

Najmocniej widać było rozwiązania bardzo praktyczne. A jakie? Na przykład nowe konstrukcje Air Fryerów, zamrażarkę lepiej wykorzystującą dostępne miejsce, sprzęty do sprzątania, które po pracy potrafią zadbać również o siebie, czy pralko-suszarkę z pompą ciepła. Pochwalili się po prostu nowoczesną technologią, automatyzacją i designem. Piekarnik rozpoznaje potrawy, ekspres ma współpracować z Alexa+, a pralka może wyglądać bardziej jak element nowoczesnej zabudowy niż sprzęt, który nic tylko ukryć gdzieś za rogiem, za drzwiami – tak żeby nie rzucała się w oczy.
Same targi IFA 2026 pokazały, że w AGD nie chodzi tylko o dokładanie kolejnych funkcji, ulepszanie już wcześniej ulepszonego. Coraz częściej liczy się to, czy urządzenie faktycznie zdejmie z nas choć jedną małą rzecz, o której do tej pory trzeba było pamiętać samodzielnie. I chodzi o to, by zdejmowało z nas coraz więcej obowiązków, bo te sprzęty wciąż wymagają od użytkowników uwagi i działania.
Jeśli chodzi o Boscha i Siemensa – obie marki należą do BSH, obie zajmują się sprzętem gospodarstwa domowego i w wielu miejscach mierzą się dokładnie z tymi samymi problemami. Mimo to już po wejściu do ich przestrzeni było widać dwie troszeczkę inne filozofie. Bosch swoją prezentację zamknął pod hasłem Factory of Quality i mocno skupił się na praktycznych rozwiązaniach codziennych problemów. Więcej miejsca w zamrażarce bez zwiększania jej gabarytów, kilka różnych podejść do Air Fryerów czy urządzenia sprzątające wymagające mniej obsługi.
Siemens swoją przestrzeń nazwał z kolei Intelligence Lab i tutaj znacznie mocniej wybrzmiewała inteligencja urządzeń, automatyzacja oraz design. Ekspres współpracujący z generatywną sztuczną inteligencją, rozumiejący czym jest miłość do kawy, AGD sterowane głosowo czy pralki wyglądające bardziej jak element nowoczesnego salonu niż sprzęt, który zwykle próbujemy schować gdzieś w łazience.
Po obejrzeniu obu stoisk mam jednak przede wszystkim jedno wrażenie. Najciekawsza rewolucja w AGD nie polega dziś na wymyślaniu zupełnie nowych urządzeń. Polega na tym, żeby sprzęty, których używamy od kilkudziesięciu lat, zabierały nam coraz mniej czasu, wymagały podejmowania coraz mniejszej liczby decyzji i coraz lepiej wykorzystywały przestrzeń, którą już mamy.

Bosch pokazał czym jest innowacja?
Zacznę od rozwiązania, które w porównaniu z innymi może wydawać się wręcz banalne. Nowa wolnostojąca zamrażarka Boscha. Uprzedzałam – brzmi prosto i nieciekawie. Natomiast wykorzystuje ona koncepcję Flex-Door, dzięki której przestrzenią do przechowywania stają się również drzwi urządzenia.
I podoba mi się poprawianie rzeczy, które od zawsze można było poprawić, bo umówmy się, każdy potrzebuje kolejnego urządzenia wyposażonego w najnowocześniejszy na świecie ekran. Czasem problem jest znacznie prostszy: zamrażarka jest już pełna, a kolejnego opakowania po prostu nie ma gdzie wcisnąć. Bosch postanowił więc wykorzystać przestrzeń, która normalnie pozostaje mniej funkcjonalna. Na drzwiach umieszczono półki, które można przestawiać i dostosowywać do wielkości przechowywanych produktów. Pobawiliśmy się tymi półkami i serio – jest to świetne. Na drzwiach tej zamrażarki zmieszczę różne opakowania mrożonek, a ergonomią tych półek można się bawić i mieścić wszystko estetycznie i mądrze.
Producent nie rozwiązuje problemu pojemności przez zwyczajne powiększenie całego urządzenia. Zewnętrzne wymiary pozostają standardowe, a dodatkowa przestrzeń pojawia się wewnątrz dzięki zmianie organizacji.
No a w mieszkaniu czy kuchni urządzonej pod konkretny wymiar ma to znacznie większe znaczenie, niż może się początkowo wydawać. Nie zawsze da się przecież kupić szerszą albo głębszą zamrażarkę. Nawet kilka dodatkowych centymetrów potrafi zadecydować o tym, czy nasza wymarzona zabudowa kuchenna w ogóle się zmieści. Znacznie łatwiej jest więc zastanowić się, czy można lepiej wykorzystać dokładnie tę bryłę, którą już mamy.

Air Fryery przestały być jedną kategorią urządzeń
Jeżeli jeszcze kilka lat temu Air Fryer oznaczał właściwie zawsze to samo – urządzenie z jedną wysuwaną szufladą – to dziś rynek wygląda już zupełnie inaczej. Bosch na IFA pokazał kilka konstrukcji przeznaczonych dla bardzo różnych użytkowników. Obejrzałam je i myślę, że trudno nie dostrzec, jak szybko rozwinęła się ta kategoria.
Najmniejszym z prezentowanych rozwiązań jest Serie 2 o pojemności 4 litrów. Taki trochę sprzęt dla studenta, bo jedno, maksymalnie dwuosobowe przeznaczenie. To faktycznie model pomyślany przede wszystkim z myślą o kuchniach, w których powierzchnia blatu jest ograniczona. Ciekawym detalem jest wydłużony kształt szuflady. Bosch podaje tutaj przykład szparagów, ale sama idea jest szersza, bo nie wszystko, co wkładamy do Air Fryera, ma kształt frytki czy małego kawałka mięsa, więc zmiana proporcji kosza faktycznie może ułatwić przygotowywanie dłuższych produktów bez ich łamania czy układania na siłę.
Na drugim końcu skali znajduje się Double Stack. Tutaj dwie szuflady ustawiono jedna nad drugą, a łączna pojemność wynosi 12 litrów. Bosch określa urządzenie jako jedno z największych tego typu na rynku i z punktu widzenia konstrukcyjnego ciekawsze od samej liczby litrów jest właśnie pionowe ustawienie koszy.
Duża pojemność Air Fryera zazwyczaj oznacza bowiem dużą szerokość urządzenia. A szerokość blatu jest w wielu kuchniach znacznie cenniejsza niż przestrzeń znajdująca się kilkanaście centymetrów wyżej. Double Stack chyba chce rozwiązać problem w podobny sposób jak piętrowa zabudowa miejska – skoro nie możemy bez końca rozbudowywać się na boki, wykorzystajmy wysokość.
Jest też Serie 4 Double Drawer, czyli bardziej klasyczne podejście z dwiema niezależnymi szufladami ustawionymi obok siebie. Każda ma pojemność 4,5 litra. Sens takiej konstrukcji widzę przede wszystkim wtedy, gdy przygotowujemy jednocześnie dwa różne składniki posiłku i nie chcemy wrzucać wszystkiego do jednego kosza.
Jeszcze inaczej działa Double Flex. Tutaj otrzymujemy jedną dużą, 10-litrową przestrzeń, którą w razie potrzeby można podzielić na dwie niezależne strefy gotowania. I chyba ten wariant najlepiej pokazuje kierunek, w którym zmierzają Air Fryery. Nazwałam go w myślach wielkim. Naprawdę robi wrażenie i myślę, że poradziłby sobie z wykonaniem obiadu dla rodziny.
Ale nie oszukujmy się, ważna jest też elastyczność. Jednego dnia chcemy przygotować coś dużego i potrzebujemy całej dostępnej przestrzeni. Drugiego robimy dwa składniki wymagające innych parametrów przygotowania. Więc zamiast wybierać pomiędzy jednym wielkim koszem a dwoma małymi, można zmieniać konfigurację zależnie od sytuacji.
Air Fryer kilka lat temu był dla mnie kolejnym niepotrzebnym sprzętem kuchennym. Od jakiegoś czasu korzystam z tego sprzętu i polubiłam go. Idąc dalej – po tegorocznej IFA coraz mocniej mam wrażenie, że wyrasta z tego cała osobna kategoria urządzeń, w której sposób zaprojektowania komory zaczyna być równie ważny jak jej pojemność. Krótko mówiąc, Air Fryer to nowa mikrofalówka. Społeczeństwo je pokochało.


Bosch wchodzi w półautomatyczne ekspresy – uśmiech w stronę kawoszów
Kolejna premiera jest ciekawa z zupełnie innego powodu. HomeCafé Serie 4 to pierwszy półautomatyczny ekspres ciśnieniowy w ofercie Boscha.
I samo słowo „półautomatyczny” jest tutaj kluczowe. Przez lata rynek domowej kawy coraz mocniej szedł w stronę pełnej automatyzacji. Naciskamy ikonę cappuccino i kilka chwil później napój znajduje się w filiżance. To wygodne, ale jednocześnie zabiera nam sporą część kontroli nad procesem.
Ale są jeszcze bariści, są kawosze, są entuzjaści kawy. Ludzie, którzy w parzeniu kawy odnajdują swoją małą codzienną ceremonię. Bosch postanowił pójść tym śladem i zaoferować produkt takim klientom.
Więc półautomat jest propozycją dla osoby, która chce w przygotowaniu kawy uczestniczyć nieco bardziej, ale niekoniecznie od razu zamieniać kuchnię w profesjonalną kawiarnię.
HomeCafé Serie 4 daje 30 poziomów mielenia oraz pięć ustawień dozowania. Możliwość tak dokładnego regulowania młynka pozwala eksperymentować z ziarnem i szukać ustawienia, które odpowiada konkretnemu rodzajowi kawy oraz własnym preferencjom.
To zupełnie inne podejście niż w automacie, który większość decyzji podejmuje za nas. Jeśli użytkownik woli automatycznie przygotowywać sobie codzienną kawę, może wybrać sprzęt Siemensa, o którym opowiem niżej. Bosch po prostu wchodzi w segment, który daje użytkownikowi więcej wpływu na proces parzenia kawy i spieniania mleka.
Bo mam wrażenie, że przez ostatnie lata zmieniła się domowa kultura kawowa. Samo „robi espresso” już dawno przestało wystarczać. Coraz więcej osób interesuje się ziarnami, grubością mielenia, proporcjami czy sposobem przygotowania. HomeCafé Serie 4 jest odpowiedzią właśnie na ten trend.

OneFlow sprząta dwie rzeczy naraz – piszę się na to
W przypadku sprzętu sprzątającego mam prostą zasadę: najbardziej interesują mnie rozwiązania, które faktycznie pomagają w czynnościach potrzebnych do ogarnięcia mieszkania.
Już nauczyłam się, że odkurzacze to nie jest taka oczywista sprawa. Bosch OneFlow robi więc coś, co brzmi oczywiście, ale nadal potrafi zmienić codzienną rutynę – jednocześnie odkurza i myje podłogę.
Nie trzeba najpierw odkurzać całego mieszkania, odkładać urządzenia, wyciągać mopa i zaczynać wszystkiego od początku. OneFlow podczas jednego przejazdu ma zbierać suche zabrudzenia oraz radzić sobie z płynami i zaschniętym brudem.
Mam ograniczone zaufanie akurat do tego typu obietnic, jeśli chodzi o urządzenia pomagające utrzymać czystość.
A według Boscha jedno ładowanie akumulatora wystarcza na wyczyszczenie powierzchni do 150 m². Brudna woda trafia przy tym do oddzielnego zbiornika, dzięki czemu nie wraca na czyszczoną powierzchnię.
Producent wykorzystuje również technologię MicroClean, która ma wykrywać i usuwać nawet niewidoczne gołym okiem cząsteczki brudu. Dla mnie równie istotna jest jednak funkcja znajdująca się już poza samym procesem sprzątania.
Wałek mopujący może zostać automatycznie wyczyszczony w stacji serwisowej po naciśnięciu przycisku. I to jest ten etap, który bardzo często decyduje o tym, czy podobne urządzenie rzeczywiście ułatwia sprzątanie. Możemy stworzyć najbardziej zaawansowany sprzęt do mycia podłogi na świecie, ale jeżeli po każdym użyciu trzeba spędzić kolejne kilkanaście minut nad zlewem, rozbierając jego elementy i usuwając z nich brud, część wygody natychmiast znika.
A producenci sprzętu sprzątającego konkurują już nie tylko skutecznością samego sprzątania. Równie ważne staje się to, ile pracy urządzenie zostawia człowiekowi po zakończeniu sprzątania.

Spotless 2 chce już nie tylko sprzątać, ale rozumieć, co właściwie znalazł na podłodze
Jeszcze wyraźniej widziałam to w nowej generacji robotów Bosch Spotless 2. Tutaj mamy już sprzęt, który łączy klasyczne odkurzanie z mopowaniem i według deklaracji producenta osiąga moc ssania do 30 000 Pa.
Sama liczba robi wrażenie, ale w 2026 roku moc ssania coraz rzadziej jest dla mnie najbardziej interesującą częścią robota sprzątającego. To powinno być oczywiste.
Spotless 2 wykorzystuje wysuwany wałek mopujący, który ma docierać bliżej krawędzi. Podczas przejazdu po dywanie wałek automatycznie się unosi, żeby nie zamoczyć materiału. To rozwiązanie dotyka jednego z bardziej irytujących problemów robotów łączących odkurzanie i mopowanie – urządzenie musi wiedzieć nie tylko, gdzie znajduje się dywan, lecz także odpowiednio zmienić sposób pracy.
Bosch idzie jednak dalej. Robot ma wykorzystywać kamerę i sztuczną inteligencję do rozpoznawania trudniejszych zabrudzeń. Jeżeli wykryje plamę, może dostosować sposób czyszczenia zamiast traktować każdy fragment podłogi dokładnie tak samo.
To jest zastosowanie AI, które zdecydowanie bardziej do mnie przemawia niż doklejanie tego skrótu do każdego urządzenia tylko dlatego, że dobrze i nowocześnie brzmi. Jeżeli system faktycznie potrafi rozpoznać różnicę pomiędzy zwykłym kurzem a miejscem wymagającym intensywniejszego czyszczenia, sztuczna inteligencja ma tutaj bardzo konkretną pracę do wykonania.
Automatyzacja nie kończy się również po powrocie robota do stacji. Stacja Spotless 2 ma myć elementy mopujące gorącą wodą, następnie suszyć je gorącym powietrzem, dozować detergent oraz ładować urządzenie.
Bosch stosuje również elementy określane jako antybakteryjne. W przypadku wałków mopujących oraz worków na kurz producent wykorzystuje azotan srebra, natomiast filtry zawierają PHMB. To drobny techniczny detal, ale warto o nim wspomnieć, bo za określeniem „antybakteryjny” stoi tutaj konkretna obróbka i zastosowane substancje.
Cała filozofia Spotless 2 wydaje mi się zresztą bardzo charakterystyczna dla obecnego etapu rozwoju robotów sprzątających. Robot ma już nie tyle sam jeździć po mieszkaniu, ile zdejmować z użytkownika kolejne elementy obsługi – od decyzji o intensywności czyszczenia po późniejsze mycie mopa.
Pralko-suszarka z pompą ciepła może być jedną z ważniejszych premier
Pralko-suszarki chyba najbardziej mnie zaintrygowały. Sama korzystam tylko z pralki. Jednak podczas targów usłyszałam interesującą ciekawostkę. Ponoć ludzie pokochali suszarki do ubrań. Często w swoich gospodarstwach domowych wolą zrezygnować ze zmywarki niż z niej. O co więc tyle szumu?
Poznałam więc urządzenia, które w tej kategorii prezentuje grupa BSH. Jak podeszli do kwestii wygody? Jak do kwestii zużycia energii, wody? Jak do automatyzacji? Ale co dla mnie istotne – jak zadbali o same ubrania i ograniczenie późniejszego prasowania?
W nowej pralko-suszarce od Boscha Serie 8 zastosowano technologię pompy ciepła. Według producenta w porównaniu z tradycyjną pralko-suszarką wykorzystującą technologię kondensacyjną urządzenie może ograniczyć zużycie wody do 20 litrów oraz energii o 55 proc.
Bosch pokazał również konkretne porównanie. Model z pompą ciepła WLB244040 ma według danych wynikających z unijnej metodologii zużywać 53 litry wody na cykl, podczas gdy porównywany model konwencjonalny potrzebuje 75 litrów. W przypadku energii wartości wynoszą odpowiednio 136 oraz 305 kWh na 100 cykli.
Ciekawie wygląda także sama klasa efektywności. Przy praniu urządzenie osiąga A-20%, czyli według danych producenta zużywa 42 kWh na 100 cykli przy wartości granicznej dla klasy A wynoszącej 53 kWh. Dla suszenia otrzymujemy natomiast klasę A.
To oczywiście ustandaryzowane wartości, a faktyczne zużycie w domu zawsze będzie zależało od sposobu korzystania z urządzenia. Kierunek jest jednak ważny. Pralko-suszarka przestaje być sprzętem, przy którym wygoda musi automatycznie oznaczać wyraźnie niższą efektywność.
Do tego dochodzi samoczyszczący kondensator. I ponownie wracamy do motywu: nie chodzi wyłącznie o wykonanie podstawowego zadania. Sprzęt ma również wymagać od nas mniej obsługi pomiędzy kolejnymi cyklami.
Bosch pomyślał też o tym, żeby po całym cyklu ubrania wymagały od nas mniej pracy. Funkcja Iron Assist wykorzystuje parę wodną do ograniczania zagnieceń i według producenta może zmniejszyć je nawet o 50 proc. W praktyce oznacza to mniej prasowania, szczególnie w przypadku takich rzeczy jak koszule, a więc również mniej kolejnych etapów pielęgnacji tkanin po wyjęciu ich z urządzenia.

Siemens na IFA pokazał zupełnie inną twarz inteligentnego domu
Przejdźmy do strefy Siemensa. Bosch bardzo mocno koncentruje się na jakości codziennego użytkowania. A Siemens w ramach Intelligence Lab równie mocno dokłada do tego warstwę inteligentnych funkcji oraz wzornictwa. Sprzęt ma nie tylko wykonywać zadania. Ma próbować przewidywać nasze potrzeby, zapamiętywać preferencje i coraz lepiej wpisywać się w całą architekturę nowoczesnego domu.
Siemens też stawia na pompę ciepła w pralko-suszarce
Podobny kierunek dotyczący efektywności, który widziałam u Boscha, pojawia się również w nowej pralko-suszarce Siemens iQ700.
Jest to pralko-suszarka wykorzystująca technologię pompy ciepła. Urządzenie osiąga klasę energetyczną A dla pełnego cyklu prania i suszenia, natomiast podczas samego prania ma być o 20 proc. bardziej efektywne niż próg wymagany dla klasy A.
Siemens podaje tutaj 42 kWh na 100 cykli w zestawieniu z graniczną wartością 53 kWh.
Jednocześnie mamy do czynienia z pełnowymiarową pralką mieszczącą 11 kg ubrań oraz suszarką o pojemności 6 kg. Wszystko przy zachowaniu standardowych wymiarów urządzenia.
I właśnie pojemność jest tutaj bardzo ważna. Idea połączenia dwóch sprzętów w jednym ma największy sens właśnie wtedy, gdy oszczędzamy miejsce, ale nie musimy rezygnować z pełnowymiarowego bębna do prania.
Siemens dokłada do tego między innymi i-Dos, czyli automatyczne dozowanie detergentu, a także funkcje gentleDry i intelligentClean. Całość ma ograniczać liczbę czynności, o których musimy pamiętać przy kolejnych cyklach.
Ponownie wracamy więc do tego samego wniosku. „Smart” nie musi oznaczać aplikacji, powiadomień i kolorowego ekranu. Czasem najlepszą inteligentną funkcją jest ta, dzięki której po prostu nie muszę czegoś robić sama.
iconicEdition wygląda tak, jakby ktoś wreszcie przestał się wstydzić pralki
Przy iconicEdition zatrzymałam się natomiast z zupełnie innego powodu – wyglądu.
Pralki i suszarki to sprzęty, których design przez lata był wyjątkowo przewidywalny. Biała obudowa, duże okrągłe drzwi, pokrętło, ekran i kilka przycisków. Oczywiście zdarzały się bardziej eleganckie modele, ale ogólny schemat pozostawał właściwie niezmienny.
iconicEdition bardzo mocno mnie więc zaskoczyła. Według marki są to pierwsze w branży pralki i suszarki wykonane z materiału przypominającego szkło. Do tego dochodzi błyszczące czarne wykończenie oraz minimalistyczny ekran dotykowy. Prezentują się naprawdę bardzo stylowo.
Efekt jest zdecydowanie bardziej zbliżony do nowoczesnego sprzętu elektronicznego niż klasycznego AGD.
I być może brzmi to jak rzecz drugorzędna, ale nasze mieszkania też się zmieniają. Pralka coraz częściej nie stoi w osobnej pralni, której nikt poza domownikami nie ogląda. Trafia do otwartej łazienki, zabudowy albo przestrzeni, w której design naprawdę ma znaczenie.
Jeżeli wydajemy sporo pieniędzy na płytki, armaturę, oświetlenie i meble, trudno dziwić się, że później nie chcemy na środku całej kompozycji urządzenia wyglądającego dokładnie tak samo jak dwadzieścia lat temu.
iconicEdition ma jednocześnie zachować inteligentne funkcje i oferować pełną obsługę głosową za pośrednictwem Home Connect lub Alexa. Nie jest więc wyłącznie stylistyczną odmianą istniejącego sprzętu.
Dobrym przykładem jest piekarnik iQ700. Sam system rozpoznawania potraw potrafi według producenta identyfikować ponad sto dań i proponować odpowiednie dla nich ustawienia. Już samo to przesuwa część odpowiedzialności z użytkownika na urządzenie.
Zamiast zastanawiać się nad temperaturą, trybem grzania czy czasem pieczenia, możemy pozwolić piekarnikowi dobrać parametry.
W tym roku Siemens rozwija tę funkcję o możliwość zapisywania własnych ulubionych przepisów. I to właśnie jest ciekawe i godne uwagi, bo to niedługo w sprzętach tego typu będzie – no – bare minimum.
Nie wszystkie potrawy przygotowywane w domu pochodzą przecież z katalogu producenta albo internetowej bazy przepisów. Każda rodzina ma swoją szarlotkę, pieczeń, zapiekankę czy ciasto, które robi trochę inaczej. Teraz piekarnik może zapamiętać odpowiednie ustawienia dla takiego własnego przepisu, a przy kolejnym przygotowaniu uruchomić właściwy program.
Technologia zaczyna się więc dostosowywać nie tylko do kategorii jedzenia, ale również do naszych przyzwyczajeń. I to wpisuje się w to, czego chcę od AGD. Pomocy, ułatwiania życia.
To mały krok, ale bardzo dobrze pokazuje, jak według Siemensa ma wyglądać inteligentne AGD. Nie chodzi wyłącznie o sterowanie piekarnikiem z telefonu. Urządzenie ma z czasem wiedzieć coraz więcej o tym, jak z niego korzystamy.
EQ600 iAroma rozmawia z Alexa+. I tutaj robi się naprawdę ciekawie
Jedną z najbardziej technologicznych prezentacji Siemensa był dla mnie jednak nowy ekspres EQ600 iAroma.
Już bez całej warstwy sztucznej inteligencji mamy urządzenie, które ma oferować szeroki wybór napojów kawowych i prostą obsługę przez wyświetlacz coffeeSelect. Tacka ociekowa ma regulowaną wysokość, dzięki czemu pod wylewkę można zmieścić nie tylko standardową filiżankę, ale również większe naczynia XL oraz kubki typu to-go.
Niby detal, ale właśnie przy ekspresie używanym kilka razy dziennie takie detale szybko stają się ważniejsze niż funkcje, z których się realnie nie korzysta.

I to jest urządzenie znacznie inne od tego prezentowanego przez Boscha. Jest to ekspres, który kawę robi praktycznie bezobsługowo. Jedno kliknięcie, nawet w aplikacji – i kawka gotowa.
Najciekawsze dzieje się jednak w warstwie komunikacji, bo urządzenie korzysta z asystenta Alexa+.
Różnica względem klasycznych komend głosowych ma być fundamentalna. Do tej pory sterowanie sprzętem głosem wymagało nauczenia się określonych poleceń. Jeśli powiedzieliśmy coś w niewłaściwy sposób, asystent często zwyczajnie nie rozumiał, o co nam chodzi.
Tutaj komunikacja ma bardziej przypominać normalną rozmowę. Zamiast wywoływania konkretnej funkcji sztywną komendą można rozmawiać z systemem w bardziej naturalny sposób.
EQ600 iAroma ma przy tym uczyć się nawyków domowników i dopasowywać się do indywidualnych preferencji.
I jeżeli ten kierunek zostanie dobrze zrealizowany, może być znacznie ważniejszy niż samo dodanie kolejnej opcji do menu ekspresu. Urządzenia AGD mają dzisiaj ogromną liczbę funkcji, ale im jest ich więcej, tym trudniej do każdej dotrzeć. Naturalna rozmowa może w pewnym sensie stać się nowym interfejsem.
Więc nie muszę wczytywać się w instrukcje i zastanawiać się, gdzie producent ukrył jakąś funkcję, którą się często chwali. Wystarczy, że powiem urządzeniu, czego chcę i ono to zrobi. Tak to sobie wyobrażam, słysząc o wykorzystaniu tego typu modeli językowych.
Oczywiście ostateczna wartość takiego rozwiązania będzie zależała między innymi od dostępności odpowiednich funkcji i języków na konkretnych rynkach. Siemens pokazuje jednak tę integrację jako projekt długoterminowy. Alexa+ ma trafiać poprzez aktualizacje również do urządzeń znajdujących się już u użytkowników, a później być stopniowo integrowana z kolejnymi kategoriami sprzętu.
To ważne, bo inteligentny dom zaczyna wtedy wyglądać nie jak zbiór kilkunastu aplikacji i komend, lecz jak jeden system, z którym możemy po prostu porozmawiać. Przerażające i intrygujące, prawda?
Czytaj też: Eufy i Soundcore znikają? Anker na IFA zmienia sposób działania i prezentuje mnóstwo produktów
Większa lodówka bez większej lodówki
Siemens również pochylił się nad problemem przestrzeni wewnątrz urządzeń chłodniczych.
Nowy wolnostojący model single-door ma pojemność 402 litrów, czyli według producenta o 15 proc. więcej od poprzednika, mimo zachowania tych samych wymiarów zewnętrznych.
Dodatkowa pojemność bez zwiększania bryły urządzenia jest więc dokładnie tym rodzajem usprawnienia, który można odczuć każdego dnia.
W środku znajduje się system hyperFresh 0°C, który ma pomagać utrzymać świeżość owoców i warzyw nawet przez 14 dni. Do tego dochodzą osobne strefy przeznaczone do przechowywania ryb oraz mięsa.
Elastyczne są również półki umieszczone na drzwiach. Możliwość zmiany ich położenia pozwala lepiej dostosować przestrzeń do wysokich butelek, słoików czy mniejszych produktów zamiast próbować dopasować każde zakupy do z góry ustalonego układu lodówki.
Całość uzupełnia noFrost, a więc technologia eliminująca konieczność klasycznego ręcznego rozmrażania urządzenia.
I jeśli miałabym wskazać jeden trend, który szczególnie mocno przewijał się przez oba stoiska, byłoby nim właśnie lepsze wykorzystywanie istniejącej przestrzeni. Nie wszystko musi być większe. Czasem wystarczy lepiej zaprojektować środek.

Czternastocentymetrowa szuflada może zmienić sposób planowania całej kuchni
Jednym z bardziej nietypowych urządzeń prezentowanych przez Siemensa była szuflada do gotowania na parze.
I to było urządzenie, przy którym, obiecuję, większość osób chciała zatrzymać się na dłużej. Po pierwsze wygląda spektakularnie: zwykła zabudowa kuchenna, normalna szuflada, a po wysunięciu urządzenie do przyrządzania posiłków.
Szuflada nie jest nowym pomysłem w portfolio marki. Ja widziałam ją pierwszy raz, a teraz Siemens pokazał ją w aksamitnie czarnym wykończeniu, które ma pasować do współczesnych kuchni do zabudowy.
Najciekawszy pozostaje jednak format. Urządzenie ma zaledwie 14 cm wysokości i może zostać zamontowane bezpośrednio pod piekarnikiem albo funkcjonować jako osobny element zabudowy.
A w środku nie chodzi wyłącznie o przygotowywanie warzyw na parze. Szuflada może służyć do gotowania na parze, wyrastania ciasta oraz odgrzewania całych posiłków. W praktyce jest więc dodatkową komorą termiczną, która rozszerza możliwości kuchni, ale nie wymaga miejsca potrzebnego na kolejny pełnowymiarowy piekarnik.
To może być szczególnie interesujące w mniejszych kuchniach albo wszędzie tam, gdzie nie chcemy budować dużej kolumny kilku urządzeń, a zarazem chcemy jeść zdrowo.
Podoba mi się także sam sposób myślenia. Zamiast projektować kolejne urządzenie o standardowej wysokości kilkudziesięciu centymetrów, Siemens próbuje zagospodarować przestrzeń, która wcześniej mogła zostać przeznaczona po prostu na zwykłą szufladę.
I dokładnie takich pomysłów oczekuję od współczesnego AGD. Nie kolejnego sprzętu, dla którego muszę znaleźć dodatkowe pół metra wolnej ściany, tylko czegoś, co potrafi wpisać się w miejsce, które już mam.

Po IFA mam wrażenie, że inteligentny dom w końcu przestaje oznaczać tylko aplikację
Po obejrzeniu tegorocznych stoisk Boscha i Siemensa najbardziej utkwiła mi w głowie jedna rzecz. Przez długi czas „inteligentne AGD” kojarzyło mi się głównie ze zinternetyzowaniem się urządzeń, z wyposażeniem ich w ekrany.
Pralka wysyłała powiadomienie, ekspres pojawiał się w aplikacji, piekarnik można było uruchomić z telefonu. Wszystko było smart, bo miało własną ikonkę na ekranie smartfona.
Na IFA 2026 widać już, słuchajcie, kolejny etap. Piekarnik próbuje rozpoznać, co do niego wkładamy. Ekspres ma prowadzić bardziej naturalną rozmowę i uczyć się preferencji użytkowników. Robot sprzątający analizuje rodzaj zabrudzenia i dobiera sposób czyszczenia. Pralko-suszarka ogranicza zużycie energii dzięki pompie ciepła. Urządzenia sprzątające po zakończeniu pracy zaczynają czyścić same siebie. Więc to chyba 2026 na poważnie, nie na niby.
A obok całej tej inteligencji są rozwiązania znacznie prostsze. Przesuwana półka. Inaczej zaprojektowane drzwi zamrażarki. Air Fryer wykorzystujący wysokość zamiast zajmowania połowy blatu. Czternastocentymetrowa szuflada do gotowania na parze.
Ja w świecie AI nie chcę i nie potrzebuję sztucznej inteligencji w każdym urządzeniu, które podłączam do gniazdka. Bo może wcale nie musi jej posiadać. Ja potrzebuję za to technologii tam, gdzie faktycznie może coś za mnie zrobić, oraz dobrego projektu tam, gdzie problem można rozwiązać bez niej.
Bosch podczas IFA 2026 bardzo mocno pokazał tę drugą stronę. Factory of Quality opierało się przede wszystkim na sprzętach mających praktycznie usprawniać codzienne obowiązki – od przechowywania jedzenia, przez gotowanie, po pranie i sprzątanie. Siemens w Intelligence Lab poszedł bardziej w kierunku urządzeń, które mają znać nasze preferencje, reagować na sytuację i jednocześnie coraz lepiej wyglądać we wnętrzu.
Nie powiedziałabym więc, że któraś z tych wizji jest bardziej przyszłościowa. Wręcz przeciwnie. Najbardziej przyszłościowy dom prawdopodobnie będzie potrzebował obu.
Od AGD oczekuję pomocy, oczekuję, że mi pomogą: w kuchni, w sprzątaniu. Bo ostatecznie właśnie w taki sposób technologia staje się naprawdę użyteczna.
Nie wtedy, kiedy wymaga ode mnie nauczenia się kolejnego systemu, tylko wtedy, kiedy sprawia, że mam do wykonania jedną czynność mniej. I tego właśnie w nowoczesnych sprzętach AGD szukam.
Czytaj też: Siemens EQ500 czy EQ600? Dwa ekspresy, dwa sposoby na dobrą kawę dostosowaną do Ciebie

