Pancerz już nie wystarcza. Chiny wsadziły broń przyszłości na swojego pancerniaka Typu 19

Grubszy pancerz, lepsze działo, skuteczniejsza amunicja, coraz bardziej zaawansowane czujniki i systemy aktywnej ochrony już nie wystarczą, aby zrobić z pancernego pojazdu coś gotowego na wyzwania pola bitwy XXI wieku. Tak jak wszystko kręciło się wcześniej wokół problemu “jak przeżyć trafienie i jak szybciej od przeciwnika zadać mu śmiertelny cios”, tak teraz nacisk zmienił się na przetrwanie w czasach wszechobecnych dronów.
Grafika wygenerowana przez SI

Grafika wygenerowana przez SI

Dron za kilka czy kilkanaście tysięcy złotych nie musi przebić przedniego pancerza pojazdu bojowego. Może zajrzeć od góry, znaleźć słabszy punkt, przekazać pozycję artylerii albo po prostu śledzić kolumnę do chwili, w której ktoś wyśle następne bezzałogowce z przeciwpancernymi głowicami. Właśnie dlatego najciekawsze eksperymenty z bronią przyszłości nie dotyczą już wyłącznie zwiększania siły ognia. Coraz częściej chodzi o stworzenie wokół pojazdu niewidzialnej bańki, przez którą mały dron zwyczajnie się nie przedostanie.

Chiński Typ 19 może dostać własną laserową obronę

Pod koniec sierpnia w chińskich mediach społecznościowych pojawiły się niezweryfikowane zdjęcia nowej wersji ośmiokołowego pojazdu desantowego Typu 19. Na pojeździe widać standardowe uzbrojenie, dodatkowe sensory oraz coś znacznie bardziej interesującego – wieżowy system wyglądający na broń laserową przeznaczoną do zwalczania dronów. Nie ma jednak oficjalnego potwierdzenia jego parametrów, mocy ani nawet informacji, czy patrzymy na prototyp zdolny do rzeczywistej walki, czy jedynie platformę testową.

Czytaj też: Polacy chcą uprościć wojnę dronową do kliknięcia myszką. TASACK zaskakuje i przeraża

Nie mamy więc stuprocentowej pewności, że Chiny właśnie “uzbroiły wojska desantowe w lasery”. Wiemy natomiast, że rodzina Typ 19 trafiła wcześniej do 73. Grupy Armijnej Wschodniego Dowództwa Teatru Działań, którego jednostki amfibijne miałyby oczywiste znaczenie podczas ewentualnej operacji przeciwko Tajwanowi. Jeśli nowa wersja zachowała możliwość pływania, to laser mógłby zapewniać osłonę przed dronami już podczas przemieszczania się jednostek desantowych i po wyjściu na brzeg.

Tutaj właśnie robi się ciekawie, bo Typ 19 przestaje wtedy być tylko opancerzonym transporterem z działkiem. Staje się niewielkim węzłem obrony przeciwlotniczej, który sam wykrywa mały cel, śledzi go i próbuje zniszczyć bez wystrzeliwania kolejnej rakiety za setki tysięcy złotych. Podobny kierunek widać już przy brytyjskim laserze DragonFire, który ma trafić na niszczyciele Typu 45. Różnica polega na tym, że okręt posiada ogromne rezerwy miejsca, energii i chłodzenia. W amfibijnym pojeździe bojowym każdy kilogram, każdy wat i każdy litr objętości trzeba wyrwać innemu systemowi.

Laser nie potrzebuje amunicji, ale fizyki nie oszuka

Broń laserowa jest atrakcyjna przede wszystkim przez ekonomię. Po wykryciu celu system nie musi odpalać bardzo drogiego pocisku, a zamiast tego dostarcza skoncentrowaną energię do określonego punktu i ogrzewa element celu aż do jego uszkodzenia. W przypadku małych dronów może chodzić chociażby o elektronikę, sensor czy element konstrukcyjny. Dopóki pojazd ma energię i może odprowadzać ciepło, to jego “magazynek” jest teoretycznie bardzo głęboki. Amerykańskie GAO od lat wskazuje właśnie niski koszt pojedynczego użycia i możliwość wielokrotnego zwalczania celów jako największe zalety systemów energii skierowanej.

Czytaj też: USA chcą wskrzesić pancerniki, aby wzmocnić marynarkę. Chiny mają coś do powiedzenia

Zdjęcie poglądowe – test lasera DragonFire

Problem w tym, że określenie “laser nie potrzebuje amunicji” brzmi znacznie lepiej niż “laser potrzebuje potężnego generatora i chłodzenia”. Według danych Departamentu Obrony USA przytaczanych przez GAO sprawność niektórych laserów wysokoenergetycznych wynosi około 25-40 procent. Innymi słowy, większość pobieranej energii nie staje się wiązką lecącą ku dronowi, tylko ostatecznie ciepłem, z którym platforma musi coś zrobić. Na okręcie można dołożyć duże systemy chłodzące. W ośmiokołowym pojeździe, który dodatkowo powinien pływać, zaczyna się prawdziwa inżynierska gimnastyka.

Dodatkowe akumulatory, generator, optyka, sensory i chłodzenie podnoszą masę, a sprzęt musi jeszcze przeżyć kontakt ze słoną wodą. Eksperci zwracają uwagę, że część masy można odzyskać przez zmniejszenie załogi albo usunięcie innych elementów wyposażenia, ale na razie zwyczajnie nie wiadomo, jaki kompromis wybrali Chińczycy. Pamiętajmy też, że do tego mgła, deszcz, pył, dym i większy dystans pogarszają jakość wiązki, a system musi utrzymać ją na celu wystarczająco długo, by dostarczyć odpowiednią ilość energii.

Tajwan daje Chinom bardzo dobry powód do takich eksperymentów

Trudno jednocześnie uznać moment pojawienia się tego pojazdu za przypadkowy. Tajwan chce gwałtownie zwiększyć liczbę własnych systemów bezzałogowych. Najnowsza propozycja dodatkowego budżetu obronnego o wartości 4,6 mld dolarów, czyli około 17,2 mld zł, obejmuje ponad 600 dronów obserwacyjnych i rozpoznawczych, ponad 40000 dronów uderzeniowych przeznaczonych do obrony wybrzeża oraz przeszło 100 bezzałogowych łodzi uderzeniowych. Osobno parlament przyjął sześcioletni program dotyczący rozwoju i zakupów dronów wart 240 mld dolarów tajwańskich.

Czytaj też: Po raz pierwszy pole magnetyczne Ziemi pokierowało drona bojowego na cel

W takim otoczeniu klasyczny pancerz zwyczajnie nie rozwiązuje całego problemu. Nawet jeśli zatrzyma ładunek jednego drona, to nie ochroni pojazdu przed wykryciem ani przed kolejnymi dziesięcioma maszynami naprowadzającymi na niego artylerię. Dlatego Typ 19 z laserem interesuje mnie bardziej jako zapowiedź zmiany filozofii niż pojedyncza chińska ciekawostka. Przez większość historii pojazd pancerny bronił się przede wszystkim materią – stalą, ceramiką i coraz wymyślniejszymi warstwami ochronnymi. Teraz może coraz częściej bronić się również energią.

Źródła: South China Morning Post, Tajwan, USA GAO

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.