Na papierze Dahua LM27-E241B wygląda jak sprzęt, który nie powinien w ogóle istnieć w takiej cenie. Jeszcze niedawno samo 240 Hz było parametrem zarezerwowanym dla znacznie droższych monitorów, a tutaj dostajemy je w dużym, 27-calowym modelu z matrycą IPS. Oczywiście specyfikacja nie bierze się z powietrza. Rozdzielczość to tylko Full HD, ergonomia podstawy jest bardzo prosta, złączy nie ma za wiele, a HDR10 w takim monitorze od razu traktowałbym bardziej jako obsługę sygnału niż obietnicę efektu znanego z porządnych ekranów HDR.


Pytanie jest więc proste – czy Dahua LM27-E241B faktycznie jest okazją dla graczy, którzy chcą wejść w 240 Hz możliwie tanio, czy raczej typowym monitorem “na cyferki”, w którym jeden efektowny parametr próbuje przykryć kilka bolesnych oszczędności?
Dahua LM27-E241B, czyli specyfikacja z jedną wielką gwiazdką
Dahua LM27-E241B jest 27-calowym monitorem gamingowym z matrycą IPS i podświetleniem ELED. Oferuje rozdzielczość 1920 x 1080 pikseli, proporcje 16:9, odświeżanie 240 Hz, 8-bitowy kolor, 16,7 mln barw, jasność typową 350 nitów, kontrast 1000:1 oraz deklarowane pokrycie 85% NTSC. Według specyfikacji czas reakcji wynosi 1 ms MPRT i 0,5 ms w trybie OD. Do tego dochodzą kąty widzenia 178 stopni w pionie i poziomie, Adaptive Sync, HDR10 oraz programowa ochrona przed niebieskim światłem.
Czytaj też: Test monitora Gigabyte M27Q2 QD, czyli jak odkryć matrycę IPS na nowo

Najważniejsza cecha tego monitora jest jednak bardzo prosta – mówimy o Full HD przy 27 calach. Tego nie da się obejść marketingiem, odświeżaniem ani czasem reakcji. Zagęszczenie pikseli wynosi około 81,6 PPI, więc ostrość obrazu będzie zauważalnie niższa niż w 27-calowym QHD, nie mówiąc już o 4K. Przy grach nie zawsze jest to problem, bo ruch, odległość od ekranu i antyaliasing potrafią sporo ukryć. Jednak już przy pracy z tekstem, CMS-em, dokumentami i przeglądarką sytuacja wygląda gorzej. Litery są większe, ale mniej gładkie, a całość przypomina, że 27 cali i 1920 x 1080 pikseli to dziś bardzo świadomy kompromis.

Dla części graczy właśnie ten kompromis będzie jednak zaletą. Full HD oznacza dużo niższe wymagania wobec karty graficznej niż QHD albo 4K, więc osiągnięcie 200-240 FPS w grach e-sportowych staje się znacznie łatwiejsze. Jeśli ktoś gra głównie w Counter-Strike 2, Valoranta, Fortnite’a, Rocket League, Overwatcha albo inne dynamiczne tytuły, to rozdzielczość może zejść na dalszy plan. Wtedy najważniejsze stają się płynność, opóźnienie, reakcja i… co tu dużo mówić, cena.
Wygląd i wykonanie bez udawania premium
Dahua LM27-E241B wygląda po prostu jak niedrogi monitor gamingowy, który nie próbuje przesadnie krzyczeć. Obudowa jest czarna, ramki są dość wąskie po bokach i u góry, a dolna część ekranu jest naturalnie grubsza. Całość nie robi wrażenia sprzętu premium, ale też nie idzie w odpustową stylistykę. Nie ma agresywnych przetłoczeń, wielkich świecących elementów ani gamingowego udawania sprzętu wyższej klasy.
Wymiary bez podstawy wynoszą 614,3 x 366,8 x 57,2 mm, a masa netto to 3,55 kg. Konstrukcja jest więc lekka i łatwa do przestawienia na biurku. Z drugiej strony niska masa oraz prosta podstawa od razu sugerują, że nie mamy do czynienia z monitorem, w którym producent postawił na rozbudowaną ergonomię i pancerną stabilność. Sprzęt stoi, działa i nie zabiera przesadnie dużo miejsca, ale nie nazwałbym tego konstrukcją, którą będzie się podziwiać za sam projekt.



W zestawie znajdziemy zasilacz, przewód DisplayPort, instrukcję oraz dokumenty. Obecność przewodu DP jest ważna, bo właśnie po DisplayPort najrozsądniej podłączać monitor do komputera, jeśli chcemy korzystać z pełnych 240 Hz. Da się to zrobić także przez HDMI 2.0, bo specyfikacja przewiduje 1920 x 1080 przy 240 Hz zarówno na DP 1.4, jak i HDMI 2.0, ale przy PC i karcie graficznej i tak naturalnym wyborem będzie DisplayPort. Co innego jeśli szukacie monitora pod laptopa, bo w nich standardem jest HDMI.




Ergonomia to przejawem budżetowości
Najbardziej budżetowy charakter Dahua LM27-E241B wychodzi przy podstawie. Monitor pozwala na regulację pochylenia od około -5 do +20 stopni, ale nie ma regulacji wysokości, pivotu ani obrotu w poziomie. Dla mnie to jedna z ważniejszych wad, bo 27-calowy ekran potrafi szybko zacząć irytować, jeśli nie da się ustawić go dokładnie pod swoją pozycję przy biurku.

Oczywiście jest VESA 100 x 100 mm, więc problem można rozwiązać ramieniem monitorowym. Przy monitorze za około 500 zł brzmi to jednak trochę jak dopisywanie do taniego sprzętu obowiązkowego akcesorium. Jeśli ktoś ma już uchwyt, świetnie. Jeśli nie, musi doliczyć koszt ramienia albo pogodzić się z podstawą, która daje tylko podstawową regulację. W tej cenie trudno robić z tego skandal, ale warto powiedzieć wprost – ergonomia nie jest mocną stroną tego modelu, ale wolę ten brak niż gorszą matrycę.


Sterowanie w menu monitora odbywa się zaś przez klasyczne przyciski i ekranowe ikony, a nie przez wygodny joystick. Po pierwszej konfiguracji nie ma to wielkiego znaczenia, bo do OSD wraca się rzadko, ale sama obsługa jest mniej wygodna niż w droższych monitorach.


Złącza, czyli sensowne minimum do grania
Dahua LM27-E241B ma jeden DisplayPort 1.4, jedno HDMI 2.0 i wyjście audio. Koniec. Nie ma USB, nie ma USB-C, nie ma huba, nie ma KVM, nie ma drugiego HDMI do wygodniejszego podpięcia kilku urządzeń. Widać tu proste podejście – jeden komputer i ewentualnie jeden laptop, konsola, słuchawki lub głośniki przez audio out i tyle.

Z perspektywy gracza komputerowego ten zestaw jest wystarczający, bo DP 1.4 załatwia główne zadanie. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy monitor miałby pracować jako centrum stanowiska. Jeśli ktoś ma PC, laptopa, konsolę i często przepina przewody, to szybko odczuje ograniczenia. Przy takim scenariuszu model od Dahua zaczyna wyglądać nie jak tani monitor z dobrymi parametrami, tylko jak bardzo proste urządzenie do jednego konkretnego zastosowania.

Nie liczyłbym też na audio wbudowane w monitor, bo w tym modelu głośników zwyczajnie nie ma. W menu znajdziemy zaś sekcję ustawień dźwięku z regulacją głośności, wyciszeniem i resetem ustawień, ale należy traktować ją przede wszystkim jako obsługę dźwięku wychodzącego przez monitor, a nie powód do rezygnacji ze słuchawek lub zewnętrznych głośników.
OSD i ustawienia Dahua LM27-E241B
OSD w Dahua LM27-E241B jest specyficzne wizualnie, bo akurat wygląda bardziej jak interfejs z taniego sprzętu gamingowego niż eleganckie menu nowoczesnego monitora. Turkusowe ramki, duże ikony i dość agresywny styl nie każdemu przypadną do gustu, ale najważniejsze jest to, że funkcjonalnie wszystko znajduje się tam, gdzie powinno. Mamy tryby obrazu Standard, RTS/RPG, FPS, MOBA, Movie i Reading, ustawienia jasności, kontrastu, DCR, Low Blue Light, ostrości oraz gammy, a także osobną sekcję Game+ z HDR, Adaptive Sync, MPRT, ulepszeniem obrazu i pomocami dla graczy.





Największy plus? Menu ma język polski. Nie zawsze jest to standard w tanich monitorach, a tutaj można normalnie przełączyć OSD na polski i nie walczyć z pół-angielskimi opisami. Monitor pozwala też ustawić pozycję OSD, czas wyświetlania, przezroczystość oraz skrót klawiszowy, np. do jasności.





Warto przy okazji wspomnieć o jednej rzeczy praktycznej. Monitor nie zawsze od razu pracuje w 240 Hz po podłączeniu. OSD przy pierwszym podłączeniu do komputera bardzo wyraźnie pokazuje aktualną częstotliwość odświeżania, rozdzielczość i stan Adaptive Sync, więc jeżeli na górze menu widzicie 60 Hz, trzeba wejść w ustawienia Windowsa albo panel sterownika GPU i ręcznie ustawić 240 Hz. Przy tego typu monitorze to pierwsza rzecz do sprawdzenia po wyjęciu z pudełka.
Matryca IPS 240 Hz to największa zaleta Dahua LM27-E241B
Najważniejszym argumentem za tym monitorem jest odświeżanie 240 Hz. Przy odpowiednio mocnym komputerze różnica względem 60 Hz jest ogromna, względem 144 Hz nadal zauważalna, a względem 165 Hz już bardziej zależna od użytkownika i gry. Nie będę udawał, że 240 Hz każdemu natychmiast odmieni życie, ale w dynamicznych FPS-ach taka płynność jest po prostu przyjemna. Ruch kursora, obrót kamery, szybkie śledzenie przeciwnika i mikroregulacje celownika stają się bardziej bezpośrednie.

Jednocześnie warto mocno oddzielić 240 Hz od czasu reakcji 0,5 ms. Taka wartość w tanim monitorze IPS jest zwykle związana z trybem overdrive (OD) i nie mówi automatycznie, że obraz będzie idealnie czysty w ruchu. Bardzo często najwyższe ustawienia OD zmniejszają smużenie, ale dorzucają overshoot, czyli jasne lub ciemne obwódki za poruszającymi się obiektami. Dlatego ważniejsze od powtarzania wartości z pudełka jest sprawdzenie, który tryb faktycznie daje najlepszy kompromis między smużeniem i artefaktami.
Matryca IPS oznacza szerokie kąty widzenia i zwykle przyjemniejsze kolory niż w najtańszych panelach VA lub TN. Dahua podaje 85% NTSC, co wygląda dobrze jak na monitor z tej półki, ale dopiero pomiary pokazały, że ten ekran ma w kolorach znacznie więcej do powiedzenia, niż oczekiwałem po tanim modelu 240 Hz.
Full HD na 27 calach to największy kompromis
Rozdzielczość Full HD przy 27 calach to decyzja, która ustawia cały test. Przy 24 lub 24,5 cala taki panel miałby więcej sensu jako typowy monitor e-sportowy. Przy 27 calach dostajemy większy obraz, ale też wyraźnie niższe zagęszczenie pikseli. Z bliska tekst wygląda przez to znacznie mniej ostro, drobne elementy interfejsu są mniej eleganckie, a praca z większą ilością okien szybko przypomina, że liczba pikseli jest ograniczona.


W grach sytuacja jest bardziej złożona. Duża przekątna przy Full HD może nawet podobać się osobom, które siedzą dalej od monitora albo chcą większego obrazu bez skalowania. Przy szybkich tytułach e-sportowych rozdzielczość 1920 x 1080 pozwala łatwiej wycisnąć wysoką liczbę klatek, a dzięki temu 240 Hz nie zostaje tylko pustym parametrem. Jeśli ktoś gra głównie rywalizacyjnie, to może świadomie wybrać właśnie taki zestaw.


Problem zaczyna się wtedy, kiedy Dahua LM27-E241B ma być monitorem “do wszystkiego”. Do pracy, grania, filmów, obróbki zdjęć, pisania i codziennego używania przez wiele godzin. W takim scenariuszu 27-calowe QHD jest po prostu bardziej naturalne. Droższe, bardziej wymagające dla GPU, ale też znacznie przyjemniejsze poza samym graniem.
HDR10, czyli funkcja głównie dla kompatybilności
Dahua LM27-E241B obsługuje HDR10, ale przy jasności typowej 350 nitów, kontraście 1000:1 i klasycznej matrycy IPS trzeba bardzo ostrożnie podchodzić do tego elementu specyfikacji. Monitor może przyjąć sygnał HDR, ale nie ma lokalnego wygaszania, wysokiej jasności ani czerni, która pozwalałaby mówić o efektownym HDR-ze. W praktyce traktowałbym to więc bardziej jako kompatybilność, a nie powód do zakupu. Nie jest to zarzut wyłącznie wobec Dahua.
Czytaj też: Granie na zupełnie nowym poziomie. Test monitora Titan Army G27T8T

W tanich monitorach HDR10 bardzo często pełni rolę znaczka w opisie produktu. Czasem obraz w HDR wygląda nawet gorzej niż dobrze ustawiony SDR, bo system i gra próbują mapować jasność oraz kontrast na panel, który zwyczajnie nie ma odpowiedniego zapasu. Dlatego przy tym monitorze skupiłbym się na SDR, odświeżaniu i czasie reakcji, a HDR zostawiłbym jako ciekawostkę do sprawdzenia, nie jako ważną cechę.
W moim przypadku znacznie większe znaczenie miały wyniki w trybie Standard i neutralnym ustawieniu kolorów. Właśnie tam monitor pokazał, że jego największą niespodzianką nie jest HDR, tylko zwykły obraz SDR po wyjęciu z pudełka.
Obraz i wyniki pomiarów Dahua LM27-E241B
Największe zaskoczenie przy Dahua LM27-E241B przyszło nie w grach, a przy pomiarach kolorymetrem. Spodziewałem się monitora, który będzie przede wszystkim tanią drogą do 240 Hz, a resztę potraktuje raczej po macoszemu. Tymczasem w trybie Standard i przy neutralnym ustawieniu kolorów ekran pokazał wyniki znacznie lepsze, niż sugerowałaby cena w okolicach 500 zł. Nie oznacza to jeszcze, że nagle mamy do czynienia z monitorem dla grafika, ale jak na tani, szybki ekran Full HD wynik jest zwyczajnie mocny.

Najlepiej wypada gamut. Pomiar pokazał 100% pokrycia sRGB, 86% AdobeRGB i 91% DCI-P3. Przy monitorze, który oficjalnie reklamowany jest jako 85% NTSC, taki wynik wygląda bardzo dobrze i od razu ustawia LM27-E241B wyżej niż wiele typowo budżetowych konstrukcji. W praktyce oznacza to, że kolory nie są tutaj wyłącznie poprawne. Monitor ma szeroką paletę, więc gry, filmy i zwykłe treści internetowe potrafią wyglądać atrakcyjnie, choć przy pracy stricte pod sRGB warto pamiętać, że szeroki gamut może dawać bardziej nasycony obraz, niż zakłada standard.

Jeszcze lepiej wypada dokładność kolorów. Średnie Delta E wyniosło 0,59, minimum 0,07, a maksimum 2,07. Stanowi to bardzo dobry wynik, nawet nie tylko “jak na cenę”. Większość próbek trzyma się blisko celu, a największy błąd dotyczy pojedynczego pola i nie psuje ogólnego obrazu pomiarów. Właśnie tutaj Dahua najbardziej mnie zaskoczyła, bo przy tanim monitorze gamingowym spodziewałbym się raczej trybu fabrycznego, który po prostu świeci efektownie, a nie takiego, który od razu potrafi zachować sensowną precyzję.

Gamma została zmierzona na poziomie 2,3, przy ustawieniu OSD pokazującym 2.2. Krzywa tonalna jest więc minimalnie ciemniejsza od wzorcowego 2.2, ale nie rozjeżdża się w sposób, który przeszkadzałby w codziennym użyciu. W grach może to nawet lekko pomagać w odbiorze kontrastu, choć przy ciemnych scenach warto uważać, żeby nie tracić detali.

Punkt bieli utrzymuje się w okolicach 7000 K, a przebieg szarości jest dość stabilny, bo pomiar w skali szarości krąży mniej więcej między 6940 a 7010 K. Obraz jest więc chłodniejszy od neutralnego D65. Nie wpada jednak w przesadnie niebieską, męczącą charakterystykę znaną z wielu tanich monitorów po wyjęciu z pudełka. Białe tło wygląda trochę chłodniej, niż powinno, ale bez wrażenia, że monitor próbuje wypalić oczy zimnym podświetleniem.

Jasność to kolejny punkt na plus. Oficjalna specyfikacja mówi o 350 nitów, a pomiary pokazały 389 nitów w presecie i 389,5 nitów przy 100% jasności. Przy 75% było to 292,2 nitów, przy 50% 192,9 nitów, przy 25% 115,2 nitów, a przy 0% już 38,8 nitów. Oznacza to, że monitor ma spory zapas do pracy w jaśniejszym pomieszczeniu, a jednocześnie da się zejść z jasnością do rozsądnego poziomu wieczorem. Kontrast wyniósł 960:1 przy 100% jasności i 860:1 przy 50%, więc jest typowy dla IPS-a. Cudów w czerni nie ma, ale tragedii również nie. Pomiar czerni przy 100% jasności wyniósł 0,40 nitów, więc w ciemnym pokoju czerń nadal będzie bardziej grafitowa niż głęboka. Przy monitorze IPS z tej półki to normalne. Ważniejsze jest to, że kontrast nie odstaje od oczekiwań i nie psuje ogólnego odbioru obrazu.

Największa słabość pomiarów dotyczy równomierności. Przy 100% jasności środek ekranu osiągnął 386,2 nitów, ale dolna część panelu była wyraźnie ciemniejsza. Różnice w dolnych strefach wyniosły 13%, 13% i 15%, a to już sporo. W normalnym graniu nie będzie to najpewniej pierwszy problem, który rzuci się w oczy, ale przy jasnych tłach, dokumentach, stronach internetowych i jednolitych planszach da się już zrozumieć, skąd ta ocena. Góra i środek są trzymane sensownie, dół wyraźnie odstaje.

Równomierność koloru wygląda lepiej, choć też nie idealnie. Największe odchylenie Delta E do najbliższego punktu wyniosło 4,5 w lewym dolnym sektorze, a dolna część panelu znów wypada słabiej od góry. Środek i prawa górna część są znacznie bliżej celu, ale przy pełnoekranowych jednolitych tłach widać, że nie jest to panel selekcjonowany pod bardzo wymagającą pracę z obrazem.

Szczerze mówiąc, trudno się z tym kłócić. Dahua LM27-E241B bardzo pozytywnie zaskakuje gamutem, dokładnością kolorów, jasnością i ogólną charakterystyką obrazu w trybie Standard. Największym ograniczeniem nie jest więc jakość kolorów, tylko sama konstrukcja panelu i format 27 cali przy Full HD. Kolory są lepsze, niż oczekiwałem. Ostrość tekstu pozostaje dokładnie taka, jakiej można spodziewać się po 1920 x 1080 pikselach na 27 calach. Tego żaden pomiar Delta E nie przeskoczy.

Dahua LM27-E241B w grach
W grach Dahua LM27-E241B ma jedno zadanie – pokazać, że tanie 240 Hz może mieć sens. Przy 1920 x 1080 pikseli nawet średnio wydajny komputer ma większą szansę dobić do bardzo wysokiej liczby klatek, więc ten monitor nie wymaga od razu karty graficznej z najwyższej półki. Stanowi to dobry kierunek dla osób, które grają rywalizacyjnie i wolą płynność od rozdzielczości.

Counter-Strike 2, Valorant, Fortnite, Overwatch 2, Rocket League, Apex Legends i Call of Duty będą naturalnym środowiskiem tego monitora. W takich grach większa płynność, niższe opóźnienie i szybka reakcja panelu mają więcej sensu niż wyższa ostrość obrazu. Jeśli ktoś gra głównie w singleplayerowe produkcje AAA, wybór staje się mniej oczywisty. Tam bardziej doceniłbym QHD, lepszy kontrast, lepszy HDR albo większą jakość obrazu.
Najważniejsze pozostaje ustawienie monitora pod konkretne użycie. Nie kupuje się przecież 240 Hz po to, żeby pracować cały dzień w 60 Hz, więc po podłączeniu trzeba od razu sprawdzić częstotliwość odświeżania w Windowsie. Warto też pobawić się ustawieniami OD, MPRT i Adaptive Sync, bo nie zawsze najbardziej agresywna opcja daje najlepszy obraz w ruchu. Przy tanich monitorach gamingowych zbyt mocny overdrive potrafi dodać artefakty, które są bardziej irytujące niż lekkie smużenie.
Dahua LM27-E241B do pracy, filmów i codziennego używania
Poza grami Dahua LM27-E241B zaczyna tracić część uroku. Nie dlatego, że jest złym monitorem do pracy, a dlatego, że Full HD na 27 calach nie jest formatem, który szczególnie lubię przy tekście. Jeżeli ktoś siedzi dalej od ekranu, może to zaakceptować. Jeżeli jednak monitor stoi blisko twarzy, to ostrość liter, ikon i drobnych elementów interfejsu do najlepszych się nie zalicza. Przy pisaniu, WordPressie, arkuszach, kodzie i dłuższym czytaniu wolałbym 27 cali QHD albo 24 cale w Full HD.
Do filmów i YouTube’a monitor wypada lepiej, niż początkowo zakładałem. Szeroki gamut i dobra dokładność kolorów pomagają w odbiorze obrazu, a jasność prawie 390 nitów daje spory zapas. Matowa powłoka ogranicza odbicia, więc w dzień monitor nie zamienia się od razu w lustro. Z drugiej strony kontrast IPS-a nadal ma swoje ograniczenia. Przy horrorach, nocnych scenach i oglądaniu po zmroku VA albo OLED pokazują naturalnie większą przewagę.


Innymi słowy, Dahua to tani monitor głównie do grania, zaskakująco dobry kolorystycznie, ale nadal ograniczony przez rozdzielczość Full HD na 27 calach. Jeśli ktoś ma ograniczony budżet i chce 240 Hz, to to ma sens. Jeśli jednak ktoś chce uniwersalnego monitora do pracy i rozrywki, to zacząłbym od pytania, czy naprawdę potrzebuje 240 Hz bardziej niż QHD.
Test Dahua LM27-E241B – podsumowanie
Największą siłą Dahua LM27-E241B jest cena rzędu 499 zł. Za takie pieniądze dostajemy 27 cali, IPS, 240 Hz, Adaptive Sync, DP 1.4, HDMI 2.0, VESA 100 x 100, jasność wyższą od deklarowanej i zaskakująco dobrą dokładność kolorów. Właśnie dlatego nie oceniałbym go tak samo jak monitorów za 900, 1200 czy 1500 zł. Przy 550 zł jestem w stanie łatwiej zaakceptować prostą podstawę, brak USB, brak regulacji wysokości, tylko Full HD i wątpliwy HDR. Przy cenie ponad 1000 zł ten sam monitor wyglądałby już znacznie gorzej, bo wtedy zaczyna zderzać się z modelami QHD 165-180 Hz, lepszą ergonomią i bardziej rozpoznawalnymi seriami gamingowymi. Przy tym modelu cena nie jest dodatkiem do oceny. Cena jest bowiem jednym z głównych powodów, dla których ten monitor w ogóle robi się interesujący.
Czytaj też: Test monitora AOC AGON Pro AG346UCD

Największą wadą Dahua LM27-E241B jest rozdzielczość Full HD przy przekątnej 27 cali. W grach można to zaakceptować, a to szczególnie przy 240 Hz, ale w pracy i codziennym używaniu ostrość nie będzie imponować. Drugim problemem jest ergonomia. Brak regulacji wysokości w monitorze, którego używa się codziennie, potrafi irytować. Trzeci minus to bardzo prosty zestaw portów. Jeden DisplayPort, jedno HDMI i wyjście audio wystarczą do podstawowego stanowiska, ale niczego więcej nie dają. Czwarty temat to HDR10, który traktowałbym ostrożnie. Przy tej klasie panelu nie kupowałbym monitora z myślą o HDR-ze. Piąty problem dotyczy równomierności luminancji, bo dolna część ekranu jest wyraźnie ciemniejsza od środka i to już coś, czego specyfikacja nie wymienia. Do tego dochodzi kwestia marki. Dahua jest dużą firmą, ale w monitorach gamingowych nie ma takiego zaufania jak ASUS, MSI, Gigabyte, LG czy AOC.
Dla kogo jest więc Dahua LM27-E241B? Dla gracza, który chce możliwie tanio wejść w 240 Hz, gra głównie w dynamiczne tytuły, nie boi się Full HD na 27 calach i nie potrzebuje rozbudowanej podstawy ani bogatego zestawu portów. Jeśli ktoś gra głównie w FPS-y i chce możliwie niskiego progu wejścia w bardzo wysokie odświeżanie, ten monitor może być zaskakująco sensownym wyborem.


Nie kupowałbym go jednak jako monitora do wszystkiego. Do pracy z tekstem wolałbym 27-calowe QHD albo 24-calowe Full HD, do filmów lepszy kontrast, do HDR-u zupełnie inną klasę panelu, a do wygodnego stanowiska lepszą podstawę i bogatszy zestaw złączy. Dahua LM27-E241B ma więc sens wtedy, kiedy wiecie, czego chcecie, a w tym przypadku jest to tanie 240 Hz do grania i możliwie niskiego progu wejścia. Przy takich oczekiwaniach może się obronić, ale przy oczekiwaniu monitora uniwersalnego kompromisy szybko zaczną wychodzić na wierzch.

