Początki tego odkrycia sięgają 2010 roku, kiedy instrument ExPo (Extreme Polarimeter), zamontowany na Teleskopie Williama Herschela, zarejestrował nietypowy sygnał. W danych pojawiły się ogromne, koncentryczne pierścienie rozchodzące się niemal w obrębie całej planety. Początkowo badacze zakładali, że mają do czynienia z błędem aparatury lub artefaktem powstałym podczas przetwarzania danych. Przez kolejne lata próbowali znaleźć techniczne wyjaśnienie obserwacji, jednak żaden z przeprowadzonych testów nie wykazał, by sygnał miał instrumentalne pochodzenie.
Czytaj też: Pod powierzchnią Wenus dzieje się zdecydowanie więcej, niż sądziliśmy. Badacze dostrzegli nieznany tunel
Ponieważ ExPo został później zdemontowany, naukowcy nie mieli możliwości powtórzenia obserwacji tym samym sprzętem. W efekcie wciąż brakuje oficjalnego potwierdzenia wersji wydarzeń sprzed lat. Ich świadkowej zachowują ostrożność i nie ogłaszają definitywnego odkrycia nowego zjawiska atmosferycznego. Liczą jednak, że kolejne misje i teleskopy wyposażone w odpowiednie narzędzia pozwolą zweryfikować ich wyniki.
Nowe informacje w kontekście całej zagadki przyniosły symulacje komputerowe. Zespół kierowany przez Gourava Mahapatrę z Uniwersytetu Technicznego w Delft sprawdził, czy podobny wzór mógłby powstać wskutek niewielkich zmian gęstości w górnych warstwach atmosfery Wenus. Modele wykazały, iż wystarczy różnica gęstości rzędu zaledwie 5-10 procent, aby w świetle spolaryzowanym pojawiły się ogromne koncentryczne pierścienie. Takie zmiany mogłyby pojawiać się przy udziale fal grawitacyjnych w atmosferze planety, czyli zaburze rozchodzących się w gazie podobnie jak fale na powierzchni wody. W przeciwieństwie do fal grawitacyjnych znanych z teorii względności są to zjawiska atmosferyczne, powszechnie występujące również na Ziemi.
Zdaniem naukowców zajmujących się sprawą same pierścienie nie są fizycznymi strukturami obecnymi w atmosferze, lecz optycznym śladem pozostawianym przez wspomniane fale grawitacyjne. Zmieniają one lokalną gęstość gazu, co wpływa na sposób rozpraszania i polaryzacji światła słonecznego odbijanego przez chmury Wenus. W tradycyjnych obserwacjach efekt ten jest praktycznie niewidoczny, natomiast pomiary polaryzacyjne pozwalają go uchwycić z niezwykłą czułością.
Czytaj też: Astronomowie odkryli niepokojący problem. Wenus może zasłaniać niebezpieczne obiekty
Odkrycie może mieć znaczne przełożenie na badania nad superrotacją atmosfery Wenus. Chmury tej planety okrążają ją w około cztery ziemskie dni, mimo że sama Wenus obraca się wokół własnej osi niezwykle wolno: jej pełen obrót trwa aż 243 dni ziemskie. Naukowcy od dziesięcioleci próbują wyjaśnić, skąd atmosfera czerpie energię pozwalającą utrzymać tak ogromne prędkości wiatrów. Jedna z głównych hipotez zakłada właśnie udział fal grawitacyjnych, które transportują energię i moment pędu pomiędzy różnymi warstwami atmosfery. Jeśli nowe obserwacje rzeczywiście przedstawiają globalne fale tego typu, mogą dostarczyć długo poszukiwanych dowodów wspierających tę teorię.
Źródło: The Planetary Science Journal
