Na obecną chwilę naukowcy wiedzą, że mają do czynienia z gazowym olbrzymem, który otrzymał nazwę Beta Pictoris d. Obiekt ten orbituje wokół młodej gwiazdy Beta Pictoris. Tamtejszy układ od lat fascynuje badaczy, ponieważ znajduje się w odległości około 63 lat świetlnych od Ziemi i jest jednym z najważniejszych obiektów badań nad procesem formowania się planet.
Czytaj też: NASA pokazała fenomenalne ujęcia Marsa. To niezwykły przystanek na drodze do metalicznej planetoidy
Wokół tamtejszej gwiazdy rozciąga się rozległy dysk pyłu i szczątków, który stanowi pozostałość po narodzinach całego układu. To właśnie dzięki niemu astronomowie od dziesięcioleci mogą obserwować, jak wygląda ewolucja młodych systemów planetarnych. Nowo odkryta planeta przez długi czas pozostawała niezauważona nie dlatego, że była zbyt daleko, lecz dlatego, że okazała się wyjątkowo słaba w porównaniu z innymi obiektami w tym samym układzie. Jej jasność jest około stukrotnie mniejsza od jasności planety Beta Pictoris b, która należy do grona pierwszych egzoplanet sfotografowanych bezpośrednio z Ziemi. Tak duża różnica sprawiła, iż sygnał nowej planety ginął w blasku gwiazdy oraz w ogromnej ilości zebranych danych obserwacyjnych.
Przełom nastąpił dopiero dzięki zastosowaniu nowoczesnych metod analizy obrazów. Naukowcy ponownie przejrzeli archiwalne obserwacje wykonane na przestrzeni ponad dekady i odkryli, że ślady obecności planety były widoczne już od 11 lat. Dopiero rozwój technik przetwarzania danych, a także bardziej zaawansowane algorytmy pozwoliły wydobyć z materiałów sygnał, który wcześniej pozostawał ukryty.
Beta Pictoris d to według uczonych najciemniejsza egzoplaneta, jaką udało się dotychczas bezpośrednio sfotografować z powierzchni Ziemi. Widzimy więc, jak ogromny postęp dokonał się w astronomii obserwacyjnej. Jeszcze kilka lat temu wykrycie tak słabego obiektu w pobliżu jasnej gwiazdy było praktycznie niemożliwe.
I właśnie dlatego mówimy o czymś więcej niż tylko identyfikacji kolejnej z planet pozasłonecznych. Badacze podkreślają, że podobnych, ukrytych światów może być znacznie więcej. W wielu przypadkach ich sygnały mogą już znajdować się w archiwach obserwacyjnych największych teleskopów, czekając jedynie na ponowną analizę z wykorzystaniem bardziej zaawansowanych narzędzi.
Czytaj też: Chińczycy zbombardują planetoidę. Symulacje pokazały, jak należy to zrobić
Układ Beta Pictoris pozostaje jednym z najcenniejszych naturalnych laboratoriów do badania narodzin planet. Dzięki młodemu wiekowi gwiazdy naukowcy mogą obserwować procesy, które miliardy lat temu zachodziły również w Układzie Słonecznym. To z kolei dostarcza kolejnych informacji o tym, jak formują się gazowe olbrzymy, w jaki sposób oddziałują z otaczającym je dyskiem materii i jak ewoluują całe układy planetarne. Jak widać, współczesna astronomia nie opiera się wyłącznie na budowie coraz większych teleskopów. Równie ważna staje się ponowna analiza istniejących danych, które dzięki rozwojowi technologii mogą skrywać odkrycia niemożliwe do dostrzeżenia jeszcze kilka lat wcześniej.
