Kamuflaż dla każdego. Timex Expedition Sierra zyskuje dwa przyjazne oblicza

Połączenie stylu militarnego ze stylistyką klasycznego zegarka to coś, w czy Timex czuje się wyjątkowo pewnie. Przez lata producent rozwijał serię Expedition, a niedawno dodał do niej modele dość swobodnie odwołujące się do wojskowego projektu. Nowości w podserii Expedition Sierra są z kolei nieco mocniej związane z militarnym rodowodem, ale jednocześnie nie epatują nim w sposób, który mógłby zniechęcić niedzielnego odbiorcę.
Timex Expedition Sierra zielony
Timex Expedition Sierra zielony

Estetyka Field Watch, czyli połączenie codziennego zegarka z wojskowymi elementami pokroju 24-godzinnej tarczy z wyraźnymi cyframi arabskimi, nieustannie ma swoich fanów. Od momentu wydzielenia serii w 1991 roku jako rozwiązania dla turystyki pieszej ta stała się symbolem jakości w dobrych pieniądzach bez znacznych kompromisów w codziennej wygodzie. To właśnie tutaj w 1992 roku pokazano technologię Indiglo, czyli elektroluminescencyjne podświetlenie tarczy, które na lata zdefiniowało serię.

Timex potrafi zadowolić zarówno fanów retro, jak i retrofuturyzmu. Tym razem próbuje się jednak skupić na odwołaniu do klasyki w formie, która wielu ludziom nie musi się kojarzyć ze sprzętami sprzed trzech dekad. Expedition Sierra doczeka się dwóch nowych modeli, które przede wszystkim subtelnie wykorzystują militarne zacięcie i mogą spodobać się tym, którzy przemycają wojskową stylizację do codziennego ubioru.

Dwie nowe odsłony Expedition Sierra. Jedna rzecz może nie spodobać się fanom wojskowych zegarków

Timex Expedition Sierra pojawi się w wariantach, które uwzględniają kluczowe elementy serii. Duże, czytelne liczby oraz opaska w stylu NATO wyglądająca, jakby była już użytkowana dają poczucie zgodności z charakterem serii. To w dalszym ciągu zegarki, które można ubrać na chwilę przed wyjściem do pracy i nie będziemy mieli poczucia, że tu nie pasują. Na tarczy mieści się także okno datownika.

Są jednak i pewne zmiany, które zakłócają wojskowy charakter serii. Zamiast 24-godzinnej tarczy otrzymujemy 12-godzinną matrycę z sekundnikiem. Z perspektywy codziennego użytkowania może to być nawet bardziej intuicyjne, ale w ten sposób Timex traci punkty u fanów klasycznych konstrukcji. Dość swobodnie producent potraktował też kwestię kamuflażu na tarczy, bowiem ten przypomina w większym stopniu panoramę z leśnym krajobrazem niż prawdziwie maskujący wzór.

Część ludzi rozczaruje, że producent nie pokusił się o podświetlenie Indiglo. To jednak cecha charakterystyczna całej serii Sierra, nie tylko dwóch nowych modeli. W dalszym ciągu świecić będą wskazówki pokryte powłoką luminescencyjną. Konstrukcję oparto na mechanizmie kwarcowym, który zapewnia wysoką precyzję chodu i zabezpieczono szkłem krzemowym oraz stalą nierdzewną.

Jest jedna zmiana, która może przekonać do dwóch nowych modeli z serii Expedition Sierra. To zwiększona wodoodporność do 100 metrów, a więc dwukrotnie względem poprzednich modeli. To wszystko przy tym samym, niewielkim charakterze z 40-milimetrową średnicą koperty oraz grubością rzędu 11 mm.

Wojskowa stylistyka na co dzień za rozsądne pieniądze?

Timex nie przesadził z ceną nowych zegarków z rodziny Expedition Sierra. Obydwa warianty możemy zakupić za 139 euro na stronie producenta (około 600 złotych). To czyni z zegarka ciekawy pomysł na prezent dla kogoś, kto może niekoniecznie całym sercem kocha militarną stylistykę, ale niestraszne są mu piesze wycieczki czy pokonywanie kilometrów na rowerze.

Czytaj także: 145-lat Seiko świętowane w cudownym fiolecie z epoki Edo

Jednocześnie taki zegarek może też docenić osoba, która wie, jak wyglądają nadruki na wojskowym zaopatrzeniu lub faktycznych militarnych zegarkach. Timex Expedition Sierra to raczej jedynie ukłon w stronę wojskowych tropów designerskich, aniżeli faktyczna próba stworzenia sprzętu dla wojska. W końcu brak tu kompasu, altymetru czy barometru jak w seriach Expedition WS4 czy E-Compass.

Napisane przez

Michał Mielnik

Redaktor