Japonia miała wojskowy sekret. Spójrz na jej nową wyjątkową broń

Japonia to wyjątkowe państwo. Od lat piszę o tym, jak to ten kraj, który przez dekady skupiał się na przechwytywaniu zagrożeń i ochronie własnego terytorium, coraz wyraźniej rozwija zdolności do atakowania z dużej odległości. Kolejny dowód pojawił się 30 lipca 2026 roku w bazie Gifu, skąd wystartował Mitsubishi F-2B z dwoma wcześniej niewidzianymi pociskami pod skrzydłami.
Zdjęcie poglądowe

Zdjęcie poglądowe

Zaobserwowany samolot to prototyp wykorzystywany do testowania nowego uzbrojenia. Pod jego wewnętrznymi węzłami znalazły się dwa duże pociski, które nie przypominały ani starszego ASM-2, ani stawiającego na wysoką prędkość ASM-3. Miały większe kadłuby i rozkładane skrzydła sugerujące konstrukcję przeznaczoną do długiego lotu. Czym więc były?

F-2B zabrał w powietrze broń nowego typu

Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie jest takie, że świat zobaczył lotniczy wariant ulepszonego pocisku Typ 12, należący do tej samej rodziny, z której wywodzi się lądowy Typ 25. Jednocześnie jednak samo podwieszenie broni pod myśliwcem nie oznacza jeszcze testu bojowego, sprawdzenia napędu ani skutecznego naprowadzenia na cel. Wszystko wskazuje raczej na prostą próbę, podczas której pocisk pozostaje pod skrzydłem przez cały lot. Inżynierowie analizują wtedy drgania, naprężenia, opór aerodynamiczny, stabilność myśliwca oraz współpracę uzbrojenia z komputerem misji. Właśnie na tym etapie broń zaczyna mierzyć się z fizyką, co następnie umożliwia jej szersze wdrożenie.

Typ 25 na ziemi, a ulepszony Typ 12 w powietrzu

Wokół nazwy nowej broni nadal panuje zamieszanie. W marcu 2026 roku japoński resort obrony nadał nazwę Typ 25 ukończonemu wariantowi lądowemu ulepszonego Typu 12. Wersja lotnicza nadal występuje jednak jako “Upgraded Type-12 SSM, Air-launched Variant“. Określanie jej mianem lotniczego Typu 25 jest więc wprawdzie logiczne, ale niepotwierdzone. Pewne jest coś innego. W ramach rozwoju tej broni Japonia nie wydłuża po prostu kadłuba starego pocisku, lecz tworzy całą rodzinę uzbrojenia przeznaczoną do odpalania z wyrzutni lądowych, okrętów i samolotów.

Czytaj też: Wyjątkowe możliwości prowadzenia wojny. Drony zrobiły coś, czego nikt się nie spodziewał

Według dostępnych informacji wariant lotniczy może osiągać zasięg około 1000 kilometrów, podczas gdy starszemu ASM-2 przypisuje się około 200 kilometrów. Różnica jest tym samym fundamentalna. F-2 nie musiałby już zbliżać się do zespołu okrętów na dystans, z którego sam znalazłby się w zasięgu obrony przeciwlotniczej. Nowy pocisk nie musi przy tym zastąpić szybszego ASM-3. Obie konstrukcje mogą się uzupełniać, bo jedna stawia na dystans i elastyczną trasę, a druga na wysoką prędkość oraz skrócenie czasu reakcji obrony.

Pocisk Typ 12 to klucz do myśliwca w roli wyrzutni

Przeniesienie pocisku na samolot daje coś, czego nie zapewni nawet mobilna wyrzutnia lądowa. F-2 może szybko zmienić rejon działania o setki kilometrów i przeprowadzić atak z kierunku, którego przeciwnik wcześniej nie brał pod uwagę. Dochodzi do tego przewaga startu z dużej wysokości. Pocisk otrzymuje na początku prędkość myśliwca, więc może polecieć dalej albo zachować więcej energii na zmianę trasy i manewry.

Czytaj też: Chiny szlifują myśliwiec szóstej generacji na oczach całego świata

Japońscy pogromcy okrętów do ulepszenia, nowe pociski Typ 12 

Dlatego uważam, że nie jest to po prostu kolejny pocisk przeciwokrętowy, a broń, która może zmienić F-2 w mobilny element sieci rażenia, który zaatakuje cel wykryty przez satelitę, samolot patrolowy lub drona. Nie dostajemy oczywiście tej elastyczności za darmo. Duże pociski zwiększają opór, zużycie paliwa i widoczność radarową samolotu. Ograniczają też miejsce na zbiorniki paliwa, środki walki elektronicznej i uzbrojenie powietrze-powietrze. Sam F-2 nie jest konstrukcją stealth, więc jego najważniejszą ochroną pozostanie możliwość odpalenia broni spoza zasięgu przeciwnika.

Zasięg Typ 12 nie wystarczy bez sieci czujników

Sam zasięg rzędu około 1000 kilometrów robi wrażenie, ale tworzy też problem. Okręt znajdujący się bowiem tak daleko, może podczas lotu pocisku zmienić położenie o wiele kilometrów. Trzeba go więc wykryć, rozpoznać, śledzić i przekazywać broni aktualne dane. Pocisk ma jednak wspierać aktualizowanie komend już po odpaleniu, co pozwoliłoby korygować trasę, zmieniać wskazany cel albo kierować broń w rejon, w którym jej własne sensory rozpoczną poszukiwanie okrętu.

W oficjalnych planach F-2, pociski Typ 12 i Typ 25, wyrzutnie, okręty, bezzałogowce i satelity mają działać jako jeden system. W budżecie na 2026 rok Japonia przewidziała modernizację dziewięciu F-2, a rozpoczęcie użytkowania wariantu lotniczego zostało zaplanowane na 2027 rok. Tutaj kryje się największe ryzyko programu. Pocisk można zaprojektować i sprawdzić na poligonie. Znacznie trudniej jednak zagwarantować, że podczas prawdziwego konfliktu satelity, łącza danych oraz centra dowodzenia przetrwają zakłócanie, cyberataki i fizyczne uderzenia. Bez odpornego łańcucha rozpoznania zasięg liczony w setkach kilometrów staje się tylko efektownym parametrem.

Japonia nadal mówi tylko o obronie

Japońskie władze przedstawiają nową broń jako element obrony i zdolności do kontruderzenia. Ma pozwalać zwalczać okręty oraz siły desantowe z miejsca znajdującego się poza aktualnym zasięgiem japońskiego uzbrojenia. Ma to szczególne znaczenie ze względu na długość japońskiego archipelagu, wyspy Riukiu oraz położenie przy Morzu Wschodniochińskim. Techniczna granica między bronią defensywną i ofensywną robi się jednak tutaj wyjątkowo cienka, bo pocisk zdolny przelecieć około 1000 kilometrów to równie skuteczna broń do obrony przed wrogiem, jak i do ataku na inne państwo.

Czytaj też: Nie wierzę, że to nastąpiło. USA wracają do zapomnianej broni. Tym razem pomoże atom

Nadal nie znamy jednak dokładnego zasięgu, rodzaju silnika, głowicy, systemu naprowadzania ani odporności pocisku na zakłócenia. Nie wiemy też, czy egzemplarze pod F-2B miały pełne wyposażenie, czy były wyważonymi makietami testowymi. Wiemy jednak, że oto właśnie program dotarł do etapu prób na samolocie, a oficjalny harmonogram prowadzi do rozpoczęcia użytkowania w 2027 roku. Oznacza to tyle, że wersja lądowa Typ 25 trafiła już do jednostek, wariant morski pozostaje w rozwoju, a F-2 zaczyna latać z kolejnym elementem rodziny.

Źródła: Army Recognition, The Aviationist, Naval News

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.