdziemy kompleksowe narzędzie przeznaczone dla gier. Oprócz standardowych opcji rozgrywki jak ustawienia wydajności czy wyłączanie powiadomień, możemy też zmodyfikować nasz głos. Z jednego miejsca uruchomimy inne aplikacje w pływających oknach, zarządzimy jasnością czy czułością dotyku, a nawet podbijemy rozdzielczość i szczegółowość gier. Gracze mogą być zadowoleni z tego urządzenia, o ile zadbają o zewnętrzne chłodzenie, bo bez tego telefon może być nieprzyjemnie gorący.
Nakładka OriginOS nie jest zbyt oryginalna
OriginOS 6 nie zaskoczy nikogo, kto miał do czynienia z nakładką chińskiego producenta. Nie zaskoczy też nikogo fakt, że vivo bardzo mocno zainspirowało się Apple i językiem projektowania Liquid Glass I kontynuuje trend na pływającą wyspę.


Firma też wskoczyła na pociąg innowacji AI, choć nie z tak dużą intensywnością jak Samsung czy Honor. Smartfon pozwala stworzyć transkrypcję nagrania (po wysłaniu go na serwer) czy dodać napisy na żywo z tłumaczeniem do oglądanej treści. Te rozwiązania działają dobrze do pierwszej nazwy własnej lub bardziej skomplikowanego zdania.

Możemy też skorzystać z narzędzi konwertowania tekstu, także z użyciem internetu, by przetwarzać zaznaczone fragmenty tekstu, nie tylko w notatkach. Narzędzie działa z podobną skutecznością, co w smartfonach innych chińskich producentów – dobre do przerobienia tonu wypowiedzi, ale niekoniecznie dobre do przetworzenia dłuższej notatki bez utraty niektórych faktów.
Nie zabrakło także opcji modyfikacji zdjęć. Poza usunięciem obiektu ze zdjęcia (także wymaga sieci), możemy podbić jego rozdzielczość. Obydwa rozwiązania są wystarczające, by na ekranie telefonu mieć poczucie, że wydarzyło się coś korzystnego, ale lepiej nie przybliżać problematycznych fragmentów zdjęć. Trzecią opcją jest regulacja koloru AI, co pozwala bez sieci modyfikować najistotniejszy kolor w kadrze z pomocą suwaków i przyciemniać lub rozjaśniać wybrane fragmenty.
Czytaj także: Test vivo X300 Pro – ZEISS na okrągło
Szkoda, że producent nie postawił na dodatkowe narzędzia pokroju asystenta, który pozwala szybko zarządzać ustawieniami czy programować zachowania urządzenia chociażby w zależności od pory dnia czy lokalizacji. Poza tym dostajemy standardowy zestaw rozwiązań od Google, czyli integracja z Gemini w wyłączniku (możemy zrezygnować) oraz Zakreśl, aby Wyszukać (Circle to Search).


Nakładka OriginOS to rozwiązanie, które idealnie pokazuje, jak vivo myśli o smartfonach. Producent próbuje wpakować do urządzeń jak najwięcej rozwiązań i spiąć je w swobodny sposób. To niekoniecznie coś złego, bo dzięki motywom, widżetom na ekranie blokady, dwóm sposobom wyświetlania na Always-On Display czy edycji ikon, czcionki, przejść i wiodących kolorów pozwala na dużą swobodę.





Z pewnością vivo wyróżnia liczba opcji dotyczących zaawansowanych animacji w nakładce, które można po prostu wyłączyć w ustawieniach efektów dynamicznych. Możemy dodawać efekty dla każdego powiadomienia, skanu palca, blokowania ekranu czy ładowania. Mnie cieszy możliwość zrezygnowania z podziału na pasek powiadomień i przełączniki. W vivo X300 Ultra wystarczy przesunąć palcem w dół.


Są małe rzeczy, które irytują, np. w szufladzie aplikacji przejście do konkretnej litery trwa długo ze względu na opasłą animację. Do tego nie zawsze wszystko łatwo znaleźć ze względu na nieco osobliwe tłumaczenia. Mimo tego to po prostu solidna nakładka, do której najłatwiej przyzwyczają się ci, którzy na Androidzie zjedli zęby.
Z 1 TB pamięci dla użytkownika zostaje około 927 GB. To nieco zaskakuje – nakładka Origin OS idzie na rekord ze swoją zasobożernością. Chyba bardziej niż kiedykolwiek przydałoby się informowanie o rzeczywistej pojemności przed sprzedażą, nawet jeżeli miejsca jest sporo.

Smartfon odblokujemy za pomocą czytnika linii papilarnych, jak i poprzez skan twarzy z wykorzystaniem kamery. Obydwie metody są szybkie, a ultradźwiękowy czytnik reaguje niemal natychmiastowo na nasz dotyk. Z kolei skorzystanie z kamery raczej potrzebuje pewnej ilości światła, którą nie zawsze mamy, ale możemy ustawić rozświetlanie ekranu telefonu. Nie polecam, zwłaszcza o 2 w nocy.
Jakość połączeń co do zasady jest dobra, a najlepsze jest połączenie z MacBookiem
Kilku producentów drogich smartfonów z Chin w ostatnim czasie zrobiło sporo, by ich urządzenia synchronizowały się lepiej z ekosystemem Apple. Jednym z nich jest vivo, które w ramach aplikacji vivo Office Kit pozwala nie tylko łatwiej przenosić pliki na dyski komputerów Mac, ale również korzystać z jednego schowka, a nawet przenieść ekran telefonu do laptopa. Dystans między komputerami Apple a smartfonami z Androidem zaczyna się istotnie skracać i to dobra wiadomość.

Nieco mniej dobrą wiadomością jest to, że vivo X300 Ultra miał swoje humorki przy połączeniach telefonicznych. Tym razem to ja mogłem narzekać rozmówcom, że nie słyszę ich idealnie, nawet przy pełnym zasięgu. Zaznaczam, że działo się to przy wyłączonym Wi-Fi Calling. Poza tym nie było już żadnych problemów – sieć działała należycie, podobnie zresztą jak Bluetooth i lokalizowanie. Jest też łączność satelitarna, ale oparta o satelity Beidou, więc za bardzo nam się nie przyda.
Duża bateria i czas pracy, który mógłby być nieco lepszy
Chińscy producenci przyzwyczaili nas do tego, że wsadzają do swoich smartfonów ogniwa o kilkanaście procent większe niż w przypadku iPhone’ów czy Samsungów. Niestety, nie zawsze przekłada się to znacząco na czas pracy – czasem przewaga, przynajmniej w początkowym okresie testowania, jest stosunkowo nieduża. Wierzę, że w przypadku vivo X300 Ultra producentowi uda się dokonać jakichś optymalizacji, które nieco wydłużą czas pracy baterii.

Nie chcę być źle zrozumiany – vivo X300 Ultra to smartfon, który podoła ciężkiej pracy w oparciu o internet od rana do wieczora, o ile to rano zaczyna się o 8, a wieczór skończy około 21. W moim scenariuszu jedno ładowanie musiało wystarczyć na dzień przy 144 Hz, korzystaniu 50/50 z Wi-Fi i sieci komórkowej 5G, odpalaniu przeglądarki, Spotify, Youtube, kilku pomniejszych aplikacji, ale i mediów społecznościowych jak Facebook i Messenger.
Telefon wyciągał około 5,5 godziny przy takim maratonie, co dla większości ludzi i czasem też dla mnie oznacza, że mogą pójść spać z telefonem naładowanym w 20 procentach. Jeśli nie wyłączymy internetu, przez noc stracimy około 3 procent baterii. Maksymalne rezultaty oscylowały w granicy 7 godzin z włączonym ekranem, ale wtedy odświeżanie było adaptacyjne i korzystałem głównie z Wi-Fi do odpisywania na wiadomości.

Nie posiadałem oryginalnej ładowarki vivo, by sprawdzić maksymalną prędkość ładowania przewodowego 100W ani 40W w ramach indukcji. Z ładowarką o mocy 70W z PPS udało mi się napełnić telefon w 95 minut.
Gdyby nie chodziło o cenę, vivo X300 Ultra można by spokojnie polecić
Największym i w zasadzie jedynym istotniejszym problemem vivo X300 Ultra pozostaje cena (a więc dla niektórych nie będzie to problem). Producentowi udało się stworzyć świetny smartfon z wyśrubowaną specyfikacją i możliwościami. Jest z nim mnóstwo zabawy i to nie tylko przy zdjęciach i filmach, ale i personalizacji nakładki, która wypełniona jest po brzegi różnymi ustawieniami. Jednocześnie trochę brakuje jej wypolerowania, jakie widzimy u części innych producentów.

Trudno mieć tu o cokolwiek większe pretensje. Tak, smartfon się grzeje przy intensywnej pracy. Tak, nakładka ma swoje humorki, ale te dwie kwestie rozwiązać może aktualizacja. Fotograficznie nie sądzę, by nawet za 5 lat ten telefon miał się czego wstydzić względem najlepszych urządzeń. I być może vivo tez o tym wie, dlatego liczy sobie za niego sporo pieniędzy?
Tak naprawdę największym problemem vivo X300 Ultra dla mnie była jego nakładka, a raczej to, że niespecjalnie mi się podoba podejście do sfery wizualnej. Z drugiej strony to telefon szybki, mogący niemal wszystko i stworzony tak, by przetrwał przez długie lata. Jeżeli flagowce staną się jeszcze droższe z powodu kryzysu, nie zastanawiajcie się za długo i weźcie vivo X300 Ultra. Czeka was mnóstwo zabawy i ciekawe akcesoria od producenta, a wkrótce zapewne i od firm wspierających fotografię mobilną.

Jednocześnie jest we mnie miejsce na pewien opór. Niekoniecznie wobec samego vivo. Na świecie jest niewielu ludzi, którym jest potrzebny smartfon za te pieniądze. Zakup tego urządzenia należy traktować w ramach fanaberii. Większość ludzi nie dostrzeże tego, że zdjęcia są aż tak dobre i aż tak szczegółowe, a reszta aspektów jest tylko i aż porównywalnie dobra, co w innych flagowcach. To jednak wasze pieniądze. Moim zdaniem vivo X300 Ultra na nie zasługuje, ale 1000-1500 złotych mniej by mu nie zaszkodziło.



