Nadciąga najgorsza generacja konsol od lat. PS6 i nowy Xbox zapowiadają się paskudnie

Przez lata konsole miały jedną ogromną przewagę nad komputerami do grania, której nie dało się podważyć żadną dyskusją o wyższej liczbie klatek, dostępie do modów czy lepszej jakości obrazu. Były po prostu tanie. Za cenę samej sensownej karty graficznej dostawaliśmy kompletne urządzenie zaprojektowane na następne kilka lat, o którego nie musimy się martwić z roku na rok a im starsza stawała się generacja, tym lepiej wyglądała oferta, bo poprawione procesy produkcyjne, nowe rewizje sprzętu oraz zwyczajne starzenie się technologii pozwalały producentom obniżać ceny. Taki przynajmniej był model, do którego przyzwyczaiły nas poprzednie dekady.
Nadciąga najgorsza generacja konsol od lat. PS6 i nowy Xbox zapowiadają się paskudnie

W 2026 roku patrzę jednak na PlayStation 5 oraz Xbox Series X/S i zaczynam zastanawiać się, czy kolejna generacja nie będzie tą najgorszą od bardzo dawna. Nie ze względu na wydajność, brak dobrych gier albo jakieś katastrofalne decyzje konstrukcyjne, bo PS6 nadal pozostaje w dużej mierze tajemnicą, a Microsoft dopiero zaczął oficjalnie opowiadać o Project Helix. Problem leży znacznie głębiej, bo oto właśnie na naszych oczach rozpada się model ekonomiczny, dzięki któremu konsola przez dekady broniła się jako relatywnie tani sposób na granie w najnowsze produkcje.

Czytaj też: Redzi rozbili bank i odkupują dobre imię. Takiej przyszłości Wiedźmina nikt się nie spodziewał

Najgorsze jest to, że nie musimy opierać tej wizji na przeciekach dotyczących ceny PS6 czy domniemanych parametrach nowych układów AMD. Wystarczy spojrzeć na ceny obecnych konsol, rynek pamięci oraz na to, co Sony i Microsoft sami mówią inwestorom oraz graczom.

Konsola po sześciu latach powinna być tańsza

PlayStation 5 z napędem debiutowało w Polsce pod koniec 2020 roku za 2299 zł, a wersja Digital, czyli bez napędu, kosztowała wtedy 1849 zł. Dziś te wartości wyglądają wręcz jak ceny promocyjne, bo według aktualnych ofert na Ceneo za PS5 Slim z napędem trzeba zapłacić przynajmniej około 2850 zł, a cyfrowa wersja zaczyna się od około 2500 zł. Mówimy więc o nominalnym wzroście odpowiednio o około 24 i 35%, mimo że sprzęt zbliża się już do szóstych urodzin. PS5 Pro wypada pod tym względem jeszcze gorzej, bo większość ofert osiągnęła poziom obecnie 5800 zł, a w części dużych sklepów cena dobija już do okolic 6000 zł. Musimy też pamiętać, że ceny te praktycznie rosną z tygodnia na tydzień.

Właśnie ten fakt zapalił mi pierwszą lampkę ostrzegawczą przy rozmyślaniu o następnej generacji konsol. Do tej pory końcówka cyklu była świetnym momentem na zakup konsoli, bo sprzęt stawał się tańszy, biblioteka była ogromna, a pierwsze problemy wieku dziecięcego dawno załatane. PS5 jest tymczasem jednym z tych produktów technologicznych, przy których możemy powiedzieć, że ktoś kupujący sprzęt praktycznie sześć lat po premierze płaci nominalnie znacznie więcej od osoby stojącej w kolejce po niego w 2020 roku, a pamiętajmy, że i wtedy nie było zbyt kolorowo z dostępnością.

Oczywiście same kwoty nominalne nie uwzględniają inflacji, zmian kursów walut czy rosnących kosztów produkcji, więc nie możemy sprowadzić całego problemu do klasycznego “Sony stało się nagle chciwe”. Znacznie ważniejsze jest to, co ten przypadek mówi nam o przyszłości. Jeśli bowiem producent nie był w stanie obniżyć ceny starego już sprzętu, a zamiast tego rynek poszedł w przeciwną stronę, to skąd właściwie miałaby się wziąć tania konsola kolejnej generacji, wyposażona w znacznie wydajniejszy układ, więcej pamięci oraz większy SSD?

Konsole Xbox Series X/S pokazują absurd rynku

Jeśli ceny PlayStation 5 wydają się wam wysokie, to konsole Xbox aktualnej generacji pokazują ten sam problem jeszcze dobitniej. Series X debiutował w Polsce za 2249 zł, a Series S 512 GB za zaledwie 1349 zł. Dziś według Ceneo za Series X trzeba zapłacić przynajmniej około 4400-4700 zł, podczas gdy podstawowy Series S kosztuje około 2200 zł.

Czytaj też: Recenzja The Blood of Dawnwalker. Najważniejsza gra 2026 roku dla Polaków pokazuje, że można inaczej

Szczególnie absurdalnie wygląda właśnie ten drugi przypadek. Series S powstał przecież jako tania furtka do nowej generacji, a obecnie kosztuje niemal tyle, ile w dniu premiery trzeba było zapłacić za znacznie potężniejszego Series X. Sam flagowiec podrożał względem polskiej ceny premierowej praktycznie dwukrotnie, podczas gdy Series S zaliczył wzrost o ponad 50%. Kilka lat temu taki rozwój sytuacji na rynku konsol uznałbym zapewne za żart, ale w dzisiejszych czasach firmy oficjalnie przyznają się do podwyższania cen.

Przykładowo Microsoft podniósł ceny ponownie w sierpniu 2026 roku i podał przy tym znacznie ciekawsze wyjaśnienie niż standardowe “warunki gospodarcze”. Firma stwierdziła wprost, że ceny pamięci oraz pamięci masowej wykorzystywanej w konsolach zwiększyły się ponad 2,5-krotnie, a do jesieni 2027 roku spodziewa się kolejnego podwojenia kosztów. Microsoft przypomniał również, że konsole tradycyjnie nie są produktami sprzedawanymi z wysoką marżą, a często kosztują klienta mniej, niż wynosi rzeczywisty koszt ich wytworzenia.

To ostatnie jest tutaj szczególnie istotne, bo dotyka fundamentu całego konsolowego biznesu. Producent mógł sprzedać wam stosunkowo tanią skrzynkę pod telewizor, a następnie przez następne siedem czy osiem lat zarabiać na grach, licencjach, abonamentach oraz prowizjach ze swojego sklepu. Innymi słowy, drogi hardware był swego rodzaju biletem wstępu do ekosystemu, więc opłacało się obniżyć cenę tego biletu. Problem polega na tym, że w 2026 roku zarówno Microsoft, jak i Sony coraz wyraźniej sygnalizują, że nie chcą brać tego rachunku w aż tak dużym stopniu na siebie.

Rynek pamięci rzeczywiście oszalał

Zanim zaczniemy obwiniać producentów konsol o wykorzystywanie wygodnej wymówki, to warto spojrzeć na sam rynek DRAM oraz NAND, bo sytuacja rzeczywiście jest paskudna. TrendForce jeszcze na początku 2026 roku podniósł prognozę wzrostu cen kontraktowych klasycznego DRAM w pierwszym kwartale do aż 90-95%, podczas gdy pamięć NAND Flash miała w tym samym okresie podrożeć o 55-60%. Drugi kwartał wcale nie przyniósł powrotu do normalności, bo analitycy prognozowali kolejne 58-63% wzrostu cen DRAM oraz aż 70-75% dla NAND. Dopiero trzeci kwartał miał przynieść wyhamowanie, choć nadal mówimy o wzrostach odpowiednio o 13-18% oraz 10-15%.

Warto tutaj jednak zaznaczyć jedną rzecz, bo hasło w stylu “AI zabiera RAM konsolom” upraszcza całą sytuację. Serwery AI nie wyrywają bowiem Sony czy Microsoftowi z fabryk dokładnie tych samych modułów GDDR, które miałyby później trafić do PS6. Problem jest bardziej pośredni i przez to znacznie trudniejszy do szybkiego rozwiązania. Producenci pamięci przenoszą inwestycje, nowsze procesy oraz dostępne moce produkcyjne w stronę znacznie bardziej dochodowych pamięci HBM, pamięci serwerowych oraz SSD klasy enterprise, bo właśnie tam czekają klienci gotowi płacić ogromne pieniądze.

Czytaj też: Wiedźmin bez Geralta to nadal Wiedźmin? Zagrałem w niedocenioną grę Redów

GDDR7

Skalę tego przesunięcia dobrze pokazują prognozy TrendForce. Firma szacowała w sierpniu, że HBM oraz RDIMM łącznie pochłoną w 2026 roku aż 51% bitowej podaży DRAM, a presja ze strony infrastruktury AI ma utrzymywać wysokie ceny pamięci również w 2027 roku. W przypadku NAND podobną rolę odgrywa rosnący popyt na enterprise SSD dla centrów danych, więc problem nie ogranicza się wyłącznie do jednego rodzaju pamięci.

Z punktu widzenia Samsunga, SK hynix czy Microna matematyka jest wyjątkowo prosta. Jeśli tę samą inwestycję można skierować w stronę taniego sprzętu konsumenckiego albo znacznie bardziej dochodowych komponentów dla serwerów kosztujących dziesiątki czy setki tysięcy dolarów, to trudno oczekiwać, że PlayStation i Xbox zawsze dostaną pierwszeństwo. Gracze zaczęli więc pośrednio konkurować o moce produkcyjne z ogromnym boomem AI i na ten moment ewidentnie tę walkę przegrywają.

Sony już myśli, jak sprawić, żeby rachunek za PS6 się spiął

Najciekawsze informacje dotyczące PlayStation 6 nie pochodzą dziś z przecieków o liczbie jednostek obliczeniowych czy taktowaniu procesora, a z odpowiedzi Sony dla inwestorów. Firma została w maju zapytana wprost o wpływ drogich pamięci na obecne oraz następne konsole i odpowiedziała, że ceny pamięci mają pozostać wysokie, a podaż napięta przez cały 2027 rok. Sony przyznało jednocześnie, że nie zapadły jeszcze decyzje dotyczące terminu ani ceny platformy następnej generacji.

Jeszcze ciekawsza jest jednak dalsza część odpowiedzi. Sony zamierza analizować, ile kosztów może wyciąć w innych elementach sprzętu, jakie strategie sprzedażowe zastosować i czy konieczne będą nawet zmiany modelu biznesowego. Innymi słowy, nikt nie powiedział wprost “PS6 będzie koszmarnie drogie”, ale producent już na etapie planowania zastanawia się, co zrobić, żeby następna generacja miała ekonomiczny sens w świecie drogich komponentów.  Miesiąc później zrobiło się jeszcze ciekawiej. Przy pytaniu o ceny sprzętu i rentowność następnej platformy Sony stwierdziło, że przejęcie na siebie wszystkich wzrostów cen komponentów jest nierealistyczne oraz że firma co do zasady nie zamierza sprzedawać hardware’u ze znaczącymi stratami.

Jest to dla mnie znacznie bardziej alarmujące od jakiegokolwiek przecieku czy wyciągniętej potencjalnie z kosmosu analizy, które sugerują cenę PS6 na poziomie 800 czy 1000 dolarów. Sam producent mówi oficjalnie, że nowy sprzęt ma powstawać w warunkach rekordowo drogich pamięci, nie ustalił jeszcze ceny oraz terminu premiery, rozważa zmiany ekonomiki całej platformy i jednocześnie nie zamierza po prostu ratować klienta własną marżą. Innymi słowy, trudno dziś znaleźć argument przemawiający za tym, że PS6 będzie tanie. Nie znamy jeszcze ceny, ale wszystkie znane obecnie czynniki działają raczej w przeciwnym kierunku.

Pamiętajmy zresztą, co stało się ze Steam Machine. Valve samo przyznało, że przez wzrost cen pamięci i magazynu danych pierwotny cel cenowy urządzenia przestał być możliwy, a finalna cena ma się nijak do jego czysto obliczeniowych możliwości. 

Po co właściwie kupować Xboxa zamiast komputera?

Microsoft chce zrobić z nowej konsoli coś bliskiego pecetowi, więc odpowiedź na pytanie po co właściwie kupować nowego Xboxa zamiast komputera, może być bardzo trudna. Prostota konfiguracji, gwarantowany zestaw podzespołów, optymalizacja, świetna kompatybilność wsteczna, Xbox Play Anywhere i pecetowa biblioteka zamknięte w sprzęcie, który po prostu podpinamy pod telewizor, to potencjalnie świetny produkt. Microsoft musi jednak uważać, żeby w pogoni za “premium” nie zabić podstawowego argumentu, dzięki któremu konsole w ogóle przez lata miały przewagę nad PC.

Jednocześnie Microsoft nie podał daty premiery Project Helix, a planowane dostarczenie pierwszych wersji alfa deweloperom dopiero w 2027 roku raczej nie sugeruje urządzenia, które za chwilę wyląduje na półkach sklepowych. Scenariusz z premierą w 2028 roku lub nawet później wydaje mi się więc całkowicie realny, choć jest to wniosek na podstawie harmonogramu rozwoju tegoż sprzętu. W tym wszystkim Sony jest jeszcze ostrożniejsze, bo wprost powiedziało inwestorom, że ani termin, ani cena następnej platformy nie zostały jeszcze ustalone. Decyzje będą uwzględniać warunki rynkowe, ceny komponentów, rozwój technologii, marketing oraz sytuację regionalną.

W pewnym sensie zaczyna to odwracać klasyczny model generacji. Kiedyś technologia wyznaczała moment, w którym opłacało się zrobić nową konsolę. Dziś może się okazać, że technologicznie następca byłby już gotowy, ale producenci będą czekać na moment, w którym da się go sprzedać za kwotę akceptowalną dla zwykłego gracza.

W tym wszystkim Sony właśnie zabija jeden z największych atutów konsol

Cena samego hardware’u nie jest jednak jedyną rzeczą, która sprawia, że następna generacja zaczyna wyglądać mało atrakcyjnie. Sony oficjalnie zapowiedziało, że od stycznia 2028 roku zakończy produkcję fizycznych płyt dla wszystkich nowych gier wydawanych na konsolach PlayStation. Starsze produkcje nadal będą mogły być tłoczone, ale nowe premiery mają przejść na dystrybucję cyfrową.

Nie wiemy jeszcze, czy PS6 będzie miało napęd, bo może on nadal służyć chociażby kompatybilności wstecznej z PS4 i PS5. Sama decyzja dotycząca nowych premier jest jednak dla ekonomiki konsoli ogromna. Płyta nie była przecież tylko kawałkiem plastiku dla kolekcjonera, a czymś, co tworzyło namacalną konkurencję cenową.

Mogłem bowiem kupić nową grę w jednym z kilkunastu sklepów, poczekać na przecenę konkretnego sprzedawcy, kupić używaną kopię, pożyczyć ją od znajomego albo po ukończeniu najzwyczajniej w świecie odsprzedać i odzyskać część pieniędzy. Przy dystrybucji wyłącznie cyfrowej właściciel platformy zyskuje znacznie większą kontrolę nad całym rynkiem, a gracz traci sporą część tych możliwości.

Droga konsola jest już dużym problemem, ale droga konsola połączona z coraz bardziej zamkniętym cyfrowym rynkiem gier i sklepem w rękach tego, komu zależy na zarobku z własnej platformy, brzmi już znacznie gorzej.

A co jeśli za wszystkie te pieniądze skok będzie trudniejszy do zauważenia? 

Możliwe, że za wszystkie te potencjalnie duże pieniądze wydane na konsolę nowej generacji dostaniemy przynajmniej sprzęt, który zmiecie obecne konsole z powierzchni ziemi. Sam mam jednak co do tego pewne wątpliwości. Zwłaszcza jeśli mówimy o tym, co przeciętny gracz rzeczywiście zobaczy z kanapy.

Background
Foreground
Rasteryzacja vs ray tracing

Przejście z PS2 na PS3 oznaczało ogromną zmianę jakości geometrii, shaderów, oświetlenia i rozdzielczości. Skok z PS3 na PS4 również był banalnie łatwy do pokazania na jednym screenie. Obecna generacja dołożyła znacznie szybsze dyski, ray tracing, znacznie wydajniejsze procesory i powszechniejsze granie w 60 FPS, ale już dziś coraz częściej musimy zatrzymać obraz i przybliżyć fragment sceny, żeby pokazać różnice między kolejnymi trybami graficznymi.

Microsoft zresztą sam sugeruje, w jakim kierunku idzie dalszy rozwój. Project Helix ma zaoferować ogromny wzrost możliwości ray tracingu, kolejną generację FSR oraz coraz większy udział SI w samym procesie generowania obrazu. Ma to sens, ale ogólny problem jest bardziej marketingowy. Możemy bowiem dostać konsole wyraźnie droższe od poprzedników, których największa przewaga wizualna będzie polegała na lepszym RT, bardziej stabilnym obrazie i sprytniejszym generowaniu pikseli, a nie na gigantycznym skoku widocznym natychmiast po spojrzeniu na telewizor.

Background
Foreground
Rasteryzacja vs ray tracing

Technologicznie może to być jedna z najbardziej zaawansowanych generacji w historii, ale dla portfela i poczucia “wow” może być dokładnie odwrotnie.

PS6 i nowy Xbox mogą być świetne, ale cena całego pomysłu zaczyna wyglądać paskudnie

Nie chcę więc wyciągać z tych wszystkich informacji wniosku, że PlayStation 6 oraz Project Helix będą złymi urządzeniami. Wszystko wskazuje raczej na coś przeciwnego. Microsoft chce zbudować wyjątkowo mocny i otwarty jak na standardy konsol sprzęt, a Sony od lat udowadnia, choć ostatnio nieco zbyt rzadko, że deweloperzy potrafią wycisnąć z kolejnych PlayStation znacznie więcej, niż sugerują suche parametry. Dalszy rozwój ray tracingu, rekonstrukcji obrazu oraz technik wykorzystujących AI może też ponownie wyraźnie podnieść jakość grafiki.

Mam jednak problem z czymś zupełnie innym – cały ekonomiczny sens kupowania konsoli zaczyna wyglądać znacznie gorzej niż jeszcze sześć lat temu. Wystarczy spojrzeć na obecną generację. Sześcioletnie konsole zamiast tanieć kosztują dziś nominalnie więcej niż w dniu premiery, a producenci otwarcie ostrzegają, że pamięć i magazyn danych będą jednym z głównych problemów również przy ich następcach. W poprzednich generacjach dojrzewające procesy produkcyjne, kolejne rewizje i starzejące się komponenty pozwalały przynajmniej częściowo zbijać ceny. Tym razem nawet to nie wystarczyło, a musimy pamiętać, że następne konsole będą potrzebować więcej pamięci, większych SSD oraz znacznie wydajniejszych układów dokładnie wtedy, kiedy koszty tych elementów stały się jednym z największych problemów całego rynku.

Trudno mi więc znaleźć w tej układance magiczny element, który sprawi, że za dwa lata zobaczymy znacznie potężniejsze PS6 za odpowiednik dzisiejszych 2300 zł. Sama cena konsoli najwyraźniej nie będzie zresztą jedyną zmianą. Sony zmierza w stronę coraz bardziej cyfrowej dystrybucji, Microsoft buduje Project Helix gdzieś na granicy klasycznej konsoli i komputera, a oba przedsiębiorstwa chcą możliwie długo utrzymywać graczy we własnych ekosystemach. Droższy sprzęt można jeszcze przełknąć, jeśli później oszczędzamy na używanych grach, pudełkach kupowanych w promocjach i odsprzedaży ukończonych produkcji. Znacznie gorzej robi się wtedy, kiedy wysoka cena wejścia idzie w parze z coraz większym uzależnieniem od cyfrowego sklepu właściciela platformy.

Źródło: Xbox

Dlatego właśnie obawiam się, że nadciąga jedna z najgorszych generacji konsol od lat. Jednak nie dlatego, że PS6 i nowy Xbox będą słabe, bo technologicznie mogą być wręcz fenomenalne. Mogą bowiem przestać spełniać najważniejszą funkcję, dzięki której przez dekady wybaczaliśmy konsolom zamknięte systemy, płatny multiplayer, brak możliwości modernizacji oraz ograniczone ustawienia grafiki. Konsola miała być prostym, bezproblemowym i przede wszystkim relatywnie tanim sposobem na granie w najnowsze produkcje.

Jeśli natomiast za następcę PlayStation 5 rzeczywiście przyjdzie nam zapłacić znacznie ponad 3000 zł, Microsoft pójdzie jeszcze wyżej ze swoim “bardzo premium” Project Helix, gry będą coraz mocniej zamykane w cyfrowych sklepach, a największe różnice w grafice coraz częściej będziemy dostrzegać dopiero na stopklatkach i analizach od Digital Foundry, to konsola zacznie tracić właśnie ten argument, który przez dekady odróżniał ją od peceta.

Po co właściwie kupować konsolę?

Źródła: PlayStation – ceny startowe PS5, PlayStation – podwyżki cen PS5 w 2026 roku, Xbox – ceny startowe Series X/S, Xbox – podwyżki i koszty pamięci, Xbox – Project Helix, Xbox – nowy model biznesowy sprzętu, Sony – PS6 a ceny pamięci, Sony – polityka cenowa sprzętu, TrendForce – rynek pamięci w I kw. 2026, TrendForce – rynek pamięci w II kw. 2026, TrendForce – rynek pamięci w III kw. 2026, PlayStation – koniec nowych wydań na płytach od 2028 roku, The Verge – zmiany modelu biznesowego Xboxa, Ceneo – PlayStation 5 Slim, Ceneo – PlayStation 5 Pro, Ceneo – Xbox Series X, Ceneo – Xbox Series S

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.