Gigant konsolowy, jakim jest Sony, wielokrotnie pomagał komputerowemu kuzynostwu, tylko po to, by po jakimś czasie znów pokazać, kto tu rządzi. Nawiązuję tu oczywiście do niedawnych informacji o powrocie do ekskluzywności gier na konsolach PlayStation, które dość mocno rozsierdziły graczy. Zestawiając to jednak z dzisiejszą recenzją kontrolera przeznaczonego dla graczy PC, człowiek mógłby złapać się za głowę i krzyknąć: „To po jakiej stronie w końcu jesteś, Sony?!”.
Pomimo że gracze PC od dawna używają zwykłych kontrolerów towarzyszących PlayStation 5, tym razem Sony chciało zrobić to bardziej oficjalnie, wypuszczając aktualizację aplikacji na Windowsa oraz wprowadzając na rynek specjalny zestaw dedykowany blaszakom. Czy warto się nim zainteresować, skoro sam sprzęt jest już na rynku od dłuższego czasu? Zapraszam do recenzji.
Wygląd i kształt, który nie zaskoczy
Edycja PC Ready nie różni się niczym od standardowego DualSense’a, którego znamy z konsoli PlayStation 5. I w sumie… to bardzo dobra wiadomość. Tworzywo, z którego wykonano kontroler, to absolutna półka premium. Plastik jest twardy, nie trzeszczy pod mocniejszym naciskiem, a spasowanie elementów nie pozostawia nic do życzenia. Głęboki, czarny mat dominuje na obudowie, a kontrastujące, błyszczące wstawki wokół analogów nadają mu nowoczesnego, lekko zadziornego charakteru. Wersja Midnight Black może prezentować się niezwykle elegancko na biurku obok czarnej obudowy PC czy matowej klawiatury.



Spód uchwytów pokryty jest mikroskopijnym wzorem składającym się z miniaturowych symboli znanych z konsol Sony. Daje to nie tylko świetny efekt wizualny, ale przede wszystkim sprawia, że pad pewnie leży w dłoniach i nie wyślizguje się, gdy emocje w grze biorą górę. Nie zabrakło również znanego rozwiązania świetlnego, czyli subtelnego paska wokół touchpadu oraz diody pod nim, które dodają całości klimatu, nie odciągając jednocześnie uwagi od ekranu monitora podczas grania po ciemku.



Reasumując, japoński gigant nie chciał odkrywać koła na nowo. Niektórzy mogą powiedzieć, że to z powodu lenistwa, ale ja osobiście uważam, że kontrolery od Sony zawsze były eleganckie, a teraz mogę dodać, że jeszcze pasują do wszystkiego.
Czytaj też: Recenzja Splatoon Raiders. Największy eksperyment Nintendo Switch 2 okazał się strzałem w dziesiątkę!
Podłączenie, które okazało się niezwykle proste
W pudełku poza samym kontrolerem dostajemy kabel USB-C. Po podłączeniu go do komputera w bardzo szybki sposób możemy zacząć korzystać z urządzenia. Aby jednak być zawsze na bieżąco z możliwościami sprzętu, polecam zainstalować dedykowaną aplikację PlayStation Accessories. Jej instalacja przebiega sprawnie, a obsługa jest prosta i intuicyjna. To właśnie w niej dowiedziałem się również, jak sparować DualSense przez Bluetooth.

Uważam, że świetny użytek z bezprzewodowości tego kontrolera zrobią gracze, którzy pod wpływem mody na minikomputery (typu Steam Machine czy hybrydowe urządzenia na wzór Steam Decka) złożą lub kupią niedrogi sprzęt pod telewizor, bo to tam dopatruję się jego największego potencjału.

Jeśli chcesz podłączyć kontroler bezprzewodowo do PC, wystarczy wejść w ustawienia Bluetooth w systemie Windows i wybrać opcję „Dodaj urządzenie”. Na samym DualSense przytrzymujemy jednocześnie przycisk Create / Share (mały przycisk po lewej stronie touchpada z trzema kreseczkami) oraz przycisk PlayStation / PS (z logo PS między gałkami). W ten sposób aktywujemy tryb parowania w padzie.

Czytaj też: Recenzja Star Fox. Wielki powrót lisa Nintendo… z déjà vu w tle

Ciężko mi tu podać aptekarskie wyliczenia, ale wbudowany akumulator (1560 mAh) wystarcza na około 6 do 10 godzin pracy – w zależności od tego, jak intensywnie dana gra wykorzystuje wibracje i podświetlenie. Dodatkowo polecam po zakończonej zabawie po prostu podłączyć go do ładowania. Gdy zostawimy wyłączony pad na biurku, bateria wciąż powoli się rozładowuje, przez co następnego dnia po włączeniu komputera może przywitać nas bardzo niski stan naładowania.
Użytkowanie, które jeszcze wiele musi udoskonalić

Tu zaczęły się pierwsze schody. Choć DualSense skrywa w sobie wielki potencjał i masę możliwości, to pełną współpracę oferuje właściwie tylko z platformą Steam. Jasne, wiem, że to największe źródło gier na PC, ale gracze posiadający duże biblioteki na Epic Games mogą się trochę zawieść, nie mówiąc już o użytkownikach GOG-a, którzy mogą się po prostu wścieknąć.

Na Steamie wszystko rozbija się o wygodę. Gdy przyciśniemy przycisk PlayStation na padzie, otwiera nam się tryb Big Picture. Jest on niezwykle pomocny, ponieważ od razu pokazuje, które gry mają natywne wsparcie dla kontrolera, dzięki czemu wiemy, przy czym będziemy się świetnie bawić.

Problem pojawia się, gdy chcemy włączyć grę z innej platformy. W przypadku Epic Games postanowiłem przetestować Vampire Survivors oraz Death Stranding. O ile Vampire od razu wczytał pada i mogłem grać bez przeszkód, o tyle przy Death Stranding kontroler odmówił posłuszeństwa. Z pomocą przyszedł wujek Google, który zaproponował dodanie gry do biblioteki Steam za pomocą opcji „Dodaj grę spoza Steam” w lewym dolnym rogu aplikacji. Efekt? Gra Hideo Kojimy trafiła do zestawienia i mogłem cieszyć się pełnym wsparciem kontrolera w tym jego przyjemnymi wibracjami.

Czytaj też: Bond lepszy niż na dużym ekranie. Recenzja 007 First Light
Niestety z platformą GOG było gorzej. Sprawdziłem to na grach Control oraz LEGO The Lord of the Rings, czyli tytułach z ogromnym potencjałem konsolowym. Dodanie ich analogicznym sposobem do Steama nie pomogło, ponieważ aplikacja Valve ich po prostu nie widziała. Mimo że w sieci można znaleźć opinie, iż bywa to kwestia resetu platformy lub aktualizacji, nie zmienia to faktu, że bez dodatkowych zabiegów kontroler jest bezproblemowo dedykowany głównie pod ekosystem Steam.

Samo granie jest jednak równie przyjemne, jak na PlayStation 5. W tytułach, które z początku trafiły do stajni „niebieskich”, a później na PC, wsparcie oraz haptyczne wibracje na DualSense są niezwykle satysfakcjonujące. Miłym zaskoczeniem były dla mnie także gry strategiczne posiadające wsparcie dla pada i rzeczywiście dało się w nie grać z przyjemnością!
Podsumowanie. To kwestia gustu
To były wyjątkowo ciekawe testy. Jak już wielokrotnie wspominałem, z kontrolera korzysta się niezwykle przyjemnie. Zamiast siedzieć jak zgarbiony troglodyta nad myszką i klawiaturą, możemy wygodnie rozłożyć się w fotelu, wyciągnąć nogi na podnóżku i otworzyć gigantyczną bibliotekę gier na Steamie. Z drugiej strony irytacja przy kombinowaniu z uruchamianiem gier z innych platform potrafiła skutecznie zepsuć ten komfort. Z czasem każdy użytkownik nauczy się, w co może zagrać bez przeszkód, a rozwijane przez Sony wsparcie z pewnością poszerzy możliwości DualSense’a. Nie to jest jednak najważniejsze w tym podsumowaniu.

Sony wypuściło na rynek kontroler dedykowany graczom PC, którego cena oscyluje w granicach od 289 zł do 339 zł. Jedyną poważną konkurencją dla tego sprzętu pozostaje pad od Xboxa, który jest zazwyczaj o około 40–60 zł tańszy i działa bezproblemowo na każdym komputerze z Windowsem. Trzeba jednak pamiętać, że DualSense oferuje znacznie bardziej zaawansowane technologie (haptykę, adaptacyjne triggery, głośnik czy żyroskop), oczywiście o ile dana gra natywnie je wspiera.
Prowadzi to do jednego kluczowego wniosku, jeśli Sony faktycznie ograniczy wydawanie swoich ekskluzywnych tytułów na komputery, zakup tego kontrolera z roku na rok będzie po prostu coraz mniej opłacalny. Nie chodzi tu o zniechęcanie na siłę, lecz o czystą logikę. Grając w porty od Sony, na DualSense czuje się zupełnie nowy wymiar rozgrywki. Jeśli jednak tych gier zabraknie, w starciu na funkcjonalność zwyczajnie wygra tańszy i mniej wymagający w konfiguracji Xbox Wireless Controller.

