Zapewne po tytule wiecie już, do jakiego problemu się odnoszę. W większości produkcji, które trafiają do nas poprzez serwisy streamingowe, zwłaszcza gdy te są nagrywane w języku polskim, pojawiają się problemy z klarownością dialogów.
Powodów jest kilka. Najważniejszy jest oczywiście techniczny. Niezależnie od tego, jak bardzo postarają się dźwiękowcy, na końcu dźwięk zostaje sprasowany do najczęściej dwóch ścieżek w jakości serwisów streamingowych. To mocno da się odczuć przy kinowych hitach, ale także i w serialach. Inne powody wynikają ze specyfiki języka: polski jest szumiący i trący ze względu na obecność sybilantów jak sz, cz, ż, ś, ć, dz.
Są jeszcze inne problemy, jak chociażby obawa twórców (lub brak środków) przed efektem sztuczności, jaki może powodować dogrywanie dialogów w studiu czy współczesna maniera, w której aktorzy starają się naśladować naturalną komunikację. Na te problemy odpowiadają nie tylko producenci filmowi, ale i firmy technologiczne.
Bose TV Speaker 2. generacji trafia do sprzedaży po 6 latach. Jedna zmiana ucieszy wszystkich
6 lat to z jednej strony sporo czasu, a z drugiej strony rynek rozwiązań dźwiękowych nie znajdzie rozwiązań na wszystkie fizyczne kwestie dotyczące dźwięku. Bose TV Speaker 2. generacji wygląda inaczej od poprzednika, choć to w dalszym ciągu soundbar, który raczej wtopi się w otoczenie telewizora. W tej odsłonie postawiono na bardziej zaokrąglone krawędzie i niewielkie wymiary: 5,7 cm wysokości na 10,6 cm głębokości oraz 59,6 cm długości.

Najistotniejszą techniczną zmianą w konstrukcji jest dodanie po środku wysokotonowego głośnika, który marka przedstawia jako rozwiązanie do poprawy jakości dialogów. Producent przygotował specjalny tryb, który pozwala uwypuklić wypowiadane przez bohaterów kwestie. Podobne rozwiązania serwują nam od lat producenci telewizorów – być może po włączeniu takiego ustawienia w dwóch miejscach efekt będzie lepszy.

Bose TV Speaker 2. generacji nie zaskoczy za to nikogo resztą możliwości. Z telewizorem połączymy się przez złącze HDMI. Znajdziemy tu także złącze optyczne oraz wyprowadzające dla subwoofera. USB-C służy wyłącznie do serwisowania. Na pokładzie znajduje się także Bluetooth, ale producent nie precyzuje, w której wersji. Soundbar nie ma mikrofonów, więc nie wykorzystamy go do komunikacji głosowej, ale i nie zostaniemy podsłuchani. Zabrakło też aplikacji mobilnej do strojenia – jedynie pilot z kilkoma ustawieniami.
Nieco droższy niż poprzednik, ale raczej nie bez szans
Bose TV Speaker 2. generacji trafia na rynek w cenie 299 dolarów (a więc zapewne powyżej 1200 złotych u nas). Nie jest to najlepsza oferta dla tych, którzy poszukują dźwięku przestrzennego, zwłaszcza, że nie znajdziemy tu soundbara, a producent nie dzieli się informacjami na temat obsługi standardów Dolby Atmos czy DTS Virtual:X. Nie ma też łączności po 2,4 GHz i zabrakło informacji o tym, czy mamy do czynienia ze złączem HDMI eARC.
Czytaj także: Grasz sobie w grę, a reklamy będą przypominać o rzeczywistości. Microsoft zacznie nas dręczyć?
Przewagą Bose TV Speaker 2. generacji może być jednak to, że to sprzęt o wiele prostszy. Dodatkowy głośnik wysokotonowy może odpowiadać za różnicę podczas codziennego oglądania telewizji czy serwisów streamingowych. Te i tak często nie oferują wyższych standardów dźwięku, a nawet jeżeli, to i tak dochodzi do tego aspekt kompresji. Do tego wiele osób po prostu chce postawić na mały sprzęt, który nikomu nie wadzi, nie wymaga skomplikowanej instalacji i nie składa się z kilku części. Dla tych osób logo Bose może być już na tyle znaczącym symbolem jakości, że nie będą porównywali specyfikacji. Wydaje się, że podobnie rzecz ma się ze sportowymi słuchawkami Bose.

