Chiny zbudowały nową klasę okrętu. Połączyły możliwości, o których można było marzyć

Marynarki wojenne od dekad próbują zbudować okręt, który potrafiłby wszystko. Przenosić żołnierzy, dostarczać ciężki sprzęt na brzeg, zapewniać osłonę lotniczą, prowadzić rozpoznanie i jeszcze pełnić funkcję pływającego centrum dowodzenia. Problem w tym, że fizyka i koszty zwykle sprowadzają takie marzenia na ziemię, bo im więcej zadań otrzymuje jedna jednostka, tym częściej okazuje się, że żadnego nie wykonuje idealnie. Chiny uznały jednak, że w pewnym przypadku czas to zmienić.
Chiny zbudowały nową klasę okrętu. Połączyły możliwości, o których można było marzyć

Miałem przez lata wrażenie, że granica między lotniskowcem a okrętem desantowym jest wprawdzie coraz mniej wyraźna, ale nadal dosyć bezpieczna. Ten pierwszy służy do projekcji siły powietrznej, a drugi przede wszystkim do dostarczenia wojska na brzeg i wsparcia go śmigłowcami. Jednak rozwój bezzałogowych maszyn zaczął jednak podważać ten porządek. Nagle okazało się, że do stworzenia groźnego skrzydła lotniczego nie zawsze potrzeba wielkiego atomowego lotniskowca, dziesiątek myśliwców i setek wyspecjalizowanych marynarzy.

Czytaj też: TCG Anadolu to nowy flagowy okręt na służbie tureckiej marynarki. Turcja chce, aby drony nadały mu unikalność

Chiński “Sichuan”, czyli pierwsza jednostka Typu 076, jest chyba najpełniejszą odpowiedzią na pytanie, co może powstać po zatarciu tej granicy między lotniskowcem a desantowcem. Jednocześnie jednak ten okręt nie jest jeszcze w pełni operacyjny, więc nie powinniśmy udawać, że już regularnie wysyła drony bojowe na misje. Sam jego projekt pokazuje coś znacznie ciekawszego. Chiny nie dołożyły bezzałogowców do istniejącego desantowca. Zamiast tego zaprojektowały desantowiec od początku tak, aby zachowywał się również jak lotniskowiec dla ciężkich maszyn bezzałogowych.

Chiny zbudowały okręt, którego nie da się przypisać do jednej kategorii

Nowe nagranie opublikowane 10 lipca 2026 roku pokazało praktycznie ukończony pokład lotniczy “Sichuana”. Widać na nim oznaczenia, pojedynczy tor katapulty elektromagnetycznej oraz liny hamujące na rufowej części pokładu. Okręt odbywa już próby morskie, a w tym rejsy na Morze Południowochińskie, ale wedle aktualnych ocen może trafić do chińskiej marynarki dopiero w ciągu następnego roku. Innymi słowy, patrzymy na zaawansowany prototyp przyszłej doktryny, a nie na broń, która dowiodła już swojej wartości podczas regularnych operacji.

Czytaj też: Broń przyszłości nie chce umrzeć. Teraz naukowcy odpalili railguna w otwartym teście

Skala przedsięwzięcia i tak robi wrażenie. Okręt mierzy około 252 metrów długości, ma mniej więcej 45 metrów szerokości na poziomie pokładu lotniczego i według różnych szacunków wypiera około 40-50 tysięcy ton. Jest to poziom zbliżony do amerykańskich okrętów desantowych typu America, a jednocześnie więcej niż w przypadku niektórych pełnoprawnych lotniskowców. Pod pokładem nadal znajduje się zalewany dok, z którego można wysyłać barki, poduszkowce oraz pojazdy desantowe. Są też boczne windy prowadzące do hangaru i dwie oddzielne nadbudówki, z których jedna może koncentrować się na prowadzeniu okrętu, a druga na zarządzaniu operacjami lotniczymi.

Dla mnie właśnie zalewany dok jest elementem, który najlepiej tłumaczy wyjątkowość tej konstrukcji. Gdyby go usunąć, otrzymalibyśmy po prostu kolejny lekki lotniskowiec. Gdyby z kolei usunąć katapultę i liny hamujące, zostałby duży śmigłowcowiec desantowy. Chińczycy postanowili zatrzymać oba światy, nawet jeśli musiało to oznaczać stworzenie bardzo dużej, kosztownej i technicznie skomplikowanej jednostki.

Typ 076

Oczywiście nie jest to pierwszy raz, kiedy śledzę rozwój tego okrętu. Pierwsze zdjęcia Typu 076 sugerowały już, że nie będzie zwykłym następcą Typu 075, ale dopiero ukończony pokład potwierdza, jak mocno cały projekt podporządkowano samolotom bezzałogowym.

Katapulta elektromagnetyczna zmienia oblicze wysyłania dronów

Elektromagnetyczna katapulta nie jest jedynie bardziej efektownym zamiennikiem skoczni startowej. System CATOBAR pozwala rozpędzać samoloty niezależnie od tego, czy ich silniki byłyby w stanie samodzielnie poderwać je z krótkiego pokładu. Dzięki temu maszyny mogą startować z większą ilością paliwa, cięższym wyposażeniem oraz ładunkiem bojowym.

Napęd elektromagnetyczny umożliwia przy tym precyzyjniejsze dostosowanie przyspieszenia do masy konkretnego samolotu. Ma to szczególne znaczenie w przypadku bezzałogowców, które mogą być lżejsze od klasycznych myśliwców i bardziej wrażliwe na gwałtowne obciążenia. Katapulta nie musi “uderzać” w każdą maszynę z taką samą siłą. Może rozpędzać ją płynniej, ograniczając tym samym obciążenie konstrukcji.

Nie oznacza to jednak, że EMALS jest technologiczną magią, kiedy wejdziemy w jego szczegóły. Potrzebuje ogromnej ilości energii, zaawansowanego systemu zarządzania zasilaniem, chłodzenia, precyzyjnego sterowania i wysokiej niezawodności. Jeden uszkodzony tor startowy na okręcie wyposażonym tylko w jedną katapultę może znacząco ograniczyć tempo operacji. Techniczny fundament takiego rozwiązania opisywałem już przy chińskim podejściu do katapult elektromagnetycznych, a jego dojrzalszą wersję można dziś zobaczyć na lotniskowcu “Fujian”.

Chiński lotniskowiec Fujian na zdjęciu autorstwa Pu Haiyang

Właśnie doświadczenia z “Fujiana” najpewniej pozwoliły Chinom tak szybko przejść od budowy “Sichuana” do prób morskich. Typ 003 został wyposażony w trzy katapulty elektromagnetyczne i w 2025 roku przeprowadził z ich wykorzystaniem starty oraz lądowania myśliwców J-15T, J-35 i samolotu wczesnego ostrzegania KJ-600. Chiny nie uczą się więc obsługi EMALS wyłącznie na Typie 076. Przenoszą na niego technologię, którą sprawdziły już na znacznie większej jednostce. Tego rodzaju kierunek rozwoju widać nawet przy mobilnej katapulcie elektromagnetycznej, która sugeruje, że Pekin przestał traktować takie systemy jako wyposażenie zarezerwowane wyłącznie dla największych okrętów.

Jakie drony będą startować z “Sichuana”?

Odpowiedź na to pytanie pozostaje mniej oczywista, niż sugerują efektowne nagłówki. Chiny nie ujawniły oficjalnego składu przyszłego skrzydła lotniczego Typu 076, nie pokazały również publicznie pełnego cyklu startu i lądowania drona z wykorzystaniem katapulty oraz lin hamujących. Najczęściej wskazywanym kandydatem jest GJ-21, czyli pokładowa odmiana rozwijana na bazie bezzałogowca GJ-11. Mówimy więc o dużej maszynie odrzutowej w układzie latającego skrzydła, z ograniczoną wykrywalnością radarową, wewnętrznymi komorami uzbrojenia, wzmocnionym podwoziem oraz hakiem do lądowania. Szacunki mówią o maksymalnej masie startowej przekraczającej 15 ton, ale szczegóły dotyczące osiągów, udźwigu i zasięgu nadal pozostają niejawne.

Czytaj też: KIZILELMA z JET-230 to naddźwiękowy pogrom. Turcja uzbraja drony jak prawdziwe myśliwce

GJ-11

Taka maszyna nie musiałaby zastępować myśliwca. Mogłaby wykonywać te zadania, przy których wysyłanie pilota jest drogie, niepotrzebne albo zwyczajnie zbyt ryzykowne. Wielogodzinne rozpoznanie, śledzenie okrętów, wykrywanie aktywnych radarów, walka elektroniczna, wskazywanie celów dla pocisków oraz ataki na elementy obrony przeciwlotniczej doskonale pasują do bezzałogowego płatowca o obniżonej wykrywalności. Tutaj pojawia się największa przewaga nad klasycznym śmigłowcowcem. Śmigłowiec jest świetny w transporcie żołnierzy, ewakuacji czy dostarczaniu wyposażenia, ale nie może godzinami patrolować obszaru oddalonego o setki kilometrów bez poważnych ograniczeń. Duży odrzutowy dron może zaś przenieść czujniki i uzbrojenie znacznie dalej, a przy tym nie ryzykuje życia pilota.

GJ-11

W takim układzie “Sichuan” staje się nie tyle małym lotniskowcem, ile ruchomym węzłem rozpoznawczo-uderzeniowym. Może wspierać desant, ale równie dobrze działać obok lotniskowca “Fujian”, niszczycieli Typu 055 i śmigłowcowców Typu 075. Klasyczny lotniskowiec wysyłałby załogowe myśliwce, podczas gdy Typ 076 utrzymywałby bardziej ryzykowną, wysuniętą warstwę bezzałogową. Taki scenariusz zresztą dobrze wpisuje się w szerszy rozwój chińskiego lotnictwa morskiego. Pokładowy J-35 daje marynarce maszynę stealth z pilotem, a Typ 076 może zapewnić jej bezzałogowego partnera do rozpoznania, zakłócania oraz atakowania celów. Nie chodzi więc o zastępowanie jednego rozwiązania drugim, ale o stworzenie warstwowego systemu.

Wielki okręt nadal pozostaje wielkim celem

Entuzjazm warto jednak ograniczyć, bo “Sichuan” nie rozwiązuje podstawowego problemu wszystkich dużych jednostek nawodnych. Jest ogromny, łatwy do wykrycia i zależny od ochrony zapewnianej przez inne okręty, samoloty oraz systemy przeciwlotnicze. Sam więc nie będzie bezkarnie pływał blisko wybrzeża przeciwnika wyposażonego w nowoczesne pociski przeciwokrętowe i okręty podwodne.

Czytaj też: D-Day godny XXI wieku. Po raz pierwszy roboty trafiły na brzeg i zaczęły szturm

Katapulta zwiększa zasięg lotnictwa, ale nie czyni platformy niewidzialną. Zalewany dok zapewnia możliwość wysłania desantu, lecz zajmuje przestrzeń, którą na klasycznym lotniskowcu można byłoby przeznaczyć na paliwo, amunicję, warsztaty oraz większy hangar. Pojedyncza katapulta ogranicza tempo startów, a stosunkowo krótki pokład może utrudniać równoczesne prowadzenie wielu operacji lotniczych. Nie wiadomo również, jak sprawnie Chiny poradzą sobie z odzyskiwaniem dronów na wzburzonym morzu, ich serwisowaniem, ponownym uzbrajaniem oraz prowadzeniem intensywnych lotów przez wiele dni. Udane wystrzelenie prototypu będzie ważne, ale prawdziwy test zacznie się dopiero wtedy, gdy załoga spróbuje powtarzać cały cykl kilkadziesiąt razy na dobę.

Dotyczy to zwłaszcza lądowania. Bezzałogowiec musi samodzielnie podejść do poruszającego się pokładu, uwzględnić wiatr, kołysanie okrętu i niewielki margines błędu, a następnie trafić hakiem w jedną z lin. Technicznie jest to zadanie znacznie trudniejsze niż start z katapulty.

Przyszłość stała się teraźniejszością, ale nadal przechodzi próby morskie

Jeszcze kilkanaście lat temu pływająca baza ciężkich dronów bojowych wyglądała jak sprzęt z gry strategicznej albo filmu pokazującego wojnę pod koniec XXI wieku. Dziś taki okręt odbywa próby na Morzu Południowochińskim, a jego pokład od początku został zaprojektowany wokół elektromagnetycznej katapulty i automatycznie lądujących maszyn. Nie powiedziałbym jednak, że Chiny już pokonały USA czy NATO w lotnictwie morskim. Stany Zjednoczone mają dziesięciolecia doświadczeń w prowadzeniu operacji lotniskowcowych, rozbudowane grupy uderzeniowe, jedenaście lotniskowców atomowych oraz dojrzałe skrzydła samolotów załogowych. “Sichuan” jest na tym tle jednym okrętem, który nie wszedł jeszcze do regularnej służby.

Źródła: Janes, Global Times, Army Recognition

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.