Chiny przyspieszyły najtrudniejszą część wojny

Miały być lasery, autonomiczne myśliwce, roboty kroczące po ruinach miast i roje dronów zachowujące się niczym jeden organizm. Im dłużej jednak śledzę rozwój technologii wojskowych, tym bardziej mam wrażenie, że jedna z najważniejszych rewolucji może wyglądać znacznie mniej efektownie. Nie będzie miała skrzydeł, silnika ani głowicy bojowej. Będzie siedzieć gdzieś pomiędzy mapą sytuacyjną a człowiekiem wydającym rozkaz do ataku.
Zdjęcie poglądowe

Zdjęcie poglądowe

Co z tego, że armia dysponuje setkami samolotów, pocisków i bezzałogowców, jeśli nie potrafi wykorzystać ich wystarczająco szybko? Współczesne wojsko wpadło trochę w pułapkę własnych możliwości. Im więcej sensorów obserwuje pole walki, im więcej rodzajów uzbrojenia można skierować na cel i im większe są ugrupowania, tym trudniej odpowiedzieć na pozornie banalne pytania, bo kto ma zaatakować, co ma zaatakować, czym, z której strony i dokładnie kiedy? Chiny właśnie pochwaliły się systemem, który ma znaczną część tego problemu przerzucić na algorytmy.

Chiny przyspieszyły najtrudniejszą część wojny

Chińskie siły powietrzne ujawniły “inteligentny system planowania uderzeń”, który ma wspierać dowódców przy przygotowywaniu wielkoskalowych operacji powietrznych. Nie mówimy o eksperymencie pozwalającym rozdzielić pięć dronów pomiędzy kilka nieruchomych celów. Według informacji przekazanych w materiale CCTV system powstał z myślą o ćwiczeniach obejmujących setki celów, dziesiątki formacji oraz ponad 100 jednostek taktycznych. Miał być również używany już wielokrotnie.

Czytaj też: Chiny szlifują myśliwiec szóstej generacji na oczach całego świata

Zdjęcie poglądowe – chińska pilotka w kokpicie myśliwca

Za jego opracowaniem stoi zespół kierowany przez starszego pułkownika Denga Jianpinga. Co ciekawe, sam wojskowy zwrócił uwagę na coś, co moim zdaniem najlepiej tłumaczy znaczenie całej technologii. Największym problemem miało być bowiem przełożenie logiki pola walki na coś, co komputer potrafi policzyć. Cele, dostępna siła ognia, przełamywanie obrony, kolejność ataku, ocena zniszczeń i zależności pomiędzy kolejnymi elementami całego łańcucha uderzeniowego muszą złożyć się w jeden plan. Nawet drobny błąd w tej logice może później propagować się przez całą operację.

Właśnie tutaj robi się ciekawie, bo nowy chiński system nie jest wedle dostępnych informacji “generałem AI”, który samodzielnie wybiera państwo do zaatakowania, wyszukuje cele i odpala rakiety. To narzędzie wspomagania decyzji. Ma priorytetyzować cele, rozdzielać zadania pomiędzy jednostki, pomagać w doborze uzbrojenia, układać kolejne fale uderzenia i koordynować je w czasie, podczas gdy odpowiedzialność za decyzję pozostaje po stronie człowieka. Nie ma też informacji sugerujących, że system może sam zatwierdzić cel albo wydać zgodę na użycie broni.

Najtrudniejsze nie zawsze jest trafienie w cel

Wyobraźmy sobie dużą operację powietrzną. Mamy kilkadziesiąt formacji, setki potencjalnych celów, różne typy bomb i pocisków, ograniczoną ilość paliwa, strefy obrony przeciwlotniczej, radary przeciwnika, zakłócenia, pogodę i samoloty, które nie mogą znaleźć się w tym samym miejscu w niewłaściwym momencie. Jeden cel może wymagać pocisku dalekiego zasięgu. Inny powinien zostać zaatakowany dopiero po zniszczeniu radaru. Jeszcze inny warto ominąć, bo jego znaczenie spadło po otrzymaniu nowych danych rozpoznawczych. Do tego bombowiec musi mieć wyznaczoną trasę, myśliwce osłonę, odpowiedni korytarz musi pozostać wolny, tankowiec powinien znaleźć się w konkretnym miejscu, a uderzenia przeznaczone do przełamania obrony muszą nastąpić przed właściwym atakiem.

Grafika wygenerowana z użyciem SI

Wszystkie te problemy ludzie potrafią rozwiązywać i robili to na długo przed powstaniem współczesnej sztucznej inteligencji. Problemem jest skala oraz czas. Dodajmy dziesięć nowych celów, utratę dwóch samolotów, nagłe wykrycie kolejnego radaru oraz informację o przesunięciu mobilnej wyrzutni i część planu trzeba przeliczyć ponownie. Komputer ma w takim świecie oczywistą przewagę, bo może porównywać ogromną liczbę konfiguracji i bardzo szybko sprawdzać, co stanie się po zmianie jednego elementu.

Publicznie nie wiadomo, jak dokładnie zbudowano chiński system i w jakim stopniu wykorzystuje uczenie maszynowe, klasyczne algorytmy optymalizacyjne, wcześniej zapisane reguły czy symulacje. Samo określenie “AI” mówi więc tutaj zaskakująco niewiele. Co ciekawe, podobny kierunek było widać znacznie wcześniej również przy mniejszych systemach. Już rozwój zestawów łączących drona rozpoznawczego z amunicją krążącą zmierzał właśnie do tego, aby maksymalnie skrócić drogę pomiędzy zobaczeniem celu a możliwością jego rażenia. Dzisiaj Chiny próbują najwyraźniej przenieść podobną filozofię z poziomu kilku maszyn na skalę całej operacji powietrznej.

Setki celów nie oznaczają jednak setek trafień

Wiemy, że system przeszedł test ogniowy z użyciem pocisków oraz bomb kierowanych i miał później wspierać ćwiczenie obejmujące ponad 100 jednostek taktycznych. Nie wiemy jednak, jak szybko generuje plany, jak często jego propozycje wymagają ręcznych poprawek, jaka jest jego przewaga względem klasycznego sztabu ani jak zachowa się przy przeciwniku, który świadomie próbuje go oszukać, a wojna ma jedną wyjątkowo irytującą cechę – druga strona również myśli i reaguje.

Czytaj też: Chiny pokazały, jak KVD002 atakuje. Rozpoznanie i atak w jednej maszynie

Jeżeli system dostanie błędne dane o położeniu radaru, to może błyskawicznie stworzyć świetny plan oparty na fałszywym założeniu. Jeżeli przeciwnik podsunie mu wabiki, zakłóci komunikację albo zniszczy ważny węzeł wymiany informacji, to tak perfekcyjnie wyliczona operacja może zacząć się rozpadać. Im bardziej armia opiera się na jednym spójnym obrazie pola walki, tym cenniejsze staje się zatruwanie właśnie tego obrazu.

J-20 z pociskami

Materiały dotyczące systemu pokazują zresztą szerszą architekturę, w której przewijają się myśliwce J-20, J-16 i J-10C, bombowce H-6K, uzbrojenie rakietowe oraz samolot wczesnego ostrzegania i dowodzenia. Całość ma sens tylko wtedy, kiedy poszczególne elementy potrafią wymieniać się informacjami. Zerwane łącze danych, zagłuszony sensor albo utracony samolot dowodzenia mogą więc być znacznie poważniejszym problemem niż zestrzelenie jednej maszyny uderzeniowej.

Atak na przepływ informacji, dowodzenie, rozpoznanie i infrastrukturę może sprawić, że bardzo nowoczesne jednostki pozostaną na polu walki, ale nie będą potrafiły działać wystarczająco skutecznie razem. Jednym z celów takiego podejścia jest wręcz spowolnienie procesu decyzyjnego przeciwnika.

Wojna przyszłości nie potrzebuje Skynetu

Przez lata zastanawialiśmy się, kiedy sztuczna inteligencja zacznie samodzielnie prowadzić wojnę, ale to raczej nigdy nie nadejdzie. Znacznie bardziej prawdopodobna przyszłość wygląda bowiem tak, że człowiek nadal siedzi w centrum dowodzenia i formalnie wydaje rozkaz, ale tysiące drobnych decyzji poprzedzających ten moment są już filtrowane, sortowane, przeliczane i proponowane przez maszyny. Jeden algorytm analizuje sensory. Drugi rozpoznaje obiekty. Kolejny przypisuje uzbrojenie do celu. Następny wyznacza trasę, a jeszcze inny pilnuje, aby kilkadziesiąt jednostek wykonało swoje zadania we właściwej kolejności.

Czytaj też: Superbroń przestała być elitarna. Chiny zrobiły z mniejszego niszczyciela łowcę lotniskowców

Samoloty, rakiety i drony nadal robią dokładnie to, co robiły wcześniej. Zmienia się warstwa, która mówi im, kiedy i po co mają to zrobić. Dlatego chiński system nie jest dla mnie zapowiedzią nadejścia jakiegoś “elektronicznego generała”. Jest czymś bardziej przyziemnym i przez to znacznie bardziej realnym – próbą usunięcia człowieka z tych fragmentów wojny, w których jego największym ograniczeniem okazuje się prędkość analizowania informacji.

Źródła: South China Morning Post, Global Times

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.