Katapulta z lotniskowca wyjechała na drogę. Chiny właśnie przesunęły granicę absurdu

Doskonale pamiętam swój pierwszy artykuł na temat katapult obecnych na lotniskowcach, w którym opisywałem drogę, jaką przeszły w toku historii. Wtedy wydawało mi się, że najbardziej zaawansowany wariant tychże katapult, czyli ten elektromagnetyczny, jest czymś rodem z przyszłości i co opanują jedynie Stany Zjednoczone. Chiny zaczęły jednak gonitwę za potencjałem wojskowym USA i oto tu jesteśmy, patrząc na katapultę z lotniskowca, która trafiła do ciężarówki.
Chiński lotniskowiec Fujian na zdjęciu autorstwa Ding Ziyu

Chiński lotniskowiec Fujian na zdjęciu autorstwa Ding Ziyu

Odkąd piszę o dronach bojowych, amunicji krążącej i chińskich eksperymentach wojskowych, coraz częściej mam wrażenie, że przyszłość militarna sączy się do rzeczywistości małymi, dziwnymi pomysłami. Dlatego zresztą najciekawsze są dla mnie te wynalazki, które nie tyle dodają kolejną broń do arsenału, ile przestawiają całe myślenie o tym, gdzie w ogóle może zaczynać się np. lotnictwo. Przez dekady mieliśmy dość prostą intuicję, wedle której większe samoloty potrzebują pasów startowych, lotniskowce będą ciągle rosnąć, a katapulty elektromagnetyczne będą należeć wyłącznie do świata najdroższych flot. Chiny właśnie pokazały coś, co tę intuicję rozwala na kawałeczki i to dosłownie, bo ich elektromagnetyczna katapulta do startu dronów została zbudowana z… ciężarówek.

Chińska katapulta EMALS na ciężarówkach wygląda jak lotniskowiec bez lotniskowca

W sieci pojawiło się nagranie, na którym widać chiński, modułowy, drogowy system EMALS, czyli elektromagnetyczną katapultę startową, faktycznie wyrzucającą w powietrze bezzałogowiec. Według TWZ system składa się ze specjalnie zaprojektowanych ciężarówek łączonych w jeden tor startowy, a sama konstrukcja pojawiła się już pod koniec 2025 roku, kiedy załadowano ją na pokład statku towarowego Zhong Da 79. Teraz jednak po raz pierwszy zobaczyliśmy nie tyle “dziwny sprzęt na nabrzeżu”, ale realny start drona z udziałem tegoż dziwactwa.

Czytaj też: Jeden robi łuk, a drugi wstydzi wysokości. Tak brzmi krótka lekcja współczesnego strachu

Najważniejsze w obserwacji jest to, że w grę nie wchodzi byle mały bezzałogowiec odpalany zwykle z katapulty gumowej, a solidny stałopłat z klasycznym podwoziem, górnopłatem, usterzeniem w układzie V i śmigłem. W pokazanym nagraniu startuje z konfiguracji złożonej z trzech ciężarówek, choć wcześniejsze zdjęcia pokazywały układ nawet czterosegmentowy i większe, przypominające współpracujące drony bojowe makiety lub demonstratory. Stanowi to bardzo ważne rozróżnienie, bo na razie nie widzimy jeszcze startu ciężkiego, skrzydłowego typu stealth, ale i tak widzimy działający mechanizm, a w wojskowych technologiach często właśnie ten etap jest najważniejszy.

Najbardziej uderza nie sama katapulta, lecz jej mobilność. Materiał pokazuje ciężarówki jadące osobno w konwoju, następnie łączące się w jeden tor, a potem obracające się praktycznie w miejscu dzięki skrętowi wszystkimi kołami, co zachwycało nas jeszcze niedawno w chińskich SUV-ach. Nie jest to byle efektowny manewr, bo dla mnie to jeden z najważniejszych elementów całego systemu. Jeśli start stałopłata musi mieć sens, to trzeba ustawić go pod wiatr. Zwykły zestaw kilku ciężarówek połączonych w długą linię byłby pod tym względem koszmarem manewrowym. Tutaj Chińczycy najwyraźniej rozwiązali ten problem już na poziomie projektu.

Czytaj też: Amerykanie grzebią przy broni, której nikt rozsądny nie chce zobaczyć w użyciu

Na ciężarówkach widać też osłony, które wcześniej nie zostały pokazane. Mogą one chronić tor przed warunkami atmosferycznymi, mogą utrudniać identyfikację sprzętu w transporcie, a teoretycznie mogą również sugerować szerszą konfigurację po rozłożeniu. Na razie jednak nie ma dowodu, że system potrafi rozkładać dodatkową “płytę startową” albo poszerzać tor. Widać za to, że projekt nie powstał jako jednorazowy eksperyment, tylko jako fragment większej architektury.

Kontenery, ciężarówki i drony. Chiny nie budują jednej zabawki

Cała sprawa robi się znacznie ciekawsza, kiedy przestaniemy patrzeć na tę katapultę jak na pojedynczy wynalazek. Według materiałów krążących razem z nagraniem ma ona należeć do większej rodziny konteneryzowanych systemów wojskowych. W tej samej układance pojawiają się moduły z pociskami manewrującymi do ataku na cele lądowe i okręty, wyrzutnie rakiet przeciwlotniczych, systemy bliskiej obrony Typ 1130 kalibru 30 mm, wyrzutnie Typ 726, radary, systemy walki elektronicznej oraz zestawy dowodzenia. Na grafice poniżej znalazł się również kontener z pojedynczą ciężarówką katapulty EMALS oraz oddzielny kontener z rozłożonym dronem podobnym do tego z nagrania. Chiny rozwijają więc zestaw puzzli, które mogą przez większość czasu wyglądać jak coś znacznie mniej ważnego.

Podobny kierunek widać przy chińskim Fujianie i przejściu na lotnictwo pokładowe z EMALS, przy Typie 076, który coraz bardziej wygląda jak dronowiec, a także przy chińskich rojach dronów, gdzie sama liczba maszyn jest mniej istotna od tempa, logiki startu i automatyzacji działania. Pisałem już też o tym przy algorytmach dla pola bitwy przyszłości. Wygląda na to, że coraz częściej wojna nie sprowadza się do jednego sprzętu, ale do całego systemu, który ma wykrywać, decydować, odpalać i przemieszczać się szybciej niż przeciwnik zdąży zareagować.

Jeśli zaś idzie o “mobilną katapultę drogową”, to według TWZ firma Tiantao Technology już od sierpnia 2025 roku publicznie pokazywała koncepcje naziemnej katapulty elektromagnetycznej z modułów kołowych, choć jej rendery różniły się wizualnie od systemu powiązanego teraz z Beijing Institute of Technology. Tiantao nie pojawia się wprawdzie na liście nazwanych podmiotów, ale nie wyklucza to udziału w projekcie, bo mowa o ponad 70 organizacjach zaangażowanych w rozwój całej rodziny systemów. Wśród wymienionych są między innymi CSSC, NORINCO, CASIC, CASC, CETC i AVIC.

Deklarowane możliwości podobnych rozwiązań mają obejmować start dronów o masie do około 2 ton. Dla porównania amerykański XQ-58 Valkyrie ma maksymalną masę startową rzędu 3 ton, większy chiński bezzałogowiec GJ-11 jest już zupełnie inną klasą maszyny, a załogowy J-15 waży około 17,5 tony na pusto. Innymi słowy, nie mówimy o sprzęcie, który zastąpi klasyczny lotniskowiec z myśliwcami pokładowymi. Mówimy raczej o czymś groźniejszym z innego powodu, bo o mobilnej infrastrukturze dla średnich i potencjalnie bojowych bezzałogowców.

Czytaj też: Roboty nie przejmą pola walki jak w filmach. Zrobią coś gorszego

Skalowanie toru także jest tu istotne. Tiantao miało mówić o długości od około 20 do 60 metrów, czyli od rozmiaru niewielkiego zestawu drogowego po coś, co zaczyna przypominać miniaturowy pas startowy składany z segmentów. Ograniczenia dokładania kolejnych modułów pozostają jednak nieznane. Elektromagnetyczna katapulta nie działa na zasadzie “doczepmy jeszcze jedną ciężarówkę i będzie dwa razy mocniej”. Dochodzą do tego synchronizacja, zasilanie, chłodzenie, sztywność mechaniczna, precyzja prowadzenia wózka startowego i bezpieczeństwo samego płatowca. Wszystko to brzmi mniej efektownie niż nagranie startu, ale właśnie tam rozstrzyga się to, czy system będzie wojskowym narzędziem, czy drogą ciekawostką.

Chiny już nie tylko kopiują amerykańskie lotniskowce

Przez lata chiński program lotniskowców łatwo było opisywać jako gonienie USA. Liaoning, Shandong, później Fujian z katapultami elektromagnetycznymi. Linia była więc prosta – najpierw skocznia, potem EMALS, potem więcej samolotów, większa projekcja siły. Fujian faktycznie był ogromnym krokiem, bo jako Typ 003 dostał system CATOBAR, który pozwala startować maszynom z większym ładunkiem i zapasem paliwa niż przy standardowych rampach. W listopadzie 2025 roku Chiny wcieliły zresztą Fujiana do służby, stając się drugim państwem po USA z lotniskowcem wyposażonym w elektromagnetyczne katapulty.

Chiński lotniskowiec Fujian na zdjęciu autorstwa Pu Haiyang

Tyle że ciężarówkowy EMALS pokaz to już inny etap. Nie “zbudujmy własnego Forda”, tylko “zabierzmy część lotniskowca tam, gdzie normalnie nie mogłaby działać”. To ciekawsza i bardziej chińska logika, która obejmuje modułowość, rozproszenie, szybką adaptację cywilnych lub półcywilnych platform. Mam więc wrażenie, że Chiny przestają jedynie nadrabiać dystans do starego modelu potęgi morskiej. Coraz częściej próbują dopisać własny rozdział do definicji lotnictwa pokładowego. Załogowy myśliwiec nadal jest ważny, ale obok niego pojawia się rój tańszych, bezzałogowych, mniej politycznie kosztownych i szybciej modernizowanych platform. Katapulta na ciężarówkach nie musi zastąpić lotniskowca, żeby mieć sens. Wystarczy, że uzupełni go w miejscach, gdzie klasyczny lotniskowiec byłby przesadą, ryzykiem albo po prostu nie zdążyłby dotrzeć.

Źródła: The War Zone

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.