Chyba już pora powiedzieć, kryzys-sryzys, prawda? Trudno uwierzyć, że Apple nie ma wysokiej marży na swoich produktach i że są w tak tragicznej sytuacji, aby musieli tak drastycznie dźwigać ceny podstawowych modeli urządzeń – a jednak. Każdy kto zaspał, niestety musi obejść się smakiem i ponieść koszty losu, który samym sobie i nam zgotował big tech. W końcu to oni są ofiarami kryzysu pamięci, nie my, klienci niemający na to wpływu.
Mac mini w wersji za 2999 złotych to już pieśń przeszłości. Teraz trzeba zapłacić więcej
Do sklepów w ramach przedsprzedaży właśnie trafił nowy Mac mini z czipem M6 lub M5 Pro, które w najtańszym wariancie o najmniejszej liczbie pamięci wewnętrznej kosztują kolejno 4499 złotych oraz 8499 złotych. W stosunku do poprzedniej premiery Maca mini M4, daje nam to cenę dźwigniętą o 50% po zaledwie dwóch latach.

Co prawda pierwsza podwyżka już miała miejsce kilka miesięcy temu, w maju, kiedy to cena zmieniła się z 2999 złotych na 3999. Teraz jednak wchodzi nowa technologia, która ma oczywiście zamortyzować w połączeniu z poprzednią podwyżką, w oczach potencjalnych klientów tę konieczność podwyżek. Wszystko po to, aby móc nakleić “Mac mini zapewnia nawet 4x szybsze działanie AI“. O które nikt, ale to nikt się nie prosił, a już szczególnie w wykonaniu Apple.
Czytaj też: Siedem lat czekania wystarczy. Kultowe wykończenie ma trafić do nowego Apple Watcha
Premierze towarzyszą standardowe hasła jak to jest 4 razy szybszy od poprzedniego modelu w tym czy w tamtym. Oczywiście wciskają i frazesy o sprzęcie na lata, chociaż gdyby rzeczywiście ludzie używali ich przez długie lata, to by pewnie zaczęli z nerwów ganiać jak szaleni, żeby “naprawić” świat. Ta nowoczesna technologia to Wi-Fi 7, Bluetooth 6 oraz ethernet do 2,5 Gb/s. Preordery już wystartowały, a do sklepów oraz klientów zacznie trafiać od 22 września.
I wszystko to jest bardziej frustrujące niż kiedykolwiek.
Dlaczego ten rok irytuje, chociaż pozornie niewiele się zmieniło?
Użytkownikiem Mac mini jestem już długo i to wbrew standardom założonym przez Apple, dłużej niż rok a nawet dwa na tym samym modelu (M1 16 GB). Jest to zestaw wystarczająco mocny, żeby grać w niewymagające gry towarzyskie i nawet Baldur’s Gate 3 na niższych wymaganiach. Najbardziej w nim szokujące jest jak rzeczywiście wiele daje w niewielkim pakiecie.

Dlatego Apple wydając Mac mini M4 16GB 256 GB, uczyniło każdemu potrzebującemu solidnego komputera na lata bardzo miłą niespodziankę, która w kwocie 2999 nie rozbijała banku, tym bardziej, że przy wsparciu Pepperka często spotykało się je jeszcze taniej. Do tego wystarczyło zdobyć używany monitor z OLX za bezcen i miało się wybitny zestaw nie do konkurowania.
I podwyżka tych 500 złotych nawet by mnie tak nie zdziwiła, lecz o półtora tysiąca złotych już tak. Taka by z dziwiła, lecz w akompaniamencie jojczenia całej branży najbogatszych firm na świecie jest frustrująca i wręcz rozgrzewająca ze złości do bieli, nie po prostu czerwoności.

Słyszymy o pogłębiającym się kryzysie pamięci, rosnących cenach komponentów, o jak mi przykro. Tymczasem w swoich materiałach prasowych mają przyczynę tych problemów.
- “Do 13,5x szybsze przetwarzanie poleceń LLM w LM Studio w porównaniu z modelem Mac mini z czipem M1 i do 4,8x szybsze niż w przypadku czipa M4”,
- “Nawet 8,5x szybsze przetwarzanie poleceń LLM w LM Studio niż na Macu mini z czipem M2 Pro i nawet 4x szybsze niż na urządzeniach z M4 Pro”,
- “Kieszonkowa potęga AI. Mac mini z czipem M6 radzi sobie ze wszystkim – od zwykłych zadań biurowych po kreatywne projekty, najnowsze procesy oparte na AI i wiele więcej (…) W połączeniu z zaawansowanym GPU czyni to z Maca mini potężne narzędzie do pracy z AI”.
Z całym brakiem szacunku, zrzucanie odpowiedzialności na użytkowników za durne decyzje strategiczne, wciskające wszędzie gdzie się da AI i to na siłę, bez oczekiwań odbiorców, nie powinno być problemem klientów. Sami sobie zgotowali ten los, więc w odpowiedzi przeinaczają rzeczywistość, jakbyśmy wszyscy siedzieli w jednym worku jako te biedne ofiary kryzysu.
Kryzysu, który sami zgotowali i teraz jeszcze Apple ze spółką obciążają kosztami osoby związane z ekosystemem Mac-iOS-iPad, które chciały tylko zainwestować w swój workflow tworząc jednolitą pracę posiadanych urządzeń. Trudno tutaj używać eufemizmów jak “nie fair”, bo jest to na skraju oszustwa. Tak po prostu.
Źródło: informacja prasowa

