Tego rodzaju obiektu są wyjątkowo trudne do obserwowania. Gdy zbliżają się do Słońca, ciepło powoduje sublimację lodu znajdującego się w ich wnętrzu. Uwalniający się materiał tworzy rozległą komę, czyli chmurę gazu i pyłu otaczającą jądro. W efekcie właściwa powierzchnia komety zostaje zasłonięta. Aby zobaczyć samo jądro, trzeba więc znaleźć obiekt znajdujący się odpowiednio daleko od Słońca, gdzie lód pozostaje zamrożony, a aktywność komety jest minimalna.
Czytaj też: Supertajfun z pokładu ISS. Niesamowite kadry i nowa era kosmicznej fotografii
Właśnie taka sytuacja dotyczyła 28P/Neujmin. Naukowcy zwrócili uwagę na zdjęcia znajdujące się w archiwum dostarczonym przez Hyper Suprime-Cam – niezwykle czułą kamerę zamontowaną na teleskopie Subaru. Co więcej, kometa znalazła się na zdjęciach niemal w idealnym momencie. Ziemia, kometa i Słońce były ustawione w taki sposób, że naukowcy mogli zaobserwować efekt opozycji. Takowy polega na gwałtownym wzroście jasności powierzchni niewielkiego ciała, gdy obserwator patrzy na nie niemal dokładnie z kierunku, z którego pada światło słoneczne.
To zjawisko jest dla astronomów niezwykle cenne, ponieważ pozwala wyciągać wnioski dotyczące struktury powierzchni badanego obiektu. Sposób, w jaki ciało rozjaśnia się podczas obserwacji w pobliżu opozycji, zależy między innymi od wielkości ziaren tworzących jego powierzchnię, ilości pustych przestrzeni między nimi oraz sposobu ich ułożenia.
W przypadku 28P/Neujmin pojawiła się jednak niespodzianka. Kolor komety przypomina ciemne, czerwonawe planetoidy typu D. Takie obiekty mają bardzo niski współczynnik odbicia światła i mogą zawierać materiały związane z wodą. Pod względem wyglądu kometa wydawała się więc podobna do pewnej grupy planetoid. Jej zachowanie podczas obserwacji efektu opozycji było jednak zupełnie inne.
28P/Neujmin rozjaśniła się znacznie silniej, niż można byłoby oczekiwać po obiektach o podobnej barwie i jasności. Jej zachowanie było pod tym względem bliższe jasnym planetoidom o zupełnie innych właściwościach powierzchniowych. Zdaniem naukowców oznacza to, że mimo podobieństwa kolorystycznego struktura powierzchni komety może znacząco różnić się od powierzchni planetoid.
Czytaj też: Kosmiczna rzeka gazu przechyliła dysk, z którego powstają planety. Nowe obserwacje zwalają z nóg
Badacze podejrzewają, iż jednym z powodów może być historia samej komety. Za każdym razem, gdy 28P/Neujmin zbliża się do Słońca, znajdujący się na jej powierzchni lód sublimuje. Proces ten przez miliony lat może stopniowo zmieniać strukturę zewnętrznych warstw jądra, tworząc powierzchnię o właściwościach innych niż te obserwowane na planetoidach.
Zebrane informacje powinny ułatwić rozwikłanie zagadki, z którą od lat mierzą się astronomowie. Dawniej komety i planetoidy uważano za dwie wyraźnie odrębne grupy obiektów: pierwsze miały być przede wszystkim zbudowane z lodu i pyłu, drugie zaś ze skał i metali. W ostatnich latach granica między nimi zaczęła się jednak zacierać. Znaleziono planetoidy zawierające wodę i minerały uwodnione, a w jądrach komet zidentyfikowano materiały przypominające te występujące na asteroidach. 28P/Neujmin pokazuje, że podobieństwo składu lub koloru nie musi oznaczać identycznej budowy powierzchni. To ważna wskazówka w badaniach nad tym, jak powstawały i ewoluowały obiekty Układu Słonecznego.
