Właśnie dlatego największe zagrożenie nie zawsze kryje się w największym okręcie, najdroższym samolocie czy pocisku rozwijającym najbardziej absurdalną prędkość. Czasami wystarczy wziąć broń zarezerwowaną dotychczas dla elitarnej jednostki i umieścić ją na czymś mniejszym, tańszym oraz produkowanym seryjnie. Wtedy właśnie pojedyncza demonstracja siły może zmienić się w zdolność obejmującą znaczną część oceanu.
Chiny wystrzeliły YJ-20 z niszczyciela Typ 052D
W nowym materiale pochodzącym najpewniej od chińskiej marynarki wojennej możemy zobaczyć odpalenie hipersonicznego pocisku przeciwokrętowego YJ-20 z niszczyciela Typ 052D, znanego również pod zachodnim oznaczeniem Luyang III.
Na nagraniu widać, że pocisk został najpierw wyrzucony z pionowej wyrzutni na dziobie w ramach tak zwanego zimnego startu, a dopiero chwilę później uruchomił silnik rakietowy i gwałtownie odleciał od okrętu. Materiał nie pokazuje jednak uderzenia w cel, przebiegu lotu ani jakichkolwiek danych telemetrycznych. Sam film nie dowodzi więc, że oglądamy pełnoprawną próbę bojową zakończoną sukcesem. Potwierdza jednak coś, co uważam za znacznie ważniejsze – YJ-20 zmieścił się w systemie startowym Typu 052D i został z niego faktycznie wystrzelony. Nie mamy już do czynienia wyłącznie z modelem ustawionym na paradzie, koncepcją z wojskowej prezentacji czy pociskiem zarezerwowanym dla największych jednostek floty.

Do tej pory YJ-20 był łączony przede wszystkim z ogromnymi okrętami Typu 055. Pisałem już o tym przy pierwszym oficjalnie pokazanym odpaleniu YJ-20 z niszczyciela Wuxi, które pod koniec 2025 roku miało być elementem testów finalizacyjnych pocisku. Było to istotne wydarzenie, ale dotyczyło najpotężniejszej klasy chińskich okrętów nawodnych, wyposażonej w aż 112 komór pionowego systemu startowego.

Czytaj też: Pierwszy taki lotniskowiec na świecie. Chiny sprowadziły ostatnią linię obrony pod wodę
Typ 052D jest zaś konstrukcją dużo mniejszą. Przy wyporności około 7500 ton ma 64 komory VLS, po 32 na dziobie oraz rufie. Standardowo mogą trafiać do tych wyrzutni między innymi przeciwlotnicze HHQ-9, przeciwokrętowe YJ-18, manewrujące CJ-10 do atakowania celów lądowych oraz rakietowe systemy przeciwpodwodne CY-5. Nadal nie wiemy, czy duży YJ-20 pasuje do każdej z 64 komór oraz ile takich pocisków okręt może przenosić bez nadmiernego ograniczania pozostałego uzbrojenia. Wyrzutnie muszą przecież pomieścić również środki obrony powietrznej i zwalczania okrętów podwodnych.
Nie prędkość, a liczba okrętów jest tutaj najważniejsza
Typ 055 robi ogromne wrażenie. Jest wielki, naszpikowany elektroniką i uzbrojeniem, a jego 112 komór VLS czyni z niego najpotężniejszą nawodną platformę uderzeniową chińskiej floty. Problem w tym, że w aktywnej służbie znajduje się obecnie około dziesięciu takich jednostek, choć kolejne są już w budowie. Typ 052D to z kolei zupełnie inna skala. Do służby weszło już około 35 niszczycieli tej rodziny, a produkcja nadal trwa. Nowsze analizy mówią nawet o liczbie zbliżającej się do 40 kadłubów oraz planach budowy następnych. Chiny cały czas wprowadzają kolejne jednostki, czego przykładem jest zaprezentowany w czerwcu 2026 roku niszczyciel Tongchuan. Nie jest to więc eksperymentalna, elitarna klasa, ale jeden z głównych filarów chińskiej floty nawodnej.

Na tym polega prawdziwa zmiana. Dodanie YJ-20 do dziesięciu ogromnych okrętów zwiększa możliwości niewielkiej grupy najcenniejszych jednostek. Jednak zintegrowanie go z kilkudziesięcioma okrętami Typu 052D pozwala rozproszyć hipersoniczne uzbrojenie między znacznie większą liczbę platform, kierunków oraz zespołów okrętowych. Nie oznacza to oczywiście, że wszystkie chińskie niszczyciele tego typu nagle otrzymają pełne magazyny z pociskami YJ-20. Nie wiemy nawet, czy nagranie przedstawia wdrożenie operacyjne, czy dopiero próbę kompatybilności. Jednak sama możliwość przeniesienia tej broni na seryjnie produkowane okręty ma ogromne znaczenie.

W razie wojny zniszczenie dziesięciu wyróżniających się niszczycieli Typ 055 jest jednym problemem. Śledzenie kilkudziesięciu okrętów Typ 052D, z których niektóre mogą mieć na pokładzie pociski hipersoniczne, jest już problemem zupełnie innego rodzaju. Swoją drogą, o masowej produkcji niszczycieli Typu 052D pisałem jeszcze wtedy, gdy okręty te postrzegano przede wszystkim jako chińską odpowiedź na zachodnie niszczyciele rakietowe. Dziś zaczynają wyglądać raczej jak produkowane seryjnie węzły rozbudowanego systemu uderzeniowego.
YJ-20 ma być pociskiem, którego nie da się łatwo przewidzieć
Wokół samego YJ-20 nadal krąży wiele niejasności. Pocisk zauważony podczas odpalenia z Typu 055 w 2022 roku był początkowo określany jako YJ-21. Dopiero późniejsze oficjalne materiały zaczęły sugerować, że mogła to być wcześniejsza wersja obecnego YJ-20. Nie jest nawet całkowicie jasne, jaki dokładnie profil lotu wykorzystuje ta broń. Według części opisów YJ-20 jest pociskiem aerobalistycznym. Po początkowym rozpędzeniu poruszałby się po zmodyfikowanej trajektorii balistycznej, wykonując manewry i gwałtowne zmiany wysokości. Inne chińskie źródła opisują go jako system boost-glide, w którym rakieta wynosi pojazd szybujący na wysoki pułap, a ten następnie kieruje się w stronę celu, manewrując w atmosferze.
Czytaj też: Chiny zbudowały nową klasę okrętu. Połączyły możliwości, o których można było marzyć

Różnica techniczna jest istotna, ale dla załogi atakowanego okrętu końcowy problem wygląda podobnie. Pocisk nie leci po prostej, łatwej do przewidzenia paraboli. Może zmieniać kierunek, wysokość i kąt podejścia, przez co wyznaczenie miejsca przechwycenia staje się znacznie trudniejsze. Szacunki mówią zaś o prędkości przekraczającej Mach 6 podczas lotu oraz możliwości zbliżania się do Mach 9 w końcowej fazie ataku. Zasięg ma przekraczać 1000 kilometrów, choć część analiz mówi o 1500, a nawet 2000 kilometrach. Traktowałbym te wartości ostrożnie. Chiny nie opublikowały bowiem kompletnej specyfikacji, a maksymalny zasięg zależy również od trajektorii, ładunku oraz tego, ile energii pocisk zachowuje na manewry w końcowej fazie lotu.
YJ-20 ma prawdopodobnie korzystać z nawigacji satelitarnej i otrzymywać korekty podczas lotu, a przed samym uderzeniem przechodzić na aktywne naprowadzanie radarowe, podczerwone lub połączenie obu systemów. Podstawowymi celami byłyby lotniskowce, duże okręty desantowe, krążowniki oraz niszczyciele. Możliwe jest także wykorzystanie pocisku przeciwko nieruchomym celom lądowym.
Chiny pokazały przyszłość wojny morskiej, ale jeszcze nie jej wynik
Czy YJ-20 jest już w pełni operacyjny na niszczycielach Typu 052D? Tego nadal nie wiemy. Nagranie może przedstawiać próbę integracyjną, a nie odpalenie ze standardowo uzbrojonej jednostki bojowej. Nie wiadomo również, ile pocisków powstało, jak wygląda ich niezawodność, odporność na zakłócenia ani celność przeciwko manewrującemu okrętowi działającemu w warunkach prawdziwej wojny elektronicznej.

Nie widzieliśmy też samego uderzenia w cel, a to akurat bardzo ważne, bo wystrzelenie pocisku jest dopiero początkiem zadania, a nie dowodem na jego pełną skuteczność. Pocisk musi przetrwać lot, poprawnie odbierać dane, odnaleźć właściwą jednostkę wśród okrętów eskorty i środków pozoracyjnych, a następnie przedrzeć się przez wielowarstwową obronę. Jednocześnie mimo tych zastrzeżeń trudno zignorować kierunek zmian.
Czytaj też: Nigdy wcześniej Chiny tego nie zrobiły. Co dokładnie pokazuje ostatni akt państwa?
YJ-20 został publicznie zaprezentowany podczas parady we wrześniu 2025 roku, później pokazano jego odpalenie z Typu 055, a teraz podobna broń wystartowała z Typu 052D. W połączeniu z ciągłą produkcją obu klas okrętów wygląda to bardziej jak przechodzenie od programu rozwojowego do szerszego wdrożenia niż seria oderwanych od siebie eksperymentów. Pentagon ocenia zresztą, że Chiny mają obecnie najpotężniejszy arsenał hipersoniczny na świecie i nadal rozwijają zarówno jego konwencjonalną, jak i nuklearną część.
Dla mnie najważniejsze pozostaje jednak coś innego. Chiny nie musiały pokazać jeszcze szybszego pocisku, zwiększyć jego zasięgu ani zbudować nowego, jeszcze większego okrętu. Wystarczyło, że przeniosły istniejącą broń na platformę, której mogą wyprodukować znacznie więcej. Pokazuje to, że wojskowa technologia przyszłości nie zawsze pojawia się jako pojedyncza superbroń rodem z fantastyki naukowej. Czasami przyszłość przychodzi znacznie ciszej, bo wtedy, gdy najnowsze uzbrojenie schodzi z pokładu elitarnego kolosa i trafia na kilkadziesiąt seryjnie budowanych okrętów.
Źródła: The War Zone, Departament Obrony USA, USNI Proceedings, USNI News

