Grasz sobie w grę, a reklamy będą przypominać o rzeczywistości. Microsoft zacznie nas dręczyć?

Co powiecie na reklamy w grach? Do tej pory pomysł tego typu był wyśmiewany przez fakt, że był po prostu nierealny. Jednak czy aby na pewno jest na tyle oderwany od rzeczywistości, że nigdy nie trafi do użytku? Microsoft zdaje się sugerować, że nie.
Grasz sobie w grę, a reklamy będą przypominać o rzeczywistości. Microsoft zacznie nas dręczyć?

Branża gier wideo od dobrych kilku lat sprawdza, jak daleko może przesunąć granicę monetyzacji, zanim gracze powiedzą “dość”. Najpierw przyzwyczailiśmy się do DLC, później mikrotransakcji, battle passów, abonamentów, wirtualnych sklepów w grach za pełną cenę, kilku rodzajów wirtualnej waluty naraz, a dziś nawet przyzwyczajamy się do tego, że gier nie posiadamy, a jedynie kupujemy sobie do nich dostęp, który jest powiązany z usługami chmurowymi. Nie wygląda to dobrze, ale spokojnie – może być gorzej.

Microsoft chce znaleźć idealny moment, żeby przerwać nam granie

Microsoft Technology Licensing złożył 23 kwietnia 2026 roku zgłoszenie patentowe o tytule “Contextually Aware Management of Interactive Software Application Access“. Dokument został opublikowany na początku września 2026 roku i nie opisuje zwyczajnego odliczania w stylu “reklama co pół godziny”, lecz system próbujący zrozumieć, co aktualnie dzieje się w grze.

Czytaj też: Prawdziwy powód dramatu Cyberpunk 2077 i co zyska na tym Wiedźmin 4

Wygląd ekranu głównego usługi Xbox Game Pass
Menu usługi Game Pass

Samo założenie jest proste. Gracz otrzymuje określony “kredyt” pozwalający przez pewien czas korzystać z aplikacji bez przerwy. Patent podaje przykłady 15 minut, 30 minut, godziny lub jeszcze dłuższego okresu. Co ciekawsze, ten sam kredyt może mieć różną wartość w zależności od sposobu grania – przykładowo godzinę w trybie treningowym, 30 minut kampanii albo 20 minut multiplayera.

Kiedy kredyt zaczyna się kończyć, system szuka odpowiedniego okna. Może być nim koniec rozdziału, ekran ładowania, ukończenie zadania albo inny moment wskazany przez samą grę. Interakcja zostaje wtedy wstrzymana, pojawia się materiał promocyjny, a po jego zakończeniu dostajemy kolejny okres zabawy. Brzmi znajomo? Oczywiście, bo nie tylko np. YouTube, ale też rynek mobilny od lat zna model “obejrzyj reklamę i graj dalej”. Różnica jest taka, że Microsoft rozważa znacznie bardziej zaawansowaną technicznie wersję tego samego pomysłu.

Reklama może wiedzieć, że właśnie skończyłeś walkę z bossem

Najbardziej interesująca część zgłoszenia wcale nie dotyczy samych reklam, lecz sposobu wykrywania odpowiedniego momentu. Gra może dostarczać informacje systemowi poprzez API, ale Microsoft opisuje również moduł analizujący obraz, dźwięk oraz dane o aktualnym stanie gry. W grę wchodzi nawet uczenie maszynowe. Oznacza to, że model mógłby nauczyć się rozpoznawać określone zdarzenia na podstawie interfejsu, animacji czy zachowania świata gry, a następnie odróżniać moment intensywnej walki od sytuacji, w której można pozwolić sobie na przerwę. Patent przewiduje też wykorzystywanie decyzji samego użytkownika jako danych treningowych. Jeśli gracz regularnie akceptowałby reklamę w konkretnych sytuacjach, to system mógłby z czasem lepiej przewidywać podobne momenty.

Czytaj też: Nadciąga najgorsza generacja konsol od lat. PS6 i nowy Xbox zapowiadają się paskudnie

Technologicznie? Całkiem imponujące. Problem polega na tym, do czego wykorzystujemy tę całą inteligencję. Przez dekady twórcy gier walczyli bowiem o to, żeby jak najrzadziej wyrywać nas z wirtualnego świata. Dyski SSD skróciły ekrany ładowania, streaming danych ograniczył przejścia między lokacjami, a projektanci poziomów ukrywają techniczne przerwy w animacjach i dialogach. Teraz ktoś patrzy na tę samą technologię i zastanawia się, jak znaleźć w niej wystarczająco dobrą szczelinę na reklamę i jest to dalekie od np. takiego Nintendo, które twierdzi, że zachowało ekrany ładowania w nowej Zeldzie dlatego, żeby przypomnieć graczom dawne czasy. Równie głupie, ale gorsze u samych fundamentów.

Najgorsze jest to, że taki model ma ekonomiczny sens

Nie sądzę jednak, żeby Microsoft kombinował z takim rozwiązaniem wyłącznie dlatego, że ktoś postanowił zirytować graczy. Kontekst finansowy jest znacznie ciekawszy. Pisałem niedawno o tym, jak rozpada się dotychczasowy model taniej konsoli. Sprzęt drożeje, produkcja wielkich gier kosztuje coraz więcej, a Microsoft jednocześnie próbuje rozszerzać Xboxa daleko poza tradycyjną konsolę. W tym świetle reklamy zaczynają wyglądać nie jak dziwaczny eksperyment, ale kolejny potencjalny filar finansowania dostępu do gier.

Zresztą pierwsza wersja tego świata już istnieje. Microsoft testował darmowy Xbox Cloud Gaming finansowany reklamami, gdzie przed rozpoczęciem godzinnej sesji użytkownik oglądał około 1-2 minut materiałów reklamowych. Różnica jest zasadnicza – reklama pojawia się przed graniem, a nie w jego środku. Jeszcze ciekawiej wygląda to w zestawieniu z czerwcową wypowiedzią Matthew Balla, szefa strategii Xboxa. Tłumaczył on, że reklamy mogą pomóc zaoferować tańsze warianty usług, podobnie jak robią to Netflix czy Disney+. Jednocześnie zaznaczył, że mówi o swoim stanowisku, a nie oficjalnych planach Microsoftu i osobiście uważa przerywanie samej rozgrywki za zły pomysł.

Czytaj też: Wiedźmin 3 Remaster zmieni znacznie więcej, niż się spodziewaliśmy

Trzy miesiące później czytamy patent opisujący technologię właśnie do takiego przerywania. Nie oznacza to sprzeczności ani potwierdzenia planów Xboxa, ale zestawienie tych dwóch rzeczy trudno uznać za mało interesujące.

Patent nie oznacza, że za pół roku zobaczymy reklamy na Xboxie

Tutaj trzeba jednak zahamować, bo zgłoszenie patentowe nie jest zapowiedzią produktu. Firmy zabezpieczają tysiące koncepcji, które nigdy nie trafiają do klientów, a dokument Microsoftu nadal ma status oczekującego zgłoszenia. Nie wiemy również, czy ewentualne zastosowanie dotyczyłoby darmowych gier, Game Passa, grania w chmurze czy zupełnie nowej usługi. Samo podejście w stylu “płać, albo oglądaj reklamy” nie jest dziś niczym nowym i np. takie darmowe granie w chmurze za oglądanie reklam zapewne byłoby popularne, ale sęk w tym, że raz wytyczona granica w świecie wirtualnej rozrywki często zalicza przesunięcia i tego obawiam się najbardziej.

Źródła: Zgłoszenie patentu, GameSpot

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.