Dlaczego wciąż męczymy się z bateriami w telefonie? Czy nie powinniśmy ładować rzadziej?

Telefony pozwalają nam pozbyć się tak wiele rzeczy jak portfele, dokumenty czy aparaty. A mimo to mam wrażenie, że bardziej nas hamują, niż uwalniają. Nie chodzi już nawet o okropność social media i stałe połączenie z większym światem, rozpraszającym uwagę od tego najbliższego. Towarzyszy mi zawsze strach o baterię, czy naprawdę wciąż musimy ładować na każdym kroku?
Źródło: Andreas Haslinger; Unsplash

Źródło: Andreas Haslinger; Unsplash

Wolność ma najwyraźniej swoją cenę. Wydawałoby się, że ze smartfonem w kieszeni powinniśmy być wolni od trosk. Można w końcu słuchać muzyki, porobić zdjęcia i jeszcze w tym wszystkim mieć pewność, że się nie zgubimy w nowym otoczeniu. Tylko, że tak nie jest.

Czy nie powinniśmy ładować rzadziej? Co się dzieje na rynku baterii i czy jest dla nas nadzieja

Każdy żyjący na przełomie lat 90. i 2000. będzie na pewno miło wspominał czasy, kiedy telefony komórkowe – jak to się je kiedyś nazywało – ładowało się dopiero po kilku dniach, gdy się przypomniało, że może warto podładować sprzęt. I tyle. Obecnie jest to kwestia wręcz przetrwania, wymagająca często korzystania z dodatkowych urządzeń jak powerbanki (albo iPad, hihi).

Dom zawsze się opuszcza z lekką obawą, żeby nie wydarzyło się nic uniemożliwiającego podładowanie smartfona lub jego całkowite rozładowanie. Jakiś czas temu na początku tego roku, nawet ta potrzeba zagwarantowała mi darmowy zestaw w McDonaldzie (pomimo moich zapewnień, że nie ma takiej potrzeby), kiedy poratowałem powracających do domów imprezowiczów, niemogących się dostać do portfeli i biletów PKP. Chciałoby się ładować rzadziej.

I nie jest to tylko mój sentyment. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez portal technologiczny CNET, ponad połowa osób kupujących nowy telefon, decyduje się na to ze względu na dłuższą pracę baterii, co nie dziwi, gdyż również ponad połowa osób odpowiedziała, że frustruje ich żywotność baterii w ich smartfonach.

Nowa technologia już jest i czeka grzecznie na adopcję

To że trzeba ładować, nie oznacza, że dzieje się gorzej, lecz to jest bezpośredni dowód naszego głodu nowych funkcji. W pewnym sensie to jest w ogóle niezwykłe, że tak małe urządzenia dają sobie radę z obsługą funkcji, które przewyższały możliwości komputerów jeszcze dwadzieścia lat temu. Wie coś na ten temat Celina Mikolajczak, weteranka branży produkowania baterii.

Wraz z rozwojem technologicznym naszych smartfonów, stały się one głodniejsze mocy. Baterie rzeczywiście stają się coraz lepszymi, ale człowiek chce jeszcze więcej możliwości

Z tego powodu producenci mają trochę nierówną walkę, lecz z drugiej strony sami to na siebie ściągają w swoim wyścigu dodawania kolejnych fajerwerków. Dlatego największe marki Chin już od dwóch lat idą z zapałem w stronę nowoczesnej technologii baterii o większej gęstości, bez konieczności zwiększania gabarytów akumulatorów. W tym celu pożegnano ogniwa litowo-jonowe i z radością przyjęto krzemowo-węglowe.

Czytaj też: Motorola idzie z duchem czasu i ulepszy baterię w swoim nowym składaku

Niestety chociaż Oppo, Honor, Motorola i Huawei już działają na nowej technologii, to wiceprezes Samsunga odpowiedział w styczniu 2026 inwestorom firmy, że przyglądają się jej z uwagą i jeżeli zajdzie taka potrzeba to jak najbardziej zostanie ona wdrożona. Wcześniej jednak musi zostać ona przetestowana na każdym etapie formalności związanych z nowymi rozwiązaniami.

Zdjęcia: Arkadiusz Dziermański

I tak podczas gdy OnePlus 15 zachwycał baterią 7300 mAh, Galaxy S26 Ultra i iPhone Pro MAX oferowały około 5000 mAh, mniej niż nawet pierwszy składak typu Fold Motoroli. Można to skwitować mówiąc o jakości zastosowanych procesorów, które owszem wspierają dłuższe podtrzymywanie życia za dnia, ale ostatecznie i tak w nocy trzeba się salwować ucieczką ku ładowarce. Nie mówiąc o niepewności wypadów za miasto czy nawet targi lub jakieś konferencje.

Dobra wiadomość jest taka, że pomimo powściągliwości, to obserwatorzy branży nie mają wątpliwości, że Apple i Samsung już niebawem również się rzucą na tę technologię, a wtedy powinniśmy ładować rzadziej.

Lepsze czasy jeszcze nadejdą, na tę chwilę trzeba lepszej rutyny

Dobra wiadomość jest taka, że adopcja po stronie najpopularniejszych producentów na świecie wynika raczej wyłącznie z powodu stanów magazynowych zapasowych komponentów. Trudno jest inaczej wytłumaczyć brak ogniw krzemowo-węglowych, o których wiedzę dostarczają miliony danych z rynku chińskiego oraz granicznych państw. W końcu ładować często pewnie nawet nie lubią i osoby stojące za tymi decyzjami.

Jest jeszcze jeden dobry sygnał. Kiełkuje zapotrzebowanie i poznawanie skutecznych konstrukcji obecnych dzisiaj w branży motoryzacyjnej. Baterie półprzewodnikowe są jeszcze wydajniejsze niż krzemowo-węglowe, nie mówiąc o litowo-jonowych oraz tworzą mniejsze zagrożenie wybuchami. Te jednak potrzebują trochę więcej miejsca, a producenci smartfonów sprawili, że klienci oczekują coraz lżejszych urządzeń albo przynajmniej wmówili, że tak rzeczywiście jest. W końcu głównym problemem Samsunga Galaxy S25 Edge’a i iPhone’a Aira była… Za mała bateria.

Te prace są jednak wciąż w raczkującym etapie rozwoju i mimo to, część specjalistów studzi nadzieje na przejście tego rozwiązania do codzienności urządzeń przenośnych. Tym bardziej, że niektórzy wątpią nawet w potrzebę dłuższej pracy baterii ze względu na przyzwyczajenia dziennego ładowania, więc musiałaby się najpierw zmienić mentalność użytkowników, lecz osobiście myślę, że jak w końcu minąłby strach, to ta się zmieni natychmiast. Wystarczy popatrzeć na niewielkie wojenki w sferze smartwatchy (kwestia częstotliwości ładowania).

Zmiana przyzwyczajeń wydaje się także kluczem, żeby móc ładować radziej. Specjaliści z Volta Foundation doradzają, żeby rzeczywiście korzystać z limitu do 80% baterii, gdyż na ostatniej prostej telefony mają tendencję do nagrzewania się bardziej, niż to jest lubiane przez akumulator. Niestety i szybkie ładowanie, chociaż promowane na każdym kroku, może powodować szybsze zużycie baterii, tak samo jak bezprzewodowe. Wszystko sprowadza się niestety do wspólnego mianownika – unikania nadmiernego rozgrzewania.

Niestety, póki co chyba pozostaje ładować i czekać na lepsze czasy albo powspominać te, kiedy robiło się to raz na jakiś czas.

Źródło: cnet

Bartosz GabiśB
Napisane przez

Bartosz Gabiś

Redaktor
Od lat logistyk i project manager, który postanowił w pewnym momencie, że pora zmienić coś w życiu i warto odnowić marzenia z lat szkolnych. Tak zaczęła się moja przygoda z dziennikarstwem, którą udało się połączyć z pasją do technologii, a szczególnie z tą starą jak discmany, walkmany i telefony z klapką. Niestety takie sformułowanie zdania, uświadamia mi własny wiek, ale cóż! Takie jest właśnie życie i to w nim jest najciekawsze.