W końcu jednak czołowa konkurencja, czyli Google, chyba się namyśliła, ze ten stan rzeczy nie powinien trwać w nieskończoność i wraz z premierą najnowszego flagowca przyszła pora i na gadżet pomagający śledzić położenie cennych rzeczy.
Koniec czekania i Apple w końcu ma konkurencję. Google prezentuje odpowiedź na AirTaga
Gigant technologiczny bardzo długo kazał czekać użytkownikom ich ekosystemu na coś konkretnego. W tym czasie AirTagi wygodnie się umościły w przestrzeni zarówno psychicznej jak o tej empirycznej, a obok nich starali się jakoś dopasować producenci pokroju Motoroli i innych. Trudno jednak było powiedzieć, że coś groziło za bardzo pozycji AirTaga.

Nareszcie jednak został wykonany większy ruch ze strony Google i wraz z premierą flagowego smartfona z Androidem, Google Pixel 11, a także nową serią inteligentnych zegarków Pixel Watch 5, firma zaprezentowała nowego członka pikselowej rodziny.
Czytaj też: AirTag czy coś innego? Oto najciekawsze lokalizatory do kluczy i roweru
Pixel Tag w ogóle nie próbuje wyglądać przedstawiciel jego największej konkurencji z Cupertino. Zamiast okręgu, Google postawiło na podłużny kształt z mocno zaokrąglonymi krańcami o bardzo gładkiej, matowej powierzchni. Pewnie dziesięć lub piętnaście lat temu powiedzielibyśmy, że to bardzo stylowy i minimalistyczny design, lecz szczerze mówiąc, na dzisiejsze standardy to najgrzeczniejszą formą krytyki byłoby powiedzieć, że ten projekt jest odrobinę spóźniony.
Jednakże czymże jest nijaki wygląd wobec funkcjonalności?
Pixel Tag chociaż długi, to jest wygodnie cieniutki, a jego konstrukcja została wzmocniona, żeby być odpornym na zwiększony nacisk (przyda się w ścisku luku bagażowego lub na dnie plecaka), pęknięcia oraz wyginanie, a ponad wszystko ma także wodoszczelność i odporność na kurz na poziomie IP67. Z baterią wytrzymującą jeden rok i uwaga, po tym czasie można ją wymienić samodzielnie (CR2032).

Bardzo fajnym dodatkiem jest wbudowany głośnik, który będzie sygnalizował położenie lokalizatora Google, lecz to nikogo nie powinno dziwić, byłoby dziwnie bez tej opcji. To, co szczególnie raduje to funkcjonalność w drugą stronę. Mianowicie wciśnięcie przycisku na obudowie Pixel Taga spowoduje sygnał dźwiękowy z poszukiwanego przez użytkownika smartfona. Mała, przydatna rzecz i domyślam się, że właściciele Apple Watch z uznaniem kiwają głową – to jest przydatniejsze niż się wydaje.

Jeśli chodzi o łączność to bez zaskoczeń, ale też delikatnie zastanawiająco. Google oferuje umożliwiony w standardzie 6.0 i pozwalający na śledzenie z dokładnością do centymetrów oraz ultra szerokopasmowe połączenie dla maksymalnej mocy lokalizacji. Co jest ciekawe, bo pierwsza łączność wymaga urządzeń z Androidem 16, druga nie jest jeszcze wspierana przez wiele urządzeń, zaś ogólny wymóg to minimum Android 9.0
Cena i dostępność
Lokalizator uderza na rynek jeszcze w tym roku, a dokładnie to 11. listopada, więc w sam raz tworząc małą wymówkę na zakupy z okazji święta lub przedwczesnego uczczenia Black Friday. Cenowo wygląda to dokładnie jak u Apple, czyli 30 dolarów za sztukę lub 100 za czteropak, a więc o ile Google pójdzie tą samą drogą, to chociaż wciąż nie mamy polskiej ceny, powinno to wyglądać około 149 złotych za sztukę i 499 za pakiet (w oficjalnym sklepie).
Źródła: pocketlint, google

